Marek Tadeusz Frankowski & Jarosław Stolarski - Polskie anioły w niemieckim piekle - recenzja

by - 19:58:00

Na początku było słowo… Ale nie to biblijne, zwiastujące powstanie człowieczego uniwersum pod bożą opoką, a zupełnie inne: krwiożercze i pełne nienawiści. Znajdujące apogeum w niewielkiej, skrajnie grafomańskiej książeczce „Mein Kampf” i sączone kropla po kropli już od XIX wieku w naród chełpiący się pochodzeniem od Arminiusza, wsławionego wycięciem w pień trzech rzymskich legionów cesarza Oktawiana Augusta. Wyniesionego na wyżyny europejskiej kultury przez takie jej posągowe postaci jak: Johann Goethe, Heinrich Heiene, Fredrich Schiller, Ludwig van Beethowen, Wolfgang Amadeus Mozart, Albrecht Dürer, Matthias Grünewald, Caspar Friedrich i tylu innych, którzy wprawiają w wibrację tę strunę w ludzkiej duszy, jaka odpowiada za podziwianie nieskończonego piękna doskonałej sztuki. Słynącego z filozofów o wielkich umysłach, z uwagą obracających w palcach człowieczą duszę i wywracających ją na nice z wdziękiem i sztuką przekonywania. Wystarczy wspomnieć Immanuela Kanta, Georga Friedricha Hegela, Arthura Schopenhauera czy Fryderyka Nietzsche. Wszyscy oni widząc, w jaki obłąkańczy, antyludzki szał popadł w latach trzydziestych naród, z którego się wywodzili i który kochali z całego serca, nie uwierzyliby własnym oczom. A jednak fakty krzyczą niezrównanej grozie: Niemcy podążając w przepaść samozagłady za dźwiękami instrumentu nowego flecisty z Hameln o austriackich korzeniach i śmiesznym wąsiku, wrzeszczącego na wiecach niczym opętaniec, gestykulującego na wzór nieuleczalnego szaleńca, pociągnęli za sobą w jej otchłań 6 milionów Żydów, 3 miliony Polaków, ponad 20 milionów obywateli ZSRR i niezliczone rzesze przedstawicieli innych narodów, umęczonych i pomordowanych z zimną krwią w imię stworzonej przez niego ideologii. Jak do tego doszło, próbują opowiedzieć Autorzy recenzowanej książki, jednocześnie przywołując imiona tych, którzy mieli odwagę postawić na szali własne życie, aby uratować bliźnich przed niechybną śmiercią, udowadniając w ten sposób, że polskie anioły mieszkają nie tylko w Bieszczadach…

„Żyd nie jest istotą ludzką. Jest obrazem zgnilizny. Tak jak grzyb może zaatakować drzewa dopóty, dopóki ono nie zgnije, tak samo Żyd mógł skrycie wedrzeć się do narodu niemieckiego, który (…) zaczął psuć się od środka, (…) Żydzi (…) zatruwają niemiecką moralność” (Walter Buch 22 lutego 1938 roku w „Deutsche Justiz”)

Wydane w 1925 roku kuriozum literackie Hitlera w ciągu kilku lat opanowało umysły członków całego niemieckiego narodu (pomijając kilku opozycjonistów). Wbrew pozorom nie było w tym nic dziwnego, albowiem zaklęte w nim pogarda i wstręt do żydowskich współobywateli oraz przekonanie o wyższości germańskiej rasy nad wszystkimi innymi miały od dawna przygotowany grunt do powszechnej recepcji. Już w 1806 roku (!!!) profesor Johann Gottleb Fichte w „Przemówieniach do narodu niemieckiego” twierdził, że Niemcy to naród predestynowany do duchowego przewodzenia i odnowy moralnej Europy, a język niemiecki jest jedynym „żywym”, podczas gdy pozostałe są „skorumpowane” i zanieczyszczone. Ażeby uwypuklić grozę tych słów stanowiących prawdziwe „ziarno zła”, jakie w przyszłych pokoleniach wyda tak bujne, zatrute plony, trzeba wskazać, że w owych czasach dopiero kształtowało się pojęcie „nowoczesnego narodu”, a większość Polaków czy Francuzów na pytanie jakiej są nacji, odpowiedziałaby, że są „tutejsi”. Nic dziwnego więc, że w połowie XIX wieku orientalista i filozof Paul de Lagarde, twierdził w swoich pismach, że z Żydami jak „z bakteriami i włosieniami nie dyskutuje się, tylko się (…) likwiduje”. W 1879 roku w Berlinie założono „Ligę Antysemicką” otwarcie głoszącą potrzebę „dejudeizacji” kraju i oczyszczenia przez to z elementów skalanych rasowo. Na początku XX wieku szanowany polityk Heinrich Claß w „Gdybym był cesarzem” wskazywał, że Semici są odpowiedzialni za wszelkie zło, jakie spotyka ludzkość i postulował pozbawienie ich praw obywatelskich, a nawet gremialne wydalenie z terytorium państwa. Artur Dinter w wydanym w roku 1917 paszkwilu „Grzech przeciwko krwi” udowadniał, iż Hebrajczycy stanowią najniższą rasę, demoralizującą tę najwyższą - aryjską (a jakże!), a przy tym dążą do jej zniszczenia i zdobycia władzy nad światem. Dlatego właśnie głosił, że pomieszanie krwi stanowi największy grzech przeciwko narodowi. Tego rodzaju twierdzeń było bardzo wiele i padały na podatną, żyzną glebę. Nabrały szczególnie donośnego wydźwięku po klęsce Rzeszy w wywołanej przez nią pierwszej wojnie światowej. Skoro rasa tak górująca nad wszystkimi innymi nie była w stanie zwyciężyć, widocznie „inni szatani byli tam czynni”, jak rzekłby Kornel Ujejski. W powszechnej świadomości przybrali oni postać odrażających kreatur z „wielkimi nosami”, czyli Żydów, jacy rozłożyli moralnie naród i zadali mu cios „nożem w plecy”, wywołując komunistyczne rozruchy. Hitler i jego chora ideologia nie były więc przyczyną - one był skutkiem czegoś, co dojrzewało w ukryciu, a także i zupełnie oficjalnie przez całe lata, starannie pielęgnowane przez całe rzesze poprzedników. Jej skutkiem była w zasadzie całkowita zagłada populacji żydowskiej na terenie Europy. Gdyby nie nastąpiła klęska Niemiec w drugiej wojnie światowej podobny los spotkałby w następnej kolejności Słowian, Cyganów i wiele innych nacji. W idealnym państwie Hitlera nie było także miejsca dla: niepełnosprawnych, hom*osek*sualistów i wszystkich innych, którzy nie pasowali do modelu czystego rasowo i moralnie nordyckiego nadczłowieka.

„Polacy nie tylko byli przez Niemców wytypowani jako kolejni po Żydach, naród przeznaczony do całkowitej zagłady, ale już od początku wojny byli ofiarami masowych egzekucji, wysiedleni i rabunków. (…) Sam fakt bycia Polakiem był dla Niemców wystarczającym powodem, aby człowieka zamordować, wywieźć do obozu koncentracyjnego, schwytać podczas obławy lub łapanki na ulicy, każąc niekiedy jeszcze pełnić rolę zakładnika, którego można było rozstrzelać lub powiesić <w razie potrzeby>”.

Niemieckie państwo do masowej eksterminacji „wrogów narodu” zaangażowało ogromne siły, pomimo, że w czasie prowadzenia wojny prawie z całym światem było to zupełnie nieracjonalne. Co charakterystyczne, przystąpiło do tego z iście germańską systematycznością i wręcz nieludzką precyzją. Stworzono system obozów, będących nie tylko prawdziwymi fabrykami śmierci, ale także machiną dającą wymierne korzyści ekonomiczne. „Nim więzień został zabity w obozie, państwo niemieckie czerpało z niego określone korzyści. Przy założeniu, że przeciętny więzień utrzymywał się przy życiu około dziewięć miesięcy, jego praca - po odliczeniu kosztów utrzymania - przynosiła dochód w wysokości 1431 marek. Skonfiskowane więźniom pieniądze, kosztowności, odzież, rzeczy osobistego użytku oraz zęby z metali szlachetnych po odliczeniu kosztów spalenia jego zwłok dawały wartość 200 marek. Łączny zysk z więźnia, pominąwszy wartość użytkową pozostawionych po nim kości, wynosi - według obliczeń niemieckich - 1631 marek.” No właśnie, kości… Z nich też dało się coś wycisnąć, czego przykładem jest zestawienie, według którego tylko do zakładów chemicznych w Rudniku koło Częstochowy wysłano w latach 1943-1944 100 ton ludzkiego kruszywa kostnego w celu przerobienia na nawóz…

Dla polskich Żydów gehenna zaczęła się już we wrześniu 1939 roku, wszędzie tam, gdzie docierał „rycerski” Wehrmacht. Począwszy od roku 1940, zaczęto ich gromadzić w odciętych od świata zewnętrznego gettach. Badacze naliczyli się ich około czterystu. Do lipca 1942 roku z powodu głodu i chorób zginęło w nich, jak się szacuje, co najmniej 100 tysięcy osób. W tym samym miesiącu przystąpiono do szeroko zakrojonej akcji eksterminacyjnej, w wyniku której zlikwidowana praktycznie całą ludność tych strasznych miejsc. Do roku opanowania ziem polskich przez Armię Czerwoną „kulturalni” Niemcy wymordowali około trzy miliony „polskich Żydów”. Ocalało jedynie niespełna 400 tysięcy. Z tej liczby przynajmniej 50 tysięcy było ukrywanych przez polskich sąsiadów. A trzeba pamiętać, że tego rodzaju proceder angażował co najmniej kilkadziesiąt osób na jednego uratowanego - krąg rodzinny, dostawców pożywienia... Taki czyn wreszcie był aktem najwyższego heroizmu - tylko w Polsce, na podbitych ziemiach ZSRR oraz Serbii za ukrywanie synów Abrahama groziła kara śmierci, przy czym stosowano ją zbiorowo - wobec wszystkich, którzy byli w to zamieszani. Oznaczało to, że każdy, kto decydował się okazać prawdziwe człowieczeństwo musiał zdawać sobie sprawę, że w razie „wpadki” ściągnie śmierć nie tylko na siebie, ale także całą swoją rodzinę, nie wyłączając dzieci. Każda z tych osób zasługuje więc na wieczną pamięć, podziw i nieskończony szacunek. A także na gorzką być może refleksję: jak zachowałbym się w podobnych okolicznościach? Czy na pewno zaryzykowałbym wszystko, by pomóc obcemu dla mnie człowiekowi? Nie można mieć pretensji do tych, którzy się na to nie zdecydowali...

Tych, którzy podjęli ten bohaterski wysiłek było i tak bardzo wielu. Ich symbolem pozostaje rodzina Ulmów z Markowej koło Łańcuta. Ona: Wiktoria - 32-letnia kobieta o niepojętej pracowitości i cierpliwości, On: Jan - 44-letni mężczyzna - zamiłowany ogrodnik i fotograf. One: Stasia, Basia, Marysia, Władzio, Franek, Antoś w wieku od półtora do ośmiu lat. I ono - jeszcze nienarodzone, ale przyszłe na świat w trakcie wykonywania egzekucji. A także Oni: ośmiu znękanych Żydów z konkretnymi nazwiskami i imionami. 24 marca 1944 roku na skutek donosu „granatowego” policjanta ukraińskiej narodowości niemieccy żandarmi otoczyli dom familii. Po wejściu do środka niezwłocznie zastrzelili ukrywanych, a potem na podwórzu wykonali egzekucję na rodzicach. Potem to samo uczynili z potomstwem, w tym nasciturusem, gdyż matka zaczęła przed śmiercią rodzić. Chatę dla przykładu spalono. Aż tyle kosztowało człowieczeństwo w tych strasznych czasach. A takich przykładów można mnożyć całe setki. Wymykają się one zwykłemu, ludzkiemu rozumowaniu. Zarówno co do skali heroizmu zamordowanych, jak i bestialstwa oprawców. A jednak miały miejsce, stanowiąc spiżowy pomnik pamięci o jednych i drugich. Czy można uczynić jakąś puentę? Można: „W 1952 roku 24% społeczeństwa niemieckiego miało dobrą opinię o Hitlerze. Dużą popularnością wśród społeczeństwa cieszył się Herman Göring (37%) i ostatni kanclerz III Rzeszy, zbrodniarz wojenny Karl Dönitz. W tym samym roku 40% zgadzało się (…) na partię narodowosocjalistyczną”. I jeszcze: W 1991 roku „Na pytanie: <Czy Niemcy są narodem wyższym w stosunku do innych narodów>, 27 % odpowiedziało twierdząco.”… To zaś oznacza, że prawie 30 milionów członków narodu odpowiedzialnego za dwie wojny światowe i bezlitosną zagładę dziesiątków milionów bezbronnych ludzi, skazanych na śmierć tylko dlatego, że byli innego pochodzenia, uważa, że górują nad każdą inną nacją!!! Zaiste przychodzi do głowy myśl, że rację miałby Winston Churchill, gdyby faktycznie wypowiedział przypisywane mu słowa, że: „Niemcy powinno się bombardować co 50 lat, profilaktycznie, bez podania przyczyn”.  

„My nie ratowaliśmy Żydów. Myśmy ratowali ludzi w śmiertelnym niebezpieczeństwie.”

„Wyrwać kogoś śmierci jest obowiązkiem nie tylko księdza, ale każdego normalnego człowieka.”

„Pomagałem Żydom tylko dlatego, bo byli ludźmi i obywatelami Rzeczypospolitej, znajdującymi się w potrzebie.”

„Polskie anioły w niemieckim piekle” autorstwa Marka Tadeusza Frankowskiego oraz Jarosława Jakuba Stolarskiego to przejmująca praca historyczna, której przedmiotem jest ukazanie postaw Polaków, którzy nie bacząc na śmiertelne niebezpieczeństwo ze strony niemieckiego okupanta, ratowali żydowskich współobywateli, ukrywając ich przed grożącą im niechybną zagładą.

Tytuł jednak jest nieco mylący, gdyż książka ma charakter holistyczny i drobiazgowo analizuje proces rodzenia się krwiożerczego antysemityzmu w Niemczech na przestrzeni XIX i XX wieku, jakiego założenia rozciągnęły się szybko również na inne nacje, w tym Polaków. Autorzy szczegółowo roztrząsają absolutnie wszystkie aspekty mechanizmu zagłady Izraelitów, wdrożonego w życie przez Hitlera i jego kamarylę, poczynając od ustaw ograniczających ich prawa obywatelskie, poprzez pierwsze pogromy, Noc Kryształową, wreszcie publiczne egzekucje, getta i obozy śmierci. Całość uzupełniają liczne wyciągi z dokumentów, przemów oraz wspomnień ocalałych. Te ostatnie czyta się ze ściśniętym sercem a w uszach rozbrzmiewają lamenty umęczonych i mordowanych bez litości oraz jakiejkolwiek iskry człowieczego ducha. Poszczególne opisy nie stronią od przesiąkniętej grozą dosłowności i stanowią krzyczące świadectwo całkowitego upadku moralnego oprawców, których nawet nie można porównać do zwierząt, niezabijających przecież dla przyjemności. Określenie „pandemonium” czy „szósty krąg piekieł” również nie oddają istoty tego, co się zdarzyło. Człowiecza mowa jest zbyt uboga, by zrekapitulować istotę tego zjawiska, które nie ma odpowiednika w historii ludzkości. Trzeba bowiem pamiętać, że choć ludobójstwo było nie raz stosowane na szeroką skalę, choćby przez Rzymian w stosunku do miasta Carthago, jakiego kilkusettysięczną ludność wycięto w pień, nie oszczędzając nawet psów i kotów czy Turków w odniesieniu do Ormian, jednak nigdy nie wymordowano praktycznie całego sześciomilionowego narodu i to przez tych, którzy mienili się kulturalną opoką nie tylko Europy, ale i całego świata. Z zimną krwią, według tablic ekonomicznych ułożonych przez germańskich duchem ekonomistów. Uderza przy tym skrajna „banalizacja zła”, przejawiająca się udziałem absolutnie wszystkich członków narodu w tym „dziele”, choć większość z nich twierdziła, że w czasie wojny grali w orkiestrze pułkowej czy byli Bogu ducha winnymi kolejarzami, mozolnie prowadzącymi pociągi - także te, która zmierzały do Buchenwaldu. Nie dostrzegali dymiących kominów krematoriów ani zrabowanych bogactw innych krajów, jakie przecież zalały całe Niemcy. Po prostu żyli, nie zwracając uwagi, że w ciągu paru lat zniknęli wszyscy żydowscy sąsiedzi. Ilu Niemców ukrywało takie osoby? Każdy zna odpowiedź…

Na taki heroizm zdobywali się tylko „podludzie”, tak bardzo przez nich pogardzani jako istoty pozbawione moralności i właściwie jakichkolwiek cech człowieczeństwa. Pewną refleksję wywołały klęski na wszystkich frontach i bomby spadające na domy zwykłych Helmutów, Hansów i Helg, jednak - jak pokazują badania socjologiczne wykonane w latach pięćdziesiątych ubiegłego stulecia, bardzo powierzchowną. I to jest chyba najbardziej wstrząsający element całej tej upiornej układanki. Wszystko to obnażają Autorzy, z chirurgiczną precyzją, krok po kroku ukazując etymologię i istotę czasów, w których człowieczeństwo nigdy jeszcze nie osiągnęło takiego dna, a z drugiej strony absolutnych wyżyn, reprezentowanych przez ludzi takich jak rodzina Ulmów.  

Praca licząca aż 513 stron podzielona jest na kilka rozdziałów (zawierających liczne podrozdziały) o wiele mówiących tytułach: „Jak kształtowano osobowość społeczną przyszłych zbrodniarzy - budowanie nienawiści do Żydów w propagandzie niemieckiej”, „Wybrane „prawne” działania wobec Żydów w Niemczech wstępem do procesu zagłady”, „Fizyczna likwidacja Żydów przez Niemców”, „Bilans strat ludności polskiej i żydowskiej na ziemiach polskich oraz w rejencji ciechanowskiej”, „Wybrane przykłady Polaków ratujących współbraci Żydów”, „Sprawiedliwi wśród narodów świata” oraz „Przykłady ratowania Żydów przez Polaków w rejencji ciechanowskiej”. Całość poprzedzona jest obszernym „Wstępem do rozważań nad zagładą Żydów przez Niemców”, zawiera też „Zakończenie”, będące podsumowaniem czynionych rozważań. Uznanie budzi bardzo obszerna bibliografia, dowodząca, że Twórcy dokonali iście benedyktyńskiej pracy, by należycie udokumentować swoje dzieło. Nieco razi jedynie brak jakichkolwiek map z naniesionymi lokalizacjami gett czy obozów zagłady, a także zdjęć, które wzbogaciłyby narrację, ale przecież wobec wymowy tej wstrząsającej książki to tylko drobne uchybienia. Najważniejsze jest w niej bowiem słowo będące niezapomnianym dowodem, że określenie „człowiek” brzmi równie przerażająco co dumnie. Niestety z naciskiem na to pierwsze. Nie śmiem ocenić punktowo - zdecydowanie polecam.

„Polacy nie mogą i nie powinni być obwiniani za to, że naziści wybrali na miejsce obozów śmierci okupowaną przez Niemców Polskę. Auschwitz było niemieckim obozem założonym przez Niemców i przez nich prowadzonym. Zawsze będę głośno i otwarcie mówił, kiedy historia jest zakłamywana, niezależnie czy z powodu niezrozumienia, czy złej woli.” (R. S. Lauder).        

You May Also Like

0 comments

Serdecznie dziękuję za wszystkie opinie, wiadomości oraz czas poświęcony na czytanie mojej strony- tworzę ją dla Was! :-)