czwartek, 4 grudnia 2014

Recenzja ostatnio zakupionych kosmetyków

Witajcie, Kochani.
Jeśli zapoznaliście się z zapowiedzią i czekaliście na którąś z recenzji- here we are. Swoje ostatnie zamówienie poświęciłam głównie pielęgnacji włosów (such a surprise). Choć częściowo były to kompletne strzały w ciemno, większość z nich okazała się jak najbardziej słuszna. Nie wiem, jak to się dzieje, aczkolwiek zazwyczaj udaje mi się trafić na dobre kosmetyki w ciekawej cenie, nie zaś na buble. Nie narzekam, tylko się cieszę- gdyby przy takiej ilości zamawianych i kupowanych produktów większość okazywała się bublami, chyba popadłabym w załamanie nerwowe w dość porządnej odmianie. ;-)
Muszę się zdecydowanie zabrać za zużywanie wszystkich kosmetyków, jakie mam- jak tak dalej pójdzie, będę mogła otworzyć sklep kosmetyczny. Przede wszystkim jednak muszę się skupić na odżywieniu włosów- po nakładanych średnio co dwa tygodnie farbach rozjaśniających, potrzebują ogromu nawilżenia i odżywienia. Nie wyglądają źle, dalej są gęste i się falują (2a/2b), jednak mam niebywałe problemy z rozczesywaniem ich. Wróciłam do czerni ze względu na ich kondycję i obiecałam sobie, iż najwcześniej włosy pofarbuję w marcu, przed swoimi urodzinami (11). Niewyobrażalny jest wprost fakt, iż to już dwudziesta pierwsza wiosenka będzie... Nie wiem zupełnie, kiedy to wszystko minęło... Cóż, jestem chyba mistrzem dygresji, haha. Pora przejść do właściwej części postu.

O czym w tym poście? Już pokazuję. Oprócz tego zamówiłam jeszcze Wellę Koleston 12/22, ale o tym (wraz z prezentacją efektów farbowania) w osobnym poście. I pomyśleć, iż jest to moja ostatnia blond farba na długi, długi czas...


Nivea Color Protect, szampon do włosów farbowanych w zasadzie pozytywnie mnie zaskoczył. Miałam styczność z kilkoma ich produktami i z żadnego nie byłam jakoś specjalnie zadowolona. Szczególnie już z tych, które rzekomo miały prostować włosy... bubel jak nic, jedyny efekt to obciążone włosy. Konsystencja tegoż jest kremowa, zapach niczego sobie. Całkiem przyjemny. Kolor faktycznie fajnie się utrzymywał, ale myślę, ze spore udziały ma tu fakt, iż platynowe blondy się nie płuczą, a jedynie żółkną. Moja mama jednak również go używała (czerń) i farba (z jej relacji) płukała się o wiele mniej, niż zazwyczaj.
Szampon Garnier Fructis oil repair zaprzyjaźnił się ze mną tak, jak kiedyś odżywka z tej samej serii. Żelowa konsystencja sprawia, iż jest bardzo wydajny. Dodatkowo, bardzo przyjemny zapach. Włosy lekkie, bardziej wygładzone, acz w żadnym razie nieobciążone. Chociaż wolę ultra doux, ten fructis jakoś się u mnie sprawdza. Zdecydowanie na tak.


Garnierowska nowość, Color Resist Color Sealer trafiła zarówno do mnie, jak i do mojej mamy. Po pierwsze- zapach!!! Coś naprawdę pięknego. Nie spotkałam odżywki, której zapach podobałby mi się aż do tego stopnia. Nic, tylko wąchać. Konsystencja... miła w dotyku, dokładnie tak bym to nazwała. Bardzo lekko kremowa, jakby mus. Cóż, na pewno nie chroni koloru aż przez dziesięć tygodni, ale przez kilka na pewno. Przy tym bardzo ułatwia rozczesywanie włosów, sprawia, iż są one lekkie i lejące. Jakby wygładzała zniszczenia. Zdanie mojej mamy wygląda dokładnie tak samo. Trzy razy na tak, przechodzisz dalej!


Jasny cień Paese średnio się ze mną zaprzyjaźnił. Właściwie mam do niego dość neutralne podejście, ale raczej nie będę więcej eksperymentować z tą firmą. Pewnie było to moje pierwsze i ostatnie zarazem podejście do Paese. Trwałość średnia (kilka godzin bez uszczerbku). Lekkie osypywanie się przy nakładaniu. Cóż, niezbyt mnie urzekł. Zdecydowanie wolę jasne My Secret, Kobo, Sensique, czy Ruby Rose.
Za to maska Loreal Elseve Arginine Resist zdecydowanie na plus. Ma dość zbitą, kremową konsystencję, przez co nie potrzeba jej wiele- jest wydajna. Bardzo przyjemny zapach. Trzymałam ją czasem na włosach nawet dwie-trzy godziny. Wówczas włosy były naprawdę miękkie i odżywione. Przy krótszym czasie jednak również sobie radzi. Najlepsza jest mleczna (jasnofioletowa) Elseve, jednak ta też przechodzi test pomyślnie. Szampon z tej serii średnio się u mnie sprawdził. Cóż jednak miałby zdziałać szampon, który ma z włosami styczność zaledwie przez kilka minut. Maska tak. Zdecydowane tak.

Używaliście któregoś z tych produktów? Jesteście którymś zaciekawieni?
Miłego popołudnia.
xoxo

1 komentarz:

  1. Szampony z Nivea jakoś mi nie pasują :( Za to na pewno skuszę się na Garniera z czystej ciekawości :D

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za wszystkie opinie, wiadomości oraz czas poświęcony na czytanie mojej strony- tworzę ją dla Was! :-)