• Strona główna
  • O mnie
  • Współpraca

Opowiadam historie o historiach. Recenzuję literaturę - bo życie jest sztuką.

Pewna lokata w tegorocznym rankingu najlepszych przeczytanych książek oraz nota 11/10 nie oddadzą w pełni tego, jak misternie skonstruowaną szkatułką tragedii jest „Ziarno zła” - powieść Autora, którego zdążyłam… obdarzyć nienawiścią już po pierwszych kilku przeczytanych rozdziałach. W pozytywnym znaczeniu tego słowa, ponieważ jako literat odczuwam naturalną zazdrość względem niespotykanie ogromnego talentu, jakim bez wątpienia dysponuje Pisarz. Mieć oryginalny pomysł na fabułę, zaprezentować go w udany sposób, przedstawić umiejętnie czytelnikowi sztafaż barwnych postaci - to wszystko trudne, choć w pełni wykonalne. Twórca jednak na tym nie poprzestaje, prawdopodobnie postanowiwszy postawić poprzeczkę o wiele wyżej. Do powyższych dołączają bowiem inne elementy, które wynoszą prozę na o wiele ambitniejszy poziom. Trzecioosobowa narracja to swego rodzaju żonglerka, jako że płynnie i naprzemiennie rzuca światło na wydarzenia, które stają się udziałem wielu bohaterów. Pozornie takich, którzy nie mają ze sobą wiele wspólnego, pomijając pewne determinujące przyszłość wydarzenie z przeszłości. W istocie - osoby, które finalnie po zawirowaniach i świetnie wprowadzonych plot twistach, spotkają się na jednej, wielkiej scenie - w przedstawieniu tak dramatycznym, że aż zatrzymującym niemiejącego odbiorcę w miejscu. Do tego Kapla zdecydował się na bardzo rzadki zabieg literacki, z którym ostatnio miałam do czynienia… wiele lat temu we własnym tekście. Jakże pysznie było zobaczyć jego realizację na 413 stronach! Anadiploza, czyli paralelizm składniowy, zastosowany na poziomie kompozycji rozdziałów z wariacyjnym przekształceniem frazy to sztuka niesamowicie trudna. (Pisząc prościej: ostatnie zdanie rozdziału poprzedniego i pierwsze kolejnego są złożone z podobnych słów, choć różne - i właściwie wplecione w treść.) Zabawę słowotwórstwem, którą tak cenię, widać zresztą u Autora wielokrotnie. Z tego „Ziarna zła” wykiełkowało, nie przesadzając, dzieło. Idealnie niewtórny przedstawiciel literatury pięknej. Najwyższych lotów!

23:17:00 No comments

Maghreb to nie tylko część Afryki, to także styl życia i sposób pojmowania świata. Swoista sztuka bytu. Każdy przybysz, snujący rojenia o wyższości kulturalnej nad autochtonami, przekonany, iż chroni go jakże cienki naskórek zachodniej cywilizacji, szybko łapie się na tym, iż powoli, lecz nieuchronnie staje się jego częścią, czy tego chce, czy nie. Jest jak wir, wciągający obcego w czeluści, których granice biegną od bezkresnych piasków Sahary, poprzez liche arabskie lepianki aż po rozgwieżdżone niebo, na którym można dostrzec każdą, nawet najmniejszą gwiazdę. Proces ten nie ominął i Twojej osoby. Namacalnie dostrzegasz, jak kropla po kropli sączy się w Ciebie tutejsza atmosfera, niezauważalnie zmieniając ogląd świata i podejście do teraźniejszości. Niemal fizycznie czujesz, jak Afryka trawi Cię w swoich bezdennych trzewiach krok po kroku, kawałek po kawałku. Wystarczyły dwa tygodnie pobytu w Tunezji, byś przejął tutejsze podejście do upływu czasu, który odmierzasz już nie godzinami i minutami, ale całymi dniami. Zmienił się nawet wygląd Twojej skóry, ogorzałej od palących promieni słońca i smaganej gorącym tchnieniem wiatru sirocco. Nie masz pojęcia czy na końcu tej drogi będziesz czystszy i bardziej wolny od złudzeń przeszłości, czy przeciwnie, ale wiesz jedno - przepełniająca Cię tęsknota pozostała taka sama. Za tym, by mieć swoje miejsce na świecie, do którego chce się wracać i osobą, dla której jesteś ważny, a może nawet najważniejszy. Niezasklepione rany bolą najbardziej, zwłaszcza, gdy zostały zadane przez kogoś, kto był całym Twoim światem. Komu niczego nie mogłeś odmówić, godząc się z radością na rolę cienia podążającego za wyśnionym bytem. Od rozwodu, który położył kres Twojemu dwuletniemu małżeństwu, minęło już półtora roku, a masz wrażenie, jakby miał miejsce przed miesiącem.

23:58:00 No comments

Snułaś tyle planów na ten dzień i wszystkie musiałaś odłożyć na później za sprawą SMS-a wzywającego na pilną rodzinną naradę. Otrzymałaś go od babci, która mieszka na obrzeżach Tarnowskich Gór, gdzie musisz dojechać z Katowic - a to całkiem spory kawałek. Teraz siedzisz w samochodzie, wściekając się na ogromne korki. W końcu jednak docierasz na miejsce i jak zwykle wita Cię ogromny rwetes. Są wszyscy członkowie familii, których nie widziałaś od dłuższego czasu, więc powitaniom nie ma końca. Wszystkim dyryguje babcia Wiktoria, jaka pomimo swoich blisko osiemdziesięciu dwóch lat wygląda i zachowuje się niczym osoba dużo młodsza. Nigdy nie brakowało jej energii, a teraz jest jej istnym wulkanem. Uwagę zwracają jej niesamowicie błękitne oczy, odziedziczone po własnej babci Anieli. Ta ostatnia przeżyła osobistą tragedię, gdyż jako córka niezbyt zasobnych chłopów, wbrew własnej woli została wydana za mąż za syna bogatego gospodarza. Była najpiękniejszą dziewczyną we wsi, więc rodzice bez skrupułów przehandlowali dziecko w zamian za apanaże. Ten krok przyczynił się do rozpadu rodziny. Bracia - Antek i Jakub nie zaakceptowali tego wyboru. Od dawna marzyli o wyjeździe do USA, więc oburzeni uznali, że przyszedł na to czas. Gorąco namawiali siostrę, aby im towarzyszyła, jednak ta odmówiła. Koniec końców osiedli na stałe w Wielkiej Brytanii, a kiedy po wojnie nad Europą zapadła Żelazna Kurtyna, kontakty pomiędzy rodzeństwem się urwały. Do tego stopnia, że obydwie rodzinne gałęzie nic o sobie nie wiedziały. Jak oświadcza babcia Wiktoria, właśnie uległo to zmianie, dlatego też zwołała wszystkich do siebie. John Hunter - wnuk Jakuba wynajął firmę detektywistyczną z zadaniem odnalezienia krewnych w Polsce. Po ustaleniu miejsca ich pobytu, wystosował zaproszenie na oficjalne obchody swoich dziewięćdziesiątych urodzin.

22:13:00 No comments

„Zły kadr” to połączenie thrillera, tragedii i elementów grozy w niezwykle klimatycznie udane ujęcie - debiut, dla jakiego miałam przyjemność napisać polecajkę na skrzydełko. Goszczę na nim wespół z Maxem Czornyjem, co jako psychofanka Autora uważam za ogromne wyróżnienie! Zdecydowałam się na okraszenie pierwszej powieści Pisarza o pseudonimie K. Gawron następującymi słowy: „Odcięci od świata przez śnieżycę czy uwięzieni w kadrze z koszmarów? Zamiast filmu, ekipa nagrała coś, czego nie da się wyreżyserować… Granica między rolą a przerażającą rzeczywistością zatarła się szybciej, niż spadały kolejne białe płatki. Dom stał się klatką, obiektyw świadkiem, a strach najsurowszym reżyserem. <Zły kadr> to osaczający thriller o tym, że oko kamery nigdy nie mruga. Odważysz się w nie spojrzeć?” - i myślę, że zdania te doskonale przystają do niepokojącej atmosfery, która eskaluje wraz z każdą przewróconą stroną lektury. Wydawać by się mogło, że to wszystko przecież niejednokrotnie w literaturze już było: śnieżyca, ustronny dom na wsi, klaustrofobiczne odcięcie od świata, brak zasięgu, trup i coraz większa nieufność, jaką odczuwa do sobie zgrana wcześniej paczka znajomych. Owszem, ale - co udowadnia powiązany ze środowiskiem kinowym twórca opowieści, wciąż można stworzyć z wykorzystywanymi wcześniej motywami w pełni oryginalną narrację, jakiej doskonale stopniowane napięcie sprawia, że nie można się od niej oderwać ani na chwilę. Oto thriller, którego każda strona powoduje u czytelnika uczucie trwożącego zimna i pożądane ciarki strachu. W mojej ocenie to jednak także w dużej mierze napisana pięknym, choć niestroniącym od uzasadnionej brzydoty, językiem opowieść o odrzuceniu i konieczności przywdziewania masek, za którymi o wiele trudniej kogoś skrzywdzić. O talencie i pasji, jakie to niekiedy muszą usunąć się w cień - i oczekiwać wiernie na realizację marzeń. O zadrach sprzed wielu lat, które będą uwierać dopóty, dopóki się ich nie pozbędzie, co zaś czasem jest możliwe tylko poprzez zemstę. I o tym, jak wiele czyni się, by osiągnąć cel…

00:13:00 No comments

Nie cierpisz takich spraw. Zawsze brzydziły Cię narkotyki, choć nie obwiniasz za ich używanie  nieszczęśników, jacy nie mogą się bez nich obejść. Całą niechęć skupiasz na tych, którzy najpierw podstępem wciągają ich w nałóg a potem bezlitośnie wykorzystują słabość, jaką sami wywołali. Gdyby to od Ciebie zależało, oskarżyłbyś wszystkich dilerów o udział w ludobójstwie. Niestety jako prokurator musisz się ograniczyć do stosowania obowiązujących przepisów, a te są zdecydowanie zbyt łagodne, nad czym bolejesz. Najbardziej przerażają Cię dzieciaki, które po paru latach raczenia się zakazanymi substancjami zachowują się jak zombie lub przypominają osoby o wiele lat starsze a do tego po strasznych przejściach. Aż pewnego dnia znajduje się ich już bez życia. Dzisiaj będziesz miał do czynienia z jednym z nich - ofiarą przedawkowania. Jak zwykle w pobliże miejsca zbrodni docierasz komunikacją miejską. Ubrany w garnitur i elegancki, długi płaszcz, z nienagannie wypastowanymi butami, przyciągasz wzrok współpasażerów. Skromnych wymagań co do materialnej strony życia oraz dbałości o wygląd nauczyłeś się w latach, gdy byłeś księdzem. Zrezygnowałeś z powołania, nie mogąc pogodzić się z tuszowaniem występków przełożonych. Skończyłeś studia prawnicze, odbyłeś aplikację i zacząłeś zajmować się ściganiem przestępców. A także naprawianiem świata, oczywiście w tym skromnym wymiarze, na jaki możesz mieć wpływ. Tak naprawdę w głębi ducha pozostałeś sługą bożym, z misją pomocy bliźnim. A wiara daje Ci w tym wielkie oparcie, choć często prowadzisz z Najwyższym zażarte i gniewne dyskusje. Wiele osób  dostrzega, że jesteś życzliwym i sumiennym człowiekiem, więc cieszysz się nie tylko uznaniem, ale przede wszystkim wielkim szacunkiem.

22:07:00 No comments

Anna Wolf zdążyła zawojować me serce za sprawą kilku powieści z prostej, choć niestety rzadko możliwej obecnie do dostrzeżenia przyczyny. Otóż, w mojej skromnej opinii recenzenta to jedna z najlepszych współczesnych polskich pisarek, jeśli chodzi o kreowanie niezwykle ciepłych relacji rodzinnych między bohaterami oraz wartościowych fabuł. Dawniej kwestia, wydawałoby się, dość oczywista w świecie literatury romantycznej. Dziś niejako święty Graal, którego odnalazłam również w trzecim tomie cyklu „Rodzina Marshall” - uśmiechającej lektury, jaka pozostaje świetną rozrywką. Pełna postaci, które lubią słowa: impertynencja, charakterność, przekomarzanki i zawadiackość, obfituje jednak przede wszystkim w uczucia i wszystko to, co tytułowe więzi tworzy. Nie udaje także czegokolwiek, czym nie jest - a stanowi po prostu doskonały wybór na ten wieczór, kiedy pragniesz świetnie się bawić. I cóż… jest bogata również w dość zwariowane zwroty akcji, na skutek czego myślę, że ekranizacja książki „Więzy krwi” miałaby szansę stać się kinowym hitem. Komedią romantyczną, na jaką można wybrać się zarówno w parze podczas Walentynek, jak i w trakcie kobiecego wypadu czy w samotności, kiedy chce się zobaczyć coś… zwyczajnie dobrego. Jeżeli nie miałeś okazji poznać cokolwiek zwichrowanej, bajecznie bogatej, a przy tym niezblazowanej fortuną rodziny Marshall, myślę, że to doskonały moment. Trzy części opowieści z tak pozytywną energią definitywnie świetnie nastroją Cię na wiosnę. Recenzowana uświadomi także, że moja teoria jest jak najbardziej słuszna. Jeśli coś jest Ci przeznaczone, trafi do Ciebie tą czy inną ścieżką. Może przy okazji odmieni kilka istnień i zobrazuje fakt, że wszystko, czego szukałeś, jest tak naprawdę na wyciągnięcie ręki - choć czasem wydaje się absolutnie nieosiągalne. I niekoniecznie w tym tkwi jego urok - to Ty musisz to zawojować! 😉

00:00:00 No comments

O debiucie, który okazał się szokująco złożony - i to niekoniecznie w dobrym tego słowa znaczeniu…

Praca w kancelarii komorniczej to niezbyt łatwy kawałek chleba. Czasami próba zwykłego doręczenia zawiadomienia o wszczęciu postępowania egzekucyjnego może skończyć się poszczuciem psem a nawet rękoczynami. Na szczęście jesteś byłym policjantem, więc szybko dajesz sobie radę ze zbyt krewkimi dłużnikami i członkami ich rodzin. Dziś jest poniedziałek, więc jak zwykle z samego rana pojawiasz się w biurze, tym razem jednak w nie najlepszym nastroju - daje o sobie znać weekendowy kac. Wyraźnie czujesz suchość w ustach a głowa pulsuje Ci tępym bólem. Do tego Twoje oblicze znaczy wielki siniak pod okiem - skutek wdania się w bójkę z damskim bokserem i ochroną w pubie. Rozpaczliwie próbujesz sobie przypomnieć, kto odwiózł Cię po wszystkim do domu, ale niestety masz dziurę we wspomnieniach. Witasz się zdawkowo ze swoim współpracownikiem - Łucją Adamczewską i raczysz kawą, z ulgą siadając na krześle. Byłeś pewien, że to właśnie ona poratowała Cię w nocy, ale wyraźnie widzisz, że nie miała z tym nic wspólnego, więc odpuszczasz sobie rozmyślanie o problemie i zaczynasz zajmować się pracą. Porządkujesz szybko dokumenty i pakujesz je do teczki. Po chwili ruszacie samochodem w teren. Śpieszycie się, gdyż macie sporo wezwań do rozwiezienia. Pierwsze z nich trzeba dostarczyć Henrykowi Zielińskiemu, który mieszka w niewielkiej wsi - Malanowie. Dzięki nawigacji niebawem docieracie na miejsce, mijając po drodze przeraźliwie puste i zaśnieżone pola. Wysiadacie i obrzucacie wzrokiem spory dom, wyglądający jednak na mocno zaniedbany. Sprawia wrażenie opuszczonego - odpadający tynk pozostawił po sobie liszaje, w oczy rzucają się też niemiłosiernie zarośnięty ogród oraz przekrzywiony płot. Gdy pukasz do drzwi, odpowiada Ci głucha cisza.

23:17:00 No comments

 

Właściwe miejsce, odpowiedni czas i przeznaczona chwila - wielka trójka, której zaistnienie w tym samym momencie zakrawa na prawdziwy cud. Najczęściej dopiero z perspektywy teraźniejszej myśli się o przeszłej, dodając niezliczoną ilość „co by było, gdyby…”, jakie to jednak przecież nie znajdą już nigdy praktycznych odpowiedzi i zostaną kolejnymi elementami barwnych dywagacji, czynionych pod osłoną nocy. Jeśli masz talent literacki, może niektóre spośród nich posłużą za pomysł na powstanie barwnej powieści. Inne przedyskutujesz w gronie najbliższych przyjaciół a znaczna część, rozmyta przez czas, zwyczajnie zatrze się w niepamięci. Swoją DEBIUTANCKĄ książką Konrad Cieplik uśmiecha czytelnika nietuzinkowym pomysłem na historię, z której płynie zgoła inne przesłanie. Zdaniem charakternych bohaterów propozycji literackiej o dźwięcznym tytule „Witaj, piękna pastereczko” absolutnie nic nie przydarza się przypadkowo a… zaistnienie wspomnianej wcześniej, wyjątkowej trójcy jest częstsze niż mogłoby się to wydawać. Przyznaję, że lubię poznawać fabuły, które przeczą moim prywatnym doświadczeniom (te wskazują raczej, że jeśli wszystkie kataklizmy i złe rzeczy, jakie da się wyobrazić, mają stać się czyimś udziałem, na trzysta procent będę to ja 😉), jako że każdorazowo udowadniają mi pewną wyjątkowość tak zwanej losowości. Choć jestem skończonym i zdeklarowanym pechowcem, w pełni wierzę w determinizm. Jeżeli coś zostało Ci zapisane - trafi do Ciebie, niezależnie od krętości ścieżki, którą uparcie zmierza. Z tegoż powodu myślę, że niemożliwe nie istnieje - nawet, jeśli rachunek prawdopodobieństwa jest bliski zera, należy spodziewać się niespodziewanego, bo Los jest w swojej pomysłowości nader złośliwy i uparty. Nieco jak ja… a już z pewnością jak podróżujący Harleyem po Albanii mężczyzna, który wcale nie miał się tam znaleźć i nadspodziewanie oklęta opiekunka owiec o tragicznej przeszłości… czyli bohaterowie recenzowanej książki. Tej gawędziarskiej wyprawie daleko do standardowych!

23:54:00 No comments

Malarstwo ikonowe to sztuka sakralna, będąca klasą samą w sobie. Jest nieporównywalne i nie do pomylenia z żadnym innym - oddziałuje na zmysły w niezwykle specyficzny sposób. Nic w tym dziwnego, gdyż jego pochodzenie wywodzi się z kultury Bizancjum, nosi więc znamię dla niej bardzo charakterystyczne - ogromne bogactwo wyrazu, poddane jednak ścisłemu rygoryzmowi. Teoretycznie próżno szukać w nim kunsztu Giotto di Bandone, średniowiecznego czarodzieja pędzla, który zrewolucjonizował malarską wizję chrześcijańskiego eposu i wprowadził do swoich przepięknych obrazów trójwymiarowość oraz początki operowania światłocieniem, jak choćby w arcydziele „Pojmanie Chrystusa” vel. „Pocałunek Judasza” (1303/1305 r.), w którym odbiorca godzinami może z zachwytem analizować zbiegające się spojrzenia głównych postaci, będące nieśmiertelnym spleceniem niewidzialną nicią dwóch ich rodzajów - niewinnego i zdradzieckiego. Na zdrowy rozum, ikony nie dorównują dziełom innego mediewalnego giganta sztuki Simone Martini, którego „Zwiastowanie” (1333 r.) oszałamia patrzącego mistrzowskim przedstawieniem postaci i bogactwem skąpanych w złocie kolorów. Z pozoru nie są w stanie konkurować także z „Mistycznymi zaślubinami  św. Franciszka” (1437/1444 r.) Stefano Sassetty, „bijącego” po oczach” prezentowaną co prawda wstydliwie, a jednak przepyszną urodą trzech cnót, najpierw stojących przed obliczem bożego wybrańca, by „po chwili” unieść się nad nim w ślicznie ukazanym łuku swych ciał. Nie przenikają one zgrozą werycznym ukazaniem cielesnych skutków męki Zbawiciela, jak na płótnie Andrei Mantegny „Opłakiwanie zmarłego Chrystusa” (1467/1480), gdzie rany Syna Boga, zadane bestialsko wbijanymi gwoździami, dosłownie przepalają wzrok każdego, kto miał okazję oglądać ten niezwykły obraz, zadając krzyczące pytanie o granice wytrzymałości ludzkiego ciała poddanego niewysłowionym katuszom.

18:35:00 No comments

W mroku można zatracić się bez reszty i zagubić na długo - wszak nie bez powodu wielu bezpowrotnie się w nim zakochuje. Raz umiłowawszy wszystko, co pochodzi z ciemności, niechętnie wybiera się to, co świetliste, łatwe i przyjemne. Czerń ma jednak sporo odcieni, spośród jakich niektóre okazują się niebezpieczne, niezależnie od tego, jak kusząco by się jawiły. Z pewnością do nich właśnie można zaliczyć powojenną zamieć, w której wirują odłamki próbującej złożyć się na nowo codzienności. Tej, w jakiej goszczą od wielu lat bohaterowie drugiej książki, którą zdecydowałam się przyjąć w tym roku pod medialne skrzydła - romansu historycznego Joanny Jax. Jako niespełna jedenastolatka i jeszcze młodsza dziewczynka, Ewa Zakrzewska była świadkiem wydarzeń, których definitywnie nie powinno widzieć żadne dziecko. Jednokrotnie ujrzawszy wszechpotężny ogrom zła, nigdy nie jest się już tą samą osobą, co jeszcze chwilę temu. Jeśli natomiast jest się zmuszonym, by obserwować go wciąż i raz jeszcze, przez okres kilku lat, to właśnie z tych doświadczeń tworzy się siebie zupełnie na nowo. Jak ktoś, kto podczas drugiej wojny światowej był świadkiem ciągłej makabry oraz zapętlającego się tragizmu ma zbudować dobre, pełne wartości życie, w którym poczuje się bezpiecznie? Należy jedynie podejrzewać, iż wymaga to nadludzkiej siły. Tą zaś przecież musiały cechować się tak zwane wojenne sieroty, dla których słowo dzieciństwo przestało istnieć z chwilą oddania pierwszego strzału przez wrogą armię. Choć „Zagubieni w mroku” szukają się i odnajdują głównie w roku 1969 na terenie Berlina Wschodniego, dzięki umiejętnie wplecionym w fabułę retrospekcjom naczelnej postaci, czytelnik podróżuje w czasie i przestrzeni również do Polski niszczonej właśnie przez nazistów i trawionej ogniem zniewolenia. Zestawienie tych dwóch światów daje zaś efekt, jaki wstrząsa niepowtarzalnie. Młoda architekt, która właśnie jedzie na zagraniczny staż, wciąż jest przecież tamtą małą dziewczynką… Nawet, jeśli tylko w jaźni.

22:00:00 No comments

Masz sekret, którego nie możesz wyjawić nawet najbliższym. Niewidzialny wróg toczy Twoje ciało, odbierając nie tylko siłę fizyczną, ale także wszelką nadzieję na przyszłość. A obydwie te moce są bardzo potrzebne w walce, którą podjąłeś z wrogiem swojej ojczyzny. Polska pozostaje pod zaborami już prawie sto lat, a Ty nigdy się z tym nie pogodziłeś. Jesteś konspiratorem i przynależysz do organizacji niepodległościowej „Głos Orła”. Twoje brawurowe i zarazem często lekkomyślne wyczyny budzą zgrozę w jej kierownictwie, a zwłaszcza w kapitanie Janie Skrzetuskim - Twoim dowódcy. Jednak ten toleruje wyskoki, jakich się dopuszczasz. To dawny przyjaciel Twojego ojca, którego Rosjanie zesłali na Syberię i od lat nie ma o nim żadnych wiadomości. W skrytości ducha jest dumny, że jego syn nie zna pojęcia strachu, choć zarazem bardzo się martwi, czy nie podzielisz losu rodziciela. Właśnie dostajesz od niego kolejną burę za najnowszy wyczyn, który po raz kolejny udowodnił Twoją ułańską fantazję, a zarazem naraził na wielkie niebezpieczeństwo. Poważyłeś się bowiem na rzecz bardzo zuchwałą. Dostałeś się na bal wydawany z okazji urodzin cara Aleksandra III przez namiestnika Josifa Hurko - generał-gubernatora, sprawującego nadzór nad byłym Królestwem Polskim. Świeżo poznana, zalotna dama, żona jednego z polskich urzędników obcej władzy, pod wrażeniem Twojego uroku, wyraziła zgodę na przedstawienie Cię oficjelowi. Idealnie zgrało się to z Twoim planem. Gdy wsłuchiwałeś się w głos perorującego i zadufanego w sobie Rosjanina, Twój towarzysz Maciej Skrzetuski - udając kompletnie pijanego, popchnął Cię w taki sposób, że wylałeś na carskiego dowódcę wino ze swojego kieliszka. Zdenerwowany, zaczął wykrzykiwać w Twoim kierunku obelgi i zanim zdołał się zorientować, już trzymałeś w ręku jeden z jego drogocennych orderów, po czym skierowałeś się śpiesznym krokiem do wyjścia.

17:18:00 No comments

Literatura science-fiction stanowi niezrównany wehikuł, za pomocą którego jej autorzy oraz odbiorcy mogą pędzić przez przyszłość z bagażnikiem pełnym przeszłości. Umożliwiającym, pod płaszczykiem opowiadania o wiekach, które dopiero nadejdą, wnikliwe roztrząsanie spraw znanych ludzkości od samych jej początków. Jeśli chcesz przeczytać niezrównane studium przeraźliwej samotności w świecie pełnym bliźnich, bezsiły wobec nieznanego i miłości potężniejszej od wszelkich przeciwności - sięgnij po „Solaris” Stanisława Lema. Masz ochotę poznać naturę totalitaryzmów, wobec których jednostka jest niczym a wszelkie przejawy życia podporządkowane są życzeniom władzy i stworzonego przez nią systemu przy wydatnym udziale uciskanych - zapoznaj się ze słynnymi dystopiami: „Rok 1984” George'a Orwell ‘a, „Nowy wspaniały świat” Aldousa Huxleya oraz „451 stopni Fahrenheita” Raya Bradbury’ego. Gdy interesują Cię zagadnienia pozbawionej wszelkich skrupułów walki o objęcie rządów, mechanizmy sterujące imperiami oraz istota bezlitosnego żywiołu rewolucji, rozpętanej przez demagogów - weź do ręki „Diunę” Franka Herberta. Chciałbyś zagłębić się w pełną zadumy opowieść o kalejdoskopie postaw wobec nieubłaganej siły, wiodącej do upadku cywilizacji oraz granicy poświęceń, ofiaruj parę godzin „Wojnie światów” Herberta Georges'a Wellsa. Wyliczać dzieła z tego gatunku, które opisują światy wyimaginowane, a jednak przerażająco prawdziwe, zajmujące się tak naprawdę człowiekiem, stanem jego jaźni, marzeń i tęsknot, obaw i najgorszych ze strachów; tym wszystkim, co unosi go i dręczy, można by bez końca. Do tegoż kanonu należy także twórczość Harlana Ellisona, niepokornego i przez długi czas wyklinanego Pisarza, zajmującego się fantastyką naukową, którego zbiór opowiadań jest przedmiotem niniejszej recenzji. On sam był postacią niezwykłą; jedną z tych, które ufają, że ludzkie uniwersum może być lepsze niż faktycznie jest. 

23:02:00 No comments

Można być komuś solą w oku… lecz i cierniem w mroku. Osobą, która tak bardzo nie pasuje do pozostałych, że rezygnuje ze wszystkiego i postanawia nigdy nie opuszczać cienia. Jakie to uczucie, kryć się w nieprzeniknionych ciemnościach, nie pozostawać w jednym miejscu zbyt długo, by nie dać się zauważyć ani pojmać, rozmawiać tylko z przeszłością i wspomnieniami - w głowie? Wydaje się, że to tak zaawansowany stopień osamotnienia, że aż przeraża. Tymczasem bohater o tajemniczej historii, wykreowany przez Elżbietę Barczyk udowadnia, iż w niektórych okolicznościach nauczenie się życia w pojedynkę i w niewidoczności jest o wiele lepszym rozwiązaniem niż przyłączenie się do bezpiecznej aczkolwiek… nieposiadającej żadnych wartości grupy. Szczególnie, jeśli jest się odmieńcem jak Val, który alternatywnie mógłby sprzeniewierzyć się wszystkiemu i stać marionetką zarządzających światem wampirów lub wilkołaków albo członkiem kliki człowieczych służących na usługach bestii. Mężczyzna, element ludzki o nietypowych zdolnościach, pragnie zaś tylko, by nikt nie zwracał uwagi na jego marną personę, przemykającą szemranymi zaułkami krainy, gdzie po wybuchu Słońca panuje wieczna czerń i od jakiej sam Bóg dawno odwrócił wzrok, skrajnie rozczarowany jej obecnym kształtem. Niestety, na skutek szalonych splotów okoliczności, spokój jest ostatnim, co będzie mu dane. Jeden nierozważny krok prowadzi wprost w przepaść nieprzewidywalnych konsekwencji - a jego samego na świecznik najpotężniejszych (nie)żyjących stworzeń. Próba udowodnienia, że resztki sumienia wciąż znajdują się na właściwym miejscu sprawia, że dotychczas bezimienną, nieposiadającą koniecznego numeru, nieistotną osobą Vala interesuje się zarówno alfa wilków, jak i książę krwiopijców. Z jakiego jednak powodu sama wierchuszka miałaby stoczyć bój o to, by mieć kogoś tak pozornie nieważnego i nijakiego po stronie swojego klanu? Odpowiedzi szukać należy głęboko w minionych czasach, w których była jeszcze nadzieja na lepsze i świetliste oraz w… niezłomności. To o niej bowiem opowiada przede wszystkim „Cierń w mroku”.

01:08:00 No comments

I oto nadeszła kolejna burza w Twoim życiu. Po tylu latach, które poświęciłaś korporacji… Wyzbyłaś się dla niej osobistych podniet, przesiadywałaś w pracy do późnego wieczora i nabawiłaś się nerwicy, a potem zostałaś przeżuta, wyciśnięta jak cytryna i wyrzucona praktycznie bez słowa wyjaśnienia. Oficjalnie dlatego, że zlikwidowano Twój dział eventów, ale wiesz, że to skutek machinacji Twojego byłego partnera, z którym rozstałaś się w burzliwych okolicznościach. Ma duże wpływy w branży i wykorzystał je bez chwili wahania. Gorzko myślisz o tym, jakim jest niegodziwcem, ale cóż - zajęta głównie robotą, nie byłaś w stanie dostrzec tego wcześniej. Teraz wsiadasz do samochodu i ze zgrozą zastanawiasz się, co z Tobą będzie. W głowie masz pustkę, podobnie jak na koncie. Odłożyłaś trochę pieniędzy, jednak nie starczy ich na długo. Żyłaś chwilą i nie oszczędzałaś, przekonana, że masz pewne zatrudnienie a przełożeni bardzo Cię cenią. Teraz przekonałaś się, jak bardzo się pomyliłaś - byłaś tylko drobnym trybikiem w wielkiej machinie, który wymienia się bez żadnego żalu i zastanowienia nad jego losem. Dalej wszystko toczy się, jak to na ogół wygląda w takich przypadkach. Najpierw faza wyparcia - całe dni spędzane w piżamie, zamawiana chińszczyzna i zaległe odcinki seriali, oglądane jeden za drugim. Potem etap wzmożenia - całe tony CV rozsyłane do wszelkich możliwych pracodawców, oczywiście bez najmniejszego skutku - złą opinię masz już wyrobioną a rynek pracy przeżywa zapaść. Wreszcie czas depresji, opartej na uświadomieniu sobie, że w błyskawicznym tempie zmierzasz do roli finansowego pariasa, bez żadnych widoków na przyszłość, czemu w żaden sposób nie możesz zapobiec.

17:37:00 No comments

„Mad Love” Hannah McBride to tak bardzo ja - a cała trylogia, która dzięki tej książce zyskała zasłużenie emocjonujący finał, to czysta ADRENALINA. Wziąć pod swoje cieniste skrzydła tekst, który tak doskonale ze mną rezonuje - oto pierwszy i jakże przy tym ogromny tegoroczny zaszczyt. Domknięte już trio Pisarki składa się z niemalże wszystkiego, co uważam za „swoje”. To tragedia, jakiej kolejne akty odsłaniane są na wzór nieuniknionego chaosu, spowodowanego przez jedną, przypadkowo opadającą na inne, kostkę domina. Thriller o nieprzewidywalnym przebiegu, zaskakujący wieloma odcieniami psychopatycznych osobowości, których szaleństwo jest wręcz teatralnie trwożące. Powieść akcji i sensacji, rodem z najlepszych mafijnych produkcji, od jakich nie można się oderwać ani na sekundę. Romans, do którego skalista ścieżka wiedzie jedynie pod stromą górę - a niekiedy i ku przepaści; bez drogi wstecz, choć bohaterowie o złożonych charakterach oraz skomplikowanej przeszłości kroczą nią bez zastanowienia nad odwrotem. Wreszcie jednak, cykl „Mad world” to dla mnie przede wszystkim wielowymiarowy dramat rodzinny. O sukcesji, co to staje się brzemieniem i ciężarze utrzymania w jej imię nieposzlakowanej opinii. O mylących pozorach - wypracowanej dla członków familii dziedziców otoczce bajkopisarzy, dla jakiej nienaruszenia poważy się na absolutnie wszystko. Złotej klatce, ohydnej stronie bogactwa. I najsilniej… O tym, jak wielką wiarę i wierność pokłada się w rodzicach i w jak ogromnym stopniu, za wszelką cenę, próbuje się ich chronić przed krzywdą - mimo tego, że zawiedli dziesiątki i setki razy. O tym, kiedy w końcu należy powiedzieć sobie dość i przyznać, iż nie da się ratować kogoś, kto nigdy nie wybrał Ciebie - i że to przypadek od dawna stracony. O niezłomności i niemruganiu, niezależnie od okoliczności. O bezpowrotnym odchodzeniu od minionego i zostawaniu dla tych, którzy udowodnili, że warto. O miłości. Bo przecież wszystkie opowieści są tak naprawdę o miłości.

00:21:00 No comments

Gruzja - kraj olśniewających pięknem, monumentalnych zboczy gór Kaukazu, wspaniałych zabytków kultury sakralnej, malowniczo wznoszących się warowni oraz wielkich nierówności społecznych. Pełen sprzeczności, ujmujący i niedający się zapomnieć. Podobno kto choć raz ujrzał go na jawie, nie przestaje o nim śnić, nieodmiennie marząc o powrocie na „balkon Europy”, jak obrazowo nazywa się ten wyjątkowy zakątek. Taki właśnie los stał się udziałem Autora, który w dodatku jest z owym miejscem ściśle zespolony więzami rodzinnymi.  Historia należy do gatunku tych, które można opowiadać w blasku ogniska, a jednocześnie stanowi przykład, jak „pokręcone” były ścieżki polskich losów w końcu XIX stulecia... Przodek Pisarza, Tadeusz Nowkuński był jednym z tych rodaków, którzy szanse na karierę dostrzegli na Dalekim Wschodzie. Starannie wykształcony (ukończył studia medyczne w Kijowie i Berlinie), wykazał się wielką odwagą i wraz z żoną Heleną oraz synem Aleksandrem wsiadł w pociąg, który zawiózł całą rodzinę do Harbinu w Chińskiej Mandżurii, znajdującą się pod carskim protektoratem. Tam dołączył do licznej, bo 10-tysięcznej diaspory, jaka w ogromnej większości zajmowała się budową linii kolejowych. Na miejscu został dyrektorem rosyjskiego szpitala, szybko zdobywając wielkie uznanie zasługami w walce z epidemiami dżumy i cholery. Syn wybrał karierę inżyniera, wytyczającego tysiące kilometrów szyn zmierzających z Chin aż na wybrzeże Morza Czarnego w Gruzji. Podczas jednego z licznych rautów zwrócił uwagę na Nino Tumaniszwili, piękną Gruzinkę - córkę carskiego generała i damy na dworze Romanowów. Nie był mile widziany jako absztyfikant, gdyż dla słynnej rodziny taki związek stanowił oczywisty mezalians.

19:07:00 No comments

Przedpremierowo o tytule idealnym dla miłośników zagadek kryminalnych, świetnie napisanej prozy oraz fanów literackiego świata. „Morderstwa w Marble Hall” zaskakują bowiem nie tylko interesująco zaprezentowanymi przez główną bohaterkę kulisami działalności wydawnictw, ale także inną niespodzianką. Anthony Horowitz, nie bez powodu znany oraz ceniony, zdecydował się na uwielbianą przeze mnie wariację na temat konstrukcji szkatułkowej i wewnątrz swojej powieści zamieścił maszynopis książki innej postaci. Choć jego akcja rozgrywa się o wiele wcześniej i rozpoczyna w roku 1955, zmyślny czytelnik z pewnością da się wplątać w szereg znajdujących się w nim szarad i dostrzeże, iż ta swoista narracja wewnątrz narracji ma więcej wspólnego z aktualnymi przeżyciami sylwetek bieżącej linii fabularnej niż mogłoby się wydawać. Na uznanie zasługuje także fakt, iż Autor okrasił obie historie przystającymi do nich warstwami literackimi i równocześnie utrzymał przekonująco dwie formy gatunkowe… finalnie w sposób udany łącząc je w jedną. Znać mistrzowskie pióro, w jakim każdy, pozornie nieistotny nawet detal, odnajduje pełne wyjaśnienie, dopełniając uśmiechającej złożonością mozaiki z słów. I tak oto „Morderstwa…” stają się współczesnym kryminałem o mającej duże zasługi w wydawniczym świecie pani redaktor o barwnej osobowości, do której właśnie wróciło znane z przeszłości nazwisko, z jakim powiązana twórczość już niejednokrotnie próbowała… ją zabić. Równocześnie jednak, właśnie dzięki zawartemu w tej opowieści maszynopisowi, to także retro historia spod ciemnej gwiazdy, w której z pewnością zaczytałaby się chociażby słynna Christie. Dla mnie z kolei ta propozycja literacka Horowitza o pięknym projekcie okładki to przede wszystkim gawęda o świecie pisarzy, w jakim równie chętnie się gości, co… chciałoby się go spopielić, a potem stworzyć od nowa. Mimo dwoistej natury, wciąż jest jednak cenniejszy od tego rzeczywistego.

03:18:00 No comments

Ciężar korony bywa przekleństwem, o czym przekonały się niezliczone rzesze władców. Nawet przygotowywani do tej roli od zawsze, przywdziawszy nareszcie diadem na głowę, okazywali się przerażeni wszystkimi konsekwencjami panowania nad całym królestwem - szczególnie na początku, choć w niektórych przypadkach niepewność nie znikała nigdy, zastąpiona przez nabywane stopniowo doświadczenie czy wypracowaną, chłodną i dumną odwagę oraz spokój zasiadania na tronie. Głównej bohaterce powieści Weroniki Kalisiak Autorka powierzyła jeszcze trudniejsze zadanie. Solvendorem, krainą Światła i Powietrza - podobnie jak pozostałymi trzema landami: Ognia i Wojny, Wody i Iluzji oraz Cienia i Ziemi - zawsze zarządzali panujący, którzy władają magicznymi mocami. Tymczasem Alanya właśnie zostaje monarchą, lecz mimo wszelkich prób i niezliczonych starań, nie potrafi odnaleźć w sobie żadnych nadnaturalnych umiejętności, których, jak się obawia, jej poskąpiono. Sytuacja patowa - nie może się do tego przyznać przed doradcami i świtą w obawie o rychły przewrót. Wszyscy są zresztą przekonani, że dysponuje odpowiednią siłą nie z tego świata, nadaną z urodzenia, tylko jeszcze, na szczęście, nie musiała tego udowodnić. Dopiero co ogłoszona królową, ma zresztą o wiele więcej zmartwień na głowie. Na skutek ataków cienistych bestii, z których mało kto wychodzi żywy, z mapy zaczynają znikać kolejne wioski, po jakich pozostają zgliszcza. Dorzuciwszy do tego wdrażanie w nowe obowiązki, pierwsze dni panowania młodej kobiety na tronie można uznać za cokolwiek burzliwe. Dodatkowy chaos w głowie wprowadzają jednak dopiero dwaj panowie - przybyły na koronację, wierny przyjaciel z dzieciństwa w majestatycznie dorosłej wersji oraz pojawiający się w coraz bardziej trwożących snach, czarnowłosy nieznajomy, przez którego Alanya boi się zmrużyć oczy, nie wiedząc, co zastanie ją w kolejnej, budzącej grozę wizji. Na co wskażą „Znaki przeznaczenia”?

20:27:00 No comments
Nowsze posty
Strasze posty

O autorce

O autorce
Żona, kociara, maniaczka thrillerów, wielki ogarniacz życia. Recenzuję literaturę - bo życie jest sztuką. Opowiadam historie o historiach. Mail: kierownikoperacyjny.sp@gmail.com 💥

Kategorie

  • książki

Jestem tutaj

Statystyka odwiedzin

Stali czytelnicy

Archiwum

  • ▼  2026 (44)
    • ►  kwi (3)
    • ▼  mar (18)
      • Grzegorz Kapla - Ziarno zła - recenzja
      • Patricia Highsmith - Drżąca ręka fałszerza - recenzja
      • Iwona Feldmann - Rozdzieleni - tom I - recenzja
      • K. Gawron - Zły kadr - recenzja
      • Mariusz Kanios - Negatyw - recenzja
      • Anna Wolf - Więzy krwi - recenzja
      • Żaneta Górecka - Nieudane doręczenie - recenzja
      • Konrad Cieplik - Witaj, piękna pastereczko - recenzja
      • Aidan Hart - Ikony świąteczne. Historia, znaczenie...
      • Joanna Jax - Zagubieni w mroku - recenzja patronacka
      • Piotr Żymełka - Amerykańska afera - recenzja
      • Harlan Ellison - Opowiadania najlepsze - recenzja
      • Elżbieta Barczyk - Cierń w mroku - recenzja
      • Agata Czykierda Grabowska - Przez milion burz - re...
      • Hannah McBride - Mad Love - recenzja patronacka
      • Krzysztof Nodar Ciemnołoński - PolakoGruzin. Kauka...
      • Anthony Horowitz - Morderstwa w Marble Hall - rece...
      • Weronika Kalisiak - Znaki przeznaczenia - recenzja
    • ►  lut (13)
    • ►  sty (10)
  • ►  2025 (296)
    • ►  gru (20)
    • ►  lis (19)
    • ►  paź (30)
    • ►  wrz (25)
    • ►  sie (16)
    • ►  lip (22)
    • ►  cze (19)
    • ►  maj (38)
    • ►  kwi (24)
    • ►  mar (36)
    • ►  lut (24)
    • ►  sty (23)
  • ►  2024 (292)
    • ►  gru (18)
    • ►  lis (30)
    • ►  paź (30)
    • ►  wrz (27)
    • ►  sie (28)
    • ►  lip (25)
    • ►  cze (20)
    • ►  maj (21)
    • ►  kwi (22)
    • ►  mar (24)
    • ►  lut (29)
    • ►  sty (18)
  • ►  2023 (143)
    • ►  gru (17)
    • ►  lis (20)
    • ►  paź (15)
    • ►  wrz (14)
    • ►  sie (14)
    • ►  lip (15)
    • ►  cze (8)
    • ►  maj (10)
    • ►  kwi (9)
    • ►  mar (9)
    • ►  lut (7)
    • ►  sty (5)
  • ►  2022 (31)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (2)
    • ►  wrz (2)
    • ►  sie (5)
    • ►  lip (2)
    • ►  cze (2)
    • ►  maj (2)
    • ►  kwi (3)
    • ►  mar (3)
    • ►  lut (4)
    • ►  sty (3)
  • ►  2021 (60)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (5)
    • ►  sie (5)
    • ►  lip (13)
    • ►  cze (9)
    • ►  maj (6)
    • ►  kwi (9)
    • ►  mar (4)
    • ►  lut (1)
  • ►  2020 (55)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (6)
    • ►  paź (5)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (3)
    • ►  lip (5)
    • ►  cze (6)
    • ►  maj (6)
    • ►  kwi (8)
    • ►  mar (6)
    • ►  lut (2)
    • ►  sty (4)
  • ►  2019 (40)
    • ►  gru (4)
    • ►  lis (4)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (4)
    • ►  lip (5)
    • ►  cze (1)
    • ►  maj (5)
    • ►  kwi (2)
    • ►  lut (7)
    • ►  sty (1)
  • ►  2018 (96)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (5)
    • ►  sie (8)
    • ►  cze (8)
    • ►  maj (12)
    • ►  kwi (11)
    • ►  mar (13)
    • ►  lut (14)
    • ►  sty (17)
  • ►  2017 (197)
    • ►  gru (6)
    • ►  lis (11)
    • ►  paź (9)
    • ►  wrz (16)
    • ►  sie (24)
    • ►  lip (20)
    • ►  cze (17)
    • ►  maj (19)
    • ►  kwi (16)
    • ►  mar (18)
    • ►  lut (8)
    • ►  sty (33)
  • ►  2016 (81)
    • ►  gru (15)
    • ►  lis (23)
    • ►  paź (17)
    • ►  wrz (11)
    • ►  sie (11)
    • ►  cze (2)
    • ►  lut (2)
  • ►  2015 (8)
    • ►  lis (1)
    • ►  cze (1)
    • ►  maj (1)
    • ►  mar (1)
    • ►  lut (2)
    • ►  sty (2)
  • ►  2014 (18)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (1)
    • ►  paź (1)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (1)
    • ►  kwi (4)
    • ►  mar (4)
    • ►  lut (1)
    • ►  sty (2)
  • ►  2013 (18)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (4)
    • ►  wrz (1)
    • ►  sie (2)
    • ►  lip (1)
    • ►  cze (3)
    • ►  lut (3)
    • ►  sty (2)
  • ►  2012 (14)
    • ►  gru (1)
    • ►  paź (5)
    • ►  cze (2)
    • ►  kwi (1)
    • ►  mar (3)
    • ►  lut (2)
  • ►  2011 (12)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (2)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (1)
    • ►  lip (1)
    • ►  mar (1)

Created with by ThemeXpose | Distributed By Gooyaabi Templates