czwartek, 4 grudnia 2014

Zapowiedź recenzji - iperfumy

Witajcie, Kochani.
Dzisiaj pojawię się z aż trzema postami - zapowiedzią recenzji produktów z mojego ostatniego zamówienia z iperfumy, efektami farbowania Wellą Koleston 12/22 (choć zdążyłam już wrócić do granatowej czerni) oraz recenzją pozostałych produktów z w/w zamówienia. 
Wiele ostatnio zmieniło się w moim życiu, dlatego piszę troszeczkę rzadziej. Kosmetyczna miłość jednak pozostała- wciąż testuję nowości. Ano i wreszcie udało mi się znaleźć wolną chwilę na recenzje, które powinnam była zrobić już dawno. Cóż, lepiej późno, aniżeli wcale.
Cóż u mnie? Zmiana kierunku studiów, przeprowadzka do Bydgoszczy, mała kotka w domu (Anabelle). Właśnie śpi mi na kolanach, po uprzednim niemalże godzinnym zahipnotyzowaniu przez pralkę. Mam również pieska, kota jednak nigdy nie miałam. Nie mogę się nadziwić, cóż to te zwierzaki nie nawymyślają. Pora zapoznać się z życiem kocim i ichnimi zwyczajami, bowiem mam o tym niestety dość nikłe pojęcie, poza tym podstawowym, zasłyszanym. Ano i- nowa miłość. Tym razem wszystko zapowiada się nader poważnie, toteż nic tylko wierzyć w szczęście, starać się i trzymać kciuki, żeby naprawdę się udało. Jak to się czasem różnie w życiu plecie. 

O czym jeszcze dzisiaj? Oczywiście głównie o włosowej pielęgnacji, na punkcie której mój kręciek zdecydowanie nie minął, a wprost przeciwnie. Martwi mnie trochę, iż kiedyś przyjdzie taki moment, że przetestuję już wszystkie kosmetyki... i nie wiem, cóż pocznę ze sobą dalej. Na szczęście od czasu do czasu pojawiają się nowości, zatem póki co ni nudy ni zastoju nie zaznaję.

Szampon Nivea do włosów farbowanych zamówiłam właściwie z czystej ciekawości. Szczerze mówiąc, średnio lubię się z tą firmą. Miałam od nich kilka szamponów, a nawet preparat, prostujący rzekomo włosy- jednak na dłuższą metę nic tejże firmy się u mnie nie sprawdziło. Dla samego testu jednak jednorazowo można przecież zaryzykować. Zresztą, nie byłabym chyba sobą, gdybym wszystkiego nie sprawdziła. Zrażać po kilku porażkach się przecież nie można.
Szampon Garnier oil repair do włosów zniszczonych to już nie strzał w ciemno, bowiem bardzo polubiłam się z odżywką z tej samej serii. Czy się sprawdził? Zapraszam do kolejnego postu, w którym już nie zapowiedź, a recenzja. Naszła mnie dzisiaj wena i wolna dłuższa chwila, więc sobie w końcu mogę postukać i pasją się zająć. Jak wena, korzystać trza!


A tutaj zupełna nowość, Garnier fructis color resist color sealer- odżywka do włosów farbowanych, mająca zapewnić długotrwałą ochronę koloru- nawet na dziesięć tygodni. Kupiłam, bowiem uwielbiam produkty garniera (choć bardziej od fructis lubię ultra doux) i byłam ciekawa, jak też spisze się ich najnowszy produkt. W ogóle, patrząc na rzeczywistość, Garnier jest chyba moją ulubioną sklepową marką, jeśli chodzi o pielęgnację włosów. Choć, czasem i koloryzację- jeśli mam wybierać z drogeryjnych farb (co co prawda robię dość rzadko), wybieram właśnie Garniera lub ewentualnie Wellaton. Szeroki wybór farb mają, ceny całkiem przystępne a i kolor na włosach utrzymuje się przyzwoicie długo.


Tutaj próbka JOOP miss wild- gratis. Muszę przyznać, iż gratisy, dodawane do każdego zamówienia to fajna sprawa- za każdym razem można zapoznać się z innym zapachem. A, jak każda kobieta, ładnie pachnieć lubię. Poprzez takie sprawdzanie próbek można trafić na coś nowego, czego wcześniej nie znaliśmy. Ciekawa sprawa, doprawdy.
Dalej oczywiście moja ulubiona farba, jeśli chodzi o fryzjerskie- Wella Koleston, tutaj w wersji rozjaśniającej z serii special blondes- 12/22. Używałam jej już trzykrotnie i jestem zdania, iż warto do niej wracać. Szerzej jednak o tym w osobnym poście z efektami farbowania. Nie dziwcie się innemu pudełku, niż klasyczne- w końcu to osobna seria, bo rozjaśniająca. Jeśli tejże marki farb fryzjerskich nie znacie- przejrzyjcie palety. Mają naprawdę szeroki wybór odcieni.


Cień Paese był akurat w ciekawej promocji. Skusiłam się na niego, gdyż wiele o tej marce słyszałam, acz nigdy nie wypróbowałam żadnego ich produktu. Zaskakujące, iż nigdy nie wybrałam nic tej marki, tyle razy o niej słysząc. To mi się naprawdę rzadko zdarza. A że jako cienie bazowe zazwyczaj używam jasnych barw- postanowiłam przetestować i ten. Czy test się udał? Po odpowiedź zapraszam do postu kolejnego.
Maska Loreal Elseve arginine resist to propozycja dla włosów zniszczonych, suchych, pozbawionych objętości. Bardzo lubię ich mleczną maskę (jasnofioletową) i żółtą, dlatego też chciałam bliżej przyjrzeć się i tej pozycji. Moje biedne, skatowane farbami włosy, zapewne ucieszyły się na decyzję o tym eksperymencie. Czeka mnie co najmniej półroczna regeneracja, choć mój TŻ uważa, iż mam piękne i bardzo gęste włosy (w damskim słowniku czyt. siano). Na szczęście dalej falowane i o odpowiednim stopniu błyszczenia się.

Jeśli jesteście ciekawi recenzji, zapraszam do kolejnych dwóch postów, które już za chwilę. Wam zaś życzę miłego dnia... i żeby było choć ciut cieplej!
xoxo

4 komentarze:

  1. nie miałam nic z tych kosmetyków

    OdpowiedzUsuń
  2. Co do maski Elseve, i w ogóle produktów do włosów tej marki, to zawsze polecam fioletową :) szampon jest genialny :) pozdrawiam, zapraszam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Odkryłam świetny szampon, który poradził sobie z moimi puszącymi się włosami - APIS

    OdpowiedzUsuń
  4. Great delivery. Great arguments. Keep up the great work.

    Feel free to surf to my homepage: removals france

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za wszystkie opinie, wiadomości oraz czas poświęcony na czytanie mojej strony- tworzę ją dla Was! :-)