Jak
prawie każdej nocy od czasu rozwodu wychylasz kilka głębszych, aby zapewnić
sobie spokojny sen bez koszmarów. Nie musisz się martwić, że nie wstaniesz na
czas i spóźnisz się do pracy od kiedy sprawiłeś sobie budzik kryjący w swoim
wnętrzu syrenę alarmową z czasów drugiej wojny światowej, a do tego podłączyłeś
go do kawowego ekspresu. Zapach świeżo zaparzonej kawy, połączony z upornym
dźwiękiem wypełniającym cały dom, zbudziłby nawet nieboszczyka, a co dopiero
faceta w średnim wieku, którego główną wadą jest zupełnie przecież niewinna
skłonność do lekkiego przesadzania z alkoholem. Tego poranka jednak ze
spoczynku wyrywa Cię nie jak zwykle piekielna maszyneria Twojego pomysłu, ale
prozaiczny dźwięk telefonu. Zamroczony, przez chwilę gorączkowo szukasz słuchawki
a gdy w końcu podnosisz ją do ucha, słyszysz denerwująco spokojny głos sekretarki
Krajowej Komisji Bezpieczeństwa Transportu USA, jakiej jesteś pracownikiem. Po
chwili uzyskujesz połączenie z Gordonem Petcherem, który również jest członkiem
tego ciała. Zanim się odzywa, już wiesz, że doszło do czegoś strasznego, co w
pełni potwierdza relacja wskazująca, że nad niebem Kalifornii doszło do
zderzenia dwóch samolotów pasażerskich: DC - 10 linii United oraz Boeninga 747
Pan Am. Wszystko zdarzyło się na wysokości około 1500 metrów, więc żaden z ponad
sześciuset pasażerów nie mógł ocaleć, choć czasami zdarzają się cuda, w które
jednak, jako osoba twardo stąpająca po ziemi, zupełnie nie wierzysz. Pierwsza z
maszyn obróciła się wokół własnej osi i spadła pionowo niczym bombowiec
nurkujący podczas wykonywania ataku. Druga zdołała wyrównać lot oraz miała
szansę na ocalenie, jednak nie dała rady wyminąć wyrosłej na jej trasie góry i
po uderzeniu w zbocze spadła w okolicznym lesie.


