sobota, 31 maja 2014

Z czerni na blond? Why not

Hej Kochani.
 Jak Wam obiecałam, tak pokazuję Wam nowy kolor włosów. Nie zabraknie również opisania całego procesu. Zazwyczaj potrafię doradzić każdemu poza sobą (w końcu szewc w podartych butach chodzi), tak więc wielkie podziękowania dla mojego Mistrza, Andy'ego (klik), który poprowadził mnie przez cały proces i sprawił, że na zmianę się odważyłam.

Przed zabiegiem moje włosy wyglądały tak:
Jak widzicie, stan naprawdę niezły- maski i oleje przez dłuższy czas zrobiły swoje, na szczęście na plus. ;) No i odzyskałam swoje piękne fale.

Jednak, jako kobieta, mam to do siebie, iż szybko się nudzę, w związku z czym zapragnęłam zmiany. I to nie byle jakiej, bo po jakichś sześciu tygodniach od farbowania Syossem na czarno postanowiłam na włosach zrobić sobie blond.

Farby Loreal Diarichesse w odcieniach 8.02 i 7.23 zamówiłam za radą Andy'ego właśnie- uznaliśmy, iż taka mieszanka będzie najlepsza. Nie była to jednak jedyna rzecz, jakiej potrzebowałam.


Oprócz farb potrzebowałam również rozjaśniacza, w tym przypadku udało mi się dostać mój ulubiony Vincent Ledier, tym razem w wersji srebrnej. Co więc robiłam po kolei?

1. Pierwsze rozjaśnianie to dość spora ilość proszku rozjaśniającego plus 150% oxydantu- czyli po prostu połowę więcej, niż rozjaśniacza. Czas trzymania to jakieś 40 minut. Korzystałam z wody 7,5%.
Po rozjaśnianiu na głowie dzika rudość, ale kolor wbrew obawom rozjaśniony bardzo równo. 
2. Nałożyłam mieszankę 7.23 z 8.02 z przewagą 7.23. Na 4,5%.
Po farbowaniu rudość lekko zelżyła, wyszło więcej złotych refleksów.
3. Dalej to jednak nie było to, więc powtórzyłam rozjaśnianie, również na 7,5, trzymając mieszankę podobny czas.
4. Zaraz po rozjaśnianiu położyłam farbę- tym razem na 6%.
Potem udałam się podciąć włosy, bo choć nie były aż tak zniszczone potrzebowałam zmiany.
Efekt, jaki uzyskałam dalej nie jest moim wymarzonym (dążę do 9.31 w najczystszej postaci), ale jestem już bardzo niedaleko.

A cóż o farbach Loreal mogę powiedzieć? Są bardzo delikatne i w żadnym razie nie wpływają na kondycję włosów. Konsystencja kremowa, dobra do rozmieszania, żadnych problemów ze zmywaniem jej z włosów. Efekt koloryzacji długo utrzymuje się bez zmian. Są dość wydajne (przy moich niekrótkich wówczas włosach starczyły aż na 2 razy). Zapach nieuciążliwy w żadnym stopniu. Jak na farby profesjonalne, niska cena. Zdecydowanie mogę polecić.

A tutaj zdjęcia mojej nowej fryzurki.

Przed podcięciem:

Już w nowej fryzurce:

Po ostatnich poprawkach, wersja aktualna:

Jak się Wam podoba?
xoxo

9 komentarzy:

  1. Odważna jesteś :) Ja bym się nie odważyła na rozjaśnianie w domu. Ale wyszło fajnie, choć na ostatnim zdjęciu jak dla mnie włosy są za żółte. Zniwelowałabym to jakąś szamponetką :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dążę do maksymalnego złotego blondu z odrobiną piasku, dlatego jak na razie jest straaasznie dużo złotego :D

      Usuń
  2. zapomniałaś dodać, do jakiego koloru dążyliśmy początkowo dobierając takie a nie inne farby. Pamiętasz? Vuitton brown gagi :D Dzięki za promo :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha, pamiętam. Skończyło się na pogoni za 9.3 :D. Nie ma sprawy, w końcu co ja bym bez Ciebie zrobiła. :*

      Usuń
  3. no Kochana zaskoczyłaś mnie, wyglądasz cudownie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. rozjaśniałam kiedyś włosy z czerni,ale do blondu nie dotarłam bo mnie rudość wkurzyła i spowrotem zrobiłam się na ciemno-na brązik,ale korci mnie znowu typowa czerń :)
    wyglądasz fajnie,pięknej kobiecie w każdym kolorze pięknie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Super, że trafiłam na tego posta, bo własnie taki też szalony pomysł chodził mi po głowie. Ja jednak na razie używam farb marki Chantal i również bardzo polecam , cenowo i jakościowo naprawde super :)
    Ps: Naprawde ladnie Ci to wyszło! Chyba tez sie zdecyduje

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za wszystkie opinie, wiadomości oraz czas poświęcony na czytanie mojej strony- tworzę ją dla Was! :-)