• Strona główna
  • O mnie
  • Współpraca

Opowiadam historie o historiach. Recenzuję literaturę - bo życie jest sztuką.

Pora na thriller prawno-technologiczny i jego zwichrowaną fabułę, skrytą za nęcąco dwoistą okładką, czyli… Czym jest sprawiedliwość wymierzana na sali sądowej? Wielu twierdzi, że tylko przedstawieniem, w którym główną rolę odgrywają osoby odziane w togi: prokurator, obrońca oraz sędzia, będący kimś w rodzaju mistrza ceremonii, podczas gdy prawa pokrzywdzonych, zbrodnia oraz odpowiadająca jej kara stanowią jedynie swoiste didaskalia. Rzetelność wyroku zależy bowiem w znacznym stopniu od nastroju czy samopoczucia najważniejszej osoby w tym swoistym trio, tej z wyeksponowanym łańcuchem na szyi. Nikt nie jest w stanie zagwarantować, iż nie zostanie ona zmanipulowana darem wymowy złotoustego mecenasa bądź nie dokona błędnej interpretacji zgormadzonego materiału dowodowego. W końcu nie ma człowieka nieomylnego, a przecież od decyzji przewodniczącego składu zależy los ludzi, którzy dostali się we wprawdzie wolno, ale jednak bezlitośnie mielące żarna Temidy i tak naprawdę zdani są wyłącznie na jej łaskę lub niełaskę. Tymczasem zapewnienie bezstronnego procesu jest podstawowym obowiązkiem państwa i zarazem manifestacją jego siły, a także wyrazem triumfu zasady, że złe uczynki muszą się zawsze spotkać z odpowiednią odpłatą, oczywiście pod warunkiem, że jest wymierzana w absolutnie rzetelny sposób. Dzięki temu realizuje się bowiem kardynalne zasady prewencji ogólnej, polegające na utrwalaniu w społeczeństwie poszanowania dla norm prawnych oraz odstraszaniu wszystkich tych, jacy chcieliby pójść w ślady przestępcy oraz prewencji szczególnej, która ma wyrobić w tym ostatnim przekonanie, że nie warto popełniać po raz kolejny czynu zabronionego. Gdy te reguły zostają pogw*ałcone, republika traci cząstka po cząstce podstawowy fundament istnienia, stając się własną karykaturą i wystawiając na śmieszność. Trzeba więc temu za wszelką cenę zapobiegać.

02:08:00 No comments

Powieść pod nader krótkim tytułem „H” nie jest pierwszą, jaką porwał mnie Bernard Minier - francuski Autor, którego mroczne książki z pogranicza kryminału i thrillera tłumaczone są aż na 28 języków. Na swojej recenzenckiej ścieżce kilkukrotnie pozwoliłam już Pisarzowi przenieść się do świata zwichrowanych zbrodni i świetnie złożonych przestępczych zagadek - i jeszcze ani razu nie poczułam się żadną z owych wypraw rozczarowana. Jako cienisty wyjadacz, spieszę więc poinformować Cię, iż mimo wielu skonstruowanych propozycji literackich, Twórca wciąż jest w świetnej formie. Jego najnowsza, cokolwiek enigmatycznie nazwana, proza okazała się bowiem nader przemyślaną intelektualną rozrywką oraz rozgrywką, która zachwyci wszystkich fanów podcastów true crime, opowieści spod ciemnej gwiazdy oraz motywu wyścigu z czasem, w trakcie którego dopaść coraz śmielej poczynającego sobie złoczyńcę próbuje nie tylko jeden detektyw, a cała grupa osób, spośród jakich wszystkie mają w tym nieco inną misję… Krótkie rozdziały nadają narracji świetnej dynamiki, choć za plus uznać należy również fakt, iż Autor nie poskąpił treści literackich opisów, które pozwalają czytelnikowi zmaterializować gonitwę za mordercą w różnorodnych okolicznościach niemalże wprost przed oczami. Jestem także przekonana, iż większość odbiorców będzie podczas czytania kibicować włączonej w fabułę grupie śledczych-amatorów, którzy z własnych zacisznych domostw wyczyniają takie inwigilatorskie sztuczki, o jakich niektórym profesjonalistom się nawet nie śniło. „H” spodoba się na domiar dobrego też i tym, którzy od historii oczekują niebanalnej warstwy obyczajowo-romantycznej. Choć bowiem można ją przeczytać jako jednotomową, osobiście byłam bardzo ciekawa, jak rozwinie się znany mi z poprzednich tomów wątek burzliwej i na pewien czas zawieszonej miłości między komendantem Martinem Servazem, jednym z głównych bohaterów, a jego niekoniecznie wierną wybranką… Wątek zbiegłego z więzienia po raz wtóry, bezlitosnego zabójcy okazał się zaś wisienką na torcie, takim H jak… Hirtmann.

18:25:00 No comments

Z nałogiem jest jak z więzieniem. Tkwisz w nim mentalnie nawet wtedy, gdy pozornie jesteś już na zewnątrz. I w każdej chwili, gdy tylko okażesz choć trochę słabości, może się za Tobą ponownie zatrzasnąć brama nieskończoności, za którą jest już tylko ciemność i brak jakiejkolwiek nadziei. Jesteś tego najlepszym przykładem. Nawet do końca nie wiesz, kiedy zaczęła się gehenna, nieodwołalnie ciągnąca Cię w otchłań. Jak to często bywa u policjanta z długim stażem, w pewnym momencie przekroczyłeś punkt krytyczny. Nawarstwiło się wiele czynników: zmęczenie pracą, obrzydzenie wszechoblepiającym i niezmywalnym brudem ludzkich uczynków, stres wywołany prowadzeniem trudnych spraw, bezsilne spoglądanie na jawną niesprawiedliwość w sądach, dzięki której przestępcy nie ponosili odpowiedniej zapłaty za swoje zachowanie, kłopoty osobiste. Aby o tym wszystkim zapomnieć, zacząłeś od jednej tabletki zawierającej birbiturany. Potem zacząłeś stopniowo zwiększać ich ilość i w końcu, zanim się zorientowałeś, nie mogłeś bez nich normalnie funkcjonować. Słowo „normalnie” nie jest w sumie odpowiednie, bo stawałeś się coraz bardziej odurzony i zarazem znieczulony. Spoglądałeś na świat jakby zza grubej szyby a bodźce docierały do ciała i umysłu z dużym opóźnieniem. Ten stan pogłębiał się z każdym miesiącem, aż w końcu doszło do tragedii. Brat, który wypił alkohol podczas rodzinnej imprezy, poprosił, abyś odwiózł do domu jego i córkę. Oczywiście byłeś „pod wpływem” i skrajnie rozkojarzony. Uderzyłeś w drzewo, Twoi bliscy skończyli w szpitalu, zaś Ciebie na pewien czas zawieszono w czynnościach. Po tym wydarzeniu odstawiłeś pigułki i trzymałeś się „czystości” przez parę miesięcy. Jednak dzisiaj spada na Ciebie wiadomość, której ciężaru nie jest się w stanie unieść na trzeźwo...

20:43:00 No comments

Za sprawą powieści „Spalona droga. Melodia przeszłości” udało mi się przenieść w czasie, o czym wielokrotnie zdarzało mi się śnić. Kierunkami moich podróży z mrzonek pozostawały raczej carska Rosja oraz pałacowe lokalizacje pokroju Ermitażu, jednak Estera Tracz przerzuciła mnie swoją niesamowitą narracją jeszcze dalej - do na wskroś realistycznie wykreowanego Paryża w XVI wieku. Szczerze napisawszy, nijak nie spodziewałam się, że ta wyprawa okaże się aż tak przejmująca. Złożona z niepokojów, nieprzewidywalnych zwrotów akcji oraz niebezpiecznych przeżyć barwnych bohaterów, zabrała mnie do jednej z ulubionych rzeczywistości - romantyczno-przygodowych powieści historycznych, którym na domiar dobrego nie brakuje finezjo-fantazji. Autorka zdecydowała się bowiem na krok bardzo ryzykowny - wrzucenie do szesnastowiecznych francuskich realiów… definitywnie współczesnej kobiety, jaka trafia tam za sprawą magicznej pozytywki ofiarowanej przez nieżyjącego już Dziadka (to zresztą kolejny wzruszający wątek), mimo że nijak nie jest gotowa na to, co tam zastanie. I tak oto pewien François natrafia przypadkiem na Katherine - która wprost z dwudziestopierwszowiecznej Anglii teleportowała się do jego miejsca i daty w lichej koszulce nocnej. Słusznie myślałby kto, jeśliby stwierdził, iż brzmi to jak początek świetnie zwichrowanej i pełnej żartów sytuacyjnych komedii miłosnej. Pisarka swoją prozą ofiarowuje jednak czytającemu o wiele więcej, bowiem okres czasu, do jakiego trafia Kate zapisał się w historii nader krwawą kartą w postaci zbliżającej się rzezi hugenotów, zaś naczelna żeńska postać książki wkrótce ustali, iż jako tak zwana Wędrująca ma możliwość ingerencji w przeszłe wydarzenia… Jak jednak można zmienić to, co tak bardzo minione? Cóż. Ja niezwykle cieszę się, że mimo ówczesnych niepokojów miałam okazję chociaż fabularnie się tam przenieść. Do świata, w którym mężczyzna zdobywał rękę wybranki i bał się jej uchybić nawet i niewłaściwym słowem. Jakże przyjemnie czyta się o niestety wymarłych już zwyczajach, dworskich zabawach i etykiecie względem dam i siebie nawzajem… Urok bezśmiertny.

18:59:00 No comments

Jesteś zapaloną makijażystką i w pewnym sensie prowadzisz podwójne życie zawodowe, co stanowi Twoją słodką tajemnicę. Pierwszą połowę dnia spędzasz w gmachu telewizji - drugą w miejscu, które u bliźnich budzi dreszcz przerażenia, choć każdy z nich kiedyś będzie miał okazję je „obejrzeć” na końcu swojej ziemskiej drogi. W TV zajmujesz się upiększaniem żywych, a w prosektorium zakładu pogrzebowego „Bez biletów” przywracasz szacowny wygląd tym, którzy już zeszli z tego świata. W obydwu miejscach Twoje pudry, płynny lateks, protetyki, woski, żelatyny i obfity zestaw pędzli czynią prawdziwe cuda. Celebryci, jacy mają wystąpić w paśmie śniadaniowym, są Twoimi umiejętnościami wręcz zachwyceni. Dzięki nim w świetle jupiterów i oku kamery niewybaczającym najmniejszych uchybień w wyglądzie, prezentują się nie tylko świetnie, ale przede wszystkim naturalnie. Drugi rodzaj klientów nie jest w stanie wyrazić swojej opinii, jednak w ich imieniu wypowiadają się bardzo zadowolone rodziny. Ciągle słyszysz, że „wujek Tadzio wygląda lepiej niż za życia” czy: „Gdyby ciocia Andzia malowała się w taki sposób, gdy jeszcze miało to znaczenie, miałby nie dwóch, a sześciu mężów”. Oczywiście o tym paśmie sukcesów nie wie absolutnie nikt. Gdyby bowiem którakolwiek z gwiazd powzięła wiadomość, że dotykasz jej twarzy tymi samymi dłońmi, jakie przed chwilą wygładzały skórę denata, niewątpliwie wpadłaby w ciężką histerię, zaś co wrażliwsi zupełnie dla siebie nieoczekiwanie może nawet staliby się rezydentami w podziemnym pomieszczeniu, zwanym kostnicą. Czasami jednak myślisz, że miałoby to i swoje dobre strony, bo w ten sposób od makijażu scenicznego przeszłabyś płynnie do trumiennego, zachowując pełną zawodową koherentność.

22:05:00 No comments

Chociaż korporacja Szlaki Hoffmana doprowadziła do śmierci Twojego ojca i ograbiła Cię z majątku, uczyniwszy praktycznie nędzarzem, nie zamierzasz się poddawać. Jesteś to winien jego pamięci, a przede wszystkim tym, którzy naiwnie dali się namówić, aby stać się kolonistami na dziewiątej planecie w układzie Fomalhauta, noszącej dźwięczną nazwę Paszcza Wieloryba. Jak do tego doszło? Kiedy w końcu po wielu latach poszukiwań odkryto glob o warunkach bliźniaczo podobnych do tych na Ziemi ogłoszono nadejście nowej epoki i zaczęto zachęcać mieszkańców przeludnionej i zdewastowanej kolebki ludzkości do masowego przenoszenia się do „nowego, wspaniałego świata”. Spotkało się to z entuzjastycznym przyjęciem i wkrótce swój akces zgłosiły miliony chętnych. W tym czasie Twój rodziciel prowadził firmę Applebaum, organizującą podróże międzygwiezdne przy użyciu klasycznych frachtowców. Jednak ich prędkość pozwalała na dotarcie do celu jakim była Paszcza dopiero po osiemnastu latach. I nagle pojawił się rewolucyjny wynalazek: zatrudniony przez Szlaki Hoffmana doktor von Einem stworzył urządzenie o nazwie telpor, które umożliwiało „przeniesienie” dowolnego obiektu do miejsca przeznaczenia w ciągu piętnastu minut. Nieco wcześniej spółka wykupiła większość udziałów w zakładzie taty, zainwestowała w niego ogromne sumy, po czym… doprowadziła do jego upadku. Tata nie wytrzymał ciśnienia i zmarł na zawał serca, majątek zlicytowano a Ciebie do teraz dręczą windykatorzy. Jesteś przekonany, że to nie był przypadek. Chciano w uniemożliwić ten sposób jakąkolwiek podróż przy użyciu klasycznych kosmolotów, pozostawiając tylko jedną drogę do wyśnionej krainy. Do dzisiaj z rozstawionych na całej Ziemi w tysiącach egzemplarzy telporów skorzystało czterdzieści milionów użytkowników, jednak nie ma z nimi żadnego bezpośredniego kontaktu.

01:30:00 No comments

13 książeczek małych formatem, ale wielkich treścią - Maciej Stupera stworzył dla najmłodszych czytelników zestaw, który urzeknie każdego małego miłośnika zjawiskowych opowieści. Pełne emocjonujących przygód i bohaterów do pokochania, złożone z historii z ważkimi przesłaniami i opatrzone przepięknymi ilustracjami, porwą dziecko w baśniowe światy - składające się z wartości i brawurowych wypraw. Za błyszczącymi okładkami, oprócz barwnych obrazów wysokiej klasy, czekają wręcz niesamowite narracje. „Biała róża” przedstawia losy pewnego kwiatu, który wyszedł z cienia. „Światło” to gawęda przypominająca, że świat jest pełen cudów. „Biała zebra” przybliża rzeczywistość zwierzęcia, które przestało się smucić. „Myszka” udowadnia, iż nawet największym skarbem warto się podzielić. „Kłopoty z igłami” bawią zamieszaniem z rodzaju tego w zakładzie krawieckim, zaś „Marcepanek” snuje bajkę o spełniających się marzeniach. „Sikorka” pokazuje drogę wiodącą ku staniu się zimową artystką, natomiast „Polne schronisko” okazuje się fabułą o niezwykłym drzewie, jakiego misją jest pomaganie. „W kręgu przyjaciół” absolutnie oczarowuje - wiodąc przez świat nieznanej kryjówki kolorowych snów. „Żółta kredka” to z kolei proza o wręcz niewiarygodnych przygodach tytułowej postaci, co to postanowiła się zgubić. „Ucieczka z zoo” traktuje o cokolwiek niesamowicie niełatwym powrocie do domu a „Konik polny” przypomina o obecności sztuki w przyrodzie i o przyrodzie w sztuce. „Siewca literat” uśmiecha opowieścią o szalonym eksperymencie rzekomo zwyczajnego stracha na wróble...

19:51:00 No comments

Jesteś jedną z tych szczęśliwych osób, jakie całym sercem kochają swoje zajęcie. Zajmujesz się robieniem zdjęć unikalnym ptakom a Twoim obecnym celem jest stanowiąca prawdziwy rarytas biała czapla. Codziennie wypływasz żaglówką na Jezioro Mucharskie i zacięcie tropisz miejsce, w którym uwiła swoje gniazdo. Niestety na razie bez skutku. Masz za to wiele wspaniałych fotek, na których uchwyciłaś majestat i zapierającą dech w piersiach urodę dzikiej przyrody rozciągającej się u stóp Babiej Góry w Beskidach Zachodnich - nieskażonej dotykiem pozornie wszędobylskiej, człowieczej cywilizacji. Zdobyty materiał masz zamiar opublikować w dedykowanym mu albumie zamówionym przez National Geographic, ale potrzebujesz jeszcze przysłowiowej wisienki na torcie: uwiecznienia terenu lęgowego śnieżnej piękności. Dzisiaj znowu wracasz na tarczy, ale jesteś upartą osobą, więc wierzysz, że w końcu dopadniesz obiekt swojego pożądania. Zmęczona, przekraczasz próg idealnego lokum, zaprojektowanego przez męża, który jest wziętym architektem. Jego dziełem są także urokliwe domki nad brzegiem zbiornika wodnego. Na razie nikt w nich nie mieszka, ale niedługo to się zmieni, bo niewątpliwie przyjdzie na nie boom w miarę rozwoju turystycznej infrastruktury, jaka obecnie rozbudowuje się jak szalona. Czasami jednak widzisz na tarasie jednego z nich kobietę i sama nie wiesz czy to realna osoba, czy może efekt przywidzenia. Za każdym razem machasz jej z sympatią, lecz jeszcze nigdy nie doczekałaś się z jej strony podobnej reakcji. Próbowałaś wypytywać o nią miejscowych, jednak Ci uparcie twierdzą, że to wytwór Twojej wyobraźni, bo z całą pewnością budynki nie posiadają żadnego lokatora. Masz zamiar kiedyś ją odwiedzić i porozmawiać - może nawet się zaprzyjaźnicie, o ile naprawdę istnieje. Na razie przytulasz się do swojej drugiej połówki, która wita Cię idealnym, uwodzicielskim uśmiechem.

19:54:00 No comments

Wykreowany przez Eli M. mroczny romans pod tytułem „Pokój w windzie” miałeś już okazję poznać u mnie za sprawą różnych wariacji semantyczno-graficznych, zatem najwyższa pora na najistotniejsze - czyli recenzję książki. Opowieści, w której narrację przejmuje naprzemiennie czwórka bohaterów, jakich życiowe losy są ze sobą nieodwracalnie powiązane. Historii, w której akcja pędzi we wręcz szaleńczym tempie, nie pozostawiwszy czytelnikowi ani chwili na oddech. I co najciekawsze, stanowiącej złożone połącznie gatunkowe. Nie brakuje w niej bowiem wątków przystających do trwożących thrillerów, niewielkiej wstawki kryminalnej, warstwy rodem z powieści obyczajowych oraz motywu, który w mojej ocenie powiązany jest z kategorią „dark romance”- czyli… tytułowej komnaty w blaszanym, klaustrofobicznym pomieszczeniu, zalewanym tylko z rzadka drżąco niepokojącym światłem. Nie zdradzę Ci, co dokładnie się w nim mieści ani jakie zdarzenia się w nim rozgrywają, bo uważam, iż to właśnie stanowi największe zaskoczenie w owej propozycji literackiej. Debiutu, który posiada małe wady, jakie omówię w ocennej części recenzji, lecz mimo wszystko w mojej opinii stanowi ożywczą rozrywkę na jesienny wieczór. Spodziewałam się po nim dużej cienistości. Zamiast tego otrzymałam coś lepszego - cokolwiek zwichrowaną fabułę o różnych rodzajach miłości. Nieodwzajemnionej i skrywanej pod maską obojętności. Na wskroś toksycznej, która nie potrafi odpuścić, pomimo tego, że powoduje tylko chaos, zniszczenie i spustoszenie. Szalonej i nieutulonej, jaka wiedzie do poważnego związku, lecz wciąż nie potrafi rozgonić demonów zła, zbyt zadomowionych we krwi i najgłębiej pod skórą. Naznaczonej licznymi tragediami, nieodwracalnie zmieniającymi coś w jaźni na diabelsko gorsze. Samo zakończenie pozostawiło mnie zaś… ze złością, jako że nie sądziłam, że w takim momencie Autorka podaruje mi zawieszenie w oczekiwaniu i informację: ciąg dalszy nastąpi. Pozostaje go wypatrywać, by przekonać się, jak rozwiną się losy tej makiawelicznej czwórki…



01:10:00 No comments
Strasze posty

O autorce

O autorce
Żona, kociara, maniaczka thrillerów, wielki ogarniacz życia. Recenzuję literaturę - bo życie jest sztuką. Opowiadam historie o historiach. Mail: kierownikoperacyjny.sp@gmail.com 💥

Kategorie

  • książki

Jestem tutaj

Statystyka odwiedzin

Stali czytelnicy

Archiwum

  • ▼  2026 (160)
    • ▼  lis (7)
      • Aleksandra Klama - Nowy wymiar sprawiedliwości w d...
      • Bernard Minier - H - recenzja
      • Marcin Silwanow - Kruchość - recenzja
      • Estera Tracz - Spalona droga. Melodia przeszłości ...
      • Monika Wawrzyńska - Ożeż! Narodzenie - recenzja
      • Philip K. Dick - KANT Sp. z o.o. - recenzja
      • Maciej Stupera - książki dla dzieci - recenzja
    • ►  paź (13)
    • ►  wrz (7)
    • ►  sie (19)
    • ►  lip (19)
    • ►  cze (24)
    • ►  maj (20)
    • ►  kwi (10)
    • ►  mar (18)
    • ►  lut (13)
    • ►  sty (10)
  • ►  2025 (296)
    • ►  gru (20)
    • ►  lis (19)
    • ►  paź (30)
    • ►  wrz (25)
    • ►  sie (16)
    • ►  lip (22)
    • ►  cze (19)
    • ►  maj (38)
    • ►  kwi (24)
    • ►  mar (36)
    • ►  lut (24)
    • ►  sty (23)
  • ►  2024 (292)
    • ►  gru (18)
    • ►  lis (30)
    • ►  paź (30)
    • ►  wrz (27)
    • ►  sie (28)
    • ►  lip (25)
    • ►  cze (20)
    • ►  maj (21)
    • ►  kwi (22)
    • ►  mar (24)
    • ►  lut (29)
    • ►  sty (18)
  • ►  2023 (143)
    • ►  gru (17)
    • ►  lis (20)
    • ►  paź (15)
    • ►  wrz (14)
    • ►  sie (14)
    • ►  lip (15)
    • ►  cze (8)
    • ►  maj (10)
    • ►  kwi (9)
    • ►  mar (9)
    • ►  lut (7)
    • ►  sty (5)
  • ►  2022 (31)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (2)
    • ►  wrz (2)
    • ►  sie (5)
    • ►  lip (2)
    • ►  cze (2)
    • ►  maj (2)
    • ►  kwi (3)
    • ►  mar (3)
    • ►  lut (4)
    • ►  sty (3)
  • ►  2021 (60)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (5)
    • ►  sie (5)
    • ►  lip (13)
    • ►  cze (9)
    • ►  maj (6)
    • ►  kwi (9)
    • ►  mar (4)
    • ►  lut (1)
  • ►  2020 (55)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (6)
    • ►  paź (5)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (3)
    • ►  lip (5)
    • ►  cze (6)
    • ►  maj (6)
    • ►  kwi (8)
    • ►  mar (6)
    • ►  lut (2)
    • ►  sty (4)
  • ►  2019 (40)
    • ►  gru (4)
    • ►  lis (4)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (4)
    • ►  lip (5)
    • ►  cze (1)
    • ►  maj (5)
    • ►  kwi (2)
    • ►  lut (7)
    • ►  sty (1)
  • ►  2018 (96)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (5)
    • ►  sie (8)
    • ►  cze (8)
    • ►  maj (12)
    • ►  kwi (11)
    • ►  mar (13)
    • ►  lut (14)
    • ►  sty (17)
  • ►  2017 (197)
    • ►  gru (6)
    • ►  lis (11)
    • ►  paź (9)
    • ►  wrz (16)
    • ►  sie (24)
    • ►  lip (20)
    • ►  cze (17)
    • ►  maj (19)
    • ►  kwi (16)
    • ►  mar (18)
    • ►  lut (8)
    • ►  sty (33)
  • ►  2016 (81)
    • ►  gru (15)
    • ►  lis (23)
    • ►  paź (17)
    • ►  wrz (11)
    • ►  sie (11)
    • ►  cze (2)
    • ►  lut (2)
  • ►  2015 (8)
    • ►  lis (1)
    • ►  cze (1)
    • ►  maj (1)
    • ►  mar (1)
    • ►  lut (2)
    • ►  sty (2)
  • ►  2014 (18)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (1)
    • ►  paź (1)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (1)
    • ►  kwi (4)
    • ►  mar (4)
    • ►  lut (1)
    • ►  sty (2)
  • ►  2013 (18)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (4)
    • ►  wrz (1)
    • ►  sie (2)
    • ►  lip (1)
    • ►  cze (3)
    • ►  lut (3)
    • ►  sty (2)
  • ►  2012 (14)
    • ►  gru (1)
    • ►  paź (5)
    • ►  cze (2)
    • ►  kwi (1)
    • ►  mar (3)
    • ►  lut (2)
  • ►  2011 (12)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (2)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (1)
    • ►  lip (1)
    • ►  mar (1)

Created with by ThemeXpose | Distributed By Gooyaabi Templates