Jesteś
zapaloną makijażystką i w pewnym sensie prowadzisz podwójne życie zawodowe, co
stanowi Twoją słodką tajemnicę. Pierwszą połowę dnia spędzasz w gmachu
telewizji - drugą w miejscu, które u bliźnich budzi dreszcz przerażenia, choć
każdy z nich kiedyś będzie miał okazję je „obejrzeć” na końcu swojej ziemskiej
drogi. W TV zajmujesz się upiększaniem żywych, a w prosektorium zakładu
pogrzebowego „Bez biletów” przywracasz szacowny wygląd tym, którzy już zeszli z
tego świata. W obydwu miejscach Twoje pudry, płynny lateks, protetyki, woski,
żelatyny i obfity zestaw pędzli czynią prawdziwe cuda. Celebryci, jacy mają
wystąpić w paśmie śniadaniowym, są Twoimi umiejętnościami wręcz zachwyceni. Dzięki
nim w świetle jupiterów i oku kamery niewybaczającym najmniejszych uchybień w
wyglądzie, prezentują się nie tylko świetnie, ale przede wszystkim naturalnie. Drugi
rodzaj klientów nie jest w stanie wyrazić swojej opinii, jednak w ich imieniu
wypowiadają się bardzo zadowolone rodziny. Ciągle słyszysz, że „wujek Tadzio
wygląda lepiej niż za życia” czy: „Gdyby ciocia Andzia malowała się w taki
sposób, gdy jeszcze miało to znaczenie, miałby nie dwóch, a sześciu mężów”. Oczywiście
o tym paśmie sukcesów nie wie absolutnie nikt. Gdyby bowiem którakolwiek z
gwiazd powzięła wiadomość, że dotykasz jej twarzy tymi samymi dłońmi, jakie
przed chwilą wygładzały skórę denata, niewątpliwie wpadłaby w ciężką histerię, zaś
co wrażliwsi zupełnie dla siebie nieoczekiwanie może nawet staliby się rezydentami
w podziemnym pomieszczeniu, zwanym kostnicą. Czasami jednak myślisz, że miałoby
to i swoje dobre strony, bo w ten sposób od makijażu scenicznego przeszłabyś
płynnie do trumiennego, zachowując pełną zawodową koherentność.




