• Strona główna
  • O mnie
  • Współpraca

Opowiadam historie o historiach. Recenzuję literaturę - bo życie jest sztuką.

Za sprawą powieści „Spalona droga. Melodia przeszłości” udało mi się przenieść w czasie, o czym wielokrotnie zdarzało mi się śnić. Kierunkami moich podróży z mrzonek pozostawały raczej carska Rosja oraz pałacowe lokalizacje pokroju Ermitażu, jednak Estera Tracz przerzuciła mnie swoją niesamowitą narracją jeszcze dalej - do na wskroś realistycznie wykreowanego Paryża w XVI wieku. Szczerze napisawszy, nijak nie spodziewałam się, że ta wyprawa okaże się aż tak przejmująca. Złożona z niepokojów, nieprzewidywalnych zwrotów akcji oraz niebezpiecznych przeżyć barwnych bohaterów, zabrała mnie do jednej z ulubionych rzeczywistości - romantyczno-przygodowych powieści historycznych, którym na domiar dobrego nie brakuje finezjo-fantazji. Autorka zdecydowała się bowiem na krok bardzo ryzykowny - wrzucenie do szesnastowiecznych francuskich realiów… definitywnie współczesnej kobiety, jaka trafia tam za sprawą magicznej pozytywki ofiarowanej przez nieżyjącego już Dziadka (to zresztą kolejny wzruszający wątek), mimo że nijak nie jest gotowa na to, co tam zastanie. I tak oto pewien François natrafia przypadkiem na Katherine - która wprost z dwudziestopierwszowiecznej Anglii teleportowała się do jego miejsca i daty w lichej koszulce nocnej. Słusznie myślałby kto, jeśliby stwierdził, iż brzmi to jak początek świetnie zwichrowanej i pełnej żartów sytuacyjnych komedii miłosnej. Pisarka swoją prozą ofiarowuje jednak czytającemu o wiele więcej, bowiem okres czasu, do jakiego trafia Kate zapisał się w historii nader krwawą kartą w postaci zbliżającej się rzezi hugenotów, zaś naczelna żeńska postać książki wkrótce ustali, iż jako tak zwana Wędrująca ma możliwość ingerencji w przeszłe wydarzenia… Jak jednak można zmienić to, co tak bardzo minione? Cóż. Ja niezwykle cieszę się, że mimo ówczesnych niepokojów miałam okazję chociaż fabularnie się tam przenieść. Do świata, w którym mężczyzna zdobywał rękę wybranki i bał się jej uchybić nawet i niewłaściwym słowem. Jakże przyjemnie czyta się o niestety wymarłych już zwyczajach, dworskich zabawach i etykiecie względem dam i siebie nawzajem… Urok bezśmiertny.

18:59:00 No comments

Jesteś zapaloną makijażystką i w pewnym sensie prowadzisz podwójne życie zawodowe, co stanowi Twoją słodką tajemnicę. Pierwszą połowę dnia spędzasz w gmachu telewizji - drugą w miejscu, które u bliźnich budzi dreszcz przerażenia, choć każdy z nich kiedyś będzie miał okazję je „obejrzeć” na końcu swojej ziemskiej drogi. W TV zajmujesz się upiększaniem żywych, a w prosektorium zakładu pogrzebowego „Bez biletów” przywracasz szacowny wygląd tym, którzy już zeszli z tego świata. W obydwu miejscach Twoje pudry, płynny lateks, protetyki, woski, żelatyny i obfity zestaw pędzli czynią prawdziwe cuda. Celebryci, jacy mają wystąpić w paśmie śniadaniowym, są Twoimi umiejętnościami wręcz zachwyceni. Dzięki nim w świetle jupiterów i oku kamery niewybaczającym najmniejszych uchybień w wyglądzie, prezentują się nie tylko świetnie, ale przede wszystkim naturalnie. Drugi rodzaj klientów nie jest w stanie wyrazić swojej opinii, jednak w ich imieniu wypowiadają się bardzo zadowolone rodziny. Ciągle słyszysz, że „wujek Tadzio wygląda lepiej niż za życia” czy: „Gdyby ciocia Andzia malowała się w taki sposób, gdy jeszcze miało to znaczenie, miałby nie dwóch, a sześciu mężów”. Oczywiście o tym paśmie sukcesów nie wie absolutnie nikt. Gdyby bowiem którakolwiek z gwiazd powzięła wiadomość, że dotykasz jej twarzy tymi samymi dłońmi, jakie przed chwilą wygładzały skórę denata, niewątpliwie wpadłaby w ciężką histerię, zaś co wrażliwsi zupełnie dla siebie nieoczekiwanie może nawet staliby się rezydentami w podziemnym pomieszczeniu, zwanym kostnicą. Czasami jednak myślisz, że miałoby to i swoje dobre strony, bo w ten sposób od makijażu scenicznego przeszłabyś płynnie do trumiennego, zachowując pełną zawodową koherentność.

22:05:00 No comments

Chociaż korporacja Szlaki Hoffmana doprowadziła do śmierci Twojego ojca i ograbiła Cię z majątku, uczyniwszy praktycznie nędzarzem, nie zamierzasz się poddawać. Jesteś to winien jego pamięci, a przede wszystkim tym, którzy naiwnie dali się namówić, aby stać się kolonistami na dziewiątej planecie w układzie Fomalhauta, noszącej dźwięczną nazwę Paszcza Wieloryba. Jak do tego doszło? Kiedy w końcu po wielu latach poszukiwań odkryto glob o warunkach bliźniaczo podobnych do tych na Ziemi ogłoszono nadejście nowej epoki i zaczęto zachęcać mieszkańców przeludnionej i zdewastowanej kolebki ludzkości do masowego przenoszenia się do „nowego, wspaniałego świata”. Spotkało się to z entuzjastycznym przyjęciem i wkrótce swój akces zgłosiły miliony chętnych. W tym czasie Twój rodziciel prowadził firmę Applebaum, organizującą podróże międzygwiezdne przy użyciu klasycznych frachtowców. Jednak ich prędkość pozwalała na dotarcie do celu jakim była Paszcza dopiero po osiemnastu latach. I nagle pojawił się rewolucyjny wynalazek: zatrudniony przez Szlaki Hoffmana doktor von Einem stworzył urządzenie o nazwie telpor, które umożliwiało „przeniesienie” dowolnego obiektu do miejsca przeznaczenia w ciągu piętnastu minut. Nieco wcześniej spółka wykupiła większość udziałów w zakładzie taty, zainwestowała w niego ogromne sumy, po czym… doprowadziła do jego upadku. Tata nie wytrzymał ciśnienia i zmarł na zawał serca, majątek zlicytowano a Ciebie do teraz dręczą windykatorzy. Jesteś przekonany, że to nie był przypadek. Chciano w uniemożliwić ten sposób jakąkolwiek podróż przy użyciu klasycznych kosmolotów, pozostawiając tylko jedną drogę do wyśnionej krainy. Do dzisiaj z rozstawionych na całej Ziemi w tysiącach egzemplarzy telporów skorzystało czterdzieści milionów użytkowników, jednak nie ma z nimi żadnego bezpośredniego kontaktu.

01:30:00 No comments

13 książeczek małych formatem, ale wielkich treścią - Maciej Stupera stworzył dla najmłodszych czytelników zestaw, który urzeknie każdego małego miłośnika zjawiskowych opowieści. Pełne emocjonujących przygód i bohaterów do pokochania, złożone z historii z ważkimi przesłaniami i opatrzone przepięknymi ilustracjami, porwą dziecko w baśniowe światy - składające się z wartości i brawurowych wypraw. Za błyszczącymi okładkami, oprócz barwnych obrazów wysokiej klasy, czekają wręcz niesamowite narracje. „Biała róża” przedstawia losy pewnego kwiatu, który wyszedł z cienia. „Światło” to gawęda przypominająca, że świat jest pełen cudów. „Biała zebra” przybliża rzeczywistość zwierzęcia, które przestało się smucić. „Myszka” udowadnia, iż nawet największym skarbem warto się podzielić. „Kłopoty z igłami” bawią zamieszaniem z rodzaju tego w zakładzie krawieckim, zaś „Marcepanek” snuje bajkę o spełniających się marzeniach. „Sikorka” pokazuje drogę wiodącą ku staniu się zimową artystką, natomiast „Polne schronisko” okazuje się fabułą o niezwykłym drzewie, jakiego misją jest pomaganie. „W kręgu przyjaciół” absolutnie oczarowuje - wiodąc przez świat nieznanej kryjówki kolorowych snów. „Żółta kredka” to z kolei proza o wręcz niewiarygodnych przygodach tytułowej postaci, co to postanowiła się zgubić. „Ucieczka z zoo” traktuje o cokolwiek niesamowicie niełatwym powrocie do domu a „Konik polny” przypomina o obecności sztuki w przyrodzie i o przyrodzie w sztuce. „Siewca literat” uśmiecha opowieścią o szalonym eksperymencie rzekomo zwyczajnego stracha na wróble...

19:51:00 No comments

Jesteś jedną z tych szczęśliwych osób, jakie całym sercem kochają swoje zajęcie. Zajmujesz się robieniem zdjęć unikalnym ptakom a Twoim obecnym celem jest stanowiąca prawdziwy rarytas biała czapla. Codziennie wypływasz żaglówką na Jezioro Mucharskie i zacięcie tropisz miejsce, w którym uwiła swoje gniazdo. Niestety na razie bez skutku. Masz za to wiele wspaniałych fotek, na których uchwyciłaś majestat i zapierającą dech w piersiach urodę dzikiej przyrody rozciągającej się u stóp Babiej Góry w Beskidach Zachodnich - nieskażonej dotykiem pozornie wszędobylskiej, człowieczej cywilizacji. Zdobyty materiał masz zamiar opublikować w dedykowanym mu albumie zamówionym przez National Geographic, ale potrzebujesz jeszcze przysłowiowej wisienki na torcie: uwiecznienia terenu lęgowego śnieżnej piękności. Dzisiaj znowu wracasz na tarczy, ale jesteś upartą osobą, więc wierzysz, że w końcu dopadniesz obiekt swojego pożądania. Zmęczona, przekraczasz próg idealnego lokum, zaprojektowanego przez męża, który jest wziętym architektem. Jego dziełem są także urokliwe domki nad brzegiem zbiornika wodnego. Na razie nikt w nich nie mieszka, ale niedługo to się zmieni, bo niewątpliwie przyjdzie na nie boom w miarę rozwoju turystycznej infrastruktury, jaka obecnie rozbudowuje się jak szalona. Czasami jednak widzisz na tarasie jednego z nich kobietę i sama nie wiesz czy to realna osoba, czy może efekt przywidzenia. Za każdym razem machasz jej z sympatią, lecz jeszcze nigdy nie doczekałaś się z jej strony podobnej reakcji. Próbowałaś wypytywać o nią miejscowych, jednak Ci uparcie twierdzą, że to wytwór Twojej wyobraźni, bo z całą pewnością budynki nie posiadają żadnego lokatora. Masz zamiar kiedyś ją odwiedzić i porozmawiać - może nawet się zaprzyjaźnicie, o ile naprawdę istnieje. Na razie przytulasz się do swojej drugiej połówki, która wita Cię idealnym, uwodzicielskim uśmiechem.

19:54:00 No comments

Wykreowany przez Eli M. mroczny romans pod tytułem „Pokój w windzie” miałeś już okazję poznać u mnie za sprawą różnych wariacji semantyczno-graficznych, zatem najwyższa pora na najistotniejsze - czyli recenzję książki. Opowieści, w której narrację przejmuje naprzemiennie czwórka bohaterów, jakich życiowe losy są ze sobą nieodwracalnie powiązane. Historii, w której akcja pędzi we wręcz szaleńczym tempie, nie pozostawiwszy czytelnikowi ani chwili na oddech. I co najciekawsze, stanowiącej złożone połącznie gatunkowe. Nie brakuje w niej bowiem wątków przystających do trwożących thrillerów, niewielkiej wstawki kryminalnej, warstwy rodem z powieści obyczajowych oraz motywu, który w mojej ocenie powiązany jest z kategorią „dark romance”- czyli… tytułowej komnaty w blaszanym, klaustrofobicznym pomieszczeniu, zalewanym tylko z rzadka drżąco niepokojącym światłem. Nie zdradzę Ci, co dokładnie się w nim mieści ani jakie zdarzenia się w nim rozgrywają, bo uważam, iż to właśnie stanowi największe zaskoczenie w owej propozycji literackiej. Debiutu, który posiada małe wady, jakie omówię w ocennej części recenzji, lecz mimo wszystko w mojej opinii stanowi ożywczą rozrywkę na jesienny wieczór. Spodziewałam się po nim dużej cienistości. Zamiast tego otrzymałam coś lepszego - cokolwiek zwichrowaną fabułę o różnych rodzajach miłości. Nieodwzajemnionej i skrywanej pod maską obojętności. Na wskroś toksycznej, która nie potrafi odpuścić, pomimo tego, że powoduje tylko chaos, zniszczenie i spustoszenie. Szalonej i nieutulonej, jaka wiedzie do poważnego związku, lecz wciąż nie potrafi rozgonić demonów zła, zbyt zadomowionych we krwi i najgłębiej pod skórą. Naznaczonej licznymi tragediami, nieodwracalnie zmieniającymi coś w jaźni na diabelsko gorsze. Samo zakończenie pozostawiło mnie zaś… ze złością, jako że nie sądziłam, że w takim momencie Autorka podaruje mi zawieszenie w oczekiwaniu i informację: ciąg dalszy nastąpi. Pozostaje go wypatrywać, by przekonać się, jak rozwiną się losy tej makiawelicznej czwórki…



01:10:00 No comments

„Mechaniczne serca”, których autorką jest Magdalena Kowalczyk bez wątpienia zostaną wyróżnione w moim tegorocznym podsumowaniu literackim jako największe książkowe zaskoczenie - nijak bowiem nie spodziewałam się, iż ta historia okaże się w tak wielkim stopniu wyśmienita i finezyjnie złożona. Ta swoista antyutopia urzeknie każdego miłośnika steampunkowych klimatów, fana młodzieżowych romansów składających się ze zmyślnych wartości oraz kochanka najlepszych opowieści. O poszukiwaniu własnej wartości i siebie w świecie, w jakim nie ma miejsca na nawet najmniejszy błąd. Społeczeństwie, które rzekomo pracuje na dobro ogółu, choć tak naprawdę traci wyjątkowe jednostki, każdą z odmiennych traktując jako wyrzutka. Życiu z wiecznym strachem i pokonywaniu ograniczeń, jakie to najczęściej tkwią tylko w umyśle. Miłości dwóch zagubionych dusz, która rodzi się w niesprzyjających okolicznościach. Niesamowitej pasji i odwadze w walce o zrealizowanie marzeń, choć wydawały się niedościgłe. Szkole, która nie wynagradza za wyjątkowość, zdecydowawszy się przykrawać wszystkich do jednej miary. Dorosłych, jacy nie stają na wysokości zadania, bojąc się konsekwencji za jakiekolwiek odstępstwo od normy - przez co nie wypełniają misji, którą powinni nieść jako rodzice czy nauczyciele. Wreszcie jednak Pisarka ową fantastyczną historią i opowieścią, jaka równie dobrze mogłaby rozgrywać się wszędzie i w każdych czasach, udowadnia, iż zabawa słowem wciąż okazuje się gratką dla powieściopisarzy. W jej treściach semantycznie uśmiechają się bowiem skrzydloty i inne szalenie nazwane maszyny, zaś bohaterowie przerzucają się przystającymi do zdarzeń powiedzeniami z rodzaju: a niech mnie rdza zeżre czy: na tłok nienaoliwiony! Trzeba mnóstwa talentu, by wykreować tak niesamowitą narrację. Przy tym jednak wciąż najeżoną emocjami, które uderzają silnie, gdy czytelnik poznaje dwie naczelne postaci, żyjące smutnie i samotnie na skraju odrzucającej je społeczności, lecz jeszcze mocniej, kiedy po lekturze książki przeczyta się posłowie, zdradzające, skąd pomysł na fabułę… Chylę… skrzydła!

01:09:00 No comments

Nie pamiętasz już, kiedy nie bolało Cię całe ciało, pełne krwawych pręg i sinych wybroczyn, zaś serca nie rozdzierał strach, że znowu spadnie na nie lawina ciosów - przy wtórze karczemnych wyzwisk, ścinających krew w żyłach. Krótkie chwile wytchnienia znajdujesz jedynie w nocy, gdy śpi już, zamknięty w swojej niedostępnej wieży bądź wtedy, kiedy nie ma go we dworze, bo wyruszył w podróż po kolejne makabryczne artefakty. Trudni się alchemią i bez ustanku przeprowadza nowe eksperymenty, więc potrzebuje ich naprawdę wiele. Poznałaś nieludzkie usposobienie swojego męża Ulryka von Wensee doskonale, gdyż jesteś z nim od osiemnastu lat, lat, które są ciągłym, nieustannym koszmarem. Trafiłaś w jego łapska jako nastolatka, prosto z dworu księżnej spod znaku Gryfa, zalękniona i niemająca pojęcia, co ją czeka. Należałaś do fraucymeru, ściśle odizolowanego od zwykłych poddanych, zatem nie zdawałaś sobie sprawy, jak straszne może być życie. Ulryk wystąpił o Twoją rękę i stanowił doskonałą partię jako przedstawiciel rodu starej, choć zubożałej już szlachty, omszałej wiekami chwały oraz wielce zasłużonej w służbie udzielnego Księstwa Pomorskiego ze stolicą w Szczecinie. Szybko się przekonałaś, że wysokie urodzenie nie chroni przed zwyrodnieniem charakteru a  bicie i lżenie mogą stanowić nieodłączną część każdego dnia. Dowiedziałaś się także, że można z nimi dzielić los bez mrugnięcia okiem, gdyż okazywanie strachu tylko jeszcze bardziej rozjusza oprawcę, lubującego się w oglądaniu skrajnego poniżenia ofiary. Masz wrażenie, że z biegiem czasu popada w coraz większe szaleństwo, jakie odciska się wzrastającym poziomem przemocy. Wobec Ciebie. Teraz zaznajesz nieco wytchnienia od ciągłej gehenny, ponieważ parę dób temu wyjechał bez słowa pożegnania i nikt nie wie, gdzie skierował swoje kroki.

22:54:00 No comments

Nie musisz tu być, jednak zwyciężyło w Tobie poczucie odpowiedzialności. Jako komisarz kierująca całym zespołem śledczych nie masz obowiązku brać dyżurów domowych, w czasie których trzeba być cały czas pod telefonem i stawiać się na każde wezwanie. Choć jesteś obciążona prowadzeniem licznych spraw, nie uchylasz się także od nieprzymusowych zawodowych powinności. W skrytości duch liczyłaś na to, że noc minie spokojnie i w końcu będziesz mogła się choć trochę wyspać, ale stało się inaczej. Teraz, mroźnej styczniowej nocy, stoisz nad ciałem człowieka, wydana na pastwę lodowatego wiatru, niosącego ze sobą płatki śniegu pomieszane z marznącym natychmiast deszczem. Trup leży przy ścianie na plecach z rękami rozrzuconymi, jakby denat próbował w ostatniej chwili zapobiec nieuchronnemu i zastopować swój lot w stronę pawimentu. Jednak upadek z wysokości dwunastego piętra mógł skończyć się tylko w jeden sposób: natychmiastową śmiercią. Gdy spoglądasz w górę na szczyt biurowca położonego na terenie Silesia Business Park w Katowicach, mimowolnie wyobrażasz sobie, co mógł czuć człowiek mający świadomość, że za chwilę jego ciało roztrzaska się o podłoże, na co Twój organizm reaguje przebiegającym po plecach dreszczem. Dokonujesz wstępnych oględzin zwłok, choć widok nie należy do przyjemnych. Na pierwszy rzut oka mężczyzna ma około czterdzieści lat - niestety nie znajdujesz przy nim niczego, co mogłoby pomóc w identyfikacji. W kieszeniach płaszcza nie ma ani portfela, ani telefonu, co nieco utrudni Ci śledztwo, gdyż będzie trzeba czekać, aż ktoś zgłosi zaginięcie. Jednak z doświadczenia wiesz, że nie będzie to trwało zbyt długo, bo bliscy z pewnością zaniepokoją się brakiem kontaktu i zaczną poszukiwania. W każdym razie taka okoliczność budzi podejrzenia, że nie było to samobójstwo, a ktoś „pomógł” denatowi gwałtownie zejść z tego świata.



19:15:00 No comments
Strasze posty

O autorce

O autorce
Żona, kociara, maniaczka thrillerów, wielki ogarniacz życia. Recenzuję literaturę - bo życie jest sztuką. Opowiadam historie o historiach. Mail: kierownikoperacyjny.sp@gmail.com 💥

Kategorie

  • książki

Jestem tutaj

Statystyka odwiedzin

Stali czytelnicy

Archiwum

  • ▼  2026 (157)
    • ▼  lis (4)
      • Estera Tracz - Spalona droga. Melodia przeszłości ...
      • Monika Wawrzyńska - Ożeż! Narodzenie - recenzja
      • Philip K. Dick - KANT Sp. z o.o. - recenzja
      • Maciej Stupera - książki dla dzieci - recenzja
    • ►  paź (13)
    • ►  wrz (7)
    • ►  sie (19)
    • ►  lip (19)
    • ►  cze (24)
    • ►  maj (20)
    • ►  kwi (10)
    • ►  mar (18)
    • ►  lut (13)
    • ►  sty (10)
  • ►  2025 (296)
    • ►  gru (20)
    • ►  lis (19)
    • ►  paź (30)
    • ►  wrz (25)
    • ►  sie (16)
    • ►  lip (22)
    • ►  cze (19)
    • ►  maj (38)
    • ►  kwi (24)
    • ►  mar (36)
    • ►  lut (24)
    • ►  sty (23)
  • ►  2024 (292)
    • ►  gru (18)
    • ►  lis (30)
    • ►  paź (30)
    • ►  wrz (27)
    • ►  sie (28)
    • ►  lip (25)
    • ►  cze (20)
    • ►  maj (21)
    • ►  kwi (22)
    • ►  mar (24)
    • ►  lut (29)
    • ►  sty (18)
  • ►  2023 (143)
    • ►  gru (17)
    • ►  lis (20)
    • ►  paź (15)
    • ►  wrz (14)
    • ►  sie (14)
    • ►  lip (15)
    • ►  cze (8)
    • ►  maj (10)
    • ►  kwi (9)
    • ►  mar (9)
    • ►  lut (7)
    • ►  sty (5)
  • ►  2022 (31)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (2)
    • ►  wrz (2)
    • ►  sie (5)
    • ►  lip (2)
    • ►  cze (2)
    • ►  maj (2)
    • ►  kwi (3)
    • ►  mar (3)
    • ►  lut (4)
    • ►  sty (3)
  • ►  2021 (60)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (5)
    • ►  sie (5)
    • ►  lip (13)
    • ►  cze (9)
    • ►  maj (6)
    • ►  kwi (9)
    • ►  mar (4)
    • ►  lut (1)
  • ►  2020 (55)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (6)
    • ►  paź (5)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (3)
    • ►  lip (5)
    • ►  cze (6)
    • ►  maj (6)
    • ►  kwi (8)
    • ►  mar (6)
    • ►  lut (2)
    • ►  sty (4)
  • ►  2019 (40)
    • ►  gru (4)
    • ►  lis (4)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (4)
    • ►  lip (5)
    • ►  cze (1)
    • ►  maj (5)
    • ►  kwi (2)
    • ►  lut (7)
    • ►  sty (1)
  • ►  2018 (96)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (5)
    • ►  sie (8)
    • ►  cze (8)
    • ►  maj (12)
    • ►  kwi (11)
    • ►  mar (13)
    • ►  lut (14)
    • ►  sty (17)
  • ►  2017 (197)
    • ►  gru (6)
    • ►  lis (11)
    • ►  paź (9)
    • ►  wrz (16)
    • ►  sie (24)
    • ►  lip (20)
    • ►  cze (17)
    • ►  maj (19)
    • ►  kwi (16)
    • ►  mar (18)
    • ►  lut (8)
    • ►  sty (33)
  • ►  2016 (81)
    • ►  gru (15)
    • ►  lis (23)
    • ►  paź (17)
    • ►  wrz (11)
    • ►  sie (11)
    • ►  cze (2)
    • ►  lut (2)
  • ►  2015 (8)
    • ►  lis (1)
    • ►  cze (1)
    • ►  maj (1)
    • ►  mar (1)
    • ►  lut (2)
    • ►  sty (2)
  • ►  2014 (18)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (1)
    • ►  paź (1)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (1)
    • ►  kwi (4)
    • ►  mar (4)
    • ►  lut (1)
    • ►  sty (2)
  • ►  2013 (18)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (4)
    • ►  wrz (1)
    • ►  sie (2)
    • ►  lip (1)
    • ►  cze (3)
    • ►  lut (3)
    • ►  sty (2)
  • ►  2012 (14)
    • ►  gru (1)
    • ►  paź (5)
    • ►  cze (2)
    • ►  kwi (1)
    • ►  mar (3)
    • ►  lut (2)
  • ►  2011 (12)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (2)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (1)
    • ►  lip (1)
    • ►  mar (1)

Created with by ThemeXpose | Distributed By Gooyaabi Templates