Agata Czykierda Grabowska - Przez milion burz - recenzja

by - 17:37:00

I oto nadeszła kolejna burza w Twoim życiu. Po tylu latach, które poświęciłaś korporacji… Wyzbyłaś się dla niej osobistych podniet, przesiadywałaś w pracy do późnego wieczora i nabawiłaś się nerwicy, a potem zostałaś przeżuta, wyciśnięta jak cytryna i wyrzucona praktycznie bez słowa wyjaśnienia. Oficjalnie dlatego, że zlikwidowano Twój dział eventów, ale wiesz, że to skutek machinacji Twojego byłego partnera, z którym rozstałaś się w burzliwych okolicznościach. Ma duże wpływy w branży i wykorzystał je bez chwili wahania. Gorzko myślisz o tym, jakim jest niegodziwcem, ale cóż - zajęta głównie robotą, nie byłaś w stanie dostrzec tego wcześniej. Teraz wsiadasz do samochodu i ze zgrozą zastanawiasz się, co z Tobą będzie. W głowie masz pustkę, podobnie jak na koncie. Odłożyłaś trochę pieniędzy, jednak nie starczy ich na długo. Żyłaś chwilą i nie oszczędzałaś, przekonana, że masz pewne zatrudnienie a przełożeni bardzo Cię cenią. Teraz przekonałaś się, jak bardzo się pomyliłaś - byłaś tylko drobnym trybikiem w wielkiej machinie, który wymienia się bez żadnego żalu i zastanowienia nad jego losem. Dalej wszystko toczy się, jak to na ogół wygląda w takich przypadkach. Najpierw faza wyparcia - całe dni spędzane w piżamie, zamawiana chińszczyzna i zaległe odcinki seriali, oglądane jeden za drugim. Potem etap wzmożenia - całe tony CV rozsyłane do wszelkich możliwych pracodawców, oczywiście bez najmniejszego skutku - złą opinię masz już wyrobioną a rynek pracy przeżywa zapaść. Wreszcie czas depresji, opartej na uświadomieniu sobie, że w błyskawicznym tempie zmierzasz do roli finansowego pariasa, bez żadnych widoków na przyszłość, czemu w żaden sposób nie możesz zapobiec.

„Nigdy nie lubiłam się nad sobą użalać. Chciałam byś silna - jak moi rodzice, którzy zawsze dawali sobie radę. Przez lata parłam do przodu niczym taran, przebijając się w strukturach korporacji (…). To we mnie siedziało.”

W końcu jednak stajesz wobec twardej prawdy - na koncie zostało Ci środków jedynie na dwa tygodnie i to tylko w wypadku, gdy wprowadzisz radykalny plan oszczędnościowy. Zaczął się więc okres przyśpieszonego trzeźwienia i gorączkowego rozpatrywania wszelkich dostępnych planów ratunku. Trzeba przyznać, że nie ma ich zbyt wielu. Zaciągnięcie pożyczki od przyjaciół lub rodziców absolutnie odpada, gdyż nie wyobrażasz sobie takiego upokorzenia. Zresztą - w jaki sposób miałabyś oddać dług? Kredytu w banku również nie dostaniesz. A przecież już niedługo nie będziesz w stanie zapłacić czynszu za wynajmowane mieszkanie.  Zostało więc Ci tylko jedno - zdecydować się na to, o czym myślałaś już dawno temu, jednak nigdy  nie miałaś czasu się tym zająć. Ani ochoty - zbyt wiele wspomnień i sentymentów łączy Cię z tym miejscem. Chodzi o sprzedaż odziedziczonego po dziadkach domu na wsi. Tego samego, w którym spędziłaś najszczęśliwsze chwile dzieciństwa i młodości. W jakim po raz pierwszy nieprzytomnie się zakochałaś. Właśnie w nim pękło Ci serce, gdy wydało się, jak bardzo źle ulokowałaś swoje uczucia. Tak naprawdę, pomimo upływu kilkunastu lat, do teraz nie otrząsnęłaś się z tego zawodu. Traktowałaś mężczyzn z wielką dozą nieufności i zachowywałaś wobec nich dość oziębłą postawę, aby żaden już nigdy nie skrzywdził Cię w tak straszny sposób. Tak czy inaczej, stanęłaś wobec wyboru… bez wyboru - musisz upłynnić nieruchomość, jeśli masz mieć szansę na przetrwanie najbliższych kilku miesięcy. Być może za jakiś czas wyjedziesz do przyjaciółki, która kupiła niewielki dom w Hiszpanii. Tam odpoczniesz psychicznie i wpadniesz na koncept umożliwiający wydostanie się z obecnych tarapatów. Nie namyślasz się więc długo i pakujesz osobiste rzeczy do torby podróżnej. Potem wsiadasz do samochodu i zmierzasz w kierunku przeznaczenia. Wkrótce wjeżdżasz do niewielkiego miasteczka, z którym łączy Cię tak wiele wspomnień. Bardzo niewiele się w nim zmieniło, więc szybko rozpoznajesz znajome kąty, skąpane w kwietniowym słońcu. Zatrzymujesz się przed zaniedbaną furtką, wyjmujesz klucze i otwierasz niemiłosiernie skrzypiący zamek. Dalej rozciąga się istne dzikie pole - sięgająca Ci do piersi trawa i pełno śmieci, wśród których dominują butelki i reklamówki. Najwidoczniej opuszczone podwórko dziadków stało się miejscem wabiącym wszelakiej proweniencji amatorów dobrej zabawy. No cóż, będą musieli rozstać się z ulubionym grajdołkiem, gdyż zamierzasz przeprowadzić w nim niezbędne porządki. Nikt nie będzie chciał przecież kupić nieruchomości w tak opłakanym stanie. Z duszą na ramieniu wchodzisz do budynku. Obawiasz się, że zalęgły się w nim gryzonie, których szczerze nie cierpisz. Na szczęście, Twoje obawy okazują się nieuzasadnione. Czujesz ulgę, jak się okazuje, zdecydowanie przedwcześnie.

„Zatęskniłam za babcią i dziadkiem. Zapomniałam już, jak bardzo mi ich brakuje. Moje życie w ostatnich latach przypominało jakiś cholerny kołowrotek, w którym nie było miejsca na tęsknotę, żałobę ani żadne z uczuć, które trzeba po prostu przejść.”

Rozglądasz się z uwagą po wnętrzu i czujesz, jak serce ściska Ci się z tęsknoty. Wszystko wygląda tak, jak przed laty - jakby dziadkowie tylko na chwilę wyszli w sobie tylko znanych sprawach. W oknach wiszą te same firanki, zza których oglądałaś świat, meble się nie zmieniły, jedynie pokryły grubą warstwą kurzu. Zastygasz na dłuższą chwilę, wywołując w głowie prześwietlone slajdy przeszłości i poddając nastrojowi chwili. I właśnie wtedy dobiega Cię rumor ze strychu, po którym następują głośne stuki. Ogarnia Cię strach. Wyobraźnia wyświetla niezwykle sugestywny obraz tłustego szczura, wielkości dorodnego kota, który niechybnie rzuci Ci się do gardła. Chcąc ratować życie, rzucasz się do okna, które otwierasz w panicznym pośpiechu. Przed skokiem oglądasz się za siebie i czujesz, jak chwilę później kosmaty stwór uderza w Twoją twarz, drapiąc ją do krwi. Leżąc obolała na zewnątrz, uświadamiasz sobie, że padłaś ofiarą ataku krwiożerczego nietoperza. Na szczęście potwór już zniknął, więc w pośpiechu udajesz się do najbliższej przychodni. Przyjmuje Cię lekarka, która z politowaniem słucha żądań, aby niezwłocznie podać szczepionkę przeciw wściekliźnie. Próbuje Cię od tego odwieść, jednak gdy widzi, że nie zamierzasz ustępować, w końcu wyraża zgodę. Triumfując, zmierzasz do gabinetu zabiegowego. Kiedy wchodzisz do środka, dostrzegasz plecy pielęgniarza. Mężczyzna się odwraca… i rozpoznajesz w nim Huberta - swoją nastoletnią miłość. Taksujesz go wzrokiem i musisz przyznać, że choć bardzo się zmienił, to nadal jest niezwykle przystojny. Ujmujący uśmiech i niezwykłe, błyszczące oczy pozostałe takie same, jak przez wielu laty a parę mimicznych zmarszczek dodaje mu tylko uroku. Witacie się i chwilę rozmawiacie, po czym mężczyzna przystępuje do wykonania zabiegu. Cóż. Wbita w Twoją skórę igła sięgnie nie tylko żyły, ale samego serca, które wskutek zachodzących wypadków w końcu pozbędzie się pancerza, jakim otoczyłaś je w ciągu tylu lat. Przeszłość upomni się o swoje prawa, a pamięć, jak to często bywa, okaże się bardzo zwodnicza…

„Skinęłam głową, czując, że właśnie tego teraz chcę. Chcę zostać. Tej nocy nie chciałam być sama.”

„Przez milion burz” Agaty Czykierdy- Grabowskiej to romans z elementami powieści obyczajowej. Jego bohaterami są Martyna, młoda kobieta, która po utracie pracy w korporacji wyjeżdża na wieś, aby przygotować do sprzedaży dom dziadków oraz Hubert, pielęgniarz w miejscowej przychodzi. Przed wielu laty łączyła ich młodzieńcza miłość, zakończona w tragicznych okolicznościach. Obydwoje o niej nie zapomnieli, więc ponowne spotkanie budzi dawne uczucia. Co z tego wyniknie? To musisz już sprawdzić, sięgając po książkę, jakiej warstwa literacka przystaje do fabuły. Sporo w niej obrazowo ukazanych wspomnień czy opisów porywów serca, co definitywnie spodoba się fanom historii miłosnych. Narracja przetykana jest licznymi retrospekcjami i prowadzona z punktu widzenia obydwu postaci, co pozwala na zrozumienie ich drogi życiowej oraz przeżywanych rozterek. Sama fabuła jest łatwa do przewidzenia, więc jej rozwój nie zaskakuje odbiorcy. Nie uważam jednak tego za szczególną wadę - wszak każdy świadomy czytelnik, sięgając po taką lekturę, wie, czego się spodziewać i przyjmuje konwencję, jaką rządzi się ten gatunek. Wielbiciele polskich romansów o ciekawym tle obyczajowym z pewnością będą usatysfakcjonowani - tym bardziej, że przeszłość bohaterów kryje w sobie wielką tajemnicę. 7/10 - poprawna, przyjemna powieść na jeden wieczór, w trakcie jakiego marzy Ci się relaksująca i życiowa narracja. 

„Ten nietoperz, który mnie ugryzł, musiał naprawdę zarazić mnie szaleństwem. Ale w przeciwieństwie do wścieklizny na to nie było żadnej szczepionki.”

You May Also Like

0 comments

Serdecznie dziękuję za wszystkie opinie, wiadomości oraz czas poświęcony na czytanie mojej strony- tworzę ją dla Was! :-)