• Strona główna
  • O mnie
  • Współpraca

Opowiadam historie o historiach. Recenzuję literaturę - bo życie jest sztuką.

Oto imponujący reprint - unikalne dzieło o tajemnicach polskiej przyrody, widzianej okiem jej uznanego popularyzatora i wysoce wykształconego biologa, żyjącego na początku XX wieku.

Przyroda, jaka jest - każdy widzi, trawestując znane hasło z pierwszej rodzimej encyklopedii księdza Benedykta Chmielowskiego. Czy aby na pewno? Człowiek dzisiejszych czasów nie dość, że ma blade pojęcie, jak naprawdę wyglądają fauna i flora jego ojczyzny, to jeszcze jest w stanie dostrzec jedynie jej okruchy. Tylko te nieliczne, które jeszcze nie zostały dotknięte degradacją wynikającą ze zmian cywilizacyjnych, jakie wypchnęły je na margines życia, czyniąc niemal niewidzialnymi i niedotykalnymi. Zresztą współczesna ludzka istota, wiecznie goniąca za mamoną i zajęta swoimi sprawami, pewnie nie zauważyłaby nawet żubra, który stanąłby dumnie przed jej oczyma, nie wspominając już o zwierzętach bardziej mikrej postury czy roślinach, które - choć piękne, nie zwracają zbytnio na siebie uwagi. Tymczasem świat nie składa się tylko z samych osób i wytworów ich umysłów - towarzyszy im bowiem pozostające obecnie w cieniu niezliczone i bujne bogactwo przyrody. I choć mocno ograniczone w czasach przemysłowo-technologicznej rewolucji, nadal potrafi zadziwić bogactwem form i często niewysłowionymi: urodą i wdziękiem. Wystarczy na chwilę zatrzymać się i uważnie spojrzeć, aby dostrzec to, czemu już nie poświęca się uwagi. A przecież jeszcze niedawno było zupełnie inaczej. Przed zaledwie stu laty przyroda stanowiła nieodłączną część zamkniętego kręgu żywota i śmierci, towarzysząc człowiekowi od rana do nocy w jego codziennych zajęciach. Była zespolona z "koroną stworzenia" w mocarnym, nierozerwalnym uścisku, jaki dawał niewątpliwe korzyści obu stronom. Trud opisania tego stanu rzeczy zadał sobie Autor recenzowanej książki, piszący na początku XX stulecia, jeszcze pod rosyjskim zaborem. Jak jego dzieło odbiera dzisiejszy czytający? 

16:57:00 No comments

W końcu nadszedł tak niecierpliwie wyczekiwany przez Ciebie długi weekend. Jutro wypada 11 listopada, więc będziesz mógł trochę się rozluźnić i zająć od dawna zaniedbywanymi osobistymi pasjami. Dziś, jak to często robisz w niedzielę, siedzisz w ulubionej knajpce na lunchu. Gdy więc rozlega się dzwonek telefonu odbierasz go z dużą niechęcią. Ku swojej irytacji dostajesz rozkaz, aby w trybie pilnym stawić się w Hotelu Sheraton, w którym odkryto zwłoki niemieckiego obywatela. Nie rozumiesz, jaki udział w prowadzeniu śledztwa związanego z prozaicznym morderstwem może mieć służba odpowiadająca za ochronę państwa, czyli Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Jednak nawet Twój kapitański stopień nie daje prawa do dyskutowania z decyzjami przełożonych, więc niechętnie wstajesz od stolika i wychodzisz na ulicę. Pogoda jest pod psem, leje deszcz, zatem mocniej wciskasz na głowę swój staromodny, „gangsterski” kapelusz. Nie cierpisz używać parasoli, toteż z jego ronda cieknie na Twoje wierzchnie okrycie powiększająca się systematycznie strużka wody. Gdy docierasz na miejsce, z daleka dostrzegasz stojącą przed budynkiem komisarz Ewę Dzik, która na Twój widok pośpiesznie gasi cienkiego papierosa. Razem wsiadacie do windy i wjeżdżacie na szóste piętro. Na korytarzu mijacie policjanta w cywilu i techników obładowanych różnorakim sprzętem. W końcu wchodzicie do apartamentu wynajmowanego przez Georga Telmana. Na środku stoi krzesło z przywiązanym do niego ciałem. Jego stan wskazuje, że do zabójstwa doszło kilka godzin temu. Mężczyzna miał około pięćdziesięciu lat, a na jego twarzy zakrzepła krew spływająca z oczu, uszu i nosa...

„Ponownie weszła do darknetu i zostawiła umówiony znak wykonanego zadania. Teraz musiała czekać. Wkrótce będzie wiedziała, czy Dzień Wolności nadszedł, czy też czeka ich kolejna bitwa.”

19:00:00 No comments

Pamięć gubi drogowskazy. Skrywa za opadającą z każdym przeszłym dniem mgłą zapomnienia wszystko, co wcześniej wydawało się istotne. Chowa w najgłębsze zakamarki wydarzenia, które stworzyły Twoją osobę, jeśli były jakkolwiek traumatyczne. Usuwa w cień to, czego potrzebujesz mniej niż dawniej. I tylko niekiedy, w rzadkich przebłyskach świadomości, łapiesz się na tym, iż być może istniało coś więcej, co wcale nie miało się w zapomnieniu znaleźć. Jak jednak odtworzyć to, co zostało w znacznej części skasowane? Czy naprawdę istniało - a może to tylko jedna z mrzonek, które raz wtóry sprawiły, że bezksiężycowa, najciemniejsza noc okazała się bezsenna? Poduszka nie jest dłużej zimna z jednej ni z drugiej strony a koc wydaje się ważyć tonę, przez co ciężej Ci oddychać. Jeszcze kilka niespokojnych myśli temu byłaś pewna, że istnieje rzecz, jaką musisz sobie przypomnieć. Teraz, zaraz, natychmiast, nim skrawki minionego znowu ulecą w niebyt, w którym znalazły się z jeszcze nieznanej Ci przyczyny. Jutro będzie nowy dzień a Ty jak zawsze udasz się do ukochanej kwiaciarni zająć tworzeniem strojnych bukietów i urzekających urodą wieńców. Przycinając łodygi i usuwając kolce róż może tym razem dojdziesz do wniosku, że ich zapach nie jest naprawdę piękny, bo tak słodki, iż aż duszący. W powietrzu uniesie się coś jeszcze - woń zagrożenia, strachu i wyczuwalnie zbliżającego się powrotu… przeszłości. Czegoś, co nie pamięta. A może Ciebie, która zdecydowała się pamięć zatracić, gdyż tak było łatwiej, wygodniej; albo pamiętanie oznaczałoby śmierć. Czy jednak lepiej miast żyć wegetować, kiedy cała ta otoczka dookoła jest tylko li pustą wydmuszką, wykreowaną dla bezpieczeństwa miałkiego istnienia? Spomiędzy uroczystych kwiatów, bo dziś znienawidzone przez Ciebie, komercyjne i tandetne Walentynki, wypada biała kartka. List przeznaczony nie dla Twoich oczu, jak sądzisz lub próbujesz się łudzić i okłamywać. Było ich więcej. A każda wiadomość sprawiała, że nie przypomniało Ci się nic, lecz trwało ciężej i straszniej. „Ona wie więcej niż pamięta” - czernieje tym razem tusz. Kto jest nadawcą?

01:54:00 No comments

Będąc na miejscu Hrabiego Draculi, uchyliłabym wieko swojej wygodnej trumny, następnie wychynęła z grobowca i zawołała rozpaczliwie w głąb ludzkiego uniwersum: „A cóż zrobiło Wam moje szlachetne plemię, że jego imieniem nazwaliście najgorszych spośród Was, najbardziej odrażających zboczeńców, skrzyżowanych z sadystycznymi wykolejeńcami, czerpiącymi uciechę z dręczenia i makabrycznego mordowania swoich bliźnich, którzy niczym im nie zawinili? Czyż któryś z nas chłeptał krew dla samej przyjemności, a nie z potrzeby przetrwania?” Może taka manifestacja szczerego oburzenia skłoniłaby tych wszystkich, którzy na określenie seryjnych zabójców używają terminu „wampiry” do zaprzestania tej oburzającej praktyki... 😉 Oczywiście etymologia nazwy jest stosunkowo łatwa do wyjaśnienia. Jest stosowana do tych spośród zbrodniarzy, którzy nie tylko dopuszczają się gwałtownego usuwania ludzi z tego świata, ale dodatkowo pastwią się nad ich ciałami, zarówno za życia, jak i po śmierci. Czyli do postaci nawet wśród zatwardziałych przestępców na swój sposób „wyjątkowych”. Najważniejszą role odgrywa tu kojarząca się z „nieumarłymi” symbolika krwiożerczości i kanibalizmu, często o seksualnym podtekście. Ci bowiem według wierzeń piją krew ofiar, a czasem także pożerają ich zewnętrzną powłokę. Bardzo często tak właśnie postępują niektórzy seryjni mordercy. Wystarczy przywołać przykład tych, którzy działali na terenie Stanów Zjednoczonych, jakie są ich istną Mekką. Największą „gwiazdą” jest niewątpliwie Gary Leon Ridgway, który w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku w Seattle i jego okolicach zamordował 71 kobiet (do tylu się przyznał), choć według policji było ich przynajmniej dwa razy więcej. Dopuszczał się także drastycznych czynów wobec ich ciał, nie wyłączając nekrofilii…

„Seryjni zabójcy seksualni odzwierciedlają szczególnie przerażający rodzaj przestępców, których motywację stanowią głównie perwersyjne potrzeby cielesne.”

16:56:00 No comments

„Niewierny” udowadnia, iż Piotr Żymełka ma niekwestionowany talent. Dotychczas znany z wyśmienicie napisanych kryminałów retro, tym razem przybywa z w pełni współczesną odsłoną gatunku - na domiar dobrego udanie skrzyżowaną z thrillerem. (Z uwagi na charakter tej propozycji literackiej, czuję się w obowiązku przestrzec wszystkich panów - zaręczam, iż po tej lekturze dwukrotnie zastanowicie się, nim przyjdzie Wam do głowy skusić się na tak zwany skok w bok - skądinąd słusznie. 😉) O biegłości Autora w halucynacjach semantycznych świadczy również umiejętne, naprzemienne prowadzenie dwóch linii narracyjnych - trzecioosobowej, przybliżanej czytelnikowi przez komisarza, jaki na szczęście bynajmniej nie jest przedstawicielem typowych dla rodzimych powieści spod ciemnej gwiazdy stróżów prawa oraz pierwszoosobowej, za jaką odpowiada tytułowy bohater. Niepowielane, podane całkowicie odmienną warstwą językową, dodają historii niesamowitej wręcz wielowymiarowości oraz ukazują wydarzenia w dynamiczny sposób. To jedna z tych książek, których zwyczajnie nie sposób odłożyć przed poznaniem zakończenia, choć dbająca o niewtórną jakość publikacji Sonia Draga, moje ulubione wydawnictwo, zdążyło już do podobnie niedoścignionego poziomu przyzwyczaić. Nadzorowane przez policjanta śledztwa nijak nie dominuje fabuły, a jedynie staje się barwnym tłem teatralnej rozgrywki dla uciekającego przed sprawiedliwością męża, jaki - męczony kryzysem wieku średniego - połasił się na wdzięki pewnej pani, mimo rzekomo szczęśliwego pozostawiania od ponad dekady w zaobrączkowanym stanie i… szybko tego pożałował. Ustaliwszy, iż pewne części ciała bezpieczniej jednak trzymać na niewłasnym terenie w szczelnie zapiętych spodniach, walczy z niewidocznym przeciwnikiem, który z sobie tylko znanych przyczyn, postanowił go wrobić w niejedną zbrodnię… Czas ucieka, zabójczy przestępca czeka - a gra zaczyna się toczyć o coraz wyższą stawkę. Wszystko to w otoczeniu przekornie mrocznego humoru z postaciami, jakie mogły opuścić tylko pełną finezjo-fantazji głowę. Brawo, panie Żymełka - to się robi tak.

01:13:00 No comments

RECENZJA PATRONACKA! 🔥

Trzecią powieść, jaką zdecydowałam się w bieżącym roku wziąć pod medialne skrzydła, niezaprzeczalnie można nazwać wyjątkową. Debiutancka książka Autorki tworzącej pod pseudonimem MAESTRIA to bowiem jedna z tych historii, które wyróżniają się pod każdym względem. „Selena. Córka dwóch światów” to zaledwie 233 strony treści… na jakie składają się dwa tomy narracji, przedzielone na domiar dobrego kartami, które charakteryzują najważniejszych bohaterów. Oprócz tego za mistyczną okładką czytelnik znajdzie wprowadzenie do krainy naczelnej postaci - w tym chociażby przedstawienie żyjących w niej ras, z uwagą na wszystkie cechy, jakie je wyróżniają. Unikatowości wielości pomysłów Pisarki dopełnia sama warstwa językowa. Wielokrotnie zakrawająca na poetycką, złożona jest z nader krótkich rozdziałów i ekspresyjnych zdań, które doskonale oddziałują na emocje odbiorcy. Jak sama Maestria informuje, jej literacki „pierwszy raz” to świetny wybór dla każdej osoby, która nie ma zbyt wiele czasu na czytanie lub też nie przepada za długimi i obszernymi tekstami. Jest to novum w realiach polskiej literatury, jakie moim zdaniem rozkocha w sobie każdego nastolatka, lubującego się w fantasy - jednak nie tylko. Urzeknie także tych, jacy z pewnych powodów czują się odrzuceni, wykluczeni i niepasujący do miejsca, w którym przyszło im egzystować, niezależnie od wieku. Właśnie z powodu kreacji tytułowej Seleny zdecydowałam się na objęcie tej opowieści patronatem medialnym. To postać wyklęta, swoisty odmieniec; ktoś, kto nie przystaje do żadnej grupy. Wychowywana wśród ludzi wody, sztuki i poezji, co prawda jest na wskroś wrażliwa, ale jednak nie przejawia cech typowych dla własnego gatunku. Dawno już przestała szukać jakiejkolwiek przystani, w której czułaby się dobrze. Zwyczajnie… jest niewidzialna. W szkole niczym wystrój wnętrza, wśród Akuarystów najczęściej obdarzana strachem z uwagi na bliżej niesprecyzowaną inność. Wszak każdy boi się tego, co mu nieznane… i zaczyna to nienawidzić.

23:06:00 No comments

Jak zniszczyć stosunki rodzinne w kilka minut i narobić sobie kłopotów na długie miesiące? Odpowiedź jest prozaiczna i w zasadzie oczywista: odziedziczyć majątek, a konkretnie dom. Zwłaszcza taki, który położony jest w malowniczej miejscowości nad pięknym jeziorem. Nawet przez głowę Ci nie przeszło, że tak właśnie może rozwinąć się sytuacja, choć prawdę mówiąc nigdy ze swoją matką i siostrą nie egzystowałaś w szczególnie zażyły sposób. Pierwsza jest zaborcza i krytykuje wszystko, co robisz. Druga, całkowicie od niej uzależniona, zatraciła osobowość i wściekle zazdrości Ci tego, co osiągnęłaś. W przeciwieństwie do nich, dzięki wyjątkowemu uporowi, prowadzisz stabilną egzystencję. Masz stałego partnera, z którym żyjesz od wielu lat, własne mieszkanie i firmę zajmującą handlem kosmetykami w Internecie. Niby niewiele, ale bardzo dużo wysiłku kosztowało Cię, aby do tego wszystkiego dojść. Z pozoru wygląda to różowo, jednak coraz częściej dostrzegasz, iż na Twój los padają długie cienie. Tymon to mężczyzna po przejściach, a raczej „z odzysku” - i to wielokrotnego. Posiada dwoje dzieci, każde z inną kobietą, a jego „przychówek” nieodmiennie wyprowadza Cię z równowagi roszczeniowością i cechami charakteru. Synalek Grzegorz, choć od siedmiu lat jest dorosły, cały czas zachowuje się jak dziecko i pod względem finansowym żeruje na ojcu bez umiaru, co rusz wyciągając od niego pieniądze na zachcianki. Dwunastoletnia córeczka Sara to istne „diable pacholęcie” - rozwydrzone ponad wszelką miarę i posiadające zdumiewającą umiejętność manipulowania rodzicielem. Nienawidzi Cię z całego serca, z czym zresztą wcale się nie kryje i za każdym razem  stara się sprowokować tę wyśnioną awanturę, która trwale Was podzieli. Do tego co chwilę domaga się dodatkowych funduszy, choć ojciec płaci sute alimenty.

18:24:00 No comments

Choć ciężko w to uwierzyć, w całym majestacie mroczności… wciąż przepadam za komediami romantycznymi - i poszukuję tych, które są w stanie mnie rozbawić, o co doprawdy niełatwo. Wybredna i zakochana we wszystkim, co złe, okrutne, smutne i depresyjne, dla odmiany lubię niekiedy odnaleźć uśmiech w nietuzinkowych historiach, jakie mimowolnie podnoszą kąciki ust ku górze. Z pomocą w tym nieprostym zadaniu po raz wtóry przybyło do mnie Wydawnictwo Ale - swoisty ewenement, jako że nie ukazała się w nim jeszcze ani jedna książka, która nie przypadłaby mi do gustu! Kyra Parsi i jej najnowsza propozycja literacka zatytułowana ujmująco „Jak rozkochać gbura” to - nie przesadzając - kapitalna opowieść. Nasączona ogromną dozą dobrego humoru, złożona z wielu pomyłek o nieprzewidywalnych skutkach, lecz przede wszystkim o nader wartościowym tle. Przedstawieni czytelnikowi przez Autorkę bohaterowie są wielowymiarowi, przez co pozostają na wskroś prawdziwi. Zamiast papierowych sylwetek czy pustych osobowości - osoby o ujmującej przeszłości, naznaczone tragediami czy uparcie dążące do wyznaczonych celów. Nie sposób nie kibicować w trakcie lektury niemalże wszystkim, co należy uznać za rzadkie zjawisko wśród podobnych publikacji. Kanadyjska Pisarka to dla mnie duże odkrycie, jako że z pozornie lekkich narracji tworzy wielowymiarowe historie, w jakich relacje międzyludzkie czy kreacje rodzinne wciąż pozostają jednym z najważniejszych elementów. Okrywa to woalem uroku ale i smutku - wszak kiedyś było to na porządku dziennym, a w dzisiejszych czasach pustki i pustoty należy za to pochwalić. Druga część serii „Grzeszni miliarderzy” (jakiej wszystkie tomy można czytać oddzielnie) okazała się nawet lepsza niż pierwsza, przynajmniej w mojej ocenie. Zabiorę Cię zatem do świata pewnego bardzo nieznośnego bogacza, który nie wierzy w przeznaczenie, kobiety, jaka kocha miłość i zawodowo zajmuje się kojarzeniem ludzi w pary, wróżki, cudownej służby oraz definitywnie kapryśnego i jeszcze bardziej puszystego kota, jakiemu pewnego dnia zamarzy się mieszkać w pałacu.

00:47:00 No comments

Wielu polskich aktorów marzyło o podboju hollywoodzkiej fabryki snów. Paru było blisko osiągnięcia tego celu, ale w pełni udało się to tylko jednej osobie - Joannie Pacule. Zaoceaniczna kariera skromnej dziewczyny z Tomaszowa Lubelskiego ma charakter stricte bajkowy a jej przebieg stanowi wypadkową niewyobrażalnego wprost szczęścia, sumy niepozornych przypadków, budzącej zachwyt specyficznej, słowiańskiej urody, niebywałej pracowitości oraz talentu, którego nawet najbardziej niechętni nie są w stanie zanegować. W Polsce często darzona jest niechęcią jako wyniosła i zarozumiała a także zbyt „zamerykanizowana”. Niektórzy posuwali się nawet do podłych insynuacji, jakoby zrobiła karierę „poprzez łóżko”, pomimo iż brak na to najmniejszego nawet dowodu. Co symptomatyczne, nigdy nie brała udziału w żadnym ze skandali, tropionych z taką lubością przez brukowce, paradoksalnie nie miała też „parcia na szkło”, poza tym stricte ekranowym. Nie obnażała przed publicznością pikantnych szczegółów życia osobistego, nie stała się też ani celebrytką, ani „gwiazdą”, a sam ten status uważała za „coś okropnego”. Nie pozwoliła, aby mamidło blichtru i próżnej sławy zepsuło jej charakter, co nader wydatnie udowadnia siłę jej magnetycznej osobowości. Tej, która tak naprawdę stanowiła podwalinę sukcesu, jaki stał się udziałem aktorki o polskim pochodzeniu i sercu. Drwiono, iż grała w filmach klasy B, ale czy dla dziewczyny ze wschodniej Europy, której położenia wielu jej amerykańskich przyjaciół nawet nie znało, bramy do kariery największego formatu były do końca otwarte? Stugębna plotka wieszczy, że złamała ją u samego progu, wdając się w romans z Hawkiem Winchelem Kochem Jr., mężczyzną żonatym i „dzieciatym”, co na tyle rozzłościło „damy Hollywood”, że te poprzysięgły, iż upojnego sukcesu nigdy nie osiągnie. Jak zwykle w takich wypadkach, ziarnko prawdy wydaje się w tej nieprawdopodobnej historii aż nadto namacalne...       

17:39:00 No comments
Nowsze posty
Strasze posty

O autorce

O autorce
Żona, kociara, maniaczka thrillerów, wielki ogarniacz życia. Recenzuję literaturę - bo życie jest sztuką. Opowiadam historie o historiach. Mail: kierownikoperacyjny.sp@gmail.com 💥

Kategorie

  • książki

Jestem tutaj

Statystyka odwiedzin

Stali czytelnicy

Archiwum

  • ▼  2026 (72)
    • ▼  cze (1)
      • Jaga Tuliszka - Jak nie teraz, to kiedy? - recenzja
    • ►  maj (20)
    • ►  kwi (10)
    • ►  mar (18)
    • ►  lut (13)
    • ►  sty (10)
  • ►  2025 (296)
    • ►  gru (20)
    • ►  lis (19)
    • ►  paź (30)
    • ►  wrz (25)
    • ►  sie (16)
    • ►  lip (22)
    • ►  cze (19)
    • ►  maj (38)
    • ►  kwi (24)
    • ►  mar (36)
    • ►  lut (24)
    • ►  sty (23)
  • ►  2024 (292)
    • ►  gru (18)
    • ►  lis (30)
    • ►  paź (30)
    • ►  wrz (27)
    • ►  sie (28)
    • ►  lip (25)
    • ►  cze (20)
    • ►  maj (21)
    • ►  kwi (22)
    • ►  mar (24)
    • ►  lut (29)
    • ►  sty (18)
  • ►  2023 (143)
    • ►  gru (17)
    • ►  lis (20)
    • ►  paź (15)
    • ►  wrz (14)
    • ►  sie (14)
    • ►  lip (15)
    • ►  cze (8)
    • ►  maj (10)
    • ►  kwi (9)
    • ►  mar (9)
    • ►  lut (7)
    • ►  sty (5)
  • ►  2022 (31)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (2)
    • ►  wrz (2)
    • ►  sie (5)
    • ►  lip (2)
    • ►  cze (2)
    • ►  maj (2)
    • ►  kwi (3)
    • ►  mar (3)
    • ►  lut (4)
    • ►  sty (3)
  • ►  2021 (60)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (5)
    • ►  sie (5)
    • ►  lip (13)
    • ►  cze (9)
    • ►  maj (6)
    • ►  kwi (9)
    • ►  mar (4)
    • ►  lut (1)
  • ►  2020 (55)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (6)
    • ►  paź (5)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (3)
    • ►  lip (5)
    • ►  cze (6)
    • ►  maj (6)
    • ►  kwi (8)
    • ►  mar (6)
    • ►  lut (2)
    • ►  sty (4)
  • ►  2019 (40)
    • ►  gru (4)
    • ►  lis (4)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (4)
    • ►  lip (5)
    • ►  cze (1)
    • ►  maj (5)
    • ►  kwi (2)
    • ►  lut (7)
    • ►  sty (1)
  • ►  2018 (96)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (5)
    • ►  sie (8)
    • ►  cze (8)
    • ►  maj (12)
    • ►  kwi (11)
    • ►  mar (13)
    • ►  lut (14)
    • ►  sty (17)
  • ►  2017 (197)
    • ►  gru (6)
    • ►  lis (11)
    • ►  paź (9)
    • ►  wrz (16)
    • ►  sie (24)
    • ►  lip (20)
    • ►  cze (17)
    • ►  maj (19)
    • ►  kwi (16)
    • ►  mar (18)
    • ►  lut (8)
    • ►  sty (33)
  • ►  2016 (81)
    • ►  gru (15)
    • ►  lis (23)
    • ►  paź (17)
    • ►  wrz (11)
    • ►  sie (11)
    • ►  cze (2)
    • ►  lut (2)
  • ►  2015 (8)
    • ►  lis (1)
    • ►  cze (1)
    • ►  maj (1)
    • ►  mar (1)
    • ►  lut (2)
    • ►  sty (2)
  • ►  2014 (18)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (1)
    • ►  paź (1)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (1)
    • ►  kwi (4)
    • ►  mar (4)
    • ►  lut (1)
    • ►  sty (2)
  • ►  2013 (18)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (4)
    • ►  wrz (1)
    • ►  sie (2)
    • ►  lip (1)
    • ►  cze (3)
    • ►  lut (3)
    • ►  sty (2)
  • ►  2012 (14)
    • ►  gru (1)
    • ►  paź (5)
    • ►  cze (2)
    • ►  kwi (1)
    • ►  mar (3)
    • ►  lut (2)
  • ►  2011 (12)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (2)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (1)
    • ►  lip (1)
    • ►  mar (1)

Created with by ThemeXpose | Distributed By Gooyaabi Templates