Justyna Jelińska - Zofiówka. Przebudzenie zła - recenzja

by - 19:09:00

Jako kochanka mroku uwielbiam przepadać w lekturach spod ciemnej gwiazdy, choć przyznaję - nie jest łatwo mnie zadowolić. Poznawszy tysiące cienistych narracji, wciąż poszukuję tych, które wywołają u mnie pożądane ciarki strachu i sprawią, że nocą nawiedzi mnie ten czy inny koszmar, jeśli zbytnio oddam się rozmyślaniom o niedawno przeczytanych opowieściach. „Zofiówka. Przebudzenie zła” to książka, która jawiła mi się jako doskonały kandydat na wieczór, podczas jakiego pragnęłam dreszczyku przerażenia. Justyna Jelińska zdecydowała się bowiem umiejscowić fabułę na faktycznie istniejącym terenie, co zawsze dodaje historii pewnej autentyczności. Bardziej emocjonalnie czyta się wszak o lokalizacjach, w jakich faktycznie wydarzyło się coś okrutnego. Położony w Otwocku, dzisiaj już opuszczony Zakład dla Nerwowo i Psychicznie Chorych Żydów Zofiówka za czasów drugiej wojny światowej był świadkiem niepowetowanej tragedii. W czasie likwidacji getta, na terenie jakiego się znalazł, stał się miejscem kaźni około 140 osób, spośród których część rozstrzelano na miejscu, zaś resztę wywieziono do Treblinki. Od tamtego czasu pojawiło się wiele świadectw, jakoby ruiny były odwiedzane przez duchy tam skrzywdzonych i straconych a samo miejsce uważane jest za jedno z bardziej nawiedzonych w Polsce. Takiż wybór lokalizacji akcji dla fikcyjnej prozy definitywnie niesie spory ciężar gatunkowy, choć moim zdaniem potencjał został nie do końca wykorzystany. Autorka przedstawiła dzieje dawnego szpitala dość pobieżnie, być może celowo oddając większe pole do popisu wykreowanym przez siebie bohaterom. Niestety, ci również nie do końca spełnili moje oczekiwania, podobnie jak sama akcja. Jestem jednak zdania, że ta definitywnie przypadnie do gustu miłośnikom horrorów w stylu „Paranormal activity” - w mojej ocenie raczej statycznych i niezbyt przerażających. Czas spędzony z najnowszą powieścią Pisarki nie był dla mnie jednak stracony - przyznaję, że niektóre sceny bardzo mnie… rozbawiły. Summa summarum ciekawa to była rozrywka.

„Niestety na jedno nie mógł się przygotować. A właśnie to coś czekało w ukryciu, aż zapadnie mrok, gotowe zaatakować, gdy nikt nie będzie się tego spodziewał.”

Trójka mężczyzn i Ty, czyli grupa ForsakenPlaces - idealny skład, którego czujesz się nieodłączną częścią. Połączył Cię z nim kanał na YouTube, jaki ostatnimi czasy zyskuje na popularności. To właśnie dzięki niemu możesz zarażać innych swoją oryginalną pasją, czyli miłością do urbexu. Ledwie trzymające się w posadach, mroczne i rzekomo nawiedzone lokalizacje, które były niemym świadkiem różnego rodzaju zła to miejsca, jakich mogłabyś nie opuszczać - chyba, że poszukując kolejnego, jakiego energię odczytasz dzięki własnemu przeczuciu, otwartej głowie oraz duszy i specjalistycznemu sprzętowi. Odbierasz świat na nieco innych częstotliwościach, toteż komunikacja z duchami jest dla Ciebie czymś naturalnym. Dzięki nagraniom, nad których stworzeniem czuwasz wespół z czwórką towarzyszy, zaczęłaś również zarabiać, choć uważasz to jedynie za miły dodatek do robienia tego, co kochasz najbardziej. Klimat tego miejsca jest o wiele bardziej przytłaczający od wszystkich, w jakich gościliście do tej pory - i nic w tym dziwnego. Zofiówka jest uważana za lokalizację, w której w Polsce najczęściej straszy. Dawno temu pozostawała zakładem dla psychicznie chorych, w jakim leczenie stosunkowo spokojnymi metodami odnosiło spore sukcesy. Podczas drugiej wojny światowej stała się jednak częścią getta i miejscem kaźni ponad setki osób. Niektórych zgładzono od razu, innych przewieziono do Treblinki. Jeszcze wiele lat później dało się jednak słyszeć głosy, jakoby jedna z zakonnic, która straciła tam życie, nawiedzała szpitalne korytarze i demolowała cały teren. Postanawiasz sprawdzić, czy jakiekolwiek spośród pogłosek są prawdziwe. A jest co zbadać. Waląca się w gruzy kaplica, zarośnięty teren ze śladami odwiedzin innych miłośników mrocznych miejsc, główny budynek wyglądający jakby żywcem przeniesiono go z jakiegoś horroru, ciemne i zakurzone korytarze, wiodące do piwnicy o nieznanym kształcie… Potrzeba wiele odwagi, by przekroczyć próg takiego miejsca - ale to Twoje drugie imię.

„Kochała urbex, interesowały ją interakcje z tym, co nie było namacalne, i chciała pokazywać to ludziom o podobnych zainteresowaniach. Zarobek był jedynie przyjemnym dodatkiem.”

Wziąwszy z samochodu niezbędny sprzęt, kierujesz się z ekipą w stronę niszczejącego zakładu. Tym razem, choć nie jesteś fanką tego pomysłu, zamiast od razu pokazać fanom kanału tylko zajawkę z odwiedzin i pozostawić resztę materiałów do głównego odcinka programu, początek Waszej wizyty transmitujecie na żywo. Przy pomocy nieodłącznych różdżek komunikujesz się z pierwszym bytem. Wcześniej Ci się to nie zdarzało, ale od razu czujesz, jak niezwykle silna energia uwięzionego tu ducha wpływa niekorzystnie na Twoje samopoczucie. Odpowiadając na pytania, stworzenie niemalże odbiera Ci oddech. Nie przerywasz jednak seansu, już wkrótce porozumiewając się z kolejnym chętnym. Jeden z Twoich towarzyszy zostaje skrzywdzony i cudem uchodzi z życiem, lecz mimo tego, skoro już się tu znaleźliście, postanawiasz, że zwiedzicie cały teren do końca i przygotujecie materiały, jakie zostały obiecane Waszym widzom. Już wkrótce uświadamiasz sobie, że bynajmniej nie był to dobry pomysł… Krążące tu siły są przytłaczająco mocne i próbują kolejno zawładnąć Waszymi ciałami i umysłami… Fachowe urządzenie w postaci spirit boxa niemalże wariuje, jednak każde z Was dzielnie komunikuje się z następnymi duszami. Czy ktokolwiek z Was opuści to piekielne miejsce żywy?

„Jej inteligencja i odwaga biły na głowę niejednego mężczyznę, z którym próbowała wchodzić w intymne relacje. Wszyscy odpadali w przedbiegach, gdyż jej przebojowość i styl życia ich przerastały.”

Dobry horror musi w mojej ocenie przede wszystkim wyróżniać się umiejętnie budowanym napięciem, które transferuje z kart powieści na czytelnika. Tego właśnie w mojej ocenie najbardziej zabrakło książce „Zofiówka. Przebudzenie zła” Justyny Jelińskiej. Na początku Autorka skrótowo przedstawia historię miejsca oraz bohaterów, by już po chwili wrzucić ich w wir niezbyt realistycznej akcji. Przestąpiwszy próg nawiedzonego budynku, od razu przystępują do komunikacji z duchami, które to natychmiast odpowiadają, jak gdyby tylko czekały, aby opowiedzieć komuś swoją historię… poprzez aktywowanie energią światełka czy poruszenie magiczną różdżką. Mało to klimatyczne. Kolejne książkowe zdarzenia przywodziły mi na myśl raczej horror klasy zet. Najpierw jedna z postaci zawisa na hakach wmurowanych w ścianę, targana nieznaną siłą, jej tkanki mlaszczą i chrzęszczą, później inny bohater cudem ją uwalnia i… choć skrajnie ranna, jak gdyby nigdy nic, kontynuują spacer po mrocznych pomieszczeniach i realizują nagrania. Cała czwórka oczywiście często się rozdziela, przeżywając następne niespecjalnie racjonalne przygody. Jedna z nich, zamiast straszyć, niestety przyniosła mi mnóstwo śmiechu. Nie, nie ta, w której Adam natrafia na dwa krwiożercze byty o sporym poczuciu humoru, które planują go złożyć w ofierze, żartując - jeszcze inna. Otóż idzie sobie mężczyzna, szukając duchowych anomalii i natrafia na grupę obłoków nieznanego pochodzenia. Badając teren, ustala, że to grupa cienistych dzieci. Pyta je, czy mogą przestać go dotykać, po czym - uzyskawszy odpowiedź odmowną - stwierdza: aha, to szkoda. I kontynuuje indagowanie dalej. Moment dalej śmieszkuje sobie, że spotkał tu szczęśliwą siódemkę. Pomyślałam sobie, że to raczej domowe przedszkole - co z tego rodzaju dialogami definitywnie wytrąciło mnie z wciąż trzymanej nadziei - że cokolwiek w tej fabule choć odrobinę mnie przestraszy, jak na horror przystało. Znalazłam jednak również plusy - kreacja upartej, odważnej Dagmary całkiem przypadła mi do gustu, podobnie jak sam pomysł na opowieść. Gdyby zbudować ją nieco inaczej, opatrzyć klimatycznymi opisami oraz lepszą warstwą literacką, myślę, że robiłaby ona o wiele większe wrażenie. W wersji bardziej przemyślanej i mniej chaotycznej miałaby duży potencjał na historię z dreszczykiem, jaką należy czytać przy zapalonym świetle. Pozostawiam „Zofiówkę” z notą 5/10, wliczywszy punkt za pięknie klimatyczną okładkę i podziękowaniem za przedstawienie tytułowego miejsca, o którym nie czytałam wcześniej. Słyszałam natomiast, że Autorka słynie z niezwykle oddziałujących na jaźnię thrillerów, co z chęcią sprawdzę! Ten horror rekomenduję zaś fanom zwichrowanych zdarzeń - może Tobie spodoba się silniej.

„Nie gryzła się w język, co wielokrotnie wpędzało ją w kłopoty, ale jak zwinna kocica zawsze spadała na cztery łapy. Jako jedyna kobieta szturmem weszła do grupy chłopaków z <ForsakenPlaces>, niejednokrotnie pokazując im, że odwaga jest jej drugim imieniem.”

You May Also Like

0 comments

Serdecznie dziękuję za wszystkie opinie, wiadomości oraz czas poświęcony na czytanie mojej strony- tworzę ją dla Was! :-)