Anna Kasiuk - Zośka od miłości - recenzja
Złożona ze wzruszających
oraz pełnych emocji zdarzeń „Zośka od miłości” zabiera w miejsce, w jakim
zaczyna się życie - do rzeczywistości szpitalnych sal porodowych, gdzie tytułowa
bohaterka towarzyszy w cudzie narodzin, przy okazji nabywając cenne doświadczenie
stażystki. Wrzucona w natłok obowiązków w hermetycznym środowisku, które
początkowo jest do niej wrogo nastawione, jednak kierowana miłością do małych i
kruchych człowieczych istot, przez każdą kolejną pełną pracy dobę idzie
cierpliwie i z ogromną dozą ciepła oraz otwartym sercem, a także wysoko podniesionym
czołem. Niezłomnie realizuje wyznaczony sobie cel, mimo tego, że dwa lata temu
doznała ogromnej tragedii. Przybliżając czytelnikowi sylwetkę położnej, Anna
Kasiuk niejako zaprezentowała mu godny naśladowania wzór - kogoś powstałego z
sumy dojmująco smutnych przeżyć, lecz równocześnie takiego, który w pełni je
akceptuje i mimo cierpienia się im nie poddaje. Zamiast tego Zofia, przepracowawszy
je, przekuwa je w kolejne elementy swojego definitywnie stalowego pancerza. Z prozy
Pisarki wielokrotnie wyłania się zresztą wręcz niesamowity obraz kobiecej siły.
Mocy tych, które powołują nowe istnienia na świat, walczą z własnymi demonami i
każdą kłodą rzuconą im pod nogi z determinacją i spokojem godnymi największych
wojowników. Choć posiadając kilka męskich rys charakteru, najczęściej lepiej
dogaduję się z panami, jestem pod wrażeniem tego, jak skrzętnie, barwnie i wielowymiarowo
Autorka odmalowała estetycznie lekką warstwą językową świat matek. Niedoszłych,
przyszłych, przeszłych. Zagubionych w odmienności nowej codzienności.
Najszczęśliwszych w tym jednym z najważniejszych dla rodziny dni. Skupionych na
social mediach lub zdaniu teściowej czy matki lub bojących się sprzeciwić mężowi,
uznawszy jego zdanie za pewnik. Skrzywdzonych i krzywdzących. Towarzyskich albo
poświęconych ocennym plotkom, które osiadają na innych kobietach jak cień. „Zośka
od miłości” to jednak kobieta taka jak Ty. Jaką mogłabyś się stać, podarowawszy
innym serce.
„Życie mnie utwardziło. Pokazało, że słabość nigdy nie stanie się wartościowym orężem, a jeśli czegoś chcę, to muszę o to zaciekle walczyć. W takich chwilach jednak, kiedy ktoś uderza w czułą nutę, ktoś zupełnie obcy, rozklejałam się. Bo to drzemiące we mnie dziecko poharatały doświadczenia, jakich nikt w nim nie ukoił. Musiałam zadbać o to sama.”
Jesteś tragiczną bohaterką Twojego życia, z niegasnącą dumą, choć coraz smutniejszym sercem odgrywając w nim wyznaczone przez Los role. Osierocona jako kilkulatka, właściwie nienauczona w zmiennych domach zastępczych miłości, ponad siedemset dni temu doznałaś niepowetowanej straty, na skutek jakiej opuściły Cię najważniejsze osoby. Ponownie zostałaś sama, w epicentrum szalejącego w Tobie i czyniącego nienaprawialne spustoszenia huraganu. Najtragiczniejsze było w tym jednak coś innego: nawet specjalnie Cię to nie zdziwiło. Wszyscy, których kochasz zawsze i tak w końcu odchodzą… Twarze tych cenionych, co to opuszczali Cię kolejno na przestrzeni lat, migają Ci niekiedy przed oczami, gdy próbujesz złapać odrobinę snu. Wciąż masz jednak serce - choć tylko dla postronnych, niewpuszczanych do prywatnego życia. I zamierzasz z niego zrobić jak najlepszy użytek, nareszcie znalazłszy się na ścieżce ku ukończeniu najistotniejszej, wziętej z powołania misji. Dzisiaj rozpoczynasz staż na oddziale położniczym, dzięki czemu zyskasz szansę na uzupełnienie wiedzy o praktykę. Nie możesz się doczekać, by czynnie uczestniczyć w porodach, stając się uczestnikiem cudu narodzin. Tenże od zawsze Cię fascynował, zaś przebywanie pośród matek i niemowląt daje Ci najwyższą przyjemność. Uwielbiasz to uczucie szpitalnej krzątaniny, jakby ukrytej za przepierzeniem i mleczną szybą przed wzrokiem świata. Przywitawszy się z kobietami, z którymi będziesz od dzisiaj pracować, jak gdyby nigdy nic przebierasz się w uniform i zapoznajesz z nowymi obowiązkami, postanowiwszy podejść do nich z pozytywną energią, choć na razie odnoszą się do Ciebie mało sympatycznie. Pierwszy dzień asystujesz najstarszej położnej, Helenie - zafascynowana jej opanowaniem oraz posiadanym doświadczeniem, które przekazuje Ci przy każdej możliwej okazji. Przywodzi Ci na myśl idealną mentorkę, więc jesteś zdziwiona faktem, że reszta pielęgniarek za nią nie przepada. Boisz się jeszcze o tym dumać, jednak marzy Ci się mieć kiedyś taką przyjaciółkę…
„(…) upadać w życiu (…). Dawno
pogodziłam się z obecnością trudów w moim, zaakceptowałam je i mierzyłam się z
nimi bez strachu, bez rozpaczy. Kiedy raz pęknie człowiekowi serce, potem już
tylko trzeszczy. (…) Nauczyłam się patrzenia w oczy moim doświadczeniom,
analizowania ich i wyciągania tak wiele, ile wystarczyć miało, bym zrozumiała,
zaakceptowała i z pozyskaną wiedzą poszła dalej.”
Przebywając na oddziale położniczym, uczysz się jego życia od podstaw. Najważniejsza umiejętność, jaką musisz opanować, to pełne oddzielanie spraw prywatnych od tych zawodowych. Jeśli zbytnio się zaangażujesz, nowe koleżanki oraz świeżo upieczone mamy szybko wejdą Ci na głowę. Jak jednak miałabyś przechodzić zupełnie niewzruszenie i obojętnie obok dramatów i radości, które rozgrywają się wokół Ciebie każdego dnia? Dziecko porzucone kilka chwil po urodzeniu. Następne, jakie żywe zmierza na oddział neonatologii jedynie dlatego, że odpowiednio szybko zareagowałaś na niepokojące okoliczności. To, które wciąż masz w głowie… I te wszystkie dzielące się historiami kobiety, jakich nie umiesz wyrzucić z pamięci. Matki zestresowane, przewrażliwione, poddające się opinii otoczenia lub najbliższych, zamiast słuchać instynktu. To Ty, od chwili pierwszego spotkania, masz jednak ogromny wpływ na ich dalsze życie dzielone już z dzieckiem, zatem każdej doby dajesz z siebie wszystko. W Twoim osobistym pojawił się zaś nowy mężczyzna, ale na razie niczego nie obiecujesz się po tej niespodziewanej znajomości. Za powołanie uważasz pracę, zatem poświęcasz jej z pełną pasją całą siebie - czy raczej to, co z Ciebie pozostało dla innych. Wykonujesz zadanie tak dobrze, że już wkrótce cały oddział położniczy nazywa Cię Zośką od miłości. Słusznie - w końcu to Ty zapoczątkowałaś modę na to, by każdą wolną od zajęć chwilę spędzać na sali pełnej inkubatorów, w której najwięcej uwagi poświęcasz kołysaniu i opiece niechcianych dzieci, chcąc ofiarować im choć moment bliskości i czułości. Oddając miłosierdzie w ten sposób, znów czujesz się spełniona, spokojna i niemalże szczęśliwa. Kto ofiaruje je Tobie i czy odważysz się powitać powrót uczuć w Twoim życiu?
„Życie i tak jest stratą.
Po co się zatem spieszyć? (…) mam dość walki z ludźmi (…) i tak zmieszają Cię z
błotem, bo masz więcej niż oni. Bo masz perspektywy i nieważne, że walczyłaś o
nie w pocie czoła przez większość swojego czasu. Nieważne, że nie dosypiasz i
za wszelką cenę starasz się zawsze dowieść swojej wartości. Ludzie nie
zasługują (…) Na żadne szansy. (…) Najłatwiej oceniać. Najprościej przypiąć etykietę
na podstawie własnych spostrzeżeń. A czy nie przyszło Wam do głowy, że
oceniając człowieka, wystawiacie świadectwo nie jemu, a sobie?”
Uwielbiam wątek mentorki i
jej uczennicy, zatem muszę przyznać, iż Anna Kasiuk wykreowała go w absolutnie
piękny sposób. Przyjacielska, biała miłość, która zaczyna łączyć pełną dobra
dla świata Zofię oraz majestatyczną, równie tragiczną co młoda kobieta Helenę, całkowicie
mnie oczarowała. Podobnie jak pietyzm, z jakim Autorka oddała realia oddziału położniczego
oraz różne odcienie osobowości matek oraz kobiet. Pozytywne, negatywne, lecz
przede wszystkim rzeczywiste, udowadniają, iż żeńska siła bywa nieskończona, jeśliby
tylko się postarać. „Zośka od miłości” urzeka również warstwą językową, czego
przykładami są wyjątkowo długie, wybrane do recenzji cytaty. Mnie natomiast przede
wszystkim przywraca wiarę w niezłomność, wagę relacji rodzinnych oraz sam cud
narodzin, który - dziś tak często postponowany - przecież każdorazowo nim jest.
Kobieta westalką ogniska domowego, to wciąż brzmi dumnie i niezmiernie raduje mnie,
że znów zaczyna dźwięczeć głośniej w polskiej literaturze. Tak pięknej jak
recenzowana opowieść o pewnej wielkosercej Zofii z powołaniem oraz mnóstwie
otaczających ją żyć. Tęsknie tragicznych, uśmiechająco szczęśliwych - wiecznej
amplitudzie, która czyni osie tego świata. 9/10 i duża rekomendacja. Nie cenię
stwierdzenia, iż „każdy powinien przeczytać” jakąś książkę, jednak gdybym miała
go użyć napisałabym, iż każda kobieta powinna przeczytać „Zośkę od miłości.”
„Miałam kiedyś mamę. (…) Jednak
to, co dawała mi Helena, czego z taką cierpliwością mnie uczyła, znaczyło
zdecydowanie więcej niż wsparcie starszej koleżanki z pracy. Pomyślałam o ucieczce,
bo wszyscy, na których bardzo mi dotąd zależało, odchodzili… Zawsze odchodzili.
I to bez względu na zrządzenie losu czy podjętą przez nich decyzję. I to mnie przerażało
(…).”
0 comments
Serdecznie dziękuję za wszystkie opinie, wiadomości oraz czas poświęcony na czytanie mojej strony- tworzę ją dla Was! :-)