• Strona główna
  • O mnie
  • Współpraca

Opowiadam historie o historiach. Recenzuję literaturę - bo życie jest sztuką.

Gdybym miała zarysować semantycznie, jak widzę książkę Joanny Bober… Wyobraź sobie. Na pograniczu jawy i snu, w jednym z piekielnych kręgów lub miejscu, które mogłoby nim być, mieszkają oniryczne smutki. Jest ich niezliczenie wiele, choć każdy ma inny odcień szarości. Ten otaczający chłopca po prawej stronie przybrał gołębią barwę, przystającą do niewidoczności, jaka towarzyszyła mu każdego dnia zbyt krótkiego życia. Obok niego tęsknie w bezkresną ciemność dali wpatruje się nieco starszy nastolatek. Spowijają go cienie niezrozumienia, które przeniósł tu z sąsiedniego świata - innego wymiaru, domeny - jak to się tutaj nazywa. W krainie bez lokalizacji, nie Piekle, lecz również nie Niebie. Tam, gdzie nigdy nie ma Słońca ani światła a każdy z popielatych kolorów otaczających mieszkańców, zebrany razem, złożony w społeczność - kumuluje się w najprawdziwszy odcień czerni. Nawet w pałacu Księcia ciepłą poświatę rzucają jedynie pochodnie czy okoliczne latarnie. To rzeczywistość mroku, kolejnej doby i zawsze, choć czas płynie tu inaczej, potęgowana przez następnych przybyłych. Coraz młodszych, jeśliby spojrzeć chociażby na tego stojącego na brukowanej uliczce jedenastolatka. Spowija go ołowiowa poświata, choć przebijają w niej mysie obłoki - dymki słów, którymi podli koledzy i okrutni rodzice naznaczali jego duszę jeszcze chwilę temu. Jak wielką część przebywających w Limbo do najokrutniejszego z czynów przeciwko sobie pchnęły obelżywe zdania? Bezrozumne czyny dorosłych, którzy już nigdy nie odwrócą skutków swoich poczynań, zakładając, iż te w ogóle zostały zauważone i przemyślane? Dzieci zrezygnowane, odchodzące od wszystkiego i uwalniające się od cierpienia, zawieszone tu między Aniołami i Demonami - to one tworzą tę masę szarości bez promienia jasności. Może tutaj nie będą czuły już niczego lub znajdą dawno utracone szczęście. Tak jak Książę Piekieł, chroniony przez dwóch Skrzydlatych, który przez światy, wcielenia i wymiary goni za jedyną miłością. Za nim. Orfeusz i Eurydyka, inaczej…

02:42:00 No comments

Pamiętasz ją jak przez mgłę. Jedynie parę gestów i zamazane obrazy sylwetki, która pochyla się, by z czułością położyć dłoń na Twojej głowie. W zasadzie to wszystko. Nie możesz przypomnieć sobie jej głosu i nie wiesz, co bardziej boli - zakodowane w umyśle strzępki wspomnień czy ich zupełny brak. Odeszła, gdy miałeś trzy lata, pozostawiając pustkę w sercu, której nie możesz wypełnić do dzisiaj, mimo że od tego czasu upłynęła cała dekada. Twoją matkę znalazł dziadek Tomasso - jej ojciec. Powiesiła się w mieszkaniu, zostawiając krótki list, w którym napisała, że jej egzystencja nie ma już sensu. Ani Ty, ani on nie wierzycie, aby to było samobójstwo. Była pełna życia i ciekawa świata a przy tym mądra oraz żywiołowa. Kochała też bezgranicznie jedynego syna, więc dobrowolnie nigdy nie podjęłaby decyzji, żeby Cię osierocić. Bardzo dbała o swój wygląd - nie pokazywała się nikomu bez starannego makijażu oraz perfekcyjnie dobranego ubioru. Tymczasem jej zwłoki odziane były tylko w pomiętą halkę. Zniknęła też broń służbowa, z którą w zasadzie się nie rozstawała. I nie bez przyczyny. Przed śmiercią, jako komisarz policji, prowadziła skomplikowane śledztwo. Najwidoczniej dotarła do ustaleń, które zagroziły potężnym ludziom. Z tego powodu mogła się obawiać o swój los. Początkowo sprawa wyglądała banalnie, gdyż prowadzono czynności jedynie w sprawie zatrudniania „na czarno” pracowników w przedsiębiorstwie, jakie w Syrakuzach prowadził Giuseppe Rametta, jeden z najbogatszych ludzi na Sycylii. W zasadzie dochodzenie stanęło w miejscu - do czasu, gdy ktoś zdecydował się mówić i złożył obszerne zeznania oraz zawiadomienie o przestępstwie, twierdząc, że nie wypłacano mu pensji, a także kazano pracować w warunkach zagrażających zdrowiu.

01:27:00 No comments

Podróż do Hellas bez opuszczania własnego lokum to coś, czym jako zadeklarowany domator zdecydowanie nie gardzę. Może jednak nie do końca w takim kształcie - preferuję bardziej dynamiczny rozwój fabuły… Jestem za to pewna, iż „Grecki sekret” definitywnie sprawdzi się jako lektura w trakcie nader leniwych wakacji. Lekka i nieskomplikowana, przypadnie także do gustu każdemu miłośnikowi powolnie wykształcających się relacji romantycznych, bowiem propozycja czytelnicza brytyjskiej Pisarki mieszkającej we Francji to typowy przedstawiciel popularnego ostatnimi czasy motywu „slow burn”. W wersji very, very slow. Choć narracyjne tempo uznaję za raczej ospałe, czasu spędzonego z książką Catlow nie odczuwam jako straconego - ta historia pozwala na odpoczynek od silniej skomplikowanych a przy tym cieszy oczy cudownym wydaniem w letniej kolorystyce oraz nasyconych barwach, opatrzonym dodatkowo piękną wyklejką w kolorze fuksji i grafikami na początku rozdziałów. W centrum opowieści Autorka umieściła dwójkę bohaterów naznaczonych bliznami przeszłości, którzy na pięknym Korfu walczą o nowe wersje siebie samych oraz przyszłego życia. Myślę, iż zarówno Ruby jak i Yianni skradną serca tej części odbiorców, jaka aktualnie jest w trakcie uzdrawiania wewnętrznego „ja” czy przewartościowywania całej egzystencji. Mnie rozkochały w sobie natomiast te fragmenty opowieści, które w plastyczny sposób rozciągnęły przede mną wizualne uroki Grecji - w pełnym majestacie. Francesca Catlow niewątpliwie ma duży talent do malowania słowami krajobrazów i otoczenia, co uznaję za najlepszą część tej literackiej podróży. Grecja jest krainą zbyt gorącą, bym kiedykolwiek odwiedziła ją osobiście - choć spacery po ziemi i śladami antycznych kuszą - toteż każdorazowo z przyjemnością oddaję się odkrywaniu jej skrawków za pomocą tego czy innego tekstu. Lazurowa woda, piaszczyste plaże, dzikie skały, szalona roślinność i kuchnia za jaką, nomen omen, przepadam - miło było doświadczyć tego wszystkiego oczyma wyobraźni, mimo odrobinę miałkiego towarzystwa naczelnych postaci. A teraz spojrzyj tymi należącymi do Ruby…

03:58:00 No comments

Jako osoba, która dysponuje czymś wyjątkowym, a mianowicie debilo-radarem, jaki to przyciąga do mnie psychopatów znajdujących się w promieniu przynajmniej stu kilometrów, nader polubiłam Kamilę - główną bohaterkę najnowszej powieści Moniki Czarnowskiej pod tytułem „Ochronię Cię”, bowiem kobieta definitywnie posiada coś podobnego. W przeciwieństwie do niej nie mam za to niestety na stanie żadnego stalkera z kompleksem Mesjasza, a wielka szkoda - chętnie zamieniłabym na ową sztukę wszystkich niechcianych, nieodczepnie będących na stanie. 😉 A teraz na poważnie, choć bynajmniej nie żartowałam - muszę przyznać, iż druga książka w dorobku polskiej Pisarki zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Początkowo byłam przekonana, że czytam w pełni poprawny thriller - z toczącą się równo, niepokojącą akcją i… no właśnie, podejrzanie oczywistym zakończeniem, co uznałam za dość dziwne. Z każdą przewróconą stroną powieść wciągała mnie jednak silniej w swój świat, który zaczął nęcąco wirować. I choć moje pogłębiające się uczucia współczucia i sympatii do rzekomego złoczyńcy niezmiennie stawały się mocniejsze, końcowa część propozycji literackiej zszokowała mnie absolutnie niemożliwym do przewidzenia plot twistem. W moim prywatnym rankingu czerwiec podniósł poprzeczkę wymagań względem przeczytanych fabuł bardzo wysoko. To samo jednak uczyniła odnośnie swoich opowieści Autorka, w związku z czym już nie mogę się doczekać następnej gawędy spod ciemnej gwiazdy, jaka - mam nadzieję - zostanie przez nią wykreowana jak najszybciej. Najlepiej jeszcze tego lata - wszak to znienawidzony przeze mnie czas, w trakcie którego wszyscy skupiają się na lekkiej prozie, wówczas gdy ja, jak zawsze stosownie przekornie, z przyjemnością bytuję w światach mroczności i potworności. Wyobraziwszy sobie skrawki Arktyki, Atlantydy, Rosji i Finlandii, zyskuję chęci do życia i ognistą energię - która to pomnaża się właśnie w trakcie poznawania tak zmyślnie złożonych thrillerów psychologicznych. Gimme more - i pewnego obrońcę też!

03:04:00 No comments

Gdy zostajesz wezwany do majora Lenarda, zaciskasz pięści z bezsilnej wściekłości. Bydlak uczynił sobie rozrywkę z dręczenia Twojej osoby. Z nieznanych powodów czuje do Ciebie głęboką niechęć, więc co jakiś czas żąda, abyś stawiał się w jego kwaterze i z widoczną przyjemnością drwi z sytuacji, w jakiej się znalazłeś. Jako komendant wojskowego obozu karnego w Wertebrajsku, znajdującego się na krańcach imperium Zjednoczonych Królestw Eshal, jest panem życia i śmierci wszystkich, którzy się w nim znajdują, więc może to czynić całkowicie bezkarnie. Gdybyś próbował odpowiedzieć mu w sposób, jaki zwykle stosujesz w takich sytuacjach, trafiłbyś przed sąd wojskowy i nie wyszedłbyś stąd do końca życia, o ile nie skazano by Cię na śmierć. Gdy trafiłeś do tego przygnębiającego miejsca w ramach retorsji za naruszenie dyscypliny wojskowej, miałeś nadzieję, że odbębnisz okres kary, wystąpisz z wojska i wrócisz do swojego rodzinnego miasta. Tymczasem siedzisz w nim od dwóch lat, albowiem oficer ma prawo orzec, czy jesteś dostatecznie reedukowany, aby nie stanowić zagrożenia dla statecznych cywilów. Za każdym razem Ci o tym przypomina, z satysfakcją podkreślając, że tylko od niego zależy, czy będziecie się widzieć jeszcze przez dowolny okres czasu. Masz ochotę ukręcić mu ten głupi łeb, jednak wiesz, że nie możesz tego zrobić, więc jedynie wymieniasz z nim cierpkie uwagi. Tym razem jednak rozmowa wygląda zupełnie inaczej. Wprawdzie zaczyna się jak zwykle od wymiany niezbyt miłych uprzejmości, ale potem dzieje się coś, co wprawia Cię w prawdziwe zdumienie. Major wbija w Ciebie nienawistny wzrok, po czym syczy, że wywierasz zły wpływ na pozostałych żołnierzy, więc postanowił jak najprędzej się Ciebie pozbyć. Masz więc wybrać jeden z rozkazów leżących na stole w zalakowanych kopertach, wykonać określoną w nim misję i nigdy więcej tu nie wracać. Zszokowany perspektywą rychłej wolności, chwytasz pierwszy z brzegu i odmeldowujesz się z wielką ulgą.

23:55:00 No comments

Fabułę tej książki wspaniale byłoby zobaczyć na wielkim ekranie! Choć bowiem najczęściej do haseł na okładce podchodzę nader sceptycznie, z tym nie mogę się nie zgodzić. „Idea cieni”, którą napisał Tomasz Cechowski, powinna zostać nakręcona - najlepiej w starym, dobrym, amerykańskim stylu. Wydana estetycznie w solidnej, twardej oprawie - wewnątrz skrywa liczącą 542 strony historię, od jakiej nie można oderwać się ani na chwilę. Na domiar dobrego, z każdą przewróconą kartą, zaskakuje odbiorcę jeszcze bardziej. Początkowe rozdziały proponują czytelnikowi niepokojący thriller, jaki niedługo zostaje jednak skrzyżowany z powieścią szpiegowską oraz sensacyjną. Najbardziej szokuje chyba jednak zakończenie. Zaserwowane w formie przemowy pewnej… bohaterki, mimo charakteru, w tym wypadku bynajmniej nie jest patetyczne - raczej prorocze i trwożące. Przyznaję, iż jestem również pod dużym wrażeniem warstwy językowej całej opowieści, bowiem Autor składa przemyślane słowa w zdania zupełnie jak pisarze światowej klasy. Wyszedłszy z motywu „stawiam wszystko na jedną kartę i jadę do Vegas wygrać fortunę”, co to widywany w kinie i literaturze był już często i najpierw jawi się jako płytki, szybko udowadnia czytelnikowi, iż ta swoista próba zmylenia przeciwnika - czytelnika - była tylko punktem wyjścia do przedstawienia na wskroś złożonej narracji, która unaocznia, że… wcale nie tak trudno stać się bohaterem książkowej gawędy. Niekiedy człowiek, nawet bezwiednie, przez całe życie robi wszystko, aby postawić się na jego miejscu - i w końcu mu się to udaje. Informacje powierzone w Internecie, te udzielane aplikacjom, przekazywane nieznajomym - czyż wszystko to aż nie prosi się, by je wykorzystać? Wszak każdy literacki twórca uwielbia czerpać inspiracje z otaczającej go rzeczywistości. W obecnej erze jest to tak łatwe, jak nie było nigdy wcześniej. Teraz jednak wyobraź sobie, iż włączasz audiobooka… który opowiada o tym, co aktualnie robisz. 😲

19:51:00 No comments

A gdyby tak urzeczywistniło się wszystko, o czym pomyślisz? Przewrotna w mroczności i kreacyjnie komiczna - pierwsza książka, którą napisał Robert Grot okazuje się doskonałą rozrywką, co to uśmiechnie i porwie w zwichrowany świat podczas wakacyjnego odpoczynku, letnich wojaży oraz każdej innej pory, w jakiej szuka się kapitalnej zabawy fabularnej. Przeczytawszy początkowe rozdziały powieści „Piekielne natchnienie”, miałam w głowie dwa filmy, które lubię - majstersztyk, czyli „Adwokat diabła” oraz nieco lżejszą produkcję ekranową „Klik: i robisz, co chcesz”, choć rozwój narracji przeniósł mnie do unikatowej, jeszcze ciekawszej rzeczywistości. Tej, jaką odwiedził w swoim życiu prawdopodobnie każdy pisarz. Iście diabelskiego miejsca, w którym siedzi się przed pustym oknem edytora tekstowego i wpatruje w migający ni to potępieńczo, ni prześmiewczo kursor. I choć na co dzień każdy mijany człowiek jest dla Ciebie opowieścią, i mimo tego, iż dorabiasz życiom postronnych nader barwne teorie spiskowe, i chociaż słowa płyną w Twojej wyobraźni nieprzerwanym strumieniem… kiedy przychodzi do połączenia ich w ten jeden nurt, a nad głową wisi ten czy inny wyznaczony przez wydawcę termin, nagle - na skutek sławetnej blokady - nie masz pojęcia, co właściwie planowałeś napisać. Każde z klikanych zdań jest nieidealne, wszystkie pomysły głupie, zaś Ty masz ochotę jedynie spotkać głowę z murem lub inną ścianą, by przywrócić jej właściwe funkcjonowanie. Zamiast tego dalej się umartwiasz, w czym pomaga skupienie się na innych, co to kreują książkę za książką, w przeciwieństwie do miałkiego Ciebie. A potem, jakoby bez Twojego udziału, na ekranie pojawia się to jedno zdanie: czy jesteś pewien? I może nawet byś je zignorował, choć z pewnością nie uczyniłabym tego ja - jesteś pod kreską, zatem chętnie odwrócisz swoją uwagę dziwną konwersacją. Już wkrótce okaże się, że to była najlepsza decyzja Twojego życia…

PS Panie Grot - chciałabym jedynie wiedzieć, komu i gdzie powinnam odpisać na wiadomość, dzięki jakiej na Antoniego spadło piekielne natchnienie. 😉

18:47:00 No comments

Choć z natury jesteś osobą cierpliwą i wyrozumiałą, to jednak sytuacja zaczyna Cię przerastać. Wprawdzie obiecałaś solennie swojej przyjaciółce Zosi, że pomożesz jej powrócić do XVI wieku, jednak po kilku nieudanych próbach masz tego wszystkiego dosyć. Znudziło Ci się ciągłe wysłuchiwanie opowieści o jej przygodach na dworze królowej Bony i planach, aby dostać się nań ponownie i spróbować za wszelką cenę zmienić bieg historii. Początkowo podchodziłaś do tego pomysłu z entuzjazmem, zafascynowana całym tym niewiarygodnym zdarzeniem. Nie masz pojęcia, jakim cudem w ogóle do niego doszło, ale wymowa faktów jest jednoznaczna. Podczas seansu u tybetańskiego guru Pemy Rigsang Chema dziewczyna została wprowadzona w intensywny trans a jej duch znienacka wyruszył w fascynującą podróż do odległej przeszłości. Ocknęła się jako królowa Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Próbowała zapobiec wszystkim nieszczęściom, jakie spotkały tę postać pod koniec życia, ale zanim zdołała to uczynić, niespodzianie powróciła do teraźniejszości. Od tego momentu nie może myśleć o niczym innym, jak o ponownym „skoku” w przeszłość, aby dokończyć dzieła. Choć z początku byłaś sceptyczna wobec takich rewelacji, ostatecznie przekonał Cię do nich widok wspólnie wymyślonej w dziecięcych czasach rymowanki w zbiorze wierszy renesansowego poety Jana Dantyszka. Tylko Ty i Twoja przyjaciółka o nim wiedziałyście, więc stało się oczywiste, że kobieta nie mija się z prawdą. Odtąd regularnie urządzacie domowe seanse, próbując przy wtórze kontemplacyjnej muzyki ponownie osiągnąć to, co udało się Azjacie. Trwają całymi godzinami, jednak nie przynoszą żadnego skutku. Dlatego podchodzisz do tego przedsięwzięcia z coraz większą niechęcią…

23:33:00 No comments

Brandon Mull oczarował zwichrowaną twórczością lwią część świata - rozkochawszy w finezyjnie-fantazyjnych fabułach dzieci, nastolatków oraz dorosłych. Mimo popularności jego książek i faktu, iż część z nich posiadam w czeluściach piekielnej kolekcji, jego najnowsza propozycja literacka pod tytułem „Opiekunowie. Zakazana góra” jest pierwszą powieścią, którą miałam okazję poznać. Nastawiona dość sceptycznie, jak to w moim wypadku bywa względem większości tego, co cenione przez ogół, już po lekturze kilku rozdziałów rozpoczynającej nowy cykl narracji Pisarza zrozumiałam fenomen jego tekstów i dałam się porwać w wyimaginowany świat - zmyślony, choć wcale nie tak daleki od tego, który można by sobie wyobrazić i tego doskonale znanego, rzeczywistego. Jako żyjący wśród kamieni i najczęściej pod nimi Tyrannosaurus rex muszę także przyznać, iż pomimo tego, że (nie uwzględniając tych tytułowych, sprawujących pieczę i wzmacniających talenty) większość bohaterów liczy sobie zaledwie 13-14 wiosen, sama doskonale bawiłam się w trakcie czytania. Czy to za sprawą porywającej, pełnej sekretów, klątw i tajemnic przeznaczenia historii, czy może raczej nader barwnej i inteligentnej warstwy językowej - pewnym pozostaje, iż ta opowieść raczej nie może się nie podobać. Pozwolę sobie również nadmienić, iż samo skrzydełkowe przedstawienie Autora, zestawione z tymi w znacznym stopniu nadętymi i przeintelektualizowanymi, uśmiecha. Czytelnik może się z niego dowiedzieć, że Mull na co dzień ma towarzystwo w postaci żony, trzech psotnych kotów i jedenaściorga dzieci oraz relaksuje się, strzelając folią bąbelkową czy męcząc antystresowe piłki oraz gniotki. Cenię tego rodzaju poczucie humoru a poza tym jestem skłonna zaryzykować twierdzenie, iż może powieści Twórcy są tak dobre i cenione wśród młodzieży całego świata właśnie z tego powodu, że ich pierwszymi odbiorcami są jego dzieci i członkowie rodziny. W tejże najbardziej zakochałam się w samym motywie związania na całe życie z duchowym opiekunem. Sama onegdaj doświadczyłam podobnego zaszczytu, mimo iż teoretycznie jestem prawdziwa. 😉

03:09:00 No comments
Strasze posty

O autorce

O autorce
Żona, kociara, maniaczka thrillerów, wielki ogarniacz życia. Recenzuję literaturę - bo życie jest sztuką. Opowiadam historie o historiach. Mail: kierownikoperacyjny.sp@gmail.com 💥

Kategorie

  • książki

Jestem tutaj

Statystyka odwiedzin

Stali czytelnicy

Archiwum

  • ▼  2026 (98)
    • ▼  lip (3)
      • Joanna Bober - Księżyce Jowisza - recenzja
      • Tommaso Pagano - W gąszczu kłamstw - recenzja
      • Francesca Catlow - Grecki sekret - recenzja
    • ►  cze (24)
    • ►  maj (20)
    • ►  kwi (10)
    • ►  mar (18)
    • ►  lut (13)
    • ►  sty (10)
  • ►  2025 (296)
    • ►  gru (20)
    • ►  lis (19)
    • ►  paź (30)
    • ►  wrz (25)
    • ►  sie (16)
    • ►  lip (22)
    • ►  cze (19)
    • ►  maj (38)
    • ►  kwi (24)
    • ►  mar (36)
    • ►  lut (24)
    • ►  sty (23)
  • ►  2024 (292)
    • ►  gru (18)
    • ►  lis (30)
    • ►  paź (30)
    • ►  wrz (27)
    • ►  sie (28)
    • ►  lip (25)
    • ►  cze (20)
    • ►  maj (21)
    • ►  kwi (22)
    • ►  mar (24)
    • ►  lut (29)
    • ►  sty (18)
  • ►  2023 (143)
    • ►  gru (17)
    • ►  lis (20)
    • ►  paź (15)
    • ►  wrz (14)
    • ►  sie (14)
    • ►  lip (15)
    • ►  cze (8)
    • ►  maj (10)
    • ►  kwi (9)
    • ►  mar (9)
    • ►  lut (7)
    • ►  sty (5)
  • ►  2022 (31)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (2)
    • ►  wrz (2)
    • ►  sie (5)
    • ►  lip (2)
    • ►  cze (2)
    • ►  maj (2)
    • ►  kwi (3)
    • ►  mar (3)
    • ►  lut (4)
    • ►  sty (3)
  • ►  2021 (60)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (5)
    • ►  sie (5)
    • ►  lip (13)
    • ►  cze (9)
    • ►  maj (6)
    • ►  kwi (9)
    • ►  mar (4)
    • ►  lut (1)
  • ►  2020 (55)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (6)
    • ►  paź (5)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (3)
    • ►  lip (5)
    • ►  cze (6)
    • ►  maj (6)
    • ►  kwi (8)
    • ►  mar (6)
    • ►  lut (2)
    • ►  sty (4)
  • ►  2019 (40)
    • ►  gru (4)
    • ►  lis (4)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (4)
    • ►  lip (5)
    • ►  cze (1)
    • ►  maj (5)
    • ►  kwi (2)
    • ►  lut (7)
    • ►  sty (1)
  • ►  2018 (96)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (5)
    • ►  sie (8)
    • ►  cze (8)
    • ►  maj (12)
    • ►  kwi (11)
    • ►  mar (13)
    • ►  lut (14)
    • ►  sty (17)
  • ►  2017 (197)
    • ►  gru (6)
    • ►  lis (11)
    • ►  paź (9)
    • ►  wrz (16)
    • ►  sie (24)
    • ►  lip (20)
    • ►  cze (17)
    • ►  maj (19)
    • ►  kwi (16)
    • ►  mar (18)
    • ►  lut (8)
    • ►  sty (33)
  • ►  2016 (81)
    • ►  gru (15)
    • ►  lis (23)
    • ►  paź (17)
    • ►  wrz (11)
    • ►  sie (11)
    • ►  cze (2)
    • ►  lut (2)
  • ►  2015 (8)
    • ►  lis (1)
    • ►  cze (1)
    • ►  maj (1)
    • ►  mar (1)
    • ►  lut (2)
    • ►  sty (2)
  • ►  2014 (18)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (1)
    • ►  paź (1)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (1)
    • ►  kwi (4)
    • ►  mar (4)
    • ►  lut (1)
    • ►  sty (2)
  • ►  2013 (18)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (4)
    • ►  wrz (1)
    • ►  sie (2)
    • ►  lip (1)
    • ►  cze (3)
    • ►  lut (3)
    • ►  sty (2)
  • ►  2012 (14)
    • ►  gru (1)
    • ►  paź (5)
    • ►  cze (2)
    • ►  kwi (1)
    • ►  mar (3)
    • ►  lut (2)
  • ►  2011 (12)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (2)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (1)
    • ►  lip (1)
    • ►  mar (1)

Created with by ThemeXpose | Distributed By Gooyaabi Templates