O tym, iż książkę pod tytułem „Szachista” napisaną przez Katarzynę Mak wzięłam pod swoje mroczne, medialne skrzydła przesądziło wiele czynników. Uwielbiam tematykę potyczek między świetnie wykreowanymi bohaterami, przepadam za motywem porwania oraz rozgrywek na czarno-białej planszy a przy tym w powieściach romantycznych z dreszczykiem kocham zakończenia, które pozostawiają czytelnika z sercem roztrzaskanym na milion elementów. Najnowsza powieść znanej i cenionej polskiej Pisarki posiada wszystkie te elementy a na domiar dobrego nie pozwala się odłożyć ani na chwilę, wciąga od pierwszej przewróconej strony i jest bogata w intrygi o przebiegu, jakiego początkowo nie da się przewidzieć. Choć miałam już przyjemność objąć patronatem sporą liczbę romansów, dawno żaden z nich w aż tak wielkim stopniu nie zapadł mi w pamięć, ofiarowawszy historię, w której żaden element nie jest przypadkowy, lecz każdy na swój sposób urzeka. Najsilniej pokochałam chyba jednak ten powiązany z uczuciem, które rodzi się pomiędzy naczelnymi postaciami w zaskakujących okolicznościach, w jakich właściwie nie miało prawa zaistnieć. Od nienawiści do miłości o burzliwym przebiegu - relacja, która zawiązuje się między Ashley a Williamem tuż po tym, jak mężczyzna uprowadza kobietę dla zemsty powiązanej z krzywdą minionych czasów, przykuła moją uwagę niemalże natychmiastowo. Co ważne, nie stanowi pochwały dla tak zwanego syndromu sztokholmskiego - okazuje się raczej klątwą, na której pojawienie się para właściwie nie miała większego wpływu. Po lekturze mojego PIĄTEGO TEGOROCZNEGO patronatu medialnego stwierdzam z uśmiechem, że na naszej rodzimej scenie literackiej wciąż pojawiają się i błyszczą zachęcająco wartościowe fabuły romantyczne, złożone z ciepłych uczuć, zaskakujących zwrotów akcji i tego nieuchwytnego „czegoś”, co sprawia, że do książki chce się wracać wciąż i jeszcze raz. Gorąco zachęcam Cię do poznania „Szachisty” - zapewniam, iż tej rozgrywki nie zapomnisz już nigdy…



