niedziela, 22 grudnia 2013

Obiecane włosowe iperfumow(an)e recenzje

Hej Kochani. ;-)
Mam nadzieję, iż Wam wieczór upływa równie przyjemnie jak mnie. Oderwałam się właśnie (z niemałym trudem) od Pięćdziesięciu twarzy Greya i ciepłego barszczu i pojawiam się z obiecanymi wczoraj z recenzjami włosowych dobroci, które mi ostatnio w łapki wpadły, podczas zamawiania na iperfumy.
Dla zainteresowanych, jestem od dzisiaj na Instagramie- zapraszam do obserwowania i podania swoich Instów w komentarzu. ;-) Link: http://instagram.com/scenequeene

Ad rem,
Kallos, odżywczy olejek nawilżający, przede wszystkim do włosów suchych i zniszczonych
 Wypatrzywszy nowość w sklepie, postanowiłam się na nią skusić. I słusznie, jak mniemam, bo z tego, co widzę- dostarczona ilość została już wyprzedana. Mam nadzieję jednak, że niedługo powróci. Zapach nie jest właściwie silny. Konsystencja jak w normalnym olejku. Denerwuje mnie jednak trochę pompka, która ślizga się, kiedy chce się nabrać ciut więcej olejku. Nakładałam na końcówki mokrych włosów po umyciu- w celu zabezpieczenia i naprawienia, przed rozczesaniem. Bardzo istotne, by nie przesadzić z ilością- wtedy końce niestety będą sklejone, kiedy włoski już wyschną. Przy odpowiedniej ilości jednak- końcówki wyglądają na duużo zdrowsze. Po małych eksperymentach ostatnio (pokażę w kolejnym poście) zdecydowanie dobra rzecz dla moich włosków. Na plus!

Garnier fructis style brillance, nabłyszczający lakier do włosów
 W zasadzie zakupiony pod wpływem impulsu, jako że poprzednie mi się skończyły, a ostatnio częściej niż zwykle pozwalam sobie na inne uczesania. Przy panującej pogodzie, pieczołowicie zrobiona fryzura zdecydowanie wymaga dobrego utrwalenia. Jestem z niego zadowolona- wydajny, o bardzo przyjemnym zapachu. Co najważniejsze- ma stosunkowo niską cenę, w żadnym stopniu nie skleja włosów a fryz utrwala na kilka ładnych godzin. Dobra rzecz. Co do nabłyszczenia, nie do końca się wypowiem, ponieważ ostatnio na to u swoich włosów nie narzekam.

Loreal elseve full repair 5, balsam-ekspresowa kuracja
Bardzo mi przypomina kurację ekspresową Goodbye Damage, toteż nasz związek był całkiem owocny. Kremowa, ale raczej lekka konsystencja i przyjemny zapach. Stosowałam zarówno po myciu jako odżywkę, jak i przed myciem jako kompres. Produkt na plus, włosy nieobciążone zupełnie, lekkie, nawet zaryzykowałabym stwierdzenia, iż lejące się. Fajne, fajne, fajne.

Loreal elvive, smooth intense, szampon przeciwko puszeniu się włosów
Urzeczona wprost byłam, kiedy ujrzałam nowość w sklepie- nie dość, że w Polsce elvive praktycznie nie do dostania, to jeszcze coś przeciw puszeniu się. Dodałam do koszyka od razu, bo przecież Loreal zacny całkiem. Konsystencja żelowa, zapach przyjemny, brak problemu z rozczesaniem włosów. Samo działanie jednak... na moich włosach rozczarowanie totalne! W życiu nie widziałam na swoich włosów takiego puchu i szatan-wie-czego na końcówkach. Pomimo stosowania z odżywką. Trzy razy nie.

Loreal elvive, smooth intense, odżywka przeciw puszeniu się włosów
 Konsystencja kremowa, zapach całkiem całkiem ładny. Tutaj... w przeciwieństwie całkowitym do szamponu, duży plus. Włoski miękkie, przyjemne w dotyku i rzeczywiście przyzwoicie wygładzone. Zdrowo wyglądające. Nie wiem, w czym tkwi tutaj różnica, ponieważ ponoć i odżywka i szampon mają działanie mieć takie same... może to po prostu moje włosy niesforne i żadnym regułom się niepoddające, jak i ich właścicielka. Może. ;-)

Kallos, szampon zwiększający objętość
Jak wspominałam w zapowiedzi, szukam ostatnio złotego środka, który uniesie mi włosy i sprawi, iż objętościowo będzie ich więcej. Szalone tapiry oczywiście nie wchodzą w grę. ;-) Konsystencja bardzo lekka, ciut luźna, żelowa, zapach nie pozostawia niczego do życzenia. Wygodna pompka, ułatwiająca wydostanie produktu. Włoski lekkie, oczyszczone, narzekać na nic nie mogę. No, może tylko na to, iż żadnego zwiększenia się objętości moich kłaczków nie zauważyłam. No i, gdyby nie spray, lekkie trudności z rozczesaniem. Ni plus, ni minus w zasadzie, zależy, kto czego szuka.

Garnier, szampon dla dzieci dla włosów delikatnych z morelą i kwiatem bawełny
Tak, tak, dobrze myślicie, że postanowiłam po kolei wszystkim Garnierom dla dzieci się przyjrzeć (jak i Babydream osławionemu, ale o tym w kolejnym poście). Właściwie zamówiłam go dla Złotowłosej Blondynki w Różu Nieodłącznie, ale sama również przetestowałam. Jak i nasza mama. ;-) Bajeczny wprost zapach i (jak na moje oko ciut zbyt za) gęsta żelowa konsystencja. Dość niewielka ilość wystarcza na umycie całych włosów. I o ile moje lepiej zareagowały na garnierowską jabłkową wersję szamponu for babies, o tyle zarówno moja siostra, jak i mama chwalą sobie najbardziej ten właśnie. Z ich relacji, włosy błyszczące jak nigdy, pachnące, no i leciutkie. To niech im będzie, notuję.

Garnier, balsam z wyciągiem z aloesu do wszystkich rodzajów włosów
Nie wiem jak to się dzieje zupełnie, ale ostatnio produkty do włosów zwyczajnych zaczynają mi służyć. Pamiętacie, jak chwaliłam balsam Garniera z oliwą i rozmarynem? Tego nie pokochałam aż tak, ale przysłużył mi się również. Konsystencja kremowa lekka, zapach bardzo ładny. Włoski wyraźnie wygładzone, odżywione, no i podkreślony skręt. Falki chyba rzeczywiście lubią aloes. Polecam.

Kallos placenta, maska do włosów suchych i zniszczonych
Stosowany zarówno przeze mnie, jak i przez moją mamę w formie kompresu (u mnie to jeszcze z dodatkiem olejku rycynowego lub lnianego, ale i również solo). Przeeeeśliczny zapach, konsystencja lekka, ale nie za luźna. Całkiem niewielka ilość starcza na jeden kompres, więc jest wydajny. Pomimo, że unikam dużej ilości protein, kallosy zdecydowanie mi służą. Ten w mojej klasyfikacji uplasował się zaraz za ulubieńcem- kokosowym. Bezproblemowo wypłukuje się z włosów, nawet po kilku godzinach trzymania maski. Włoski pachną nim jeszcze na drugi dzień, bardzo przyjemnie. Wyraźnie odżywione, ale przy tym lekkie. No i, nie wiem jak to robi, ale dodaje zdrowego połysku. Bardzo, bardzo polecam.

To już wszystko na dzisiaj, Kochani. Wracam do mojego romansu z Grayem (marzycielka).
Coś Was szczególnie zainteresowało?
xoxo

sobota, 21 grudnia 2013

Zapowiedzi włosowych recenzji: na dzisiaj lub jutro

Cześć Kochani. ;-)
Nie wiem, czy zauważyliście, ale na facebooku ruszyło nowe rozdanie, zapraszam serdecznie i przedświątecznie. KLIK 

 Świąteczna gorączka zapewne pochłania również Was? Wszystkie prezenty mam już zapakowane, choinki ubrane, jeszcze tylko ostatki się ostały, że to tak niepoprawnie ujmę. Dzisiejsze zakupy w Centrum Handlowym... cóż, slalom istny na dwunastocentymetrowych szpilkach. Przy stoisku z rybami przeszło sto osób, aż dziw, że nie doszło do bójek. Niemniej, jestem ciekawa, jak to też u Was wygląda?

Mam też dobrą nowinę dla wszystkich, którzy uważali, iż zdjęcia często-gęsto były złej jakości (nie zaprzeczam zresztą, kiepski aparat w telefonie). Od wczoraj jestem posiadaczką nowego modelu LG, w prześlicznej bieli z pikowaną obudową, w związku z czym jak tylko zaprzjaźnię się z Androidem, w końcu będą lepsze zdjęcia! Cóż, magia prezentów. ;-)

Dzisiaj za to (post być może nieostatni) zapowiem, co pojawi się jeszcze dzisiaj lub jutro w recenzjach. Mam wolne do ósmego stycznia, także kroi się, iż wreszcie będę na bieżąco z recenzjami. Zanim to jednak, mały spoiler. Poprzez cały ten mój wolny okres pojawią się recenzje kosmetyków Alfaparf, maski DSM do włosów zniszczonych i kilku drogeryjnych perełek, na jakie wpadłam ostatnio sama, oscylując między Naturą, Rosskiem a Superpharm. Ok, wracając do dzisiaj, czy też jutro, co u mnie, zamówionego około trzech tygodni temu na iperfumy.

 Kallos serical placenta, maseczka do włosów suchych i zniszczonych w wersji litr
I tak oto ostatni z Kallosów podstawowych (brak mi jeszcze silk i keratin) wylądował w mojej kolekcji. Zdradzę półsłówkiem, że uplasował się w ogólnej klasyfikacji na pozycji drugiej, zaraz za kokosowym. Chociaż moje włoski stronią ostatnio od protein- Kallosa w dalszym ciągu ubóstwiają. A że Mama oczywiście pokusiła się o odlewkę- recenzja będzie dwustronna.

Odżywka Garnier z wyciągiem z aloesu do wszystkich rodzajów włosów
Czy do wszystkich- nie odpowiem, ale dla moich na pewno, idealna na te dni, kiedy włoski oczyszczam, zamiast olejkować czy obciążać maskami/czymś ciężkim. Ale ok, bo się dzisiaj ze wszystkim zdradzę i o czym to Wam w recenzji pisać będę.

Garnier, szampon dla dzieci, dla włosów delikatnych
Zamówiłam dla swojej siostry, ale nie omieszkałam się dwukrotnie podebrać. Recenzja więc głównie od Małej Blondi, chociaż mama utrzymuje, że z Garnierów dla dzieci tenże powyżej jest najlepszy- wnioskuję, że też przetestowała. Cóż, pachnie obłędnie.

Szampon zwiększający objętość Kallos, litra pół
Właściwie, jeśli chodzi o objętość- wciąż szukam skutecznego sposobu na jej poprawę. Kiedy kolor praktycznie naturalny (w końcu zmiana na plus), stan całkiem dobry, długość też- brakuje objętości. Niestety nie jest to produkt, który mi ją zagwarantował. Szukamy więc dalej.

Loreal elvive smooth intense, odżywka przeciw puszeniu się włosów
Lorealowska nowość, którą koniecznie musiałam nabyć. W końcu, kiedy na dworze wilgotno, falki typu 2a/2b zdecydowanie nie wyglądają korzystnie. Nieistotne zupełnie, ile spędzisz nad stylizacją. Szepnę ukradkiem, że odżywka całkiem-całkiem.

Loreal elvive smooth intense, szampon przeciwko puszeniu się włosów
A tutaj z kolei nic pozytywnego jutro zdecydowanie nie naskrobię. Nie wiem, czy to moje włosy szalone, czy co, ale po żadnym szamponie takiego puchu żem nie widziała. :D

Loreal elseve full repair 5, ekspresowa odżywka w tubie
Tutaj propozycja do włosów zniszczonych. Zamówiłam ją, bo przypomniała mi jakoś Fructisową kurację ekspresową w tubie i zdradzę na razie, że działanie całkiem-całkiem na podobieństwo.

Garnier, fructis style brillance, lakier do włosów
Tak, tak, dobrze widzicie, w końcu zamówiłam sobie jakiś produkt do stylizacji/utrwalenia, bo na tąż pozwalałam sobie ostatnio nawet 2-3 razy w tygodniu a ileż można nieswoje kosmetyki stylizujące podbierać. ;)

Odżywczy olejek do włosów Kallos
Fajnie, że cudem urwało mi się do akurat dostać, bo z tego, co moje ślepia widzą, w tej chwili już go nie ma. ;) Z serii- nie przesadzamy z ilością, acz dbamy o końcówki.

O tym więc, Kochani moi, usłyszycie jeszcze dzisiaj wieczorkiem, albo jutro, jeśli mnie coś tam gdzieś znowuż wciągnie i czasoprzestrzeń załamie.
Coś Was zaciekawiło?
Miłego dnia i... świątecznych przygotowań.
xoxo

wtorek, 10 grudnia 2013

Kolejne nowości w Naturze! Sensique i My secret

Cześć Kochani. ;-) 
Dzisiaj wpadam z zapowiedzią nowości w Drogeriach Natura. Zdradzę Wam również, iż niedługo rozpocznie się konkurs- tym razem tutaj, ale powiązany z facebookiem. Konkurs będzie kosmetyczny, więc czuwajcie.

Przedstawiam nowości marek Sensique i My secret. Nie wiedzieć czemu, informacja o nowościach Sensique przeniosła mi się do spamu, w związku z czym publikuję ją trochę z poślizgiem, ale myślę, iż warto się z nią zaznajomić. 

MY SECRET
Limitowana edycja lakierów confetti sprawdzi się nie tylko na zbliżającego się Sylwestra i Karnawał, ale i na każdą imprezę, czy święto. Lakiery zwracają uwagę. ;-) Rozprowadzają się równomiernie, dzięki lekkiej formule. Cena za sztukę- zaledwie 7,99. Dostępne kolory: 175 joy, 176 game, 177 celebration, 178 fun. I są już dostępne!





SENSIQUE
Marka Sensique natomiast przygotowała dla nas perłowe cienie i PRZEPIĘKNE lakiery art nails! Koniecznie muszę je w swojej kolekcji mieć, bardzo eleganckie. Służą do zdobienia i mają wąski, precyzyjny pędzelek. Cena za sztukę to 5,99. Dostępne jest sześć kolorów. Perłowe, bezzapachowe cienie pearl glows o delikatnej strukturze znajdziecie również w kolorach sześciu i cenie 6,99 za sztukę. Również już dostępne!













 Coś Wam wpadło w oko?
xoxo

niedziela, 8 grudnia 2013

Zestawy Świąteczne od Kobo i My secret

Cześć Kochani. ;-)
Od rana śnieg i słoneczko, teraz niestety na deszcz się zebrało. Nienawidzę roztopów! A jak tam u Was? 
Jutro poniedziałek, których też nienawidzę... ale cóż zrobić, takie życie, prawda? ;-)

Jeśli nie macie pomysłu na prezent na Święta dla przyjaciółki, mamy albo swojej dziewczyny... albo też same chcecie sprawić sobie prezent, Drogerie Natura wraz z markami My secret i Kobo przygotowały dla Nas (tudzież naszych Gwiazdorów) całkiem ciekawą ofertę. Sami zobaczcie na co warto rzucić okiem. Wszystkie z nich są już dostępne (od 5 grudnia).

ZESTAWY PREZENTOWE MY SECRET

MySecret zestaw volume eyeliner lakier 2013 składa się z:

Tuszu do rzęs Volume Plus Mascara w kolorze czarnym
+ eyeliner Glam Specialist w kolorze czarnym
+ lakier do paznokci 119 w PREZENCIE
Cena promocyjna 15,99 zł (regularna 19,99 zł)

MySecret zestaw 3in1 eyeliner lakier 2013 składa się z:

Tuszu wydłużająco-pogrubiającego 3in1 Mascara w kolorze czarnym
+ eyeliner Glam Specialist w kolorze czarnym
+ lakier do paznokci 148 Mint w PREZENCIE
Cena promocyjna 15,99 zł (regularna 19,99 zł)

MySecret zestaw extra kredka lakier 2013 składa się z:

Tuszu pogrubiającego Extra Lash w kolorze czarnym 
+ kredka do oczu Satin Touch Khol w kolorze czarnym
+ lakier do paznokci 113 w PREZENCIE
Cena promocyjna 15,99 zł (regularna 19,99 zł)


ZESTAWY PREZENTOWE KOBO PROFESSIONAL

KOBO PROFESSIONAL zestaw 6 lakierów do paznokci Colour Trends w najmodniejszych kolorach
Cena promocyjna 29,99 zł (regularna 34,99 zł)
Cena 1 lakieru w zestawie 4,99 zł!!! Regularna 9,99 zł

KOBO PROFESSIONAL zestaw: tusz modelujący Lash Modeling+czarny eyeliner w mazaku Intense Pen Eyeliner
Cena promocyjna 19,99 zł (regularna 24,99 zł)
Cena regularna 2 kosmetyków: tusz 22,99 zł+eyeliner 19,99 zł=42,98 zł

KOBO PROFESSIONAL zestaw: tusz pogrubiający Maximizer Volume+płyn dwufazowy do demakijażu
Cena promocyjna 19,99 zł (regularna 24,99 zł)
Cena regularna 2 kosmetyków: tusz 22,99 zł + płyn 13,99 zł=36,98 zł

KOBO PROFESSIONAL zestaw: tusz Scenic Look XXL+tusz z odżywką Growing Lashes
Cena promocyjna 19,99 zł (regularna 24,99 zł)
Cena regularna 2 kosmetyków: tusz 23,99 zł + tusz growing 18 zł=41,99 zł

Oferty naprawdę mają wspaniałe ceny, prawda? To skuszę jeszcze bardziej, oto fotki:







Który podoba się Wam najbardziej?
xoxo

sobota, 7 grudnia 2013

Makijaż z pazurkiem by GOSH and Rimmel

Witam Was Kochani! ;-)
Co prawda wczoraj przez moje miasto przeszedł kochany huragan z burzą śnieżną i niebywałą wichurą, ale na szczęście mnie nigdzie nie wywiało. ;-) Jeśli śledzicie moją facebookową działalność, a jeszcze nie wzięliście udziału w konkursie mikołajkowym to zapraszam: http://facebook.com/fashionery ;-).

Dzisiaj od rana zmalowałam dla Was makijaż- dawno tutaj żadnego innego niż codzienny nie było. ;-) Przy okazji kilka słów o kosmetykach GOSH, bo ich głównie używałam. Jeśli chcecie, zapraszam na ichni profil na FB: http://facebook.com/GoshCosmeticsPolska ;-).

Zaczynam oczywiście od fotorelacji z opisami- step by step, przed i po użyciu danej rzeczy. Pod wszystkimi fotkami recenzja najnowszego podkładu Rimmel i wszystkich kosmetyków GOSH.

PS Jak zobaczycie na zdjęciach końcowych, w końcu odważyłam się na ombre. Hell yeah! Tutaj pozdrowienia dla Andy'ego, który:
a. ma dzisiaj dwudzieste pierwsze urodziny, jeszcze raz wszystkiego najlepszego!
b. wysłuchiwał moich licznych narzekań i udzielał rad. 
Do Niego również zapraszam: http://andyfromhell.blogspot.com :-). 

Zaraz po wstaniu, totally no make-up. Strach się bać. I dlaczego, u diaska, blogger znowu prześwietla mi zdjęcia?

Pierwszy kosmetyk- najnowszy podkład Rimmel stay matte, odcień true ivory.

Po nałożeniu podkładu, dość cienkiej warstwy:

Krok następny, rossmanowy puder Synergen, odcień 04 natural

Po przypudrowaniu buźki:

Krok kolejny, zestaw do brwi GOSHa. Na brwi użyty cień średni+ odrobina żelu. Dodatkowo jednym z brązów podkreśliłam wewnętrzny kącik oka.


Po lekkim podkreśleniu brwi i kącika wewnętrznego:

Pora na kącik zewnętrzny. Cień GOSH 016 aubergine, przepięknie nasycona śliwka z kryształkami.


Po aplikacji cienia i roztarciu granicy pomiędzy kolorami:


Dalej, kredka Rimmel sofy kohl, tylko lekko na górnej powiece

 I po przetarciu kredki z cieniem:

I pora na mój ulubiony tusz ostatnimi czasy, GOSH allongeant.

Po wytuszowaniu rzęs:


Bronzer Rimmel

I już po lekkim podkreśleniu policzków:

Na koniec błyszczyk GOSH volume lip shine 07 Burgundy

Ustka po:

Ano i look końcowy na całość:


Przechodząc do recenzji użytych kosmetyków, o których tutaj jeszcze nie było. ;-)

Rimmel Stay Matte 103 True Ivory
Z Rimmela miałam już chyba każden jeden podkład, w związku z czym z chęcią zabrałam się do użytkowania najnowszej matującej wersji. Podkład ma bardzo lekką konsystencję musu, w związku z czym jest idealny na zimowe mrozy. Odcień 103 jest bardzo naturalny, mam jasną brzoskwiniową cerę, do której dobrze się dopasował. Nakładałam jednak cienką warstwę, ponieważ grubsza wygląda nieco zbyt matowo jak na mój gust. Rozprowadza się łatwo. Przede wszystkim- całkiem przyjemnie pachnie i świetnie matuje! Zazwyczaj poprawiam puder co 2-3 godziny (taki nawyk) a przy używaniu tegoż podkładu starczają mi 2-3 razy, ale na całą dobę! Wielki plus. Żadnego efektu maski, łuszczenia się, nic takiego. Zdecydowanie polecam, jeden z lepszych rimmelowskich podkładów.

Cień GOSH 016 aubergine
Świetnie, że jest zapakowany w dodatkowe pudełeczko. Kolor mocno fioletowy, coś pomiędzy czerwonymi winogronami a śliwką. Matowy, ale z drobinkami, pięknie się lśni. Nie osypuje się podczas aplikacji, spory plus. Jeśli nałożymy go niewiele- kolor bardzo delikatny. Dopiero przy drugiej warstwie jest wyrazistszy. Co do trwałości- w porządku. I żadnego zbierania się w załamaniu powieki, czego strasznie w niektórych cieniach nie lubię.

Zestaw do brwi
Plus za elegancki wygląd opakowania i załączony pędzelek. Trzy kolory cieni, więc dla każdego coś dobrego. Mam naturalnie czarne brwi, toteż podkreślam je bardzo delikatnie, ponieważ lubię cienki ich kształt. Jedna aplikacja plus żel do ułożenia i zabezpieczenia wystarcza na to, by brwi przez cały dzień wyglądały niezmiennie ładnie. Przyznam szczerze, iż to moja pierwsza styczność z zestawem tego typu i, choć mogłabym się bez niego obyć przy swoich czarnulkach, nawet go polubiłam.

Błyszczyk volume 07 burgundy
 Z założenia ma powiększać usta, co dzięki lekko żelowej i przeźroczystej konsystencji rzeczywiście czyni. Aplikator nabiera całkiem sporo błyszczyku, toteż wystarcza przeciągnąć usta dwa-trzy razy. Ma prześliczny zapach... i smak :D. Nie lepi się (chyba, że na wietrze do włosów ;-)). Po opakowaniu myślałam, iż będzie bardziej fioletowy- na szczęście nie, daje efekt naturalny. Mały minus za trwałość, bo po godzinie-dwóch wcale już go nie widać i trzeba nałożyć go ponownie. Ale nic nie może być idealne, prawda? ;-)

Tusz allogeant
Ostatnimi czasy nie myślałam zdecydowanie, że polubię tusz innej marki, aniżeli Rimmel, do których przyzwyczaiłam się jak do ręki. Ten jednak, w gustownym czarnym opakowaniu i z silikonową szczoteczką, zdecydowanie stał się moim ulubieńcem. Zazwyczaj do pomalowania rzęs używam dwóch, czy nawet trzech tuszy, tutaj... wystarczył mi ten jeden! Świetnie rozdziela rzęsy, wydłuża je odpowiednio i sprawia, iż oko nabiera charakteru. Nie kruszy się i przy tym łatwo się zmywa. Bardzo, bardzo dobry tusz, który śmiało każdemu mogę polecić.

Reasumując, moja pierwsza przygoda z marką GOSH zakończyła się sporym sukcesem. A Wy- znacie, lubicie tę markę?
I czy nowy podkład Rimmela wpadł Wam już w łapki (jak odczucia?)?
Jak się Wam podoba makijaż?

Ciepłego wieczoru, do usłyszenia wkrótce!
xoxo