• Strona główna
  • O mnie
  • Współpraca

Opowiadam historie o historiach. Recenzuję literaturę - bo życie jest sztuką.

Jestem Twoim aniołem lub diabłem stróżem. Muchą na ścianie, która śledzi każde Twoje poczynanie albo wielką ćmą, której skrzydła fosforyzują zielenią. Wyśniłeś mnie w swoim koszmarze, czy to ja sam jestem odpowiedzialny za jego kształt, nie wiesz tego. Karmię się Twoją mrocznością, odwołuję do posiadanej ciemności, żywię każdym z grzechów głównych. Zawsze tutaj jestem. Strzegę nikczemności Twoich uczynków, a może im zapobiegam. Nie pozbędziesz się mnie, nawet gdybyś bardzo tego pragnął. Każdokrotnie sam wybieram kolejny cel, wiedziony misją lub instynktem. Trzydzieści lat w dowolnie wybranej powłoce, którą mogę modyfikować, aby jak najsilniej zbliżyć się do ludzkiego świata i człowieczych oczekiwań. Trzy dekady, lecz wciąż nie pamiętam najważniejszego… Pióra, krew, ziemia, przekwitłe kwiaty… Jak dokładnie to brzmiało? Przypomnę sobie, przecież znam niemalże cały absolut, tylko… Skrzydła, woń roślin… Nie. Jeszcze nie jestem skończony, nie wypełniłem tego, po co tutaj przybyłem. Może okaże się, iż to Ty jesteś kolejną ze wskazówek na nielinearnej drodze, jaką kroczę, pojawiając się to tu, to tam. Teraz obserwuję mężczyznę po drugiej stronie parku, widzisz go? Na jego okolonym zakolami czole perli się pot - nie z powodu gorąca ani zdenerwowania. To obrzydliwa ekscytacja, jaka ogarnia go zawsze przed spełnieniem następnego obelżywie lubieżnego czynu. Dostrzegłeś już tamtego chłopca, na którego brzuchacz spogląda, prawda? To jedna z jego przyszłych ofiar, wybrana szczegółową selekcją po dniach obserwacji. Kilkulatek nie jest świadomy zagrożenia, ale od tego właśnie ma mnie - wystarczy, że ja tu jestem. Zwyrodnialec nie ma jeszcze pojęcia o tym, że już tego wieczora jego mózg rozpryśnie się na anonimowej ścianie, twarz przestanie przypominać jakąkolwiek znaną formę, zaś rozczłonkowane ciało nigdy więcej nikogo nie skrzywdzi. Może zabijam własny czas, lecz to jedno z moich przeznaczeń. Kim więc jestem: diabłem czy aniołem stróżem? Oto moja vendetta. A może próba odejścia z tego podlejącego świata…

04:10:00 No comments

Najsmutniejsza książka przeczytana w tym roku… Był sobie brat, którego najdroższą rodzinę stanowiła trzy lata starsza siostra. Kiedy dziewczynka zniknęła podczas zabawy w chowanego, okraszonej tajemniczą wyliczanką, Jack pozostał pod opieką najstarszej z rodzeństwa, dwudziestoletniej Kate. Przecież widział i wiedział, co stało się tamtego dnia pod odsłoną szumiących liści wysokich drzew i szepczących cieni, które się pomiędzy nimi skrywały. Towarzyszył Saoirse aż do chwili, kiedy usłyszał tamten przerażający krzyk. A jednak mgła zapomnienia, może próbując uchronić niespełna dziesięciolatka od traumatycznych obrazów, nie pozwala mu opowiedzieć o tym, co się wówczas wydarzyło. Słowa próbują składać się w jego głowie w zdania, lecz już po chwili dryfują bezładnie, powodując u chłopca jeszcze większy smutek. Choć był młodszy, odkąd zabrakło taty a potem mamy, przyrzekł sobie przecież, że zawsze będzie najwierniejszym stróżem swojej siostry. Ona wielokrotnie udowodniła wszak, że nieważne co, ani kto, ni gdzie, będzie stała po jego stronie. Dochowała nawet tego najstraszniejszego sekretu, który sprawia, że Jack wciąż tak często budzi się w środku nocy, nawiedzony przez widmo koszmaru… Malec bierze kartkę i zaczyna rysować, dokładając kolejny obraz do przepastnej kolekcji, rozmieszczonej na poddaszu - miejscu, gdzie czuje się względnie bezpiecznie. Kredki tworzą nerwowe linie, które nakładają się na siebie i przedstawiają przerażające historie. Są prawdziwe czy wymyślone? Chciałby, tak bardzo chciałby o wszystkim opowiedzieć i pomóc sprowadzić najdroższą siostrę do domu, ale nie może złamać umowy milczenia i przerwać wyliczanki. Wtedy Istota z leśnych odmętów rozgniewa się jeszcze bardziej… Co zrobiłby Jack, gdyby jego siostra już nigdy do niego nie wróciła? Tak naprawdę nie ma przecież nikogo poza nią… I jeszcze coś, o czym nawet nie chce rozmyślać, ile dramatów znieść może jego naznaczona cierpieniem rodzina? Może nim mama runęła w przepaść, powiedziała prawdę. Wszyscy jesteśmy przeklęci.

00:48:00 No comments

Kolejny niedzielny dyżur zaczął się równie sennie jak wszystkie poprzednie. Najchętniej byś się z niego jakoś wykręciła, jednak nie możesz sobie na to pozwolić, gdyż zostałoby to źle odebrane przez nowych przełożonych. Niedawno przeniesiono Cię do Komendy Stołecznej Policji. Wprawdzie na równorzędne stanowisko oficera operacyjnego, jednak - zważywszy na prestiż placówki - de facto oznacza to awans. Musisz więc trzymać fason i ściśle stosować się do ustalonych zasad. Sobotni wieczór spędziłaś w pałacu Promnitzów, uczestnicząc w koncercie Olgi Weiss, wirtuozki violi da gamba, która odtworzyła kantatę Telemanna. Wprawiła tym publiczność w stan ekstazy - podziw zarówno dla kompozytora jak i własnego talentu. Towarzyszył Ci kapitan Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego Zygmunt Friszer, z którym współpracowałaś przy sprawie dotyczącej siatki szpiegowskiej założonej na terenie Polski przez agenta północnokoreańskiego wywiadu Dennisa Le. Początkowo Wasze relacje miały ściśle służbowy charakter, jednak z biegiem czasu osławiony „cyborg”, jakiego zawsze podziwiałaś za zimną krew i analityczny umysł, zaczął wreszcie dostrzegać, iż darzysz go skrywanym uczuciem. Podczas wspólnych akcji zaczęliście się do siebie zbliżać i niedawno oficjalnie zostaliście parą, próbując scalić dwa przeciwstawne uniwersa życiowych rozbitków, pozbawionych złudzeń co do człowieczej natury, acz uparcie tęskniących za miłością. W związku z tym, że kolejnego dnia czekała Cię wczesna pobudka, z niechęcią rozstałaś się z partnerem zaraz po raucie. Teraz zaś siedzisz przed ekranem komputera i ściskasz w ręku kubek aromatycznej kawy, usiłując bezskutecznie strząsnąć z siebie resztki snu. Z zamyślenia wyrywa Cię głośny dzwonek telefonu.

23:19:00 No comments

Książki, których bohaterami są członkowie klubów motocyklowych albo się kocha, albo nienawidzi - wszak to definitywnie specyficzne środowisko. Takie, które nie stroni od przekleństw oraz przemocy a przy tym korzysta z uroków dostępnych kobiet dopóty, dopóki nie zwiąże się z tą jedną, jedyną - zakładając, iż to kiedykolwiek nastąpi. Przede wszystkim jednak przedkłada braci z MC nad każdą inną osobę, wierne niewidzialnym więziom. Przyznaję, iż do tej pory nie znalazłam jeszcze swojego powieściowego ulubieńca wśród tych przedstawiających losy miłośników dwóch kółek. Te poznane były dla mnie zbyt wulgarne lub kiepsko napisane i nie spełniły żadnego z moich oczekiwań względem dobrej lektury. Od pewnego czasu jestem jednak zakochana w twórczości Anny Wolf, która urzekła mnie zarówno odcieniami romansów mafijnych, jak i tych biurowych - przede wszystkim z uwagi na lekkość pióra, świetną kreację postaci oraz uśmiechające, pełne ciepła fabuły. Z dużą nadzieją sięgnęłam zatem po drugą część serii „Black Angels MC” pod tytułem „Zapomniana miłość. Night” - będąc niezmiernie ciekawa, jak jedna z cenionych przeze mnie autorek raczej kobiecych narracji poradzi sobie z tą cokolwiek wymagającą tematyką. Teoretycznie nieskomplikowana, wymaga jednak od pisarza dużej dozy prozatorskiej zręczności - jako że łatwo o karykaturę lub odrzucającą przesadę. I cóż mogę napisać… Nie rozczarowałam się, a raczej pozytywnie zaskoczyłam. Okazuje się bowiem, że mogę się zacząć zaliczać do fanów „motocyklowych” historii - jeśli te zostaną przedstawione tak jak losy Nathaniela i drogiej mu niegdyś Willow. Opowieść Wolf pozostaje w mojej ocenie autentyczna, jeśli chodzi o kreację MC i ukazuje ją w odpowiedniej ostrości. Oprócz tego posiada jednak tak niezbędną każdej dobrej fabule głębię w postaci przemyśleń, świetnie odmalowanego tła relacji rodzinnych i przyjacielskich czy też opisów. Nie brakuje w niej również uśmiechających przekomarzanek pomiędzy „braćmi” czy niepozbawionych humoru elementów sensacyjnych. Oficjalnie zostaję Wolf-anką! 😉

02:33:00 No comments

Zrujnowana willa na Sardynii do nabycia za symboliczne jedno euro… To brzmi tak pięknie, że aż podejrzanie. A jednak właśnie na taką okazję, wiedziona ostatnią wskazówką pozostawioną przez nieżyjącego już ojca, trafia włoska architekt Tilda - główna bohaterka najnowszej powieści Very Buck. Grzech nie skorzystać - tym bardziej, jeśli z uwagi na pełnioną profesję, kwestia remontu nie będzie wymagała zatrudnienia wielu zewnętrznych fachowców. Cóż to za wspaniała wizja - stać się pierwszą mieszkanką zupełnie opuszczonej wioski, której władze próbują przywrócić dawną żywotność, wyprzedając nieruchomości za bezcen… Może jednak nieco mniej nęcąca, gdy okaże się, że nie bez powodu nikt nie chce osiąść w Botigalli. Ponad czterdzieści lat wcześniej to właśnie tutaj doszło bowiem do tajemniczej masakry, której okoliczności pozostają niejasne aż do dzisiaj. Podczas hucznego wesela w jednym z domów zamordowano absolutnie wszystkich z osady… Wszystkich poza ostatnim ocalałym - gnuśnym starcem, zajmującym położoną na skraju wąskiej ulicy, rozpadającą się chatę, choć o nim wiedzą tylko nieliczni. Zanim Tilda będzie miała wątpliwą okazję go poznać, w jej naznaczonej tragediami egzystencji nareszcie rozgoszczą się cisza i spokój - tak niezbędne po doznanych utratach. Może tego właśnie trzeba wówczas, gdy na świecie nie pozostanie już nic personalnie cennego - osiąść gdzieś na krańcu rzeczywistości, pośród popiołów i zgliszczy, gdzie po tylu latach wciąż wirują drobinki krwi. W hacjendzie, której sypiące się ściany nadal noszą ślady po kulach. Tam, gdzie nikt nie wie, kim jesteś ani za co czujesz się winna. Ćwiczenia z utraty w tak makabrycznym miejscu nabierają zupełnie innego charakteru… Niemiecka pisarka stacjonująca w Szwajcarii oddała go wręcz doskonale w swej sennej mroczności - zgodnie z tytułem proponując czytelnikowi idealną lekturę na lato. Poetycko złożoną ze smutków i zadawnionych krzywd oraz szokujących zagadek przeszłości. Czy warto było pozwolić im narodzić się w świetle dnia?

22:37:00 No comments

Jak prawie każdej nocy od czasu rozwodu wychylasz kilka głębszych, aby zapewnić sobie spokojny sen bez koszmarów. Nie musisz się martwić, że nie wstaniesz na czas i spóźnisz się do pracy od kiedy sprawiłeś sobie budzik kryjący w swoim wnętrzu syrenę alarmową z czasów drugiej wojny światowej, a do tego podłączyłeś go do kawowego ekspresu. Zapach świeżo zaparzonej kawy, połączony z upornym dźwiękiem wypełniającym cały dom, zbudziłby nawet nieboszczyka, a co dopiero faceta w średnim wieku, którego główną wadą jest zupełnie przecież niewinna skłonność do lekkiego przesadzania z alkoholem. Tego poranka jednak ze spoczynku wyrywa Cię nie jak zwykle piekielna maszyneria Twojego pomysłu, ale prozaiczny dźwięk telefonu. Zamroczony, przez chwilę gorączkowo szukasz słuchawki a gdy w końcu podnosisz ją do ucha, słyszysz denerwująco spokojny głos sekretarki Krajowej Komisji Bezpieczeństwa Transportu USA, jakiej jesteś pracownikiem. Po chwili uzyskujesz połączenie z Gordonem Petcherem, który również jest członkiem tego ciała. Zanim się odzywa, już wiesz, że doszło do czegoś strasznego, co w pełni potwierdza relacja wskazująca, że nad niebem Kalifornii doszło do zderzenia dwóch samolotów pasażerskich: DC - 10 linii United oraz Boeninga 747 Pan Am. Wszystko zdarzyło się na wysokości około 1500 metrów, więc żaden z ponad sześciuset pasażerów nie mógł ocaleć, choć czasami zdarzają się cuda, w które jednak, jako osoba twardo stąpająca po ziemi, zupełnie nie wierzysz. Pierwsza z maszyn obróciła się wokół własnej osi i spadła pionowo niczym bombowiec nurkujący podczas wykonywania ataku. Druga zdołała wyrównać lot oraz miała szansę na ocalenie, jednak nie dała rady wyminąć wyrosłej na jej trasie góry i po uderzeniu w zbocze spadła w okolicznym lesie.

04:32:00 No comments

Złożona ze wzruszających oraz pełnych emocji zdarzeń „Zośka od miłości” zabiera w miejsce, w jakim zaczyna się życie - do rzeczywistości szpitalnych sal porodowych, gdzie tytułowa bohaterka towarzyszy w cudzie narodzin, przy okazji nabywając cenne doświadczenie stażystki. Wrzucona w natłok obowiązków w hermetycznym środowisku, które początkowo jest do niej wrogo nastawione, jednak kierowana miłością do małych i kruchych człowieczych istot, przez każdą kolejną pełną pracy dobę idzie cierpliwie i z ogromną dozą ciepła oraz otwartym sercem, a także wysoko podniesionym czołem. Niezłomnie realizuje wyznaczony sobie cel, mimo tego, że dwa lata temu doznała ogromnej tragedii. Przybliżając czytelnikowi sylwetkę położnej, Anna Kasiuk niejako zaprezentowała mu godny naśladowania wzór - kogoś powstałego z sumy dojmująco smutnych przeżyć, lecz równocześnie takiego, który w pełni je akceptuje i mimo cierpienia się im nie poddaje. Zamiast tego Zofia, przepracowawszy je, przekuwa je w kolejne elementy swojego definitywnie stalowego pancerza. Z prozy Pisarki wielokrotnie wyłania się zresztą wręcz niesamowity obraz kobiecej siły. Mocy tych, które powołują nowe istnienia na świat, walczą z własnymi demonami i każdą kłodą rzuconą im pod nogi z determinacją i spokojem godnymi największych wojowników. Choć posiadając kilka męskich rys charakteru, najczęściej lepiej dogaduję się z panami, jestem pod wrażeniem tego, jak skrzętnie, barwnie i wielowymiarowo Autorka odmalowała estetycznie lekką warstwą językową świat matek. Niedoszłych, przyszłych, przeszłych. Zagubionych w odmienności nowej codzienności. Najszczęśliwszych w tym jednym z najważniejszych dla rodziny dni. Skupionych na social mediach lub zdaniu teściowej czy matki lub bojących się sprzeciwić mężowi, uznawszy jego zdanie za pewnik. Skrzywdzonych i krzywdzących. Towarzyskich albo poświęconych ocennym plotkom, które osiadają na innych kobietach jak cień. „Zośka od miłości” to jednak kobieta taka jak Ty. Jaką mogłabyś się stać, podarowawszy innym serce.

01:52:00 No comments

Mój czwarty tegoroczny PATRONAT MEDIALNY możesz jeszcze kupić w wyjątkowym, personalizowanym zestawie za jedyne 39.99 zł - wystarczy, że do 12 lipca bieżącego roku napiszesz do @marzena_niewiadomska_ 🔥! Jeśli jesteś miłośnikiem zmyślnych mroczności w otoczeniu dedykowanych gadżetów, z pewnością zachwycisz się tym estetycznym książkowym boxem! Teraz zaś najwyższa pora na moja zwichrowaną historię o tej niepokojącej historii, w jakiej granica między tym, co trwożąco wyobrażone a rzeczywistym ulega zatarciu i którą miałam zaszczyt wziąć pod opiekę swoich cienistych skrzydeł. Skryta za okładką spod ciemnej gwiazdy opowieść Pisarki ma szansę sprawić, iż następnym razem zastanowisz się wielokrotnie, nim nabędziesz przedmiot z duszą (albo duchem), nie znając jego historii. Co bowiem stałoby się, gdyby ten w istocie okazał się… przeklęty? Jako szalony kolekcjoner wschodniej biżuterii oraz skrzących się blaskiem dawnych chwil antyków przyznaję, że jest to nader niepokojąca wizja. Choć gdyby tak znaleziony artefakt zaczął odpowiadać za taką moją przemianę, jakiej doświadcza główna bohaterka wykreowana przez Autorkę, nie byłabym wcale do końca zła (taka wszak jestem z natury). Nie najgorszą wizją pozostaje bowiem opętanie przez rzecz materialną, jeśli wiązałoby się z nim bezemocjonalne dokonanie kilku krwawych zemst. A jeśliby tak do tego ów przedmiot zacząłby mi dopomagać w dziełach diabelskich, raczej nie czułabym się nieszczęśliwa. Przeznaczone TYLKO dla dorosłych czytelników „Głosy piekła”, jakich ogniste podszepty Marzena Niewiadomska złożyła w nieodkładalny, niedługi, acz pełen emocji horror z wątkami thrillerowymi, okazują się lekturą demoniczną. Kochankowie makabreski mojego pokroju będą nią stuprocentowo urzeczeni. Duszna, niepokojąca, infernalna - staje się niezapomnianą powieścią, którą co wrażliwsi mogą zechcieć poznać w ciemności, przy świetle niewielkiej lampki, pragnąc poczuć upragnioną gęsią skórkę. Lepiej jednak nie czytać jej, kiedy siedzi się na żadnym starym krześle…

02:52:00 No comments

Czym może się zajmować nawigator statku kosmicznego w nieznającym granic gwiezdnym uniwersum? Na tak zadane pytanie każdy wielbiciel fantastyki naukowej wyczaruje w umyśle barwne obrazy epickich bitew z krwiożerczymi obcymi, niebezpiecznych wypraw, mających na celu odkrycie nieznanych planet, na które w przyszłości będzie mogła się przenieść ludzkość znękana ekologicznymi katastrofami czy też bohaterskich akcji ratowania współziomków z katastrof o galaktycznych rozmiarach. I będzie miał słuszność, gdyż większość autorów tego gatunku literackiego tak właśnie opisuje przygody załóg orbiterów. Jednym z wyjątków jest Stanisław Lem, który w „Opowieściach o pilocie Pirxie” przedstawił całą drogę kariery tytułowego pilota, począwszy od statusu kadeta, a skończywszy na stopniu komandora, samodzielnie dowodzącego taką jednostką. Wśród nich trudno jednak szukać równie efektownych epizodów, gdyż postać ta zmaga się z, wydawałoby się, całkowicie prozaicznymi zjawiskami takimi jak: ludzka głupota i niekompetencja, poczucie pustki i obezwładniającej samotności, wzmagane bezlitosnym żywiołem kosmicznej przestrzeni czy bezwzględną chciwością towarzystw eksploatujących odkryte planety. Nie stroni przy tym od tematu, który dziś rozpala wyobraźnię współczesnych, czyli sztucznej inteligencji, zamkniętej w układach komputerów marsjańskich krążowników lub robotów mających udzielać pomocy człowiekowi, a buntujących się przeciw jego władzy czy nabierających z biegiem czasu cech ludzkiej imaginacji. Część z tych fascynujących OPOWIADAŃ ma charakter żartobliwy, inne tragiczny, niektóre przybierają postać powiastek filozoficznych z zacięciem roztrząsających tajemnice wrodzonej natury człowieczego rozumu. Wszystkie zaś składają się na sugestywny obraz jednostki stającej przed wyzwaniami, jakie przyniesie być może wcale nie tak odległa przyszłość. Pozwól, że zabiorę Cię do świata pilota Pirxa, nic nieznaczącego pyłku w bezmiarze gwiezdnej przestrzeni, który codziennie udowadnia, że słowo „człowiek” czasami brzmi dumnie, czasami zupełnie niejednoznacznie a nawet wstydliwie.

01:24:00 No comments
Strasze posty

O autorce

O autorce
Żona, kociara, maniaczka thrillerów, wielki ogarniacz życia. Recenzuję literaturę - bo życie jest sztuką. Opowiadam historie o historiach. Mail: kierownikoperacyjny.sp@gmail.com 💥

Kategorie

  • książki

Jestem tutaj

Statystyka odwiedzin

Stali czytelnicy

Archiwum

  • ▼  2026 (109)
    • ▼  lip (14)
      • Matt Childeis - Luna Moth - recenzja
      • Sinéad Nolan - Policz do dziesięciu - recenzja
      • WP Rdzanek - Artefakt - recenzja
      • Anna Wolf - Zapomniana miłość. Night - recenzja
      • Vera Buck - Mroczne lato - recenzja
      • John Warley - Milenium - recenzja
      • Anna Kasiuk - Zośka od miłości - recenzja
      • Marzena Niewiadomska - Głosy piekła - recenzja pat...
      • Stanisław Lem - Opowieści o Pilocie Pirxie - recenzja
      • Grzegorz Kapla - Bez litości - recenzja
      • Stach Szulist - Kumulacja - recenzja
      • Joanna Bober - Księżyce Jowisza - recenzja
      • Tommaso Pagano - W gąszczu kłamstw - recenzja
      • Francesca Catlow - Grecki sekret - recenzja
    • ►  cze (24)
    • ►  maj (20)
    • ►  kwi (10)
    • ►  mar (18)
    • ►  lut (13)
    • ►  sty (10)
  • ►  2025 (296)
    • ►  gru (20)
    • ►  lis (19)
    • ►  paź (30)
    • ►  wrz (25)
    • ►  sie (16)
    • ►  lip (22)
    • ►  cze (19)
    • ►  maj (38)
    • ►  kwi (24)
    • ►  mar (36)
    • ►  lut (24)
    • ►  sty (23)
  • ►  2024 (292)
    • ►  gru (18)
    • ►  lis (30)
    • ►  paź (30)
    • ►  wrz (27)
    • ►  sie (28)
    • ►  lip (25)
    • ►  cze (20)
    • ►  maj (21)
    • ►  kwi (22)
    • ►  mar (24)
    • ►  lut (29)
    • ►  sty (18)
  • ►  2023 (143)
    • ►  gru (17)
    • ►  lis (20)
    • ►  paź (15)
    • ►  wrz (14)
    • ►  sie (14)
    • ►  lip (15)
    • ►  cze (8)
    • ►  maj (10)
    • ►  kwi (9)
    • ►  mar (9)
    • ►  lut (7)
    • ►  sty (5)
  • ►  2022 (31)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (2)
    • ►  wrz (2)
    • ►  sie (5)
    • ►  lip (2)
    • ►  cze (2)
    • ►  maj (2)
    • ►  kwi (3)
    • ►  mar (3)
    • ►  lut (4)
    • ►  sty (3)
  • ►  2021 (60)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (5)
    • ►  sie (5)
    • ►  lip (13)
    • ►  cze (9)
    • ►  maj (6)
    • ►  kwi (9)
    • ►  mar (4)
    • ►  lut (1)
  • ►  2020 (55)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (6)
    • ►  paź (5)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (3)
    • ►  lip (5)
    • ►  cze (6)
    • ►  maj (6)
    • ►  kwi (8)
    • ►  mar (6)
    • ►  lut (2)
    • ►  sty (4)
  • ►  2019 (40)
    • ►  gru (4)
    • ►  lis (4)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (4)
    • ►  lip (5)
    • ►  cze (1)
    • ►  maj (5)
    • ►  kwi (2)
    • ►  lut (7)
    • ►  sty (1)
  • ►  2018 (96)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (5)
    • ►  sie (8)
    • ►  cze (8)
    • ►  maj (12)
    • ►  kwi (11)
    • ►  mar (13)
    • ►  lut (14)
    • ►  sty (17)
  • ►  2017 (197)
    • ►  gru (6)
    • ►  lis (11)
    • ►  paź (9)
    • ►  wrz (16)
    • ►  sie (24)
    • ►  lip (20)
    • ►  cze (17)
    • ►  maj (19)
    • ►  kwi (16)
    • ►  mar (18)
    • ►  lut (8)
    • ►  sty (33)
  • ►  2016 (81)
    • ►  gru (15)
    • ►  lis (23)
    • ►  paź (17)
    • ►  wrz (11)
    • ►  sie (11)
    • ►  cze (2)
    • ►  lut (2)
  • ►  2015 (8)
    • ►  lis (1)
    • ►  cze (1)
    • ►  maj (1)
    • ►  mar (1)
    • ►  lut (2)
    • ►  sty (2)
  • ►  2014 (18)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (1)
    • ►  paź (1)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (1)
    • ►  kwi (4)
    • ►  mar (4)
    • ►  lut (1)
    • ►  sty (2)
  • ►  2013 (18)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (4)
    • ►  wrz (1)
    • ►  sie (2)
    • ►  lip (1)
    • ►  cze (3)
    • ►  lut (3)
    • ►  sty (2)
  • ►  2012 (14)
    • ►  gru (1)
    • ►  paź (5)
    • ►  cze (2)
    • ►  kwi (1)
    • ►  mar (3)
    • ►  lut (2)
  • ►  2011 (12)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (2)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (1)
    • ►  lip (1)
    • ►  mar (1)

Created with by ThemeXpose | Distributed By Gooyaabi Templates