niedziela, 17 listopada 2013

Aksamitne tusze do policzków My secret

Cześć Kochani. ;-) 
Dzisiaj witam Was z zapowiedzią nowości w Drogeriach Natura. Od piętnastego listopada poszerzyła ona bowiem swoją ofertę o trzy kolory aksamitnych różu do policzków marki My secret. Każdy z nich znajdziecie w Drogeriach w cenie 11,99 za sztukę. Ich aksamitna formuła gwarantuje bezproblemową aplikację. Waga jednego to 5g. Odcienie: 101 Cool pink, 102 Cool pink oraz 103 Tan mają również bezzapachową formułę. 

Poniżej zdjęcia podglądowe:

piątek, 15 listopada 2013

Książkowo: Patrycja Gryciuk - Plan

Cześć Kochani. 
Dzisiaj pojawiam się z czymś, czego jeszcze z pewnością tutaj nie było- z recenzją przeczytanej ostatnimi czasy książki. Kto wie- być może wprowadzę tutaj jakąś serię recenzji na stałe? Pokuszę się chyba jednak tylko wtedy, kiedy któraś z książek wyjątkowo zapadnie mi w pamięć, jak to się stało w przypadku powieści Patrycji Gryciuk o tytule ,,Plan". Nigdy nie pisałam książkowej recenzji dla przyjemności własnej i innych, w związku z czym za wszelkie możliwe niedociągnięcia z góry przepraszam.

poniedziałek, 11 listopada 2013

Cienie oraz kulki Kobo i tusz My secret Smoky Eyes

Cześć Kochani. ;-)
W ramach pozbycia się wszelakich zaległości w postach, witam Was dzisiaj po raz drugi. Wieczory zaczynają robić się doprawdy paskudnie zimne, w związku z czym cóż innego zrobić jak pisać, szczególnie, jeśli się to lubi? ;-) 
Na jutro mam dla Was zaplanowaną recenzję książki ,,Plan" Patrycji Gryciuk, z którą rozdanie rozwiązałam dzisiaj na moim fanpage (klik). W tym tygodniu pojawi się również recenzja maski DSM minerals do włosów oraz tego samego przeznaczenia cztery kosmetyki marki Alfaparf Milano (płynne kryształki, maska, szampon i fluid). Dalej będzie recenzja Kobo Make Up fixer spray'u i podkładu oraz kilku lakierów Kobo/Sensique. Zapowiada się całkiem mieszanie i ciekawie, prawda? Cóż, dla każdego coś dobrego, a przynajmniej taką mam nadzieję.

Na początek zdjęcia ocenianych dzisiaj produktów i kilka makijaży ze stosownymi opisami, cobyście się nie pogubili co z czym jeść. ;-)

Cienie Kobo Mono Eye-Shadow, od góry: Rosy Brown, Cornflower, Olive, Violet

Cienie Kobo Mono-Eyeshadow, od góry: Gold, Apricot, Dovelike
Tusz My Secret Smoky Eyes:
 Kuleczki Kobo Make up Pearls, z lewej strony rozświetlające, z prawej brązujące:

Rzęsy wytuszowane przy pomocy Smoky Eyes, na powiekach Violet+Apricot



Dla porównania, gołe rzęsy bez tuszu:

Nie mam pojęcia, dlaczego blogspot ostatnio psuje mi na tyle jakość niektórych zdjęć... macie może jakiś pomysł? :(
Tutaj mieszanka Rosybrown+Olive (na policzkach kulki rozświetlające)

A tutaj na górnej powiece Gold +kreska eye-linerem Wibo, na dolnej powiece Dovelike+  rzęsy wytuszowane Smoky Eyes. Na policzkach kulki brązujące.

Tutaj mały look na całość z daleka w świetle dziennym. Do brązujących kulek na policzkach dołożyłam trochę rozswietlających. Na ustach błyszczyk Kobo, którego numerka nie pamiętam. ;-) Prawdopodobnie Strawverry Fields w słoiczku.

Przechodząc do recenzji, 

Cienie Kobo Mono Eye Shadow:
 Zdecydowanie podoba mi się ich proste, eleganckie opakowanie bez zbędnych wzorków, czy czegokolwiek innego. Mniemam, iż osoba przechadzająca się po Drogerii Natura (bowiem tam tylko są one dostępne) i tak zwróci na nie uwagę ze względu na rzucające się w oczy kolory. Są matowe i bardzo dobrze napigmentowane- aczkolwiek są zarówno kolory mocniejsze (Corniflower, Apricot, Olive, Dovelike) jak i słabsze, lżejsze (Violet, Gold, Rosy brown). Nie osypują się podczas nakładania, co niewątpliwie należy zaliczyć do plusów. Na powiece bez bazy wytrzymują 7-8 godzin, czyli czas całkiem niezły. Po upływie tegoż czasu są po prostu słabsze i lekko zbierają się w zagłębieniu powieki, aczkolwiek w stopniu nieznacznym. Są matowe, aczkolwiek posiadają niewielkie, acz urocze drobinki. Moi ulubieńcy? Corniflower, Apricot i Dovelike, zdecydowanie. A, posiadają o wiele szerszą paletę. Bliżej prezentowane kolory to tylko nowości. ;-) Cena za sztukę to ok. 20 zł.

My secret tusz Smoky Eyes:
Przyznam szczerze, iż podeszłam do niego z dość sporym marginesem, ponieważ z tuszy My secret jeden tylko zaliczyłam do grona swoich ulubieńców (nazwy już nie pomnę, aczkolwiek srerbne opakowanie i różowe napisy). Opakowanie tego podobne jest troszeczkę do zwyczajowego rimmelowego scandaleyes i przyznam szczerze, iż działanie również- zaskoczenie na wielki plus! Bardzo duża szczoteczka (dokładnie wprost jak w scandaleyes) z gęsto rozstawionymi i długimi włoskami. Nie skleja jednak rzęs- oczywiście, przy umiejętnym użyciu. Pogrubia i wydłuża prawie że do brwi (co widać chyba doskonale na jednym ze zdjęć ;)). Nie kruszy się nawet po upływie 12-13 godzin, sprawdzone. ;) Przy czym ze zmywaniem również nie ma problemu. Niewątpliwie plusem jest też cena, bo zaledwie 12 zł. Zdecydowanie warto je wydać!

Kobo Minerals Make-Up Pearls:
Odczucia pierwsze: charakterystyczne dla Kobo klasyczne opakowanie i prześliczny zapach. Owszem, kuleczki pachną wprost rajsko. ;) Do opakowania dołączona bardzo miękka i wygodna w użyciu gąbeczka, także na plus. Kuleczki rozświetlające są bardzo delikatne. Na początku zdziwiona lekko byłam obecnością tych zielonych- ale przecież mają też działanie lekko korekcyjne. I nie, na szczęście nie ma na skórze żadnych zielonych plamek, czego się obawiałam. ;) Rozświetlają buzię w sposób bardzo leciutki, naturalny. Mają też drobinki. W połączeniu z brązującymi na pewno sprawdzą się również przy konturowaniu twarzy. ;) A właśnie, kuleczki brązujące (z którymi, nawiasem mówiąc polubiłam się jakoś bardziej) są już bardziej widoczne i trzeba uważać, ażeby nie nałożyć ich na twarz za dużo. Nie kruszą się podczas aplikacji gąbeczką. Na twarzy utrzymują się 5-6 godzin bez żadnych poprawek, całkiem zacny wynik. Cena za jedne wynosi 24 zł, czyli stosunkowo niewiele.

Miałyście może coś z powyższych kosmetyków albo też coś Was zaiteresowało?
Miłego wieczoru, Kochani!
xoxo

Rimmel: makijaż codzienny

Hej Kochani. ;)
Za oknem mroźno (bo zaledwie pięć stopni), ale wreszcie wyszło słonko i zaraz robi się przyjemniej. Witam Was dzisiaj z postem, w którym pokazuję swój (prawie) aktualny codzienny makijaż. Największą uwagę w swojej recenzji zwrócę na trzy produkty Rimmela (tusz Scandaleyes retro glam, tusz Lash accelerator endless i eye-liner w pisaku Scandaleyes retro glam), bo o nich jeszcze nie pisałam- ale to dopiero po wszystkich krokach makijażu codziennego ze zdjęciami. Enjoy!

Gołe i jakże zmęczone jeszcze oko bez grama makijażu.

Pierwszym krokiem w moim makijażu jest oczywiście nałożenie podkładu. Ostatni miesiąc używałam Rimmel Lasting Finish 25h, jednakże niestety już mi się skończył (teraz przerzuciłam się na najnowszy Kobo, o którym w kolejnym poście). Ten ceniłam sobie przede wszystkim za równomierne pokrycie i doskonałą trwałość.
Po nałożeniu podkładu:

Kolejny krok mojego zwyklaczka to zmatowienie całej twarzy pudrem. Moim ulubieńcem, ze względu na świetne krycie i długotrwały efekt matowej cery jest Miyo, który kosztuje zaledwie 10 zł i jest przy tym absolutnie genialny. ;) Nie zawsze widać cena świadczy o jakości.

Po nałożeniu pudru:

Krok kolejny- cienie na górną powiekę. Wybieram ostatnio odcienie złotawe lub jak najbardziej nude. Tutaj wybrałam najjaśniejszy z trio Sensique, ostatnimi czasy korzystam z poczwórnej ich palety w kolorze nude. W tym poście akurat padło na te. ;-) Jak widać, także lubiane, bo często używane.
Po aplikacji cienia:
Krok kolejny, kreska na powiece. Tutaj tylko pokażę Wam efekt, bo recenzja znajdzie się po wszystkich fotkach.

Po zrobieniu kreski:

Krok kolejny, róż na policzki. Tutaj reszta Safari, nie pamiętam znowuż nazwy marki. Obecnie używam Rimmela Match Perfection Bronzer, który spisuje się u mnie dużo lepiej. Ano i wprowadziłam małą zmianę- nie dodaję policzkom koloru po zrobieniu kreski, tylko kiedy makijaż oka jest już całkowicie gotowy. I powiem Wam, iż nowa kolejność zdecydowanie jest lepsza. ;)

Po dodaniu różu na policzki:
Krok kolejny, wytuszowanie rzęs. Najpierw Rimmel Scandaleyes Retro Glam:

Po dokładnym wytuszowaniu:
I na koniec na rzęsy idzie jeszcze warstwa Rimmel Lash Accelerator Endless.

Po Endlessie:



 
Efekt końcowy: 

Tak też oto zazwyczaj wygląda móju najzwyklejszy, codzienny makijaż, wliczając zmiany, które wprowadziłam, o których pisałam powyżej. Przecodząc do recenzji kluczowych tutaj produktów.

Eye-liner w pisaku Rimmel Retro Glam.
Pierwsze moje zetknięcie z nim wprost napawało mnie grozą. Opakowanie mi się spodobało, szata graficzna w moich ulubionych kolorach, czyli bieli i czerni. ;) Zawsze jednak miałam do czynienia z eye-linerami w płynie z pędzelkiem, nigdy z pisakiem. Trzeba jednak próbować. Perfekcyjna kreska pisakiem nie okazała się na szczęście aż tak trudna do wykonania, chociaż pierwsze próby niekoniecznie kończyły się powodzeniem. Kolor czerni, który uzyskujemy, robiąc nim kreskę oceniłabym jako 8/10 w skali intensywności czerni. Jest za to bardzo precyzyjny- można nim zrobić zarówno bardzo cienką, jak i bardzo grubą kreskę bez większych problemów. Co do trwałości- również 8/10. Na górnej powiece lekko odznacza się dopiero po 7-8 godzinach, co jest całkiem niezłym wynikiem. Lekki minus za fakt, iż malując nim na cieniu czasem trzeba lekko przydusić, żeby uzyskać mocniejszą czerń. Występuje w dwóch grubościach, dla siebie wybrałam oczywiście tą cieńszą. Cena za sztukę wynosi około 23 zł.

Tusz Rimmel Scandaleyes Retro Glam.
Co do szaty graficznej, te same odczucia. Szczoteczka nie jest silikonowa (takie lubię najbardziej), a mimo to się z nią zaprzyjaźniłam. Jest z włosia i wyprofilowana w kształt nieskończoności, co pozwala bardzo dobrze podkreślić rzęsy. Uzyskana nim czerń jest głęboka, co jest jego zdecydowanym plusem. Przy pierwszych użyciach denerwowało mnie minimalnie to, iż lekko sklejał rzęsy, ponieważ za dużo osiadało go na szczoteczce. Jednakoż, jako zagorzała weteranka tuszy wszelakiej maści jestem do tego przyzwyczajona- i rzeczywiście, po kilku dniach sklejanie się rzęs ustało. Pierwsze użycia zazwyczaj są najtrudniejsze, nic tu dziwnego. ;) Przede wszystkim pogrubia rzęsy i sprawia, iż oko staje się zdecydowanie bardziej wyraziste. Przy czym, całkiem dobrze wydłuża. Do tuszu idealnego brakuje mi tu chyba jedynie perfekcyjnego rozdzielenia, ale nie to jest zadaniem tego tuszu, tak więc mogę go zdecydowanie polecić, bo swoje zadanie spełnia na setkę. Kosztuje około 27 zł.

Tusz Rimmel Lash Accelerator Endless.
A tutaj już o moim zdecydowanie ulubionym tuszu. Neonowe, fluorestencyjne i blyszczące opakowanie z pewnością każdemu rzuci się w oczy. Podobnież jak i mnie, chociaż zdecydowanie w swojej garderobie kolorów temu podobnych nie cierpię. ;) Gumowa szczoteczka, która już od pierwszego użycia podbiła moje serce na procent dwieście, przypomina troszeczkę tę mojego ulubionego fioletowego tuszu Oriflame. Stąd wiedziałam, iż mój romans z tymże tuszem rzeczywiście będzie 'endless' ;). Perfekcyjnie rozdziela rzęsy i niesamowicie je wydłuża. Sprawdza się nawet nakładany na inny tusz, w celu usunięcia jego nadmiaru, grudek czy efektu sklejonych rzęs! Zdecydowane cudo, jeśli chodzi nie tylko o perfkcyjne wydłużenie, ale i o zadania specjalne. Cena stosunkowo niewielka jak na genialność działania, 29 zł.

Reasumując, z tych trzech produktów linię Retro zdecydowanie polubiłam, natomiast ostatni tusz podbił moje serducho. <3

A Wy znacie może te produkty? Albo macie jakieś własne Rimmelowskie perełki? Zapraszam do dyskusji.
xoxo

niedziela, 10 listopada 2013

Joanna Naturia bez amoniaku perfect color 150 czarna orchidea

Hej Kochani. ;-) 
Przyszła dzisiaj pora na pokazanie Wam efektu odświeżenia koloru nową farbą Joanny- bez amoniaku. Dla wrażliwców, informuję jednak, że farba zawiera sole MEA, które amoniak zastępują a wiem, iż nie wszystkie włosy dobrze na nie reagują. Wybrałam ją z ciekawości, jako że wszystkie nowości muszę na sobie przetestować. Zresztą, niska cena (ok. 5 zł) i prześliczny kolor, rzeczywiście czarną orchideę przypominający, skusił mnie do podjęcia tej próby. Ostatni raz włosy farbowałam na początku października, farbą Palette C1, z której byłam bardzo zadowolona- idealnie głęboka, granatowa czerń. Pojawiły się już jednak centymetrowe odrosty i brązowa poświata, czego nie lubię, w związku z czym skusiłam się na Joannę. Efekty zaraz Wam pokażę, opatrując rozliczne zdjęcia stosownymi opisami. O swoich wrażeniach nadmienię po wszystkich zdjęciach. Enjoy. ;)

Same pudełko. W środku instrukcja, rękawiczki, utleniacz (6% w tym przypadku, nie wiem jak przy innych kolorach) i oczywiście sama farba.


Po nałożeniu mieszanki kolor mocno granatowy. W załączniku również mój uroczy ręcznik, przeznaczony do farbowania włosów, coby stu nie koloryzować :D.


Kolor włosów zaraz po spłukaniu farby i umyciu ich szamponem zakwaszającym Affinage. Włosy jeszcze mocno wilgotne.



Przepiękna granatowa czerń o poranku drugiego dnia, kiedy włosy były już idealnie suche. Kolor w świetle pokojowym. Idealnie taki, o jaki mi chodziło! Czerń chłodna przemieszana z wprost kruczą. Cudo. Połysk zawdzięczają płynnym kryształkom Alfaparf, o których za dni kilka. ;)



Kilka dni później, zdjęcie zrobione podczas nakładania maseczki Kallos. Z boku widoczne jak na dłoni brązowe prześwity.

A to już zdjęcie z dzisiaj, kiedy eksperymentowałam z fryzurą, za radami mojego drogiego Andy'ego, którego rady są zdecydowanie nieocenione. Przy okazji zapraszam: andyfromhellblogspot.com ;). Zdjęcia sześć dni po farbowaniu Joanną.



Przechodząc do recenzji, zacznę od plusów:
+ niska cena farby z pewnością przysporzy jej wielu zwolenników
+ farba pachniała przyjemnie i lekko, żadnego szczypania w oczy
+ brak pieczenia, nie podrażania skóry głowy
+ konsystencja kremowa, niespływająca z włosów
+ wystarczyło mi jedno opakowanie na idealne pokrycie włosów
+ farba w żaden sposób nie zniszczyła mi włosów, brak inwazyjnego działania
+ łatwo zmywa się ze skóry, nawet po upływie około godziny
+ w stu procentach pokryła odrosty, nie tworząc różnicy przejścia
+ jest bardzo delikatna
+ uzyskany kolor podczas pierwszych dni 'po' jest naprawdę piękny, błyszczący i wielotonowy.

Minusy:
- niestety, pomimo rozlicznych plusów, ma jeden minus, będący dla mnie tym najważniejszym; po sześciu dniach praktycznie nie widzę jej na włosach. odrosty znowu są lekko widoczne, brązowa poświata wróciła na swoje miejsce, podobnie jak tzw. prześwity, co możecie widzieć na zdjęciu z maskowania i dzisiejszej fryzurki. nie spełniła więc dla mnie swojego podstawowego zadania. poza delikatnością, połyskiem czy pięknym zapachem, od farby oczekuję również trwałego koloru.

Dla osób, chcących kolor odświeżyć lekko i na krótko z pewnością mogę polecić. Podobnież jak i osobom o słabych, cienkich włosach, które boją się zniszczeń. Jeśli jednak szukacie koloru trwałego- nie polecam. 

Macie już może jakieś doświadczenia z tą farbą? ;) 
Kolorowych snów.
xoxo

wtorek, 5 listopada 2013

Kobo Professional Colour Trends Lipstick oraz Trends lip care base

Cześć Kochani. Jak obiecałam, tak i pojawiam się częściej. ;-) Pogoda nie rozpieszcza, jakoś trzeba więc zabić czas. Jutro lub pojutrze pokażę Wam relację z odświeżenia kolorku nową farbą Joanna bez amoniaku- czarna orchidea. Ciekawi? ;-)

Tymczasem, parę słów o nowości w drogeriach natura- pomadkach Kobo Professional Colour Trends Lipstick, które pojawią się aż w jedenastu kolorach oraz o bazie Trends Lip Care Base. Nowości znajdziecie w Drogeriach Natura od 7 listopada.


KOBO PROFESSIONAL COLOUR TRENDS LIPSTICK
 Intensywny i trwały kolor ust. Pomadka nawilżająca i wygładzająca usta o przedłużonej trwałości.Formuła bogata w składniki odżywcze, takie jak masło morelowe, witamina E, działa jak odżywczy balsam dla ust.
Zawiera filtry UV. Waga 3,8g. Cena to zaledwie 16 zł za sztukę. Dostępne 11 kolorów: 302 Natural Beauty, 303 Peach Puff, 304 Dusky Rose, 305 Sensual Purple, 306 Passionate Red, 307 Cherry Lips, 308 Coral Kiss, 309 Vibrant Orange, 310 Orange Surprise, 311 Rose Petal, 312 Pink Love.

KOBO PROFESSIONAL COLOUR TRENDS LIP CARE BASE
Odżywcza, bezbarwna baza pod pomadkę. Przedłuża trwałość kolorowej pomadki lub może być stosowana jako ochrona ust. Zawiera witaminę E, olej rącznikowy i masło morelowe o działaniu pielęgnacyjnym. Waga 3,8g. Numer 301. Cena to również 16 zł.













Śliczne kolorki, prawda? Sama nie wiem, który najbardziej mi się podoba. Jestem też strasznie ciekawa bazy. 
Miłego wieczorku!
xoxo