• Strona główna
  • O mnie
  • Współpraca

Opowiadam historie o historiach. Recenzuję literaturę - bo życie jest sztuką.

Brandon Mull oczarował zwichrowaną twórczością lwią część świata - rozkochawszy w finezyjnie-fantazyjnych fabułach dzieci, nastolatków oraz dorosłych. Mimo popularności jego książek i faktu, iż część z nich posiadam w czeluściach piekielnej kolekcji, jego najnowsza propozycja literacka pod tytułem „Opiekunowie. Zakazana góra” jest pierwszą powieścią, którą miałam okazję poznać. Nastawiona dość sceptycznie, jak to w moim wypadku bywa względem większości tego, co cenione przez ogół, już po lekturze kilku rozdziałów rozpoczynającej nowy cykl narracji Pisarza zrozumiałam fenomen jego tekstów i dałam się porwać w wyimaginowany świat - zmyślony, choć wcale nie tak daleki od tego, który można by sobie wyobrazić i tego doskonale znanego, rzeczywistego. Jako żyjący wśród kamieni i najczęściej pod nimi Tyrannosaurus rex muszę także przyznać, iż pomimo tego, że (nie uwzględniając tych tytułowych, sprawujących pieczę i wzmacniających talenty) większość bohaterów liczy sobie zaledwie 13-14 wiosen, sama doskonale bawiłam się w trakcie czytania. Czy to za sprawą porywającej, pełnej sekretów, klątw i tajemnic przeznaczenia historii, czy może raczej nader barwnej i inteligentnej warstwy językowej - pewnym pozostaje, iż ta opowieść raczej nie może się nie podobać. Pozwolę sobie również nadmienić, iż samo skrzydełkowe przedstawienie Autora, zestawione z tymi w znacznym stopniu nadętymi i przeintelektualizowanymi, uśmiecha. Czytelnik może się z niego dowiedzieć, że Mull na co dzień ma towarzystwo w postaci żony, trzech psotnych kotów i jedenaściorga dzieci oraz relaksuje się, strzelając folią bąbelkową czy męcząc antystresowe piłki oraz gniotki. Cenię tego rodzaju poczucie humoru a poza tym jestem skłonna zaryzykować twierdzenie, iż może powieści Twórcy są tak dobre i cenione wśród młodzieży całego świata właśnie z tego powodu, że ich pierwszymi odbiorcami są jego dzieci i członkowie rodziny. W tejże najbardziej zakochałam się w samym motywie związania na całe życie z duchowym opiekunem. Sama onegdaj doświadczyłam podobnego zaszczytu, mimo iż teoretycznie jestem prawdziwa. 😉

03:09:00 No comments

Choć to, co ocalało z ludzkości weszło w XXVI wiek, pewne rzeczy pozostały niezmienne od zarania powstania Chrześcijaństwa. Niewątpliwie należy do nich reguła zakonna, zgodnie z którą spędzasz czterdzieści postnych dni na spalonej słońcem pustyni. To niezbędny warunek, aby dostąpić zaszczytu stania się pełnoprawnym członkiem Albertyńskiego Zakonu pod wezwaniem błogosławionego Leibowitza. Będziesz wówczas oficjalnie nazywany bratem Franciszkiem - oczywiście, jeśli podołasz próbie a opat nie zgłosi sprzeciwu. Czas spędzasz na modlitwach, walce z ułomnym ciałem oraz pragnieniami, jakie podsuwa Ci do umysłu diabeł. Wokół nie ma żywego ducha, jedynie wilki i kojoty odwiedzają miejsce Twojego odosobnienia a nad głową krążą uparte sępy, najwyraźniej pełne nadziei na rychłe pożywienie się Twoim truchłem. Nie zdają sobie sprawy, jak bardzo pragniesz zostać przy życiu, aby móc jego resztę spędzić w surowych, klasztornych murach, ślęcząc nad ręcznym kopiowaniem starodruków pochodzących z zamierzchłego XX wieku - na obecnym etapie rozwoju ludzkości to jedyna metoda, aby zachować ich treść dla potomności. Często dotyczą tajemniczych maszyn i urządzeń, których znaczenia i zastosowania nikt obecnie się nawet nie domyśla, ale może kiedyś, gdy cywilizacja nieco się rozwinie, znajdzie się ktoś, kto będzie w stanie to wyjaśnić. Po potopie ognia, jaki nastąpił w połowie XX wieku, człowiecze uniwersum cofnęło się do epoki kamienia łupanego, by teraz dumnie wkroczyć we wczesne średniowiecze. O jego przyczynie i przebiegu czerpiesz wiedzę ze świętych ksiąg. Potrafisz wyrecytować z nich całe wersy, zgodnie z którymi genialni naukowcy stworzyli najdoskonalsze z narzędzi zagłady - broń, która mieściła w sobie cały ogień piekielny.

00:01:00 No comments

Mój ulubiony włoski autor może drżeć z niepokoju, bowiem na italskiej scenie prozatorskiej pojawiła się nowa gwiazda! Niewątpliwy kunszt literacki do tkania fabuł spod mrocznej gwiazdy, którym iście mistrzowsko dysponuje Piergiorgio Pulixi przypomina mi niewtórną jakością twórczość jednego z moich thrillerowych maestro, czyli Donato Carrisi. „Ty jesteś prawem” ma dużą szansę trafić do grona rankingu najlepszych przeczytanych przeze mnie w tym roku książek. Choć właściwie winnam napisać: pochłoniętych, jako że zaserwowaną przez Włocha ucztę ciemności skonsumowałam w jeden wieczór, mimo tego, iż składa się z 504 stron. W istocie da się także przypuszczać, iż to ona porwała mnie, zupełnie jak słynna tafla cieni, co to wpatruje się w Ciebie, jeśli sam zbyt długo w nią spoglądasz… Przyznaję, iż od długiego czasu nie uczestniczyłam w aż tak pysznej kolacji fabularnej, której każdy element semantycznego dania jest przemyślany w najmniejszym detalu. Na przystawkę, czyli prolog, Pulixi proponuje czytelnikowi zapoznanie się z krótką opowieścią dwudziestodwuletniej dziewczyny, która stoi przed obliczem sądu i słyszy, iż sprawa mężczyzny, jaki wykorzystywał ją w wiadomy sposób, gdy była w wieku od lat 4 do 7 właśnie przedawniła się po upływie półtorej dekady z powodu nieudolności systemu prawnego, z uwagą na błędy formalne prokuratury, przez jakie jej oprawca nie odsiedział praktycznie chwili za kratkami. Poznawszy wyrok, zwyrodnialec obrzydliwie się do niej uśmiecha i uchodzi wolno. Na stół wkracza jednak pierwsze danie - mściciel, który tylko czekał na to, by wymierzyć sprawiedliwość. Więcej: od wielu lat planował, jak uczynić to na wizji, w połączeniu z setkami tysięcy użytkowników Internetu, powierzając im los zboczeńca. Mam nadzieję, że rozbudziłam Twój apetyt, jako że druga potrawa okaże się jeszcze smaczniejsza - a to tylko początek uczty. Wyobraź sobie: masz okazję odpłacić pięknym za nadobne, uczynić słuszną karę za krzywdy i pozostać w ukryciu… Mniam. PS Serialowy Dexter kocha to!

02:57:00 No comments

Dzień, który zmienił Twoje życie, nadszedł całkowicie niespodziewanie i nic nie zapowiadało, że tak właśnie będzie. Gdy go sobie przypominasz, widzisz wszystko z pełną bólu ostrością, zaś każdy szczegół obracasz w pamięci, jakby to było wczoraj. A przecież minęło już tyle czasu... Rozpoczął się jak każdy inny - leniwie i niewinnie. Oglądałeś w telewizji wywiad z panem Makoto, pomysłodawcą i inicjatorem planu Danketsu, polegającym na powołaniu rządu światowego jednoczącego wszystkie państwa na Ziemi w jeden sprawny organizm - unię pod nazwą GAIA, od miana greckiej bogini. Po wielu latach idea udała się znakomicie - z błękitnej planety nieodwołalnie zniknęły wojny, głód i wiele innych nieszczęść, będących plagą ludzkości. W końcu ród człowieczy mógł żyć w spokoju i dobrobycie. Nawet dumny Nippon, którego jesteś mieszkańcem, poddał się nieuchronnemu i zrzekł niezależności. Z podziwem przyglądałeś się starszemu już człowiekowi, który z dumą mówił o swoich osiągnięciach, zachowując jednak ujmującą skromność. Dzięki niemu mogłeś przecież bez obaw o przyszłość mieszkać na przedmieściach Sakai w urokliwym domku, w którym brakowało tylko jednego - ojca. Pamiętasz go jak przez mgłę, gdyż zniknął, gdy miałeś trzy lata. Wychowała Cię rodzicielka, z jaką jesteś mocno związany. Pochodzi z Polski, zaś rodzice poznali się, kiedy przebywała na studiach w Norwegii. Ponieważ w tym czasie wybuchła wojna Polski i jej sąsiadów z Rosją, zdecydowała się na wyjazd z nowo poznanym chłopakiem do jego ojczyzny - Japonii i osiedliła się w tym kraju na stałe. Wkrótce potem przyszedłeś na świat, po którym kroczysz już od siedemnastu lat. Z zadumy wyrwa Cię gwałtowne pukanie do drzwi, jakie przeradza się w nieustanny łomot przy wtórze wrzaskliwych żądań otwarcia. Zdumiony i przestraszony, podrywasz się na nogi i kierujesz do korytarza, w którym zastajesz spanikowaną mamę. Nigdy nie widziałeś jej w takim stanie, więc zastygasz w bezruchu. Wtedy odrzwia uginają się pod wpływem olbrzymiej siły, ale zanim ustępują, kobieta ze łzami w oczach odwraca się do Ciebie i krzyczy, żebyś natychmiast uciekał. Dodaje przy tym, że jest z Ciebie dumna i prosi, abyś był dobrym człowiekiem - jak Twój ojciec.

19:32:00 No comments

Podróż do głębi siebie wymaga odwagi w podejmowaniu własnych decyzji, dużego nakładu pracy nad swoją osobą oraz ogromnej dozy stanowczości - jako że najczęściej okazuje się tą najtrudniejszą wyprawą. Pokusił się o nią Serhii Ratkin, czego dowodem i zapisem jest recenzowana książka. Złożona z emocji, w mojej ocenie stanowi przede wszystkim rozprawienie się z osobistymi demonami, prywatną formę terapii, przekształconą w opowieść, złożoną z trzydziestu dłuższych i krótszych rozdziałów, w jakich Autor daje wskazówki samemu sobie. Czytając je można jednak pokusić się o autorefleksje i zastanowić nad tym, na ile cenne okazałyby się prywatnie. Myślę, iż ten przewodnik po własnym „ja” może się również stać kopalnią estetycznych, motywacyjnych cytatów, wartych dalszych rozważań - te, które najsilniej ze mną rezonują przytoczę w dalszej części mojej historii o historii Pisarza. Opatrzona mroczną okładką, przywodzi mi na myśl ten smutny, ale jakże cenny odcień zdecydowania, kiedy to człowiek, dojrzawszy lub dostrzegłszy taką konieczność, dochodzi do wniosku, iż najwyższa pora na to, by odciąć się od wszystkiego, co toksyczne i każdego, kto nie przynosi mu żadnych wartości. Jak zresztą Twórca pisze już na samym początku propozycji literackiej: „<Chroniłem> siebie przed skutkami rezygnacji w tym, czego nie chcę, wchodząc w to, co mnie zabijało.”, dając odbiorcy do myślenia. Jak długo bowiem można tolerować to, co nijak nie jest korzystne? Ile znosić potwarzy od tych, dla jakich się starasz, choć Ci nigdy, przenigdy nie wybiorą Ciebie? Dlaczego by oddawać choć jedną z cennych chwil osobom, które na to nie zasługują; poświęcać myślom, co to tylko przyspieszają wewnętrzną degrengoladę? I wreszcie: kiedy powinien nadejść kres dzielenia się sobą kawałek po kawałku, zanim zniknie się całkowicie, jako że nie pozostanie już nic? Karma nie zawsze wraca, czynione dobro niekoniecznie zostanie pomnożone… Jeżeli czujesz, że gdzieś po drodze zacząłeś osuwać się w cienistość i znikać, ta książka Cię zainteresuje.

18:28:00 No comments

Drugi tom sagi „Rodzina Tylczyńskich”, którego Autorką jest Monika Klara Krajniak, nie uległ sławetnej klątwie drugiego tomu. Zamiast tego, okazał się równie dobry, co pierwszy, ponownie przenosząc mnie do świata bohaterów, których nie można nie polubić - i jakich poczynaniom kibicuje się na każdym kroku. Drzewiej wydawałoby się to oczywiste, dziś jest czymś, co należy pochwalić - Pisarka wtóry raz udowodniła, iż ma niesamowity talent do tkania wartościowych fabuł, w których najsilniej urzekają wszelkie wątki związane z relacjami oraz uczuciami. Chroniący honoru sióstr bracia, darzące się wyrozumiałością i szacunkiem rodzeństwo, mający na względzie dobro dzieci rodzice czy wreszcie młodzi mężczyźni, którzy zakochują się i przeżywają dziewicze miłości w sposób, jaki przywodzi na myśl urok minionych lat... Bez zbyt często obecnej w literaturze ohydy, różnorakiej maści zboczeństw i krzywd, które czasem nawet nikogo już nie dziwią - „Skąd ta nienawiść między Wami” zwyczajnie uśmiecha odbiorcę. Niedoścignioną klasą, pełnym zawirowań ukazaniem tego, co istotne - tak podczas budowania dorosłego życia, jak i tworzenia cennych znajomości - wszak tylko takie nie ugną się w chwili próby i przetrwają zwichrowane doświadczenia, które są udziałem niemalże każdego człowieka. W mojej ocenie lekką i nieprzesłodzoną warstwą językową Krajniak przedstawia odbiorcy rzeczywistość dokładnie w takim kształcie, w jakim chciałoby się ją widzieć. Pozbawioną zawiści, wyzutą z niezrozumienia dla porywów serca i umysłu, ogołoconą z zazdrości. Miast tego, nacechowaną wiernością - tak przekonaniom, jak i bliskim osobom - ciepłem oraz… dobrocią. Onegdaj oczywiste, teraz nierzadko okazuje się mrzonką. W świecie, w którym patrzy się tylko ocennie na drugiego człowieka, nijak nie starając się pojąć jego czy motywacji, jakimi się kreuje, moim zdaniem właśnie tego rodzaju proza jest elementem, który, potrzebny, potrafi coś zmienić. Dać do myślenia - albo choć roziskrzyć w czyimś życiu dawno wygasłą iskrę. Może rozmarzyć, jako że takich profamilijnych narracji można ze świecą szukać…

01:40:00 No comments

Praca w policji stanowiła Twoją pasję, jakiej oddawałaś się w pełni - i to przez całe dwadzieścia lat. Nie wyobrażałaś sobie, że mogłabyś z niej kiedykolwiek zrezygnować, a jednak życie Cię do tego zmusiło. Jak to często bywa, snute przez Ciebie i męża plany życiowe całkowicie pokrzyżował los i uczynił to niezwykle brutalnie. Dwanaście wiosen po zawarciu małżeństwa zaczęliście starać się o dziecko. Wyjechaliście do hotelu w Bieszczadach, a więc tam, gdzie się poznaliście, zaś w drodze powrotnej doszło do wypadku, w którym Tomek zginął na miejscu. Ponieważ siedziałaś za kierownicą, zaczęłaś obwiniać się o śmierć najbliższej osoby. Uciekłaś w alkohol i zaniedbywałaś nie tylko siebie, ale także pracę, aż w końcu ją porzuciłaś. Na chwilę przed całkowitym upadkiem pomocną rękę podała Ci rodzina. Chociaż stawiałaś opór, w końcu zdołała Cię zmusić, abyś powróciła do miejscowości dzieciństwa - Nałęczowa i zajęła się prowadzeniem pensjonatu o dźwięcznej nazwie „Jaśminowy Dwór”. Początkowo zakładałaś, że poświęcisz się temu zajęciu przez miesiąc, może dwa, ale mama, tata oraz młodszy brat nie chcieli o tym słyszeć. Do dzisiaj tkwisz więc w tym nieco sennym, ale i pięknym miasteczku, trwale zamieniając policyjny mundur na cywilne ciuchy a pasjonujące czynności śledcze na prozaiczne doglądanie familijnego interesu. Pewnym pocieszeniem jest świadomość, że potrzebujesz spokoju, gdyż nosisz w sobie cząstkę Tomka. Okazało się bowiem, że jesteś w ciąży. Nie znasz płci potomka, ale skrycie marzysz o synu. Z jednej strony bardzo się cieszysz, z drugiej niezwykle brakuje Ci drugiej połówki, na jaką zawsze mogłaś liczyć. Wiesz jednak, że musisz być silna i dbać o siebie, zatem odpoczywasz więcej niż to masz w zwyczaju. W Nałęczowie nie jest to trudne, gdyż atrakcji jest tu jak na lekarstwo. W zasadzie poruszasz się tylko między hotelikiem, domem rodziców i mieszkaniem Małgosi - przyjaciółki z dawnych lat.

19:47:00 No comments

Oto nadeszła wiekopomna chwila - bowiem wielbione przeze mnie Wydawnictwo Ale, do którego książek nigdy nie miałam ani jednego ale (!) uraczyło mnie opowieścią, która bez wątpienia rozkocha w sobie miłośników nowoczesności poglądowej oraz wolno roziskrzających się romansów, czyli tych utrzymanych w nurcie określanym mianem „slow burn” w wersji definitywnie nieszybkiej, a jaka to jednak moją osobę nie do końca przekonała. Wszystko za sprawą głównego bohatera, który względem mych prywatnych odczuć musiałby się dla odmiany zakwalifikować w kategorii literackich nie-mężów. O ile bowiem uważam, że zadziwiająca społecznie akcja panów pod tytułem me too i mężczyźni też płaczą (a i powinni - podczas narodzin pierworodnego, śmierci matki, tudzież współodczuwanych krzywd małżonki) jest czytelniczo ciekawa (choć u konserwatystów mego pokroju powoduje pogłębienie zmarszczek na czole od unoszenia brwi i przewracania oczyma w północne strony świata), o tyle Graham Kelly jest w swoim odwrotnym MOIM ZDANIEM (do jakiego mam pełne prawo) byciu męskim skrajnie przerysowany. Przez to druga część dylogii „Fire & Ice” pod tytułem „Broken ice”, którą napisała Karolina Żynda u kobiet tradycyjnych (cześć, tu Tyrannosaurus rex! 😉), hołdujących klasycznym wartościom i takimż rolom społecznym oraz pewnym przymiotom (rzekomo) brzydszej części ludzkości może wielokrotnie okazać się irytująca. Jako kochanka prozy traumatycznej i traumatyzującej, z przechyłem w niewiadomą stronę, znam doskonale pojęcie rzeczonej podstawy słowotwórczej, czyli traumy, jaka to dotknąć może każdego, niezależnie od płci - i wszyscy będą przeżywali ją różnie. Mam natomiast uzasadnione obawy co do tego, jaką obroną, wsparciem i pomocą byłby dla mnie mój mężczyzna (chwała, pokarało mnie personalnie wymarzonym księciem z b… naszego ukochanego koszmaru, którego sama sobie zazdroszczę) w chwili próby (chociażby napadu czy konfliktu militarnego), gdyby z tragediami NIE radził sobie jak Graham. Czytaj…

02:07:00 No comments

Ciemność potrafi pochłonąć nawet najpiękniejszy blask w taki sposób, że nie pozostanie po nim żaden, nawet najmniejszy ślad. Tak właśnie zrobiła z Twoją starszą, siedemnastoletnią siostrą Ellą, która wyszła z domu rok temu prosto w mrok i wszelki ślad po niej zaginął. Po upływie takiego czasu jej postać powoli zaczęła pokrywać się patyną niepamięci w umysłach mieszkańców sennego, szwedzkiego miasteczka Storforsy - z wyjątkiem najbliższej rodziny i funkcjonariuszy miejscowej policji, którzy ponieśli całkowitą porażkę, próbując dotrzeć do prawdy o jej losie. Była oparciem całego domu - Ciebie, mamy oraz trzech psów. Ty swojego ojca w ogóle nie poznałaś, ten Elli zupełnie się nią nie interesuje. Od kiedy pamiętasz wyręczała rodzicielkę w zajmowaniu się obejściem, gdyż ta nie stroniła od alkoholu i całkowicie zaniedbywała swoje obowiązki. Siostra gotowała, prała, sprzątała i użerała się z pracownikami opieki społecznej oraz komornikami, którzy często gościli w Waszych progach. Piękna i radosna, przyciągała wzrok mężczyzn i chłopców w swoim wieku, nawet bardziej tych pierwszych, co zawsze wyprowadzało Cię z równowagi. Byli jak psy, śliniące się na widok kości, bezwstydni w okazywaniu swoich zboczonych pragnień. Nienawidzisz brudu ich zachłannych oczu, którymi pożerali przecież jeszcze na poły dziecko. Najgorsze, że potencjalnymi pedofilami okazywali się ludzie, jacy posiadali rodziny, żony, dzieci i uchodzili za przykładnych obywateli. Dlatego poprzysięgłaś sobie, że nigdy nie zwiążesz się z nikim płci przeciwnej a myśl o jakimkolwiek zbliżeniu przyprawia Cię o mdłości. Zastanawiasz się, czy to któryś z tych potworów nie odpowiada za zniknięcie Elli. Pewnego dnia wyszła z domu, nie mówiąc nikomu dokąd zmierza. Policja ustaliła, że najpierw pojechała do odległego o piętnaście kilometrów Bollnäs, aby spotkać z byłym chłopakiem Liamem. Już samo to jest dziwne - przecież zerwała z nim rok wcześniej i przez wiele miesięcy nie odpowiadała na jego błagalne telefony.

23:44:00 No comments
Strasze posty

O autorce

O autorce
Żona, kociara, maniaczka thrillerów, wielki ogarniacz życia. Recenzuję literaturę - bo życie jest sztuką. Opowiadam historie o historiach. Mail: kierownikoperacyjny.sp@gmail.com 💥

Kategorie

  • książki

Jestem tutaj

Statystyka odwiedzin

Stali czytelnicy

Archiwum

  • ▼  2026 (90)
    • ▼  cze (19)
      • Brandon Mull - Opiekunowie. Zakazana góra - recenzja
      • Walter Miller - Kantyczka dla Leibowitza - recenzja
      • Piergiorgio Pulixi - Ty jesteś prawem - recenzja
      • Szymon Niordu Biadasz - Niechciane przeznaczenie -...
      • Serhii Ratkin - Do głębi siebie - recenzja
      • Monika Klara Krajniak - Skąd ta nienawiść między W...
      • Katarzyna Gacek - Zbrodnia, której nie było - rece...
      • Karolina Żynda - Broken ice - recenzja
      • Camilla Grebe - Ciemność - recenzja
      • A.A. Milewska - Kim jestem? - recenzja
      • Weronika Jaczewska - Twój ruch - recenzja
      • Mariolina Venezia - Tajemnica Serra Venerdi - rec...
      • Michał Kuźmiński - Złodziej czasu - recenzja
      • Bartłomiej Ludwisiak - Belwood Quarry - recenzja
      • Łukasz Piper - Kryształowa wieża - recenzja
      • KN Haner - Tajemnice, które nas niszczą - recenzja
      • Iwona Sowińska - Rzeźbiarz z Maryland - recenzja
      • Magdalena Stępień - Kinnari. W gąszczu Tajlandii i...
      • Jaga Tuliszka - Jak nie teraz, to kiedy? - recenzja
    • ►  maj (20)
    • ►  kwi (10)
    • ►  mar (18)
    • ►  lut (13)
    • ►  sty (10)
  • ►  2025 (296)
    • ►  gru (20)
    • ►  lis (19)
    • ►  paź (30)
    • ►  wrz (25)
    • ►  sie (16)
    • ►  lip (22)
    • ►  cze (19)
    • ►  maj (38)
    • ►  kwi (24)
    • ►  mar (36)
    • ►  lut (24)
    • ►  sty (23)
  • ►  2024 (292)
    • ►  gru (18)
    • ►  lis (30)
    • ►  paź (30)
    • ►  wrz (27)
    • ►  sie (28)
    • ►  lip (25)
    • ►  cze (20)
    • ►  maj (21)
    • ►  kwi (22)
    • ►  mar (24)
    • ►  lut (29)
    • ►  sty (18)
  • ►  2023 (143)
    • ►  gru (17)
    • ►  lis (20)
    • ►  paź (15)
    • ►  wrz (14)
    • ►  sie (14)
    • ►  lip (15)
    • ►  cze (8)
    • ►  maj (10)
    • ►  kwi (9)
    • ►  mar (9)
    • ►  lut (7)
    • ►  sty (5)
  • ►  2022 (31)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (2)
    • ►  wrz (2)
    • ►  sie (5)
    • ►  lip (2)
    • ►  cze (2)
    • ►  maj (2)
    • ►  kwi (3)
    • ►  mar (3)
    • ►  lut (4)
    • ►  sty (3)
  • ►  2021 (60)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (5)
    • ►  sie (5)
    • ►  lip (13)
    • ►  cze (9)
    • ►  maj (6)
    • ►  kwi (9)
    • ►  mar (4)
    • ►  lut (1)
  • ►  2020 (55)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (6)
    • ►  paź (5)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (3)
    • ►  lip (5)
    • ►  cze (6)
    • ►  maj (6)
    • ►  kwi (8)
    • ►  mar (6)
    • ►  lut (2)
    • ►  sty (4)
  • ►  2019 (40)
    • ►  gru (4)
    • ►  lis (4)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (4)
    • ►  lip (5)
    • ►  cze (1)
    • ►  maj (5)
    • ►  kwi (2)
    • ►  lut (7)
    • ►  sty (1)
  • ►  2018 (96)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (5)
    • ►  sie (8)
    • ►  cze (8)
    • ►  maj (12)
    • ►  kwi (11)
    • ►  mar (13)
    • ►  lut (14)
    • ►  sty (17)
  • ►  2017 (197)
    • ►  gru (6)
    • ►  lis (11)
    • ►  paź (9)
    • ►  wrz (16)
    • ►  sie (24)
    • ►  lip (20)
    • ►  cze (17)
    • ►  maj (19)
    • ►  kwi (16)
    • ►  mar (18)
    • ►  lut (8)
    • ►  sty (33)
  • ►  2016 (81)
    • ►  gru (15)
    • ►  lis (23)
    • ►  paź (17)
    • ►  wrz (11)
    • ►  sie (11)
    • ►  cze (2)
    • ►  lut (2)
  • ►  2015 (8)
    • ►  lis (1)
    • ►  cze (1)
    • ►  maj (1)
    • ►  mar (1)
    • ►  lut (2)
    • ►  sty (2)
  • ►  2014 (18)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (1)
    • ►  paź (1)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (1)
    • ►  kwi (4)
    • ►  mar (4)
    • ►  lut (1)
    • ►  sty (2)
  • ►  2013 (18)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (4)
    • ►  wrz (1)
    • ►  sie (2)
    • ►  lip (1)
    • ►  cze (3)
    • ►  lut (3)
    • ►  sty (2)
  • ►  2012 (14)
    • ►  gru (1)
    • ►  paź (5)
    • ►  cze (2)
    • ►  kwi (1)
    • ►  mar (3)
    • ►  lut (2)
  • ►  2011 (12)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (2)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (1)
    • ►  lip (1)
    • ►  mar (1)

Created with by ThemeXpose | Distributed By Gooyaabi Templates