Nie musisz tu być, jednak zwyciężyło w Tobie poczucie odpowiedzialności.
Jako komisarz kierująca całym zespołem śledczych nie masz obowiązku brać
dyżurów domowych, w czasie których trzeba być cały czas pod telefonem i stawiać
się na każde wezwanie. Choć jesteś obciążona prowadzeniem licznych spraw, nie uchylasz
się także od nieprzymusowych zawodowych powinności. W skrytości duch liczyłaś
na to, że noc minie spokojnie i w końcu będziesz mogła się choć trochę wyspać,
ale stało się inaczej. Teraz, mroźnej styczniowej nocy, stoisz nad ciałem człowieka,
wydana na pastwę lodowatego wiatru, niosącego ze sobą płatki śniegu pomieszane
z marznącym natychmiast deszczem. Trup leży przy ścianie na plecach z rękami
rozrzuconymi, jakby denat próbował w ostatniej chwili zapobiec nieuchronnemu i
zastopować swój lot w stronę pawimentu. Jednak upadek z wysokości dwunastego
piętra mógł skończyć się tylko w jeden sposób: natychmiastową śmiercią. Gdy
spoglądasz w górę na szczyt biurowca położonego na terenie Silesia Business
Park w Katowicach, mimowolnie wyobrażasz sobie, co mógł czuć człowiek mający
świadomość, że za chwilę jego ciało roztrzaska się o podłoże, na co Twój
organizm reaguje przebiegającym po plecach dreszczem. Dokonujesz wstępnych
oględzin zwłok, choć widok nie należy do przyjemnych. Na pierwszy rzut oka
mężczyzna ma około czterdzieści lat - niestety nie znajdujesz przy nim niczego,
co mogłoby pomóc w identyfikacji. W kieszeniach płaszcza nie ma ani portfela,
ani telefonu, co nieco utrudni Ci śledztwo, gdyż będzie trzeba czekać, aż ktoś
zgłosi zaginięcie. Jednak z doświadczenia wiesz, że nie będzie to trwało zbyt
długo, bo bliscy z pewnością zaniepokoją się brakiem kontaktu i zaczną
poszukiwania. W każdym razie taka okoliczność budzi podejrzenia, że nie było to
samobójstwo, a ktoś „pomógł” denatowi gwałtownie zejść z tego świata.






