Drugi tom sagi „Rodzina Tylczyńskich”, którego Autorką jest Monika Klara Krajniak, nie uległ sławetnej klątwie drugiego tomu. Zamiast tego, okazał się równie dobry, co pierwszy, ponownie przenosząc mnie do świata bohaterów, których nie można nie polubić - i jakich poczynaniom kibicuje się na każdym kroku. Drzewiej wydawałoby się to oczywiste, dziś jest czymś, co należy pochwalić - Pisarka wtóry raz udowodniła, iż ma niesamowity talent do tkania wartościowych fabuł, w których najsilniej urzekają wszelkie wątki związane z relacjami oraz uczuciami. Chroniący honoru sióstr bracia, darzące się wyrozumiałością i szacunkiem rodzeństwo, mający na względzie dobro dzieci rodzice czy wreszcie młodzi mężczyźni, którzy zakochują się i przeżywają dziewicze miłości w sposób, jaki przywodzi na myśl urok minionych lat... Bez zbyt często obecnej w literaturze ohydy, różnorakiej maści zboczeństw i krzywd, które czasem nawet nikogo już nie dziwią - „Skąd ta nienawiść między Wami” zwyczajnie uśmiecha odbiorcę. Niedoścignioną klasą, pełnym zawirowań ukazaniem tego, co istotne - tak podczas budowania dorosłego życia, jak i tworzenia cennych znajomości - wszak tylko takie nie ugną się w chwili próby i przetrwają zwichrowane doświadczenia, które są udziałem niemalże każdego człowieka. W mojej ocenie lekką i nieprzesłodzoną warstwą językową Krajniak przedstawia odbiorcy rzeczywistość dokładnie w takim kształcie, w jakim chciałoby się ją widzieć. Pozbawioną zawiści, wyzutą z niezrozumienia dla porywów serca i umysłu, ogołoconą z zazdrości. Miast tego, nacechowaną wiernością - tak przekonaniom, jak i bliskim osobom - ciepłem oraz… dobrocią. Onegdaj oczywiste, teraz nierzadko okazuje się mrzonką. W świecie, w którym patrzy się tylko ocennie na drugiego człowieka, nijak nie starając się pojąć jego czy motywacji, jakimi się kreuje, moim zdaniem właśnie tego rodzaju proza jest elementem, który, potrzebny, potrafi coś zmienić. Dać do myślenia - albo choć roziskrzyć w czyimś życiu dawno wygasłą iskrę. Może rozmarzyć, jako że takich profamilijnych narracji można ze świecą szukać…



