Weronika Kalisiak - Znaki przeznaczenia - recenzja
Ciężar korony bywa przekleństwem, o czym przekonały się niezliczone rzesze władców. Nawet przygotowywani do tej roli od zawsze, przywdziawszy nareszcie diadem na głowę, okazywali się przerażeni wszystkimi konsekwencjami panowania nad całym królestwem - szczególnie na początku, choć w niektórych przypadkach niepewność nie znikała nigdy, zastąpiona przez nabywane stopniowo doświadczenie czy wypracowaną, chłodną i dumną odwagę oraz spokój zasiadania na tronie. Głównej bohaterce powieści Weroniki Kalisiak Autorka powierzyła jeszcze trudniejsze zadanie. Solvendorem, krainą Światła i Powietrza - podobnie jak pozostałymi trzema landami: Ognia i Wojny, Wody i Iluzji oraz Cienia i Ziemi - zawsze zarządzali panujący, którzy władają magicznymi mocami. Tymczasem Alanya właśnie zostaje monarchą, lecz mimo wszelkich prób i niezliczonych starań, nie potrafi odnaleźć w sobie żadnych nadnaturalnych umiejętności, których, jak się obawia, jej poskąpiono. Sytuacja patowa - nie może się do tego przyznać przed doradcami i świtą w obawie o rychły przewrót. Wszyscy są zresztą przekonani, że dysponuje odpowiednią siłą nie z tego świata, nadaną z urodzenia, tylko jeszcze, na szczęście, nie musiała tego udowodnić. Dopiero co ogłoszona królową, ma zresztą o wiele więcej zmartwień na głowie. Na skutek ataków cienistych bestii, z których mało kto wychodzi żywy, z mapy zaczynają znikać kolejne wioski, po jakich pozostają zgliszcza. Dorzuciwszy do tego wdrażanie w nowe obowiązki, pierwsze dni panowania młodej kobiety na tronie można uznać za cokolwiek burzliwe. Dodatkowy chaos w głowie wprowadzają jednak dopiero dwaj panowie - przybyły na koronację, wierny przyjaciel z dzieciństwa w majestatycznie dorosłej wersji oraz pojawiający się w coraz bardziej trwożących snach, czarnowłosy nieznajomy, przez którego Alanya boi się zmrużyć oczy, nie wiedząc, co zastanie ją w kolejnej, budzącej grozę wizji. Na co wskażą „Znaki przeznaczenia”?
„To
nie była tylko suknia koronacyjna - to była zbroja królowej, symbol jedności i
wieczności rodu, w którym splatały się Światło i Cień, złoto i srebro,
dziedzictwo i przyszłość.”
Zatem dokonało się - od teraz już nie Twój ojciec jest królem Solvendoru. Od tej chwili to Ty jesteś odpowiedzialna za całą krainę. Światło prześwieca przez witrażowe okna i przemyka po Twojej uroczystej kreacji, zatrzymując się na złotym diademie. Oddana przyjaciółka Wiktoria próbuje Ci dodać otuchy i utrzymuje, że ów zdobny atrybut władzy wydaje się być dla Ciebie stworzony. Matka nie towarzyszy Ci w tym wyjątkowym dniu, właściwie jej nie znałaś. Starasz się unieść głowę jak najwyżej i kroczyć prosto - przybrawszy postawę prawdziwego władcy. Na balu koronacyjnym ze śmiałością i ćwiczoną powagą spoglądasz wszystkim zebranym w oczy. Musisz nadrabiać pełnią odwagi, nawet, jeżeli na razie jest w dużej mierze udawana. Nie możesz pokazać komukolwiek, że magiczne moce, przystające do władców Królestwa Światła i Powietrza, jeszcze się w Tobie nie obudziły. W pewnym momencie czujesz nieprzyjemne dreszcze, przechodzące Ci po karku. Zupełnie, jak gdyby ktoś Cię obserwował, choć nikogo takiego nie zauważasz. Uciekasz na chwilę myślami do coraz mroczniejszych snów, które ostatnio nawiedzają Cię w nocy. Czarne włosy postawnego mężczyzny, który stoi do Ciebie tyłem i szepcze trwożne słowa. Cienistość szarzejącej okolicy. Szemrząca woda i szelest skrzydeł. W bezdenną przepaść lot… Czyżby z majaków wyłaniało się proroctwo, które stara się wskazać Ci drogę? Z rozważań wyrywa Cię Kaen - ktoś, z kim w młodości spędzałaś każdą wolną chwilę. Druh szalonych zabaw, gotowy skoczyć za Tobą w ogień. Powiernik, jakiego traktowałaś niczym brata i najlepszego przyjaciela. Obecnie książę Vireldy, Królestwa Wody i Iluzji w wersji przystojnego, blondwłosego mężczyzny, której to wcale się nie spodziewałaś. Kiedy porywa Cię do tańca, zauważasz, jak bardzo zmienił się, odkąd ostatni raz go widziałaś. Wciąż jest jednak tym uśmiechającym się zawadiacko, a przy tym będącym oparciem i otuchą chłopcem, który był w Twoim życiu od zawsze. Choć teraz oboje jesteście już przecież kimś zupełnie innym, dzierżąc ciężar rodowych obowiązków. I są jeszcze Twoje krainy senne… które w końcu się materializują.
„Gniew
w niej buzował, mieszał się z poczuciem upokorzenia i czymś jeszcze. Czymś, co
było jak cichy szept w jej wnętrzu, obiecujący, że nadejdzie dzień, w którym
spojrzy im wszystkim w oczy z góry. Dzień, w którym to ona będzie decydować,
komu zada ból.”
Srebrzysty blask tatuażu, który wydaje się niemalże razić w oczy. Ziemia kruszy się pod Twoimi stopami i tworzy dookoła popękane ścieżki, jakie zapadają się, próbując pochłonąć Cię w nicość. Wiatr dmie tak silnie, że uderzające Cię po twarzy włosy wyciskają z oczu łzy. I ten otoczony zjawami z cienia, wysoki, bezimienny mężczyzna, którego oblicza wciąż nie możesz dostrzec. Złowieszcze słowa… a może wskazówki? Z nocy na noc nawiedzające Cię koszmary stają się coraz dłuższe i bardziej męczące. Budzisz się z nich przerażona i niewyspana, przez co trudno Ci należycie skupić się na sprawach królestwa. Mimo tego jednak przekornie wyczekujesz nocy, mając nadzieję, że odsłonią większy kawałek prawdy… a przy tym ciemnowłosy jegomość na swój sposób Cię fascynuje. Tymczasem dostajesz zaproszenie na przyjęcie w sąsiedniej krainie. Decydujesz się zabrać ze sobą Wiktorię, która wydaje się być szczęśliwa, że po koronacji wciąż jest dla Ciebie najwierniejszym towarzyszem. To właśnie ta wizyta okaże się momentem przełomowym, który unaoczni Ci, że od tej pory musisz być najsilniejszą wersją siebie. Zahartowaną niczym stal w zbrojowni i gotową na wszystko. Wyrwa położona dokładnie pomiędzy królestwami Solvendoru, Drakhaimu, Vireldy oraz Narthoru z każdą chwilą się powiększa a chroniące jej magiczne zapory słabną. Oto chwila najwyższej próby, czas na sojusze i zjednoczenia - a przy tym pokazanie, że zasługujesz na to, aby być prawdziwym władcą. Czy jesteś w stanie sprostać skumulowanym wyzwaniom, bez posiadania magicznych rodowych i pełnej wiedzy o przeszłości własnej i sąsiednich krain, które, co ustaliłaś dzięki materializującemu się w bibliotece skrybie, kiedyś były Jednią? Pora na przystąpienie do wojny, jakiej wynik zapisze się znakiem przeznaczenia.
„Królowa
powinna pamiętać, że zbyt długie wpatrywanie się w jedną figurę może odwrócić
uwagę od reszty szachownicy.”
Pierwszy
tom serii „Przeznaczenie Jedni” i zarazem debiut Weroniki Kalisiak to powieść,
która zdecydowanie przypadnie do gustu miłośnikom romantasy, w jakim rozterki
głównej bohaterki i jej dylematy uczuciowe stają się naczelną osią fabuły. Dopiero
co koronowana i niezbyt przygotowana do roli władcy podczas kryzysu, Alanya
dodatkowo staje przed wyborem prywatnym - skłonić się ku mrocznemu nieznajomemu
ze snów czy cenionemu od dawna, świetlistemu przyjacielowi, który chciałby
trwać u jej boku jako ktoś więcej. Definitywnie przypadło mi do gustu wplecenie
do książki motywu onirycznego, jaki dodaje rozgrywającym się wydarzeniom
atmosfery zagrożenia. Jestem niezmiernie ciekawa, w jaki sposób Pisarka rozwinie
opowieść w kolejnym tomie, jako że w „Znakach przeznaczenia” wielu wyjaśnień mi
zabrakło. Chętnie dowiem się, co stało się z ojcem Alanyi czy jakimi konkretnie
mocami władają przywódcy czterech krain. Codzienne narady oraz królewskie
obrzędy zostały też potraktowane nieco skrótowo - miałam wrażenie, że młoda
monarchini wręcz się na nich nudzi, czekając tylko, by jak najszybciej z nich
zbiec. Zamiast rządzić i pokazać się jako silna głowa, która dopiero co przywdziała
diadem, większość czasu spędza na pełnych rozmyślań spacerach. Krytykowana
przez doradców… mdleje. Dobrze, że to świat fantastyczny, bo myślę, że w chwili
zagrożenia wszystkich krain, podobnie egzaltowanie werterowski, przez co irytujący,
władca dawno padłby ofiarą zamachu jako nieudolny. Praktycznie każdy rozdział historii
rozpoczyna się od pobudki Alanyi, co warto byłoby urozmaicić. Warstwę językową
uważam natomiast za interesującą - pasuje do romantasy a przy tym zdecydowanie
urzeka bajkowością opisów. Kalisiak przedstawia monarsze kreacje czy pałacowe
komnaty tak, że aż ma się wrażenie wędrowania po nich wespół z bohaterką. Jeżeli
jednak owych przechadzek będzie w drugim tomie mniej, zdecydowanie skorzysta na
tym dynamika akcji. Nie mogę się doczekać, by przekonać się, jak przebiegnie
dalsza przemiana młodej dziewczyny w pełnoprawnego władcę. Liczę też, że w
kontynuacji historii wszystkie królestwa i ich obyczaje zostaną jeszcze
barwniej przedstawione. „Znaki przeznaczenia” pozostawiam z oceną dobrą, 6/10 z
minusami (oraz wliczonym ogromnym plusem za pomysł na zjawiskowe iluzje w
wiadomym królestwie!) i polecam fanom romantycznego fantasy. Wypatruję
kontynuacji a dla siebie wybieram Królestwo Ognia i Wojny. 😉
„Siła? (…) Czasem siła leży w tym, by nie odwracać wzroku. By pozwolić ogniowi Cię dotknąć.”
).jpg)
0 comments
Serdecznie dziękuję za wszystkie opinie, wiadomości oraz czas poświęcony na czytanie mojej strony- tworzę ją dla Was! :-)