Jestem Twoim aniołem lub diabłem stróżem. Muchą na ścianie, która śledzi każde Twoje poczynanie albo wielką ćmą, której skrzydła fosforyzują zielenią. Wyśniłeś mnie w swoim koszmarze, czy to ja sam jestem odpowiedzialny za jego kształt, nie wiesz tego. Karmię się Twoją mrocznością, odwołuję do posiadanej ciemności, żywię każdym z grzechów głównych. Zawsze tutaj jestem. Strzegę nikczemności Twoich uczynków, a może im zapobiegam. Nie pozbędziesz się mnie, nawet gdybyś bardzo tego pragnął. Każdokrotnie sam wybieram kolejny cel, wiedziony misją lub instynktem. Trzydzieści lat w dowolnie wybranej powłoce, którą mogę modyfikować, aby jak najsilniej zbliżyć się do ludzkiego świata i człowieczych oczekiwań. Trzy dekady, lecz wciąż nie pamiętam najważniejszego… Pióra, krew, ziemia, przekwitłe kwiaty… Jak dokładnie to brzmiało? Przypomnę sobie, przecież znam niemalże cały absolut, tylko… Skrzydła, woń roślin… Nie. Jeszcze nie jestem skończony, nie wypełniłem tego, po co tutaj przybyłem. Może okaże się, iż to Ty jesteś kolejną ze wskazówek na nielinearnej drodze, jaką kroczę, pojawiając się to tu, to tam. Teraz obserwuję mężczyznę po drugiej stronie parku, widzisz go? Na jego okolonym zakolami czole perli się pot - nie z powodu gorąca ani zdenerwowania. To obrzydliwa ekscytacja, jaka ogarnia go zawsze przed spełnieniem następnego obelżywie lubieżnego czynu. Dostrzegłeś już tamtego chłopca, na którego brzuchacz spogląda, prawda? To jedna z jego przyszłych ofiar, wybrana szczegółową selekcją po dniach obserwacji. Kilkulatek nie jest świadomy zagrożenia, ale od tego właśnie ma mnie - wystarczy, że ja tu jestem. Zwyrodnialec nie ma jeszcze pojęcia o tym, że już tego wieczora jego mózg rozpryśnie się na anonimowej ścianie, twarz przestanie przypominać jakąkolwiek znaną formę, zaś rozczłonkowane ciało nigdy więcej nikogo nie skrzywdzi. Może zabijam własny czas, lecz to jedno z moich przeznaczeń. Kim więc jestem: diabłem czy aniołem stróżem? Oto moja vendetta. A może próba odejścia z tego podlejącego świata…




