• Strona główna
  • O mnie
  • Współpraca

Opowiadam historie o historiach. Recenzuję literaturę - bo życie jest sztuką.

Jako kochanka mroku uwielbiam przepadać w lekturach spod ciemnej gwiazdy, choć przyznaję - nie jest łatwo mnie zadowolić. Poznawszy tysiące cienistych narracji, wciąż poszukuję tych, które wywołają u mnie pożądane ciarki strachu i sprawią, że nocą nawiedzi mnie ten czy inny koszmar, jeśli zbytnio oddam się rozmyślaniom o niedawno przeczytanych opowieściach. „Zofiówka. Przebudzenie zła” to książka, która jawiła mi się jako doskonały kandydat na wieczór, podczas jakiego pragnęłam dreszczyku przerażenia. Justyna Jelińska zdecydowała się bowiem umiejscowić fabułę na faktycznie istniejącym terenie, co zawsze dodaje historii pewnej autentyczności. Bardziej emocjonalnie czyta się wszak o lokalizacjach, w jakich faktycznie wydarzyło się coś okrutnego. Położony w Otwocku, dzisiaj już opuszczony Zakład dla Nerwowo i Psychicznie Chorych Żydów Zofiówka za czasów drugiej wojny światowej był świadkiem niepowetowanej tragedii. W czasie likwidacji getta, na terenie jakiego się znalazł, stał się miejscem kaźni około 140 osób, spośród których część rozstrzelano na miejscu, zaś resztę wywieziono do Treblinki. Od tamtego czasu pojawiło się wiele świadectw, jakoby ruiny były odwiedzane przez duchy tam skrzywdzonych i straconych a samo miejsce uważane jest za jedno z bardziej nawiedzonych w Polsce. Takiż wybór lokalizacji akcji dla fikcyjnej prozy definitywnie niesie spory ciężar gatunkowy, choć moim zdaniem potencjał został nie do końca wykorzystany. Autorka przedstawiła dzieje dawnego szpitala dość pobieżnie, być może celowo oddając większe pole do popisu wykreowanym przez siebie bohaterom. Niestety, ci również nie do końca spełnili moje oczekiwania, podobnie jak sama akcja. Jestem jednak zdania, że ta definitywnie przypadnie do gustu miłośnikom horrorów w stylu „Paranormal activity” - w mojej ocenie raczej statycznych i niezbyt przerażających. Czas spędzony z najnowszą powieścią Pisarki nie był dla mnie jednak stracony - przyznaję, że niektóre sceny bardzo mnie… rozbawiły. Summa summarum ciekawa to była rozrywka.

19:09:00 No comments

Olivia Hayle zdecydowanie napisała najbardziej wakacyjną książkę, jaką przeczytałam w tym roku, jako że po lekturze powieści „Miesiąc miodowy dla singli” czuję się zrelaksowana zupełnie jak po egzotycznym urlopie. Co najważniejsze dla miłośnika kran śnieżnych i mroźnych w mojej postaci - tę odprężającą literacką podróż odbyłam bez wychodzenia z domu! Uwielbiam zwiedzać dzięki tak przemyślanie skrojonej prozie - która lekkimi opisami świetnie buduje klimat, a przy tym udanie maluje przed oczyma odbiorcy miejsce akcji. W prawdziwym życiu raczej nigdy nie znajdę się na Karaibach - konkretniej na Barbadosie - z uwagi na niechęć do lokalizacji gorących i słonecznych, toteż z przyjemnością zwiedziłam ich egzotyczne zakątki za sprawą nieznanej mi dotychczas Autorki romansów. Wykreowani przez nią bohaterowie okazali się doskonałymi towarzyszami - dzięki nim te orientalne kanikuły przyniosły mi wiele śmiechu. Zestawieni na bazie kontrastu, niejednokrotnie rozbawiają żartami sytuacyjnymi i perypetiami, w których… mogłabym się znaleźć. Naczelna żeńska postać imieniem Eden… wielokrotnie przypomina mi mnie samą. W prawdziwym świecie odpowiedzialna, dobrze zorganizowana i podążająca za skrzętnie złożonym planem, podczas tej wyprawy - która miała być jej niedoszłą podróżą poślubną - staje się szaloną wersją siebie i notorycznie stawia sobie zwariowane wyzwania, próbując wyjść ze strefy komfortu, przez co często ładuje się w tarapaty. Phillip, jej całkowite przeciwieństwo, dość wyniosłe i zdystansowane do świata, jest idealnym dopełnieniem. Potrafi zresztą w komplementy! Stwierdzenie, iż z nikim nie toczył dziwniejszych rozmów niż z Eden albo to, iż nie ma pojęcia, jak działa jej skaczący z tematu na temat mózg (z ADHD skłonnym do analizy miliona rzeczy równocześnie)… słyszałam od własnego Męża. 😉 Pozdrowienia! Ten duet nie może nie uśmiechnąć i nie rozśmieszyć. Jeżeli więc książka na wakacje, urlop lub poprawę humoru - to definitywnie ta! Relaksujący i komfortowy „Miesiąc miodowy dla singli”. Jedziesz?

19:58:00 No comments

Przeżyć najmagiczniejszą z przygód, stać się bohaterem, zobaczyć dumę w oczach rodziców… Każde z dzieci wielokrotnie o tym fantazjowało. Jeśli w prawdziwym życiu to nieosiągalne - zawsze pozostaje możliwe za sprawą przeniesienia się do jednej z barwnych opowieści. Najlepiej takiej, którą czyta się z zapartym tchem i rosnącym zaciekawieniem, nie mogąc doczekać się, aby poznać ciąg dalszy niezwykłych perypetii głównego bohatera historii. Właśnie do takich propozycji dla młodszych czytelników zalicza się „Przebudzenie” otwierające cykl „Chłopiec na Krańcach Świata”, za którego powstanie odpowiedzialni są Grzegorz Wacławek oraz Mateusz Marczewski. Za jedną z najpiękniejszych okładek, jakie widziałam w podobnych publikacjach, skrywa się bowiem tekst, od którego nie oderwie się żaden kilkulatek. Zaryzykuję również stwierdzenie, że zauroczy on również także starszych odbiorców - mamę, tatę czy rodzeństwo, jeśli ci zdecydują się na wspólną lekturę. A jest to doskonały pomysł, jako że w mojej ocenie narracja ta stanowi świetny punkt wyjścia do dalszych dyskusji, ponieważ jej przesłaniem są przede wszystkim wiara w siebie, walka z własnymi strachami oraz dążenie do spełnienia marzeń, nawet jeśli są niedościgłe lub nieoczywiste. Dedykowałabym ją kategorii wiekowej od 5+ do… nieskończoności. Wszak i starszym warto niekiedy przypomnieć o tym, co wydawałoby się dawno zatracone. O poszukiwaniu szczęścia w najprostszych rzeczach, ufności przeznaczeniu czy wartości więzi rodzinnych. Traktująca o zwykłej-niezwykłej wyprawie pewnego chłopca fabuła z pewnością umili także dziecku wakacyjny czas. Może nawet okaże się inspiracją do tego, aby podczas tegorocznego wyjazdu uczynić prywatne odkrycia? Duży druk, kolorowa wyklejka, ilustracje naniesione jakoby ołówkiem dawnego rysownika… nie mogą nie oczarować każdego czytelnika. 😉

19:18:00 No comments

Skryci za ekranami, owiani złudną mgłą anonimowości, domorośli bohaterowie zza klawiatury - tak często zapominają o tym, że po drugiej stronie również jest człowiek. O własnych myślach, nieznanym sztafażu doświadczeń, złożonym z wielu odcieni osobowości. Może właśnie cały ciężar świata ponownie opadł mu na chylące się ku ziemi barki i szuka w Internecie chwili wytchnienia lub bezpiecznego miejsca, w którym będzie miał szansę zwierzyć się komuś obcemu. Może to dla niego ostatnia szansa, by ktoś nieznany napisał mu krzepiącą wiadomość, podając choć jeden powód, by codziennie otwierać oczy. Gdyby trafił w zły zakątek Sieci, łatwo byłoby o największą z tragedii, toteż w erze wszechobecnego hejtu warto zastanowić się nad każdym z kliknięć - wszak te nie trafiają w próżnię i potrafią mieć najróżniejsze skutki… Bywa też bowiem, że otwierając przeglądarkę, próbuje się chociażby na chwilę zająć czymś umysł. Poradzić sobie z żałobą i stratą tak jak główna bohaterka kryminału Ashley Winstead o imieniu Jane - bo przecież każdy usiłuje nie dać się im pochłonąć na różne sposoby. I tak oto, obejrzawszy uprzednio mroczny program telewizyjny o niewyjaśnionych zbrodniach, trafia się na to zdające się być przeznaczeniem forum, które zaczyna pochłaniać niczym obsesja. Nowa misja w rzeczywistości, która po śmierci ojca jawiła się już tylko jako jałowa, bezsensowna pustka. Łzy zamierają w kącikach oczu, nieobecność taty przytłacza odrobinę mniej z każdą kolejną stroną dyskusji. Samozwańczy detektywi szybko przyjmują Cię do swojej małej, zamkniętej społeczności i czujesz się częścią tytułowej „Grupy”, dzięki czemu Twoje życie wydaje się znowu sensowne. Kto rozumiałby Cię lepiej, niż ludzie, którzy od lat pomagają policji i detektywom w wyjaśnianiu zagadek nierozwiązanych morderstw i widzieli już tyle bezsensownych odejść i utrat, że doskonale wiedzą, jak się teraz czujesz? Szkoda jednak, że nie zdradzili Ci, że rzucając się w wir przestępczych rebusów, łatwo jest zatracić granicę między legalnym a zabronionym i z komentatora stać się uczestnikiem zdarzeń…

19:42:00 No comments

Gdyby jeszcze przed paroma miesiącami ktoś powiedział Ci, że znajdziesz się na rozdrożu życia, absolutnie byś w to nie uwierzył. A jednak tak właśnie się stało. I co w tym dołującym położeniu jest najgorsze - nie masz żadnej koncepcji na uzdrowienie sytuacji. Jesteś z natury obieżyświatem i łowcą przygód, ale nawet to przestało Cię cieszyć. Zaprzestałeś wyjazdów do ciepłych krajów, aby uczyć turystów niełatwej sztuki nurkowania, więc dodatkowo masz problem z pokrywaniem kosztów utrzymania. Trudnisz się jedynie dorywczymi zajęciami - najczęściej wyławianiem na żądanie zamożnych klientów różnego rodzaju artefaktów w rodzaju ślubnych obrączek, utraconych podczas kąpieli, co niestety nie stanowi działalności gwarantującej odpowiednie apanaże. Z goryczą dumasz, że wszystkie te kłopoty mają konkretne imię - Cassandra Brooks. Piękna Meksykanka o nietypowych dla tej nacji blond włosach i szmaragdowych oczach, a jednocześnie uznany archeolog, nieodwołalnie skradła Ci serce, choć przecież należysz do zatwardziałych kawalerów, z przerażeniem myślących o jakimkolwiek stałym związku. Spędziliście z sobą niesamowite chwile podczas poszukiwań zaginionego skarbu Templariuszy. Wasza droga wiodła przez północną Afrykę aż do Ameryki południowej i skończyła się gorącym romansem. Po powrocie do rodzimej Hiszpanii nawet ze sobą zamieszkaliście, ale wtedy odezwał się Twój niezależny duch. Czułeś się coraz bardziej osaczany, więc postanowiłeś na jakiś czas wyjechać. Rozstaliście się zatem w niezbyt przyjaznych nastrojach, a Ty szybko zrozumiałeś, że nie potrafisz bez niej żyć. Niestety nie masz odwagi się z nią skontaktować, aby wyjaśnić swoje postępowanie i wyznać, co naprawdę czujesz. Od czasu rozłąki snujesz się jak cień po ulicach ukochanej Barcelony, często kończąc wieczory w przygodnych barach i racząc się w nich alkoholem.

22:55:00 No comments

Śmiać się i płakać, gdy oto jest i on - cholerny bumerang? Zaopatrzony w bukiet Twoich ulubionych kwiatów, ubrany w koszulę, którą sama kupiłaś mu za czasów niedawnego związku, z szelmowskim uśmiechem na ustach - tym, na widok jakiego jeszcze niedawno miałaś ochotę zemdleć, z uwagi na fakt, że jest skierowany do Ciebie. Zupełnie, jak gdyby miał przeklęty detektor; zjawia się z powrotem dokładnie w momencie, kiedy nauczyłaś się udawać, że Twój były - oczywiście ten jedyny - obchodzi Cię mniej niż zeszłoroczny śnieg, potraktowany w dodatku nieelegancko przez tego czy innego psa, tymże zwierzętom nie ujmując. Akurat w chwili, gdy nauczyłaś się żyć samodzielnie i wcale, ale to w ogóle nie masz już wizji siebie odzianej w najpiękniejszą suknię ślubną na świecie, kroczącej u boku tego palanta, jakże przystojnego w dobrze skrojonym smokingu… Stop, mózgu. Przecież zabiłaś już w sobie romantyzm do imentu na co najmniej siedem kolejnych dekad, jeśliby nieszczęśnie przyszło Ci żyć aż tak długo w ciele daltonistki. Nie znasz bowiem drugiej kobiety, która tak jak Ty - ufnie, radośnie i otwarcie - z całą wewnętrzną dzikością zaczęłaby podskakiwać wesoło na widok czerwonej flagi, którą Twój niedoszły narzeczony zdecydowanie jest. I faktycznie, może widziałaś na jakim kiju ta powiewa, ale nie zmienia to faktu, że każdy poza Tobą z jakiegoś miliona kilometrów dostrzega, że płachta nie ma koloru zielonego, tylko wręcz krwisty. Nie dla Ciebie jednak, bo oto zbiegły, gdy tylko Wasz związek stał się zbyt poważny (ale hej, przecież możecie nadal być przyjaciółmi, przecież każda romantyczka całym potrzaskanym sercem marzy o przejście na tę relację z wiadomymi benefitami!), bohater stoi przed Tobą durnie, jeszcze głupiej tłumaczy się, że przecież każdy popełnia błędy, mruga uroczo wielkimi gałami i jak gdyby nigdy nic dodaje, że po Tobie nic już nie smakuje. Żadna Ci nie dorównuje, przemyślał gieroj. Po wszystkim mówi energiczne elo i znowu znika - domeną bumerangów. Oby tak gdzieś utknął w końcu, w zasłużonym piekle najlepiej. 😉  

20:55:00 No comments

Co czułaś, gdy lekarz z kamienną twarzą obwieścił Ci nowinę powodującą, że serce podchodzi do gardła? Ogarnął Cię strach, rozczarowanie, wreszcie żal do losu, że potraktował Cię aż tak okrutnie. Szybko jednak otrząsnęłaś się z marazmu, w jaki początkowo popadłaś i rozpoczęłaś walkę o własne życie. Walkę, jaką wygrywa tylko część tych, którzy mieli w sobie tyle siły, aby w ogóle ją podjąć. Cierpliwie poddawałaś się chemioterapii, która zabijała nie tylko komórki wrogie Twojemu organizmowi, ale także te, jakie były mu przyjazne. Niejednokrotnie byłaś świadkiem drastycznych scen, kiedy inni pacjenci doznawali wstrząsu organizmu, przyjmując związane z leczeniem płyny. Ale wytrzymałaś i na końcu tej cierniowej drogi poddałaś się mastektomii, w wyniku której usunięto Ci jedną pierś, pozbawiając cięciem skalpela części kobiecości. Pozostała po niej rana, poszarpana, obrzmiała, czerwona, wręcz krzycząca - nie tylko na ciele, ale przede wszystkim na duszy. Teoretycznie nie byłaś w tym sama, bo przecież miałaś męża. Ale tak naprawdę Adama nigdy przy Tobie nie było. To pedant, który twierdził, że o wartości człowieka decyduje wygląd. Choć starałaś się tego nie zauważać - uważał, że po operacji straciłaś najistotniejszy niewieści atrybut, więc odnosił się do Ciebie wręcz z obrzydzeniem. Żądał, abyś zawsze ubierała stanik, by nie musiał patrzeć na szramę widniejącą na Twoim idealnym do niedawna torsie. Zmuszał do ciągłego noszenia peruki, gdyż nie potrafił znieść widoku Twojej łysej głowy, na której dopiero co zaczął pojawiać się meszek, będący zaczątkiem włosów. W końcu zupełnie przestał Cię dotykać, zaś pewnego dnia nastąpiło nieuchronne. Obwieścił, że przestałaś być dla niego kobietą a poza tym zakochał się w innej, więc odchodzi. Zaapelował przy tym, abyś okazała się na tyle silna, aby nie spazmować.

22:55:00 No comments

Jestem Twoim aniołem lub diabłem stróżem. Muchą na ścianie, która śledzi każde Twoje poczynanie albo wielką ćmą, której skrzydła fosforyzują zielenią. Wyśniłeś mnie w swoim koszmarze, czy to ja sam jestem odpowiedzialny za jego kształt, nie wiesz tego. Karmię się Twoją mrocznością, odwołuję do posiadanej ciemności, żywię każdym z grzechów głównych. Zawsze tutaj jestem. Strzegę nikczemności Twoich uczynków, a może im zapobiegam. Nie pozbędziesz się mnie, nawet gdybyś bardzo tego pragnął. Każdokrotnie sam wybieram kolejny cel, wiedziony misją lub instynktem. Trzydzieści lat w dowolnie wybranej powłoce, którą mogę modyfikować, aby jak najsilniej zbliżyć się do ludzkiego świata i człowieczych oczekiwań. Trzy dekady, lecz wciąż nie pamiętam najważniejszego… Pióra, krew, ziemia, przekwitłe kwiaty… Jak dokładnie to brzmiało? Przypomnę sobie, przecież znam niemalże cały absolut, tylko… Skrzydła, woń roślin… Nie. Jeszcze nie jestem skończony, nie wypełniłem tego, po co tutaj przybyłem. Może okaże się, iż to Ty jesteś kolejną ze wskazówek na nielinearnej drodze, jaką kroczę, pojawiając się to tu, to tam. Teraz obserwuję mężczyznę po drugiej stronie parku, widzisz go? Na jego okolonym zakolami czole perli się pot - nie z powodu gorąca ani zdenerwowania. To obrzydliwa ekscytacja, jaka ogarnia go zawsze przed spełnieniem następnego obelżywie lubieżnego czynu. Dostrzegłeś już tamtego chłopca, na którego brzuchacz spogląda, prawda? To jedna z jego przyszłych ofiar, wybrana szczegółową selekcją po dniach obserwacji. Kilkulatek nie jest świadomy zagrożenia, ale od tego właśnie ma mnie - wystarczy, że ja tu jestem. Zwyrodnialec nie ma jeszcze pojęcia o tym, że już tego wieczora jego mózg rozpryśnie się na anonimowej ścianie, twarz przestanie przypominać jakąkolwiek znaną formę, zaś rozczłonkowane ciało nigdy więcej nikogo nie skrzywdzi. Może zabijam własny czas, lecz to jedno z moich przeznaczeń. Kim więc jestem: diabłem czy aniołem stróżem? Oto moja vendetta. A może próba odejścia z tego podlejącego świata…

04:10:00 No comments

Najsmutniejsza książka przeczytana w tym roku… Był sobie brat, którego najdroższą rodzinę stanowiła trzy lata starsza siostra. Kiedy dziewczynka zniknęła podczas zabawy w chowanego, okraszonej tajemniczą wyliczanką, Jack pozostał pod opieką najstarszej z rodzeństwa, dwudziestoletniej Kate. Przecież widział i wiedział, co stało się tamtego dnia pod odsłoną szumiących liści wysokich drzew i szepczących cieni, które się pomiędzy nimi skrywały. Towarzyszył Saoirse aż do chwili, kiedy usłyszał tamten przerażający krzyk. A jednak mgła zapomnienia, może próbując uchronić niespełna dziesięciolatka od traumatycznych obrazów, nie pozwala mu opowiedzieć o tym, co się wówczas wydarzyło. Słowa próbują składać się w jego głowie w zdania, lecz już po chwili dryfują bezładnie, powodując u chłopca jeszcze większy smutek. Choć był młodszy, odkąd zabrakło taty a potem mamy, przyrzekł sobie przecież, że zawsze będzie najwierniejszym stróżem swojej siostry. Ona wielokrotnie udowodniła wszak, że nieważne co, ani kto, ni gdzie, będzie stała po jego stronie. Dochowała nawet tego najstraszniejszego sekretu, który sprawia, że Jack wciąż tak często budzi się w środku nocy, nawiedzony przez widmo koszmaru… Malec bierze kartkę i zaczyna rysować, dokładając kolejny obraz do przepastnej kolekcji, rozmieszczonej na poddaszu - miejscu, gdzie czuje się względnie bezpiecznie. Kredki tworzą nerwowe linie, które nakładają się na siebie i przedstawiają przerażające historie. Są prawdziwe czy wymyślone? Chciałby, tak bardzo chciałby o wszystkim opowiedzieć i pomóc sprowadzić najdroższą siostrę do domu, ale nie może złamać umowy milczenia i przerwać wyliczanki. Wtedy Istota z leśnych odmętów rozgniewa się jeszcze bardziej… Co zrobiłby Jack, gdyby jego siostra już nigdy do niego nie wróciła? Tak naprawdę nie ma przecież nikogo poza nią… I jeszcze coś, o czym nawet nie chce rozmyślać, ile dramatów znieść może jego naznaczona cierpieniem rodzina? Może nim mama runęła w przepaść, powiedziała prawdę. Wszyscy jesteśmy przeklęci.

00:48:00 No comments

Kolejny niedzielny dyżur zaczął się równie sennie jak wszystkie poprzednie. Najchętniej byś się z niego jakoś wykręciła, jednak nie możesz sobie na to pozwolić, gdyż zostałoby to źle odebrane przez nowych przełożonych. Niedawno przeniesiono Cię do Komendy Stołecznej Policji. Wprawdzie na równorzędne stanowisko oficera operacyjnego, jednak - zważywszy na prestiż placówki - de facto oznacza to awans. Musisz więc trzymać fason i ściśle stosować się do ustalonych zasad. Sobotni wieczór spędziłaś w pałacu Promnitzów, uczestnicząc w koncercie Olgi Weiss, wirtuozki violi da gamba, która odtworzyła kantatę Telemanna. Wprawiła tym publiczność w stan ekstazy - podziw zarówno dla kompozytora jak i własnego talentu. Towarzyszył Ci kapitan Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego Zygmunt Friszer, z którym współpracowałaś przy sprawie dotyczącej siatki szpiegowskiej założonej na terenie Polski przez agenta północnokoreańskiego wywiadu Dennisa Le. Początkowo Wasze relacje miały ściśle służbowy charakter, jednak z biegiem czasu osławiony „cyborg”, jakiego zawsze podziwiałaś za zimną krew i analityczny umysł, zaczął wreszcie dostrzegać, iż darzysz go skrywanym uczuciem. Podczas wspólnych akcji zaczęliście się do siebie zbliżać i niedawno oficjalnie zostaliście parą, próbując scalić dwa przeciwstawne uniwersa życiowych rozbitków, pozbawionych złudzeń co do człowieczej natury, acz uparcie tęskniących za miłością. W związku z tym, że kolejnego dnia czekała Cię wczesna pobudka, z niechęcią rozstałaś się z partnerem zaraz po raucie. Teraz zaś siedzisz przed ekranem komputera i ściskasz w ręku kubek aromatycznej kawy, usiłując bezskutecznie strząsnąć z siebie resztki snu. Z zamyślenia wyrywa Cię głośny dzwonek telefonu.

23:19:00 No comments

Książki, których bohaterami są członkowie klubów motocyklowych albo się kocha, albo nienawidzi - wszak to definitywnie specyficzne środowisko. Takie, które nie stroni od przekleństw oraz przemocy a przy tym korzysta z uroków dostępnych kobiet dopóty, dopóki nie zwiąże się z tą jedną, jedyną - zakładając, iż to kiedykolwiek nastąpi. Przede wszystkim jednak przedkłada braci z MC nad każdą inną osobę, wierne niewidzialnym więziom. Przyznaję, iż do tej pory nie znalazłam jeszcze swojego powieściowego ulubieńca wśród tych przedstawiających losy miłośników dwóch kółek. Te poznane były dla mnie zbyt wulgarne lub kiepsko napisane i nie spełniły żadnego z moich oczekiwań względem dobrej lektury. Od pewnego czasu jestem jednak zakochana w twórczości Anny Wolf, która urzekła mnie zarówno odcieniami romansów mafijnych, jak i tych biurowych - przede wszystkim z uwagi na lekkość pióra, świetną kreację postaci oraz uśmiechające, pełne ciepła fabuły. Z dużą nadzieją sięgnęłam zatem po drugą część serii „Black Angels MC” pod tytułem „Zapomniana miłość. Night” - będąc niezmiernie ciekawa, jak jedna z cenionych przeze mnie autorek raczej kobiecych narracji poradzi sobie z tą cokolwiek wymagającą tematyką. Teoretycznie nieskomplikowana, wymaga jednak od pisarza dużej dozy prozatorskiej zręczności - jako że łatwo o karykaturę lub odrzucającą przesadę. I cóż mogę napisać… Nie rozczarowałam się, a raczej pozytywnie zaskoczyłam. Okazuje się bowiem, że mogę się zacząć zaliczać do fanów „motocyklowych” historii - jeśli te zostaną przedstawione tak jak losy Nathaniela i drogiej mu niegdyś Willow. Opowieść Wolf pozostaje w mojej ocenie autentyczna, jeśli chodzi o kreację MC i ukazuje ją w odpowiedniej ostrości. Oprócz tego posiada jednak tak niezbędną każdej dobrej fabule głębię w postaci przemyśleń, świetnie odmalowanego tła relacji rodzinnych i przyjacielskich czy też opisów. Nie brakuje w niej również uśmiechających przekomarzanek pomiędzy „braćmi” czy niepozbawionych humoru elementów sensacyjnych. Oficjalnie zostaję Wolf-anką! 😉

02:33:00 No comments

Zrujnowana willa na Sardynii do nabycia za symboliczne jedno euro… To brzmi tak pięknie, że aż podejrzanie. A jednak właśnie na taką okazję, wiedziona ostatnią wskazówką pozostawioną przez nieżyjącego już ojca, trafia włoska architekt Tilda - główna bohaterka najnowszej powieści Very Buck. Grzech nie skorzystać - tym bardziej, jeśli z uwagi na pełnioną profesję, kwestia remontu nie będzie wymagała zatrudnienia wielu zewnętrznych fachowców. Cóż to za wspaniała wizja - stać się pierwszą mieszkanką zupełnie opuszczonej wioski, której władze próbują przywrócić dawną żywotność, wyprzedając nieruchomości za bezcen… Może jednak nieco mniej nęcąca, gdy okaże się, że nie bez powodu nikt nie chce osiąść w Botigalli. Ponad czterdzieści lat wcześniej to właśnie tutaj doszło bowiem do tajemniczej masakry, której okoliczności pozostają niejasne aż do dzisiaj. Podczas hucznego wesela w jednym z domów zamordowano absolutnie wszystkich z osady… Wszystkich poza ostatnim ocalałym - gnuśnym starcem, zajmującym położoną na skraju wąskiej ulicy, rozpadającą się chatę, choć o nim wiedzą tylko nieliczni. Zanim Tilda będzie miała wątpliwą okazję go poznać, w jej naznaczonej tragediami egzystencji nareszcie rozgoszczą się cisza i spokój - tak niezbędne po doznanych utratach. Może tego właśnie trzeba wówczas, gdy na świecie nie pozostanie już nic personalnie cennego - osiąść gdzieś na krańcu rzeczywistości, pośród popiołów i zgliszczy, gdzie po tylu latach wciąż wirują drobinki krwi. W hacjendzie, której sypiące się ściany nadal noszą ślady po kulach. Tam, gdzie nikt nie wie, kim jesteś ani za co czujesz się winna. Ćwiczenia z utraty w tak makabrycznym miejscu nabierają zupełnie innego charakteru… Niemiecka pisarka stacjonująca w Szwajcarii oddała go wręcz doskonale w swej sennej mroczności - zgodnie z tytułem proponując czytelnikowi idealną lekturę na lato. Poetycko złożoną ze smutków i zadawnionych krzywd oraz szokujących zagadek przeszłości. Czy warto było pozwolić im narodzić się w świetle dnia?

22:37:00 No comments

Jak prawie każdej nocy od czasu rozwodu wychylasz kilka głębszych, aby zapewnić sobie spokojny sen bez koszmarów. Nie musisz się martwić, że nie wstaniesz na czas i spóźnisz się do pracy od kiedy sprawiłeś sobie budzik kryjący w swoim wnętrzu syrenę alarmową z czasów drugiej wojny światowej, a do tego podłączyłeś go do kawowego ekspresu. Zapach świeżo zaparzonej kawy, połączony z upornym dźwiękiem wypełniającym cały dom, zbudziłby nawet nieboszczyka, a co dopiero faceta w średnim wieku, którego główną wadą jest zupełnie przecież niewinna skłonność do lekkiego przesadzania z alkoholem. Tego poranka jednak ze spoczynku wyrywa Cię nie jak zwykle piekielna maszyneria Twojego pomysłu, ale prozaiczny dźwięk telefonu. Zamroczony, przez chwilę gorączkowo szukasz słuchawki a gdy w końcu podnosisz ją do ucha, słyszysz denerwująco spokojny głos sekretarki Krajowej Komisji Bezpieczeństwa Transportu USA, jakiej jesteś pracownikiem. Po chwili uzyskujesz połączenie z Gordonem Petcherem, który również jest członkiem tego ciała. Zanim się odzywa, już wiesz, że doszło do czegoś strasznego, co w pełni potwierdza relacja wskazująca, że nad niebem Kalifornii doszło do zderzenia dwóch samolotów pasażerskich: DC - 10 linii United oraz Boeninga 747 Pan Am. Wszystko zdarzyło się na wysokości około 1500 metrów, więc żaden z ponad sześciuset pasażerów nie mógł ocaleć, choć czasami zdarzają się cuda, w które jednak, jako osoba twardo stąpająca po ziemi, zupełnie nie wierzysz. Pierwsza z maszyn obróciła się wokół własnej osi i spadła pionowo niczym bombowiec nurkujący podczas wykonywania ataku. Druga zdołała wyrównać lot oraz miała szansę na ocalenie, jednak nie dała rady wyminąć wyrosłej na jej trasie góry i po uderzeniu w zbocze spadła w okolicznym lesie.

04:32:00 No comments

Złożona ze wzruszających oraz pełnych emocji zdarzeń „Zośka od miłości” zabiera w miejsce, w jakim zaczyna się życie - do rzeczywistości szpitalnych sal porodowych, gdzie tytułowa bohaterka towarzyszy w cudzie narodzin, przy okazji nabywając cenne doświadczenie stażystki. Wrzucona w natłok obowiązków w hermetycznym środowisku, które początkowo jest do niej wrogo nastawione, jednak kierowana miłością do małych i kruchych człowieczych istot, przez każdą kolejną pełną pracy dobę idzie cierpliwie i z ogromną dozą ciepła oraz otwartym sercem, a także wysoko podniesionym czołem. Niezłomnie realizuje wyznaczony sobie cel, mimo tego, że dwa lata temu doznała ogromnej tragedii. Przybliżając czytelnikowi sylwetkę położnej, Anna Kasiuk niejako zaprezentowała mu godny naśladowania wzór - kogoś powstałego z sumy dojmująco smutnych przeżyć, lecz równocześnie takiego, który w pełni je akceptuje i mimo cierpienia się im nie poddaje. Zamiast tego Zofia, przepracowawszy je, przekuwa je w kolejne elementy swojego definitywnie stalowego pancerza. Z prozy Pisarki wielokrotnie wyłania się zresztą wręcz niesamowity obraz kobiecej siły. Mocy tych, które powołują nowe istnienia na świat, walczą z własnymi demonami i każdą kłodą rzuconą im pod nogi z determinacją i spokojem godnymi największych wojowników. Choć posiadając kilka męskich rys charakteru, najczęściej lepiej dogaduję się z panami, jestem pod wrażeniem tego, jak skrzętnie, barwnie i wielowymiarowo Autorka odmalowała estetycznie lekką warstwą językową świat matek. Niedoszłych, przyszłych, przeszłych. Zagubionych w odmienności nowej codzienności. Najszczęśliwszych w tym jednym z najważniejszych dla rodziny dni. Skupionych na social mediach lub zdaniu teściowej czy matki lub bojących się sprzeciwić mężowi, uznawszy jego zdanie za pewnik. Skrzywdzonych i krzywdzących. Towarzyskich albo poświęconych ocennym plotkom, które osiadają na innych kobietach jak cień. „Zośka od miłości” to jednak kobieta taka jak Ty. Jaką mogłabyś się stać, podarowawszy innym serce.

01:52:00 No comments

Mój czwarty tegoroczny PATRONAT MEDIALNY możesz jeszcze kupić w wyjątkowym, personalizowanym zestawie za jedyne 39.99 zł - wystarczy, że do 12 lipca bieżącego roku napiszesz do @marzena_niewiadomska_ 🔥! Jeśli jesteś miłośnikiem zmyślnych mroczności w otoczeniu dedykowanych gadżetów, z pewnością zachwycisz się tym estetycznym książkowym boxem! Teraz zaś najwyższa pora na moja zwichrowaną historię o tej niepokojącej historii, w jakiej granica między tym, co trwożąco wyobrażone a rzeczywistym ulega zatarciu i którą miałam zaszczyt wziąć pod opiekę swoich cienistych skrzydeł. Skryta za okładką spod ciemnej gwiazdy opowieść Pisarki ma szansę sprawić, iż następnym razem zastanowisz się wielokrotnie, nim nabędziesz przedmiot z duszą (albo duchem), nie znając jego historii. Co bowiem stałoby się, gdyby ten w istocie okazał się… przeklęty? Jako szalony kolekcjoner wschodniej biżuterii oraz skrzących się blaskiem dawnych chwil antyków przyznaję, że jest to nader niepokojąca wizja. Choć gdyby tak znaleziony artefakt zaczął odpowiadać za taką moją przemianę, jakiej doświadcza główna bohaterka wykreowana przez Autorkę, nie byłabym wcale do końca zła (taka wszak jestem z natury). Nie najgorszą wizją pozostaje bowiem opętanie przez rzecz materialną, jeśli wiązałoby się z nim bezemocjonalne dokonanie kilku krwawych zemst. A jeśliby tak do tego ów przedmiot zacząłby mi dopomagać w dziełach diabelskich, raczej nie czułabym się nieszczęśliwa. Przeznaczone TYLKO dla dorosłych czytelników „Głosy piekła”, jakich ogniste podszepty Marzena Niewiadomska złożyła w nieodkładalny, niedługi, acz pełen emocji horror z wątkami thrillerowymi, okazują się lekturą demoniczną. Kochankowie makabreski mojego pokroju będą nią stuprocentowo urzeczeni. Duszna, niepokojąca, infernalna - staje się niezapomnianą powieścią, którą co wrażliwsi mogą zechcieć poznać w ciemności, przy świetle niewielkiej lampki, pragnąc poczuć upragnioną gęsią skórkę. Lepiej jednak nie czytać jej, kiedy siedzi się na żadnym starym krześle…

02:52:00 No comments

Czym może się zajmować nawigator statku kosmicznego w nieznającym granic gwiezdnym uniwersum? Na tak zadane pytanie każdy wielbiciel fantastyki naukowej wyczaruje w umyśle barwne obrazy epickich bitew z krwiożerczymi obcymi, niebezpiecznych wypraw, mających na celu odkrycie nieznanych planet, na które w przyszłości będzie mogła się przenieść ludzkość znękana ekologicznymi katastrofami czy też bohaterskich akcji ratowania współziomków z katastrof o galaktycznych rozmiarach. I będzie miał słuszność, gdyż większość autorów tego gatunku literackiego tak właśnie opisuje przygody załóg orbiterów. Jednym z wyjątków jest Stanisław Lem, który w „Opowieściach o pilocie Pirxie” przedstawił całą drogę kariery tytułowego pilota, począwszy od statusu kadeta, a skończywszy na stopniu komandora, samodzielnie dowodzącego taką jednostką. Wśród nich trudno jednak szukać równie efektownych epizodów, gdyż postać ta zmaga się z, wydawałoby się, całkowicie prozaicznymi zjawiskami takimi jak: ludzka głupota i niekompetencja, poczucie pustki i obezwładniającej samotności, wzmagane bezlitosnym żywiołem kosmicznej przestrzeni czy bezwzględną chciwością towarzystw eksploatujących odkryte planety. Nie stroni przy tym od tematu, który dziś rozpala wyobraźnię współczesnych, czyli sztucznej inteligencji, zamkniętej w układach komputerów marsjańskich krążowników lub robotów mających udzielać pomocy człowiekowi, a buntujących się przeciw jego władzy czy nabierających z biegiem czasu cech ludzkiej imaginacji. Część z tych fascynujących OPOWIADAŃ ma charakter żartobliwy, inne tragiczny, niektóre przybierają postać powiastek filozoficznych z zacięciem roztrząsających tajemnice wrodzonej natury człowieczego rozumu. Wszystkie zaś składają się na sugestywny obraz jednostki stającej przed wyzwaniami, jakie przyniesie być może wcale nie tak odległa przyszłość. Pozwól, że zabiorę Cię do świata pilota Pirxa, nic nieznaczącego pyłku w bezmiarze gwiezdnej przestrzeni, który codziennie udowadnia, że słowo „człowiek” czasami brzmi dumnie, czasami zupełnie niejednoznacznie a nawet wstydliwie.

01:24:00 No comments

„Bez litości” okazało się dla mnie sporym zaskoczeniem, jako że przeczytane przeze mnie w bieżącym roku „Ziarno zła” rozkochało mnie w twórczości Autora, przez co spodziewałam się, że sięgając po jego najnowszą książkę ponownie zanurzę się w tęsknie tragicznym dramacie, jakiego każdy element składa się na przemyślanie skomponowany utwór prężnie działającej „orkiestry”. Tym razem Grzegorz Kapla zdecydował się jednak na wariację political fiction połączoną z wątkami szpiegowskimi oraz kryminalnymi, co nie do końca mi zagrało. Zapewne z uwagi na bieżącą tematykę, zaserwowaną czytelnikowi w trwożącym, choć nie do końca zgodnym z moim oglądem świata świetle. Komisarz Olga Suszyńska zostaje bowiem wrzucona w rzeczywistość zagrażających bezpieczeństwu Polski spisków, jakie oceniam raczej niezbyt realistycznie. Powieściowe wydarzenia skupiają się natomiast głównie na akcji, która w mojej ocenie okazuje się dość mało dynamiczna, choć odpowiedniego tempa bez mała dodają jej końcowe sceny, jakie faktycznie przypominają mi przebieg przytaczanej zresztą przez Pisarza, genialnej historii „Dzień szakala” Forsytha. Mimo prywatnych scen z życia głównych bohaterów, w „Bez litości” zabrakło mi większej ilości ich przemyśleń i wszystkiego tego, co cenię najbardziej - swego rodzaju poetyckich wstawek, czyniących prozę jeszcze zmyślniejszą. Definitywnie czas spędzony z książką nie był jednak stracony. Po raz wtóry docenić muszę rzadko widywany w literaturze zabieg paralelizmu składniowego, zastosowanego na poziomie kompozycji rozdziałów z wariacyjnym przekształceniem frazy (ostatnie zdanie rozdziału w nieco innej formie otwiera kolejny). Przyjemność sprawiły mi również sceny, w jakich usiłowałam zbiec z Kremla wespół z pewnym oficerem, który próbuje ujść z życiem, dopuściwszy się najgorszej zdrady. Uwielbiam tego rodzaju, pełne detali eskapady, dzięki jakim łatwo wyobrazić sobie moskiewskie zakątki, które - póki co - odwiedzam właśnie dzięki historiom. Twórca odmalował je słowami nader realistycznie… i bez litości.

00:07:00 No comments

Dzisiejszej nocy znowu miałaś jeden z tych snów, w których skrwawione szpony z piekła rodem poprzez cienką zasłonę pościeli i starczej skóry wdzierają się wprost do Twojej duszy i grzebią w niej zapamiętale, pozostawiając szkarłatne ślady w samym sercu. Wszystko to dzieje się przy wtórze potępieńczych jęków, nie wiadomo czy błagających o okazanie litości, czy może oskarżycielsko przypominających o Twoich dawnych czynach. Tych, które czają się w mrokach umysłu, pokryte śniedzią niepamięci i patyną nieubłaganie upływającego czasu. Jak zwykle wybudziłaś się z koszmaru drżąca i zlana zimnym potem. Gorzko myślisz o tym, jak wiele prawdy jest w powiedzeniu, że stare grzechy rzucają długie cienie a od przeszłości w pełni uwolnić się nie sposób. Jeśli nie przywiodą jej zawistni ludzie, to zrobi to Twoja własna, zdradziecka głowa. Tym razem wybawczym urządzeniem okazuje się telefon na nocnym stoliku, który nagle rozdzwania się jak oszalały i odpycha nocne mary. Zerkasz na wyświetlacz i orientujesz się, że masz połączenie Norą - swoją córką. Krzywisz się z niechęcią, gdyż zanim wiele lat temu wyjechała do USA rozstałyście się w niezbyt przyjaznej atmosferze. Rozmawiacie krótko, na tyle jednak treściwie, byś dowiedziała się, że wkrótce przyjedzie do Polski, aby pozałatwiać ważne, bliżej nieokreślone sprawy. Oczywiście zamierza mieszkać w Twoim domu. Po odłożeniu słuchawki walczysz chwilę z uczuciem niepokoju. Z całą pewnością nie zjawia się bez jakiejś ukrytej przyczyny a to może zwiastować jedynie kłopoty. Zanim poddajesz się nowemu zmartwieniu, kątem oka zauważasz za uchylonymi drzwiami sypialni przygarbioną sylwetkę Karin, która najwidoczniej bez żenady podsłuchiwała rozmowę.

02:08:00 No comments

Gdybym miała zarysować semantycznie, jak widzę książkę Joanny Bober… Wyobraź sobie. Na pograniczu jawy i snu, w jednym z piekielnych kręgów lub miejscu, które mogłoby nim być, mieszkają oniryczne smutki. Jest ich niezliczenie wiele, choć każdy ma inny odcień szarości. Ten otaczający chłopca po prawej stronie przybrał gołębią barwę, przystającą do niewidoczności, jaka towarzyszyła mu każdego dnia zbyt krótkiego życia. Obok niego tęsknie w bezkresną ciemność dali wpatruje się nieco starszy nastolatek. Spowijają go cienie niezrozumienia, które przeniósł tu z sąsiedniego świata - innego wymiaru, domeny - jak to się tutaj nazywa. W krainie bez lokalizacji, nie Piekle, lecz również nie Niebie. Tam, gdzie nigdy nie ma Słońca ani światła a każdy z popielatych kolorów otaczających mieszkańców, zebrany razem, złożony w społeczność - kumuluje się w najprawdziwszy odcień czerni. Nawet w pałacu Księcia ciepłą poświatę rzucają jedynie pochodnie czy okoliczne latarnie. To rzeczywistość mroku, kolejnej doby i zawsze, choć czas płynie tu inaczej, potęgowana przez następnych przybyłych. Coraz młodszych, jeśliby spojrzeć chociażby na tego stojącego na brukowanej uliczce jedenastolatka. Spowija go ołowiowa poświata, choć przebijają w niej mysie obłoki - dymki słów, którymi podli koledzy i okrutni rodzice naznaczali jego duszę jeszcze chwilę temu. Jak wielką część przebywających w Limbo do najokrutniejszego z czynów przeciwko sobie pchnęły obelżywe zdania? Bezrozumne czyny dorosłych, którzy już nigdy nie odwrócą skutków swoich poczynań, zakładając, iż te w ogóle zostały zauważone i przemyślane? Dzieci zrezygnowane, odchodzące od wszystkiego i uwalniające się od cierpienia, zawieszone tu między Aniołami i Demonami - to one tworzą tę masę szarości bez promienia jasności. Może tutaj nie będą czuły już niczego lub znajdą dawno utracone szczęście. Tak jak Książę Piekieł, chroniony przez dwóch Skrzydlatych, który przez światy, wcielenia i wymiary goni za jedyną miłością. Za nim. Orfeusz i Eurydyka, inaczej…

02:42:00 No comments

Pamiętasz ją jak przez mgłę. Jedynie parę gestów i zamazane obrazy sylwetki, która pochyla się, by z czułością położyć dłoń na Twojej głowie. W zasadzie to wszystko. Nie możesz przypomnieć sobie jej głosu i nie wiesz, co bardziej boli - zakodowane w umyśle strzępki wspomnień czy ich zupełny brak. Odeszła, gdy miałeś trzy lata, pozostawiając pustkę w sercu, której nie możesz wypełnić do dzisiaj, mimo że od tego czasu upłynęła cała dekada. Twoją matkę znalazł dziadek Tomasso - jej ojciec. Powiesiła się w mieszkaniu, zostawiając krótki list, w którym napisała, że jej egzystencja nie ma już sensu. Ani Ty, ani on nie wierzycie, aby to było samobójstwo. Była pełna życia i ciekawa świata a przy tym mądra oraz żywiołowa. Kochała też bezgranicznie jedynego syna, więc dobrowolnie nigdy nie podjęłaby decyzji, żeby Cię osierocić. Bardzo dbała o swój wygląd - nie pokazywała się nikomu bez starannego makijażu oraz perfekcyjnie dobranego ubioru. Tymczasem jej zwłoki odziane były tylko w pomiętą halkę. Zniknęła też broń służbowa, z którą w zasadzie się nie rozstawała. I nie bez przyczyny. Przed śmiercią, jako komisarz policji, prowadziła skomplikowane śledztwo. Najwidoczniej dotarła do ustaleń, które zagroziły potężnym ludziom. Z tego powodu mogła się obawiać o swój los. Początkowo sprawa wyglądała banalnie, gdyż prowadzono czynności jedynie w sprawie zatrudniania „na czarno” pracowników w przedsiębiorstwie, jakie w Syrakuzach prowadził Giuseppe Rametta, jeden z najbogatszych ludzi na Sycylii. W zasadzie dochodzenie stanęło w miejscu - do czasu, gdy ktoś zdecydował się mówić i złożył obszerne zeznania oraz zawiadomienie o przestępstwie, twierdząc, że nie wypłacano mu pensji, a także kazano pracować w warunkach zagrażających zdrowiu.

01:27:00 No comments
Strasze posty

O autorce

O autorce
Żona, kociara, maniaczka thrillerów, wielki ogarniacz życia. Recenzuję literaturę - bo życie jest sztuką. Opowiadam historie o historiach. Mail: kierownikoperacyjny.sp@gmail.com 💥

Kategorie

  • książki

Jestem tutaj

Statystyka odwiedzin

Stali czytelnicy

Archiwum

  • ▼  2026 (116)
    • ▼  sie (2)
      • Justyna Jelińska - Zofiówka. Przebudzenie zła - re...
      • Olivia Hayle - Miesiąc miodowy dla singli - recenzja
    • ►  lip (19)
    • ►  cze (24)
    • ►  maj (20)
    • ►  kwi (10)
    • ►  mar (18)
    • ►  lut (13)
    • ►  sty (10)
  • ►  2025 (296)
    • ►  gru (20)
    • ►  lis (19)
    • ►  paź (30)
    • ►  wrz (25)
    • ►  sie (16)
    • ►  lip (22)
    • ►  cze (19)
    • ►  maj (38)
    • ►  kwi (24)
    • ►  mar (36)
    • ►  lut (24)
    • ►  sty (23)
  • ►  2024 (292)
    • ►  gru (18)
    • ►  lis (30)
    • ►  paź (30)
    • ►  wrz (27)
    • ►  sie (28)
    • ►  lip (25)
    • ►  cze (20)
    • ►  maj (21)
    • ►  kwi (22)
    • ►  mar (24)
    • ►  lut (29)
    • ►  sty (18)
  • ►  2023 (143)
    • ►  gru (17)
    • ►  lis (20)
    • ►  paź (15)
    • ►  wrz (14)
    • ►  sie (14)
    • ►  lip (15)
    • ►  cze (8)
    • ►  maj (10)
    • ►  kwi (9)
    • ►  mar (9)
    • ►  lut (7)
    • ►  sty (5)
  • ►  2022 (31)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (2)
    • ►  wrz (2)
    • ►  sie (5)
    • ►  lip (2)
    • ►  cze (2)
    • ►  maj (2)
    • ►  kwi (3)
    • ►  mar (3)
    • ►  lut (4)
    • ►  sty (3)
  • ►  2021 (60)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (5)
    • ►  sie (5)
    • ►  lip (13)
    • ►  cze (9)
    • ►  maj (6)
    • ►  kwi (9)
    • ►  mar (4)
    • ►  lut (1)
  • ►  2020 (55)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (6)
    • ►  paź (5)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (3)
    • ►  lip (5)
    • ►  cze (6)
    • ►  maj (6)
    • ►  kwi (8)
    • ►  mar (6)
    • ►  lut (2)
    • ►  sty (4)
  • ►  2019 (40)
    • ►  gru (4)
    • ►  lis (4)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (4)
    • ►  lip (5)
    • ►  cze (1)
    • ►  maj (5)
    • ►  kwi (2)
    • ►  lut (7)
    • ►  sty (1)
  • ►  2018 (96)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (5)
    • ►  sie (8)
    • ►  cze (8)
    • ►  maj (12)
    • ►  kwi (11)
    • ►  mar (13)
    • ►  lut (14)
    • ►  sty (17)
  • ►  2017 (197)
    • ►  gru (6)
    • ►  lis (11)
    • ►  paź (9)
    • ►  wrz (16)
    • ►  sie (24)
    • ►  lip (20)
    • ►  cze (17)
    • ►  maj (19)
    • ►  kwi (16)
    • ►  mar (18)
    • ►  lut (8)
    • ►  sty (33)
  • ►  2016 (81)
    • ►  gru (15)
    • ►  lis (23)
    • ►  paź (17)
    • ►  wrz (11)
    • ►  sie (11)
    • ►  cze (2)
    • ►  lut (2)
  • ►  2015 (8)
    • ►  lis (1)
    • ►  cze (1)
    • ►  maj (1)
    • ►  mar (1)
    • ►  lut (2)
    • ►  sty (2)
  • ►  2014 (18)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (1)
    • ►  paź (1)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (1)
    • ►  kwi (4)
    • ►  mar (4)
    • ►  lut (1)
    • ►  sty (2)
  • ►  2013 (18)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (4)
    • ►  wrz (1)
    • ►  sie (2)
    • ►  lip (1)
    • ►  cze (3)
    • ►  lut (3)
    • ►  sty (2)
  • ►  2012 (14)
    • ►  gru (1)
    • ►  paź (5)
    • ►  cze (2)
    • ►  kwi (1)
    • ►  mar (3)
    • ►  lut (2)
  • ►  2011 (12)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (2)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (1)
    • ►  lip (1)
    • ►  mar (1)

Created with by ThemeXpose | Distributed By Gooyaabi Templates