Patrycja Dzień - Dalia - recenzja

by - 23:27:00

Napisanie powieści z wątkami dla dorosłych czytelników nie jest prostym zadaniem. Jeśli ma być czymś więcej niż tylko przedstawieniem czysto fizycznej relacji pomiędzy bohaterami, trzeba dodatkowo zadbać o wiele istotnych kwestii. W mojej ocenie przede wszystkim same postaci nie mogą być płaskie - a tak skonstruowane, by czytelnik chciał się dowiedzieć, co się pomiędzy nimi wydarzy. Otoczone odpowiednimi przeżyciami i okraszone właściwą dawką charakterystycznych cech, zdecydowanie zachęcą odbiorcę do poznania swoich losów. Jeśli autor zdecyduje się nadać im inteligentnego poczucia humoru - tym lepiej. Poza tym uważam, że rzadko kiedy w literaturze wywodzącej się z romansu teatr dwóch aktorów, czyli naczelnych sylwetek, okazuje się wystarczający. Doskonale zatem, jeśli dodatkowo wprowadzi się do narracji wątki rodzinne czy powiązane z przyjaciółmi. Czym barwniejsze, tym ciekawsze okazuje się książkowe tło - wszak jego wielowątkowość zawsze jest zaletą. Jeżeli są wartościowe - zaczynam uśmiechać się, tym razem nie makiawelicznie, jeszcze szerzej. Pewien ewenement, ponieważ podczas lektury „Dalii” Patrycji Dzień poczułam się nader zachęcona do jak najszybszego poznania dalszych stron historii już po przeczytaniu pierwszych kilkunastu stron. Główna bohaterka, pisarka Maria jest bowiem tak przykuwającą uwagę osobą, że niemalże od razu kradnie serce odbiorcy nader nietypową kreacją. Choć na co dzień tworzy udane fabuły fantasy, tym razem staje przed nią zupełnie inne wyzwanie: napisać erotyk. Początkowo narzeka na ten pomysł, kierując skargi do psa malamuta, który jest absolutnie uroczym towarzyszem, ale - jak to ma w zwyczaju, decyduje się na spróbowanie sił w nieznanym gatunku. Po krótkim ochłonięciu w przydomowym warsztacie, w jakim produkuje na zamówienie oryginalne, drewniane wyroby, zgadza się na cokolwiek szalony pomysł wydawcy - i odwiedziny pewnego klubu, który ma jej posłużyć za inspirację. I tu cały galimatias dopiero się rozpoczyna… Może bezpieczniej byłoby zostać przy fantastyce? 😉  

„Jak mam niby wykreować z polotem fabułę w książce, której podstawą są dupy, dupa lub dupsko, łamane przez następną dupę? Okraszone serią kutasów w różnym rozmiarze? że opisy wyszukane, że może liryczne? Albo nietuzinkowo? Musi być przecież jakaś osnowa (…).”

Zażywałaś właśnie spokojnej kąpieli słonecznej, dzięki której Twoja skóra ma ten godny pozazdroszczenia, oliwkowy odcień, kiedy odebrałaś cokolwiek wytrącający z równowagi telefon. Oto wszystko wskazuje na to, że Twojemu wydawcy i przyjacielowi coś definitywnie zaszkodziło. Zwariował - albo wpadł na naprawdę intratny pomysł, dzięki jakiemu jego biznes odniesie sukcesy na innych polach. Na standardowych, a właściwie tych fantastycznych, sama mu je przyniosłaś - wszak Twoje powieści naprawdę dobrze się sprzedają. Co jednak strzeliło mu do głowy, aby poszerzyć profil działalności akurat o książki dla dorosłych czytelników? W dodatku, jako że mężczyzna zna Twoje zwichrowanie oraz nietypowe podejście do życia, nie ma to być w żadnym razie powieść dla pensjonarek, którą te dalej czytają pewnie z wypiekami na twarzy pod kołdrą, aby nikt ich na tej obrazoburczej czynności nie przyuważył. Erotyk, jakiego wykreowanie właśnie zostało Ci zlecone, ma być czymś ożywczym w świecie podobnej literatury. Właśnie od jakichś piętnastu minut żalisz się na postawione przed Tobą wyzwanie jedynemu osobnikowi płci męskiej w Twoim życiu, z którym tworzysz udaną, stałą i pełną zabawnych, podnoszących na duchu momentów relację - wiernemu psu malamutowi, jaki wydaje się doskonale rozumieć Twoje rozterki. Patrząc na jego poczynania, też masz właśnie ochotę wykopać jakąś roślinę z Twojego ogrodu - i zająć jej miejsce, aby powąchać kwiatki od spodu. Jak Ty masz niby napisać powieść osiemnaście plus, skoro tego rodzaju literatura w ogóle nie jest Twoją bajką? Postanawiasz odreagować w pomieszczeniu, w jakim pobyt od zawsze Cię uspokaja i pozwala przemyśleć to, nad czym wcale dumać się nie chce. Zakładasz szary i aseksowny fartuch, przygotowujesz narzędzia i chwytasz w dłonie pierwszą deskę do obróbki. Twój drewniany interes rozwinął się tak, że już on sam pozwoliłby Ci na godne życie… Ale nie, szalonemu mózgowi, który od lat Cię męczy, jeszcze pisarką się być zachciało. Jakbyś mało miała na głowie - to, myślisz z przekąsem, masz jeszcze więcej. Z dystansem do siebie roztrząsasz w głowie możliwe sceny książki dla dorosłych i po chwili dochodzisz do wniosku, że to naprawdę poroniony pomysł, by Ci ją zlecać. No cóż… czyli właściwy.  

„Powiedz, już masz następny pomysł w głowie, prawda (…)?”

Jak szybko się okazuje, na szczęście nie będziesz musiała wymyślić wszystkich elementów do nowej powieści sama. Twój wydawca umówił Cię bowiem z kimś, kto ma pełnić rolę podobną konsultantowi… i zabrać Cię w miejsce, z którego będziesz mogła czerpać natchnienie. Dalia bez wątpienia nie jest typowym klubem, o czym tajemniczo informuje Cię znajomy już na samym początku. Więcej dowiesz się już niebawem od Sebastiana Historyka, który tym nazwiskiem został Twoim zdaniem opatrzony przez samą ironię Losu - zarośniętemu i wielkiemu panu o aparycji Wikinga daleko bowiem do kogokolwiek pełniącego rzeczoną profesję. Pierwsze spotkanie z Twoim nowym współpracownikiem, który ma Cię wprowadzić do nieznanego świata wypada wręcz komicznie irytująco. Gdybyś miała określić go jednym słowem, pewnie zdecydowałabyś się na gbura. Na domiar złego takiego, którego z chęcią otrułabyś arszenikiem z uwagi na denerwującą osobowość. Rozważasz to zresztą na poważnie przez moment, kiedy szykujesz dla niego herbatę. Choć Twój wydawca utrzymywał, że ten zamknięty w sobie i cokolwiek dziwny jegomość zyskuje przy bliższym poznaniu, na razie nie widzisz ku temu żadnych przesłanek. Zachodzi Ci za skórę niemalże każdą ripostą, uśmiecha się ironicznie - czego domyślasz się po oczach, jako że resztę twarzy niemalże w całości zakrywają zarost i broda - a przy tym wydaje się raczej mało pomocny względem zadania, które Cię czeka. Skoro jednak zgodziłaś się podjąć rękawicę i spróbować napisać nietypowy dla Ciebie tekst, akceptujesz także wszystkie konsekwencje, które się z tym wiążą. Przed pierwszą wizytą w mającej posłużyć Ci za miejsce narodzin pisarskiej weny Dalii, jesteś nieco niespokojna. Nie do końca wiesz bowiem, czego się spodziewać - poza tym Historyk radził, byś wystroiła się tak, jak gdyby sam owiany złą sławą Markiz de Sade miał się z Tobą spotkać. Nie wyobrażasz sobie, by jakikolwiek klub, choć z niewielką ich ilością miałaś do tej pory do czynienia, a już na pewno nie w tym kształcie, sprawił, że oto pomysł na erotyczną fabułę zmaterializuje Ci się w szalonej głowie. Może jednak od dawna tam był - tylko Ty jeszcze go nie trafiłaś? Wszak niektóre przybytki służą odkryciom… i przekraczaniu granic.

„Najważniejsze jest w życiu robienie tego, co się lubi, co sprawia Ci radość i pozwala się realizować. Nie robisz tego, może robiłeś, ale już nie robisz (…).”

Szczerze napisawszy, aż trudno mi uwierzyć w to, że „Dalia” to debiut Patrycji Dzień. Choć nieco obawiałam się tej lektury - okazało się, że całkowicie niesłusznie. Po pierwsze, Pisarka kreacją głównej bohaterki i targającymi nią rozterkami wykazuje się wręcz zaskakującym poziomem autoironii. Zarówno Autorka jak i jej barwna, wielowymiarowa naczelna postać tworzą przecież literaturę dla dorosłych - a przy tym obie wykazują się względem niej dystansem. W tej powieści najbardziej urzekają mnie jednak jeszcze trzy kwestie. Elementy przeznaczone dla pełnoletnich czytelników, czyli sceny z rzeczonego klubu, przedstawione są realistycznie - przy czym Dzień skupia się nie tylko na blaskach, ale głównie na cieniach pracy w podobnych lokalizacjach. Poza tym, cała narracja może poszczycić się doskonałymi żartami sytuacyjnymi na bardzo dobrym poziomie, na skutek czego książka okazuje się naprawdę dobrą rozrywką, w jakiej poczucie humoru zasługuje wręcz na miano osobnego bohatera. A skoro już o nich - relacje rodzinne, przyjacielskie i właściwie wszystkie w tej powieści wielokrotnie mnie uśmiechnęły i rozbawiły. Trudno pisać tu o często dostrzegalnej w podobnych propozycjach literackich pustce, jako że ten „pierwszy raz” Pisarki jest zwyczajnie pełen wartości i wciągającej fabuły, dla jakiej warto spędzić z tą opowieścią czas. Treści dla odbiorców osiemnaście plus w żadnym razie nie dominują tekstu - stanowią jego dopełnienie i dodają historii odpowiednich rumieńców. Jeżeli gawędy erotyczne, w mojej ocenie złożone właśnie w taki sposób. Zapewniam Cię, że tego rodzaju bohaterki nie miałeś jeszcze okazji poznać, co polecam zmienić. Zaręczę także, że doprawdy niewtórny historyk jej się trafił. 😉 Nie mogę się doczekać kolejnego, może być nocnego, spotkania z twórczością Dzień. 8/10 - nader przyjemna rozrywka!

„Chciałabym cofnąć czas, mieć dzisiejszy mózg i tamte czasy przed sobą. Zostałabym chyba szefową mafii.”

You May Also Like

0 comments

Serdecznie dziękuję za wszystkie opinie, wiadomości oraz czas poświęcony na czytanie mojej strony- tworzę ją dla Was! :-)