Jestem szczęśliwym człowiekiem, jako że uczęszczałam do gimnazjum, w którym kadra nauczycielska składała się z pasjonatów, traktujących zawód jak misję. Z osób, które w większości nie tylko chciały przekazać posiadaną wiedzę, ale i zarazić miłością do wykładanego przedmiotu. Jeden z nich zaszczepił we mnie uczucia do historii, nieprzemijalne do teraz. Nauczycielka języka polskiego sprawiła, że proza i poezja stały się moim domem i zapoczątkowały coś, co na zawsze ukształtowało mój świat - fakt, iż zaczęłam pisać własne teksty i zakochałam się w literaturze, zaś wiele lat później znalazłam się tutaj jako recenzent literacki. Pozostaje zresztą moją Muzą i zajmuje specjalną lokatę w mrocznym sercu po wieczność, lecz to historia zbyt prywatna, bym chciała się nią dzielić. Swoją najnowszą powieścią „Git-mana” Witold Horwath zafundował mi jednak swoisty powrót do przeszłości - choć przecież przeniósł się narracją jeszcze dalej, do tej prywatnej z końca lat 60. i początku 70. aż po współczesność. Ta literacka podróż wielokrotnie mnie wzruszyła i silnie rozrzewniła, bo… niewiele różniła się od mojego szkolnego kiedyś. Ile oddałabym za jeszcze jedną lekcję polskiego w sali numer 309, której kochałam każdy centymetr z uwagi na wszystko-to i to mimo tego, że notorycznie przeświecało przez nią rażące słońce, którego nie znoszę? Mnóstwo. Za kolejny wykład o gramatyce rodzimego języka, ze skomplikowanymi rozbiorami zdań, przedmiot dziś już zapomniany, jakie to były dla mnie najwyższą przyjemnością? Wiele. Za to, by jeszcze raz poczuć się tak jak wtedy, niczym królowa szkoły, wygrzewająca czarne skrzydła w blasku sympatii? Majestat. Niepowetowane. Niedawno opublikowana książka utalentowanego Pisarza traktuje głównie o gitowcach, przedstawicielach wywrotowej subkultury zafascynowanej światem przestępczym, lecz dla mnie to najsmutniejsza opowieść o nauczycielach, jakich już nie ma, zbuntowanym bracie, co to dla siostry podpaliłby świat oraz pięknej postaci dyrektorki szkoły, która wzięła pod swoją aureolę wychowanków - dwa ranne ptaki, dając początek przyjaźni po kres dni…


