• Strona główna
  • O mnie
  • Współpraca

Opowiadam historie o historiach. Recenzuję literaturę - bo życie jest sztuką.

Z pozoru jesteś tylko zwykłym chłopcem, bawiącym się u stóp potężnego zamku jak wielu Twoich rówieśników. Tak naprawdę zaś Twoim przeznaczeniem jest zostać następcą tronu po śmierci ojca Karolesława Lupusa Wielkiego, władcy Ajuwaru. Jest jednak coś jeszcze: nie bez przyczyny nosisz imię Dragan, które zostało Ci nadane w chwili urodzin, aby strzegło Cię przed demonami i złymi duchami. Od najmłodszych lat wyczuwasz szczególną więź z jaszczurkami, jako jedyny człowiek rozumiesz ich język a nawet przyjaźniłeś się ze szczególnie sprytną, którą nazwałeś Gemanem. Mieszkała w Twoim pokoju, ale pewnego dnia służka tak przeraziła się jej widoku, że zaczęła wrzeszczeć bez opamiętania, próbując jednocześnie zabić zwierzątko miotłą. Nie było Cię przy tym, lecz od tego momentu gad zniknął i się nie odnalazł, mimo że szukałeś go przez bardzo długi czas. Bez jego towarzystwa czułeś się samotny, gdyż do pewnego czasu nie zdołałeś się zaprzyjaźnić z żadnym chłopcem. O swoich smutkach szeptałeś tylko Wielkiemu Dębowi, najstarszemu i najpotężniejszemu w pobliskim lesie, jaki przemierzasz od najmłodszych lat wszerz i wzdłuż. Pewnego dnia wszystko się zmieniło. Pod sędziwym drzewem spotkałeś wyrostka, który stał się Twoim najlepszym przyjacielem. Gdy leżałeś na trawie, oddając się kojącemu wpływowi przyrody, usłyszałeś głos pytający kim jesteś. Otworzyłeś oczy i ujrzałeś młodzieńca przyglądającego Ci się z uwagą bystrym, brązowym spojrzeniem. Przedstawił się jako Lelek a Ty od razu poczułeś, że to bratnia dusza. I wcale się nie myliłeś - szybko staliście się nierozłączni. Gdy w końcu zdradziłeś, kim jesteś, początkowo nie chciał wierzyć, ale w końcu przyjął to do wiadomości. Lelek wprawdzie jest synem najlepszego kowala w państwie, więc sam pochodzi z dość zamożnego domu, jednak daleko mu do królewskiego rodu. Na szczęście nie stało się to przeszkodą dla nawiązania pomiędzy Wami prawdziwego braterstwa.

00:44:00 No comments

Jeśli budzisz się codziennie o tej samej godzinie, znękany tym czy innym koszmarem, jest duża szansa na to, że Twoja podświadomość próbuje Ci coś przekazać. Tym bardziej, jeżeli tak jak Wiktor - główny bohater powieści „4:44” - znajdujesz się aktualnie na życiowym zakręcie. Dawniej postrach ulicy i persona doskonale znana wśród szarości półświatka. Dziś ktoś, kto wespół z przyjacielem prowadzi dobrze prosperującą firmę, powiązaną z przemysłem paliwowym. Jak to jednak często bywa, właśnie wówczas, gdy rzeczywistość wydaje się układać aż nazbyt dobrze, całe na ubawione przybywa Przeznaczenie i postanawia co nieco zamieszać… Ta jedna propozycja nie do odrzucenia powoduje zamęt w myślach i kusi podejrzanie wielkimi korzyściami. Spotkanie u znajomego psychologa właśnie się odbyło, przemyślenia są o wiele spokojniejsze niż kiedyś, postanowienia poprawy wciąż stabilne i dojrzałe - do szczęścia brakuje tylko prawdziwej miłości. Tak się przynajmniej sądzi do czasu, kiedy usłyszy się, że już za moment posiadane bogactwo może być większe, kiedy zbudowane od zera przedsiębiorstwo stanie się graczem, z którym będzie musiał się liczyć absolutnie każdy na skutek wejścia na najsilniej lukratywny rynek… Chyba tylko święty by się nie skusił. Cudowna oferta szybko okazuje się jednak transakcją wiązaną - i to taką z rodzaju skrajnie niebezpiecznych. Czasu do namysłu jest coraz mniej a Ty niemalże słyszysz w głowie, jak uciekają kolejne pieniądze. Co uznasz za wartość nadrzędną, kiedy przyjdzie Ci wybierać pomiędzy ledwie odzyskaną wiarą w ludzi, obiecującą nową znajomością rodem z marzeń sennych i stabilną pracą a… szansą, jaka może już nigdy więcej Ci się nie trafić? Za wycieraczką Twojego samochodu ktoś umieścił już asa kier… lecz czy to tą właśnie kartą z talii się okażesz? Maciej M. Maślak książką skrytą za urzekająco mroczną okładką przenosi czytelnika w zwichrowanie zadumany świat. Taki, w jakim każda decyzja może się okazać skrajnie krytyczna…

19:54:00 No comments

Na początku było słowo… Ale nie to biblijne, zwiastujące powstanie człowieczego uniwersum pod bożą opoką, a zupełnie inne: krwiożercze i pełne nienawiści. Znajdujące apogeum w niewielkiej, skrajnie grafomańskiej książeczce „Mein Kampf” i sączone kropla po kropli już od XIX wieku w naród chełpiący się pochodzeniem od Arminiusza, wsławionego wycięciem w pień trzech rzymskich legionów cesarza Oktawiana Augusta. Wyniesionego na wyżyny europejskiej kultury przez takie jej posągowe postaci jak: Johann Goethe, Heinrich Heiene, Fredrich Schiller, Ludwig van Beethowen, Wolfgang Amadeus Mozart, Albrecht Dürer, Matthias Grünewald, Caspar Friedrich i tylu innych, którzy wprawiają w wibrację tę strunę w ludzkiej duszy, jaka odpowiada za podziwianie nieskończonego piękna doskonałej sztuki. Słynącego z filozofów o wielkich umysłach, z uwagą obracających w palcach człowieczą duszę i wywracających ją na nice z wdziękiem i sztuką przekonywania. Wystarczy wspomnieć Immanuela Kanta, Georga Friedricha Hegela, Arthura Schopenhauera czy Fryderyka Nietzsche. Wszyscy oni widząc, w jaki obłąkańczy, antyludzki szał popadł w latach trzydziestych naród, z którego się wywodzili i który kochali z całego serca, nie uwierzyliby własnym oczom. A jednak fakty krzyczą niezrównanej grozie: Niemcy podążając w przepaść samozagłady za dźwiękami instrumentu nowego flecisty z Hameln o austriackich korzeniach i śmiesznym wąsiku, wrzeszczącego na wiecach niczym opętaniec, gestykulującego na wzór nieuleczalnego szaleńca, pociągnęli za sobą w jej otchłań 6 milionów Żydów, 3 miliony Polaków, ponad 20 milionów obywateli ZSRR i niezliczone rzesze przedstawicieli innych narodów, umęczonych i pomordowanych z zimną krwią w imię stworzonej przez niego ideologii. Jak do tego doszło, próbują opowiedzieć Autorzy recenzowanej książki, jednocześnie przywołując imiona tych, którzy mieli odwagę postawić na szali własne życie, aby uratować bliźnich przed niechybną śmiercią, udowadniając w ten sposób, że polskie anioły mieszkają nie tylko w Bieszczadach…

19:58:00 No comments

Jako kochanka mroku uwielbiam przepadać w lekturach spod ciemnej gwiazdy, choć przyznaję - nie jest łatwo mnie zadowolić. Poznawszy tysiące cienistych narracji, wciąż poszukuję tych, które wywołają u mnie pożądane ciarki strachu i sprawią, że nocą nawiedzi mnie ten czy inny koszmar, jeśli zbytnio oddam się rozmyślaniom o niedawno przeczytanych opowieściach. „Zofiówka. Przebudzenie zła” to książka, która jawiła mi się jako doskonały kandydat na wieczór, podczas jakiego pragnęłam dreszczyku przerażenia. Justyna Jelińska zdecydowała się bowiem umiejscowić fabułę na faktycznie istniejącym terenie, co zawsze dodaje historii pewnej autentyczności. Bardziej emocjonalnie czyta się wszak o lokalizacjach, w jakich faktycznie wydarzyło się coś okrutnego. Położony w Otwocku, dzisiaj już opuszczony Zakład dla Nerwowo i Psychicznie Chorych Żydów Zofiówka za czasów drugiej wojny światowej był świadkiem niepowetowanej tragedii. W czasie likwidacji getta, na terenie jakiego się znalazł, stał się miejscem kaźni około 140 osób, spośród których część rozstrzelano na miejscu, zaś resztę wywieziono do Treblinki. Od tamtego czasu pojawiło się wiele świadectw, jakoby ruiny były odwiedzane przez duchy tam skrzywdzonych i straconych a samo miejsce uważane jest za jedno z bardziej nawiedzonych w Polsce. Takiż wybór lokalizacji akcji dla fikcyjnej prozy definitywnie niesie spory ciężar gatunkowy, choć moim zdaniem potencjał został nie do końca wykorzystany. Autorka przedstawiła dzieje dawnego szpitala dość pobieżnie, być może celowo oddając większe pole do popisu wykreowanym przez siebie bohaterom. Niestety, ci również nie do końca spełnili moje oczekiwania, podobnie jak sama akcja. Jestem jednak zdania, że ta definitywnie przypadnie do gustu miłośnikom horrorów w stylu „Paranormal activity” - w mojej ocenie raczej statycznych i niezbyt przerażających. Czas spędzony z najnowszą powieścią Pisarki nie był dla mnie jednak stracony - przyznaję, że niektóre sceny bardzo mnie… rozbawiły. Summa summarum ciekawa to była rozrywka.

19:09:00 No comments

Olivia Hayle zdecydowanie napisała najbardziej wakacyjną książkę, jaką przeczytałam w tym roku, jako że po lekturze powieści „Miesiąc miodowy dla singli” czuję się zrelaksowana zupełnie jak po egzotycznym urlopie. Co najważniejsze dla miłośnika kran śnieżnych i mroźnych w mojej postaci - tę odprężającą literacką podróż odbyłam bez wychodzenia z domu! Uwielbiam zwiedzać dzięki tak przemyślanie skrojonej prozie - która lekkimi opisami świetnie buduje klimat, a przy tym udanie maluje przed oczyma odbiorcy miejsce akcji. W prawdziwym życiu raczej nigdy nie znajdę się na Karaibach - konkretniej na Barbadosie - z uwagi na niechęć do lokalizacji gorących i słonecznych, toteż z przyjemnością zwiedziłam ich egzotyczne zakątki za sprawą nieznanej mi dotychczas Autorki romansów. Wykreowani przez nią bohaterowie okazali się doskonałymi towarzyszami - dzięki nim te orientalne kanikuły przyniosły mi wiele śmiechu. Zestawieni na bazie kontrastu, niejednokrotnie rozbawiają żartami sytuacyjnymi i perypetiami, w których… mogłabym się znaleźć. Naczelna żeńska postać imieniem Eden… wielokrotnie przypomina mi mnie samą. W prawdziwym świecie odpowiedzialna, dobrze zorganizowana i podążająca za skrzętnie złożonym planem, podczas tej wyprawy - która miała być jej niedoszłą podróżą poślubną - staje się szaloną wersją siebie i notorycznie stawia sobie zwariowane wyzwania, próbując wyjść ze strefy komfortu, przez co często ładuje się w tarapaty. Phillip, jej całkowite przeciwieństwo, dość wyniosłe i zdystansowane do świata, jest idealnym dopełnieniem. Potrafi zresztą w komplementy! Stwierdzenie, iż z nikim nie toczył dziwniejszych rozmów niż z Eden albo to, iż nie ma pojęcia, jak działa jej skaczący z tematu na temat mózg (z ADHD skłonnym do analizy miliona rzeczy równocześnie)… słyszałam od własnego Męża. 😉 Pozdrowienia! Ten duet nie może nie uśmiechnąć i nie rozśmieszyć. Jeżeli więc książka na wakacje, urlop lub poprawę humoru - to definitywnie ta! Relaksujący i komfortowy „Miesiąc miodowy dla singli”. Jedziesz?

19:58:00 No comments

Przeżyć najmagiczniejszą z przygód, stać się bohaterem, zobaczyć dumę w oczach rodziców… Każde z dzieci wielokrotnie o tym fantazjowało. Jeśli w prawdziwym życiu to nieosiągalne - zawsze pozostaje możliwe za sprawą przeniesienia się do jednej z barwnych opowieści. Najlepiej takiej, którą czyta się z zapartym tchem i rosnącym zaciekawieniem, nie mogąc doczekać się, aby poznać ciąg dalszy niezwykłych perypetii głównego bohatera historii. Właśnie do takich propozycji dla młodszych czytelników zalicza się „Przebudzenie” otwierające cykl „Chłopiec na Krańcach Świata”, za którego powstanie odpowiedzialni są Grzegorz Wacławek oraz Mateusz Marczewski. Za jedną z najpiękniejszych okładek, jakie widziałam w podobnych publikacjach, skrywa się bowiem tekst, od którego nie oderwie się żaden kilkulatek. Zaryzykuję również stwierdzenie, że zauroczy on również także starszych odbiorców - mamę, tatę czy rodzeństwo, jeśli ci zdecydują się na wspólną lekturę. A jest to doskonały pomysł, jako że w mojej ocenie narracja ta stanowi świetny punkt wyjścia do dalszych dyskusji, ponieważ jej przesłaniem są przede wszystkim wiara w siebie, walka z własnymi strachami oraz dążenie do spełnienia marzeń, nawet jeśli są niedościgłe lub nieoczywiste. Dedykowałabym ją kategorii wiekowej od 5+ do… nieskończoności. Wszak i starszym warto niekiedy przypomnieć o tym, co wydawałoby się dawno zatracone. O poszukiwaniu szczęścia w najprostszych rzeczach, ufności przeznaczeniu czy wartości więzi rodzinnych. Traktująca o zwykłej-niezwykłej wyprawie pewnego chłopca fabuła z pewnością umili także dziecku wakacyjny czas. Może nawet okaże się inspiracją do tego, aby podczas tegorocznego wyjazdu uczynić prywatne odkrycia? Duży druk, kolorowa wyklejka, ilustracje naniesione jakoby ołówkiem dawnego rysownika… nie mogą nie oczarować każdego czytelnika. 😉

19:18:00 No comments

Skryci za ekranami, owiani złudną mgłą anonimowości, domorośli bohaterowie zza klawiatury - tak często zapominają o tym, że po drugiej stronie również jest człowiek. O własnych myślach, nieznanym sztafażu doświadczeń, złożonym z wielu odcieni osobowości. Może właśnie cały ciężar świata ponownie opadł mu na chylące się ku ziemi barki i szuka w Internecie chwili wytchnienia lub bezpiecznego miejsca, w którym będzie miał szansę zwierzyć się komuś obcemu. Może to dla niego ostatnia szansa, by ktoś nieznany napisał mu krzepiącą wiadomość, podając choć jeden powód, by codziennie otwierać oczy. Gdyby trafił w zły zakątek Sieci, łatwo byłoby o największą z tragedii, toteż w erze wszechobecnego hejtu warto zastanowić się nad każdym z kliknięć - wszak te nie trafiają w próżnię i potrafią mieć najróżniejsze skutki… Bywa też bowiem, że otwierając przeglądarkę, próbuje się chociażby na chwilę zająć czymś umysł. Poradzić sobie z żałobą i stratą tak jak główna bohaterka kryminału Ashley Winstead o imieniu Jane - bo przecież każdy usiłuje nie dać się im pochłonąć na różne sposoby. I tak oto, obejrzawszy uprzednio mroczny program telewizyjny o niewyjaśnionych zbrodniach, trafia się na to zdające się być przeznaczeniem forum, które zaczyna pochłaniać niczym obsesja. Nowa misja w rzeczywistości, która po śmierci ojca jawiła się już tylko jako jałowa, bezsensowna pustka. Łzy zamierają w kącikach oczu, nieobecność taty przytłacza odrobinę mniej z każdą kolejną stroną dyskusji. Samozwańczy detektywi szybko przyjmują Cię do swojej małej, zamkniętej społeczności i czujesz się częścią tytułowej „Grupy”, dzięki czemu Twoje życie wydaje się znowu sensowne. Kto rozumiałby Cię lepiej, niż ludzie, którzy od lat pomagają policji i detektywom w wyjaśnianiu zagadek nierozwiązanych morderstw i widzieli już tyle bezsensownych odejść i utrat, że doskonale wiedzą, jak się teraz czujesz? Szkoda jednak, że nie zdradzili Ci, że rzucając się w wir przestępczych rebusów, łatwo jest zatracić granicę między legalnym a zabronionym i z komentatora stać się uczestnikiem zdarzeń…

19:42:00 No comments

Gdyby jeszcze przed paroma miesiącami ktoś powiedział Ci, że znajdziesz się na rozdrożu życia, absolutnie byś w to nie uwierzył. A jednak tak właśnie się stało. I co w tym dołującym położeniu jest najgorsze - nie masz żadnej koncepcji na uzdrowienie sytuacji. Jesteś z natury obieżyświatem i łowcą przygód, ale nawet to przestało Cię cieszyć. Zaprzestałeś wyjazdów do ciepłych krajów, aby uczyć turystów niełatwej sztuki nurkowania, więc dodatkowo masz problem z pokrywaniem kosztów utrzymania. Trudnisz się jedynie dorywczymi zajęciami - najczęściej wyławianiem na żądanie zamożnych klientów różnego rodzaju artefaktów w rodzaju ślubnych obrączek, utraconych podczas kąpieli, co niestety nie stanowi działalności gwarantującej odpowiednie apanaże. Z goryczą dumasz, że wszystkie te kłopoty mają konkretne imię - Cassandra Brooks. Piękna Meksykanka o nietypowych dla tej nacji blond włosach i szmaragdowych oczach, a jednocześnie uznany archeolog, nieodwołalnie skradła Ci serce, choć przecież należysz do zatwardziałych kawalerów, z przerażeniem myślących o jakimkolwiek stałym związku. Spędziliście z sobą niesamowite chwile podczas poszukiwań zaginionego skarbu Templariuszy. Wasza droga wiodła przez północną Afrykę aż do Ameryki południowej i skończyła się gorącym romansem. Po powrocie do rodzimej Hiszpanii nawet ze sobą zamieszkaliście, ale wtedy odezwał się Twój niezależny duch. Czułeś się coraz bardziej osaczany, więc postanowiłeś na jakiś czas wyjechać. Rozstaliście się zatem w niezbyt przyjaznych nastrojach, a Ty szybko zrozumiałeś, że nie potrafisz bez niej żyć. Niestety nie masz odwagi się z nią skontaktować, aby wyjaśnić swoje postępowanie i wyznać, co naprawdę czujesz. Od czasu rozłąki snujesz się jak cień po ulicach ukochanej Barcelony, często kończąc wieczory w przygodnych barach i racząc się w nich alkoholem.

22:55:00 No comments

Śmiać się i płakać, gdy oto jest i on - cholerny bumerang? Zaopatrzony w bukiet Twoich ulubionych kwiatów, ubrany w koszulę, którą sama kupiłaś mu za czasów niedawnego związku, z szelmowskim uśmiechem na ustach - tym, na widok jakiego jeszcze niedawno miałaś ochotę zemdleć, z uwagi na fakt, że jest skierowany do Ciebie. Zupełnie, jak gdyby miał przeklęty detektor; zjawia się z powrotem dokładnie w momencie, kiedy nauczyłaś się udawać, że Twój były - oczywiście ten jedyny - obchodzi Cię mniej niż zeszłoroczny śnieg, potraktowany w dodatku nieelegancko przez tego czy innego psa, tymże zwierzętom nie ujmując. Akurat w chwili, gdy nauczyłaś się żyć samodzielnie i wcale, ale to w ogóle nie masz już wizji siebie odzianej w najpiękniejszą suknię ślubną na świecie, kroczącej u boku tego palanta, jakże przystojnego w dobrze skrojonym smokingu… Stop, mózgu. Przecież zabiłaś już w sobie romantyzm do imentu na co najmniej siedem kolejnych dekad, jeśliby nieszczęśnie przyszło Ci żyć aż tak długo w ciele daltonistki. Nie znasz bowiem drugiej kobiety, która tak jak Ty - ufnie, radośnie i otwarcie - z całą wewnętrzną dzikością zaczęłaby podskakiwać wesoło na widok czerwonej flagi, którą Twój niedoszły narzeczony zdecydowanie jest. I faktycznie, może widziałaś na jakim kiju ta powiewa, ale nie zmienia to faktu, że każdy poza Tobą z jakiegoś miliona kilometrów dostrzega, że płachta nie ma koloru zielonego, tylko wręcz krwisty. Nie dla Ciebie jednak, bo oto zbiegły, gdy tylko Wasz związek stał się zbyt poważny (ale hej, przecież możecie nadal być przyjaciółmi, przecież każda romantyczka całym potrzaskanym sercem marzy o przejście na tę relację z wiadomymi benefitami!), bohater stoi przed Tobą durnie, jeszcze głupiej tłumaczy się, że przecież każdy popełnia błędy, mruga uroczo wielkimi gałami i jak gdyby nigdy nic dodaje, że po Tobie nic już nie smakuje. Żadna Ci nie dorównuje, przemyślał gieroj. Po wszystkim mówi energiczne elo i znowu znika - domeną bumerangów. Oby tak gdzieś utknął w końcu, w zasłużonym piekle najlepiej. 😉  

20:55:00 No comments
Strasze posty

O autorce

O autorce
Żona, kociara, maniaczka thrillerów, wielki ogarniacz życia. Recenzuję literaturę - bo życie jest sztuką. Opowiadam historie o historiach. Mail: kierownikoperacyjny.sp@gmail.com 💥

Kategorie

  • książki

Jestem tutaj

Statystyka odwiedzin

Stali czytelnicy

Archiwum

  • ▼  2026 (119)
    • ▼  sie (5)
      • Dorota Wakarecy - Dragan - recenzja
      • Maciej M Maślak - 4:44 - recenzja
      • Marek Tadeusz Frankowski & Jarosław Stolarski - Po...
      • Justyna Jelińska - Zofiówka. Przebudzenie zła - re...
      • Olivia Hayle - Miesiąc miodowy dla singli - recenzja
    • ►  lip (19)
    • ►  cze (24)
    • ►  maj (20)
    • ►  kwi (10)
    • ►  mar (18)
    • ►  lut (13)
    • ►  sty (10)
  • ►  2025 (296)
    • ►  gru (20)
    • ►  lis (19)
    • ►  paź (30)
    • ►  wrz (25)
    • ►  sie (16)
    • ►  lip (22)
    • ►  cze (19)
    • ►  maj (38)
    • ►  kwi (24)
    • ►  mar (36)
    • ►  lut (24)
    • ►  sty (23)
  • ►  2024 (292)
    • ►  gru (18)
    • ►  lis (30)
    • ►  paź (30)
    • ►  wrz (27)
    • ►  sie (28)
    • ►  lip (25)
    • ►  cze (20)
    • ►  maj (21)
    • ►  kwi (22)
    • ►  mar (24)
    • ►  lut (29)
    • ►  sty (18)
  • ►  2023 (143)
    • ►  gru (17)
    • ►  lis (20)
    • ►  paź (15)
    • ►  wrz (14)
    • ►  sie (14)
    • ►  lip (15)
    • ►  cze (8)
    • ►  maj (10)
    • ►  kwi (9)
    • ►  mar (9)
    • ►  lut (7)
    • ►  sty (5)
  • ►  2022 (31)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (2)
    • ►  wrz (2)
    • ►  sie (5)
    • ►  lip (2)
    • ►  cze (2)
    • ►  maj (2)
    • ►  kwi (3)
    • ►  mar (3)
    • ►  lut (4)
    • ►  sty (3)
  • ►  2021 (60)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (5)
    • ►  sie (5)
    • ►  lip (13)
    • ►  cze (9)
    • ►  maj (6)
    • ►  kwi (9)
    • ►  mar (4)
    • ►  lut (1)
  • ►  2020 (55)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (6)
    • ►  paź (5)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (3)
    • ►  lip (5)
    • ►  cze (6)
    • ►  maj (6)
    • ►  kwi (8)
    • ►  mar (6)
    • ►  lut (2)
    • ►  sty (4)
  • ►  2019 (40)
    • ►  gru (4)
    • ►  lis (4)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (4)
    • ►  lip (5)
    • ►  cze (1)
    • ►  maj (5)
    • ►  kwi (2)
    • ►  lut (7)
    • ►  sty (1)
  • ►  2018 (96)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (5)
    • ►  sie (8)
    • ►  cze (8)
    • ►  maj (12)
    • ►  kwi (11)
    • ►  mar (13)
    • ►  lut (14)
    • ►  sty (17)
  • ►  2017 (197)
    • ►  gru (6)
    • ►  lis (11)
    • ►  paź (9)
    • ►  wrz (16)
    • ►  sie (24)
    • ►  lip (20)
    • ►  cze (17)
    • ►  maj (19)
    • ►  kwi (16)
    • ►  mar (18)
    • ►  lut (8)
    • ►  sty (33)
  • ►  2016 (81)
    • ►  gru (15)
    • ►  lis (23)
    • ►  paź (17)
    • ►  wrz (11)
    • ►  sie (11)
    • ►  cze (2)
    • ►  lut (2)
  • ►  2015 (8)
    • ►  lis (1)
    • ►  cze (1)
    • ►  maj (1)
    • ►  mar (1)
    • ►  lut (2)
    • ►  sty (2)
  • ►  2014 (18)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (1)
    • ►  paź (1)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (1)
    • ►  kwi (4)
    • ►  mar (4)
    • ►  lut (1)
    • ►  sty (2)
  • ►  2013 (18)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (4)
    • ►  wrz (1)
    • ►  sie (2)
    • ►  lip (1)
    • ►  cze (3)
    • ►  lut (3)
    • ►  sty (2)
  • ►  2012 (14)
    • ►  gru (1)
    • ►  paź (5)
    • ►  cze (2)
    • ►  kwi (1)
    • ►  mar (3)
    • ►  lut (2)
  • ►  2011 (12)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (2)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (1)
    • ►  lip (1)
    • ►  mar (1)

Created with by ThemeXpose | Distributed By Gooyaabi Templates