Co czułaś, gdy lekarz z kamienną twarzą obwieścił Ci nowinę powodującą, że serce podchodzi do gardła? Ogarnął Cię strach, rozczarowanie, wreszcie żal do losu, że potraktował Cię aż tak okrutnie. Szybko jednak otrząsnęłaś się z marazmu, w jaki początkowo popadłaś i rozpoczęłaś walkę o własne życie. Walkę, jaką wygrywa tylko część tych, którzy mieli w sobie tyle siły, aby w ogóle ją podjąć. Cierpliwie poddawałaś się chemioterapii, która zabijała nie tylko komórki wrogie Twojemu organizmowi, ale także te, jakie były mu przyjazne. Niejednokrotnie byłaś świadkiem drastycznych scen, kiedy inni pacjenci doznawali wstrząsu organizmu, przyjmując związane z leczeniem płyny. Ale wytrzymałaś i na końcu tej cierniowej drogi poddałaś się mastektomii, w wyniku której usunięto Ci jedną pierś, pozbawiając cięciem skalpela części kobiecości. Pozostała po niej rana, poszarpana, obrzmiała, czerwona, wręcz krzycząca - nie tylko na ciele, ale przede wszystkim na duszy. Teoretycznie nie byłaś w tym sama, bo przecież miałaś męża. Ale tak naprawdę Adama nigdy przy Tobie nie było. To pedant, który twierdził, że o wartości człowieka decyduje wygląd. Choć starałaś się tego nie zauważać - uważał, że po operacji straciłaś najistotniejszy niewieści atrybut, więc odnosił się do Ciebie wręcz z obrzydzeniem. Żądał, abyś zawsze ubierała stanik, by nie musiał patrzeć na szramę widniejącą na Twoim idealnym do niedawna torsie. Zmuszał do ciągłego noszenia peruki, gdyż nie potrafił znieść widoku Twojej łysej głowy, na której dopiero co zaczął pojawiać się meszek, będący zaczątkiem włosów. W końcu zupełnie przestał Cię dotykać, zaś pewnego dnia nastąpiło nieuchronne. Obwieścił, że przestałaś być dla niego kobietą a poza tym zakochał się w innej, więc odchodzi. Zaapelował przy tym, abyś okazała się na tyle silna, aby nie spazmować.




