Romans mafijny to ten rodzaj książek, w którym z wielu względów czuję się niczym przysłowiowa ryba w wodzie. Choć poznałam mnóstwo powieści z tego gatunku - przyznaję, iż po raz pierwszy miałam przyjemność sięgnąć po taką, której autorem jest mężczyzna! Stach Szulist udowodnił mi, że panowie jak najbardziej odnajdują się w podobnych klimatach, jeśli tylko, tak jak Pisarz, świetnie władają słowem pisanym. Co intrygujące, „Miłość spod ziemi” została zaserwowana czytelnikowi warstwą językową przystającą do literatury pięknej, w której to aż roi się od barwnych dygresji oraz retrospekcji złożonych szykiem przestawnym. Jeżeli doda się do tego fakt, że historia nasączona jest dużą dozą dobrego humoru, wynikiem będzie opowieść stanowiąca doskonałą, pełną łamigłówek narrację, jaka to spodoba się każdemu miłośnikowi dobrej literatury. Wśród plejady barwnych bohaterów prym wiedzie trójka przestępców, których perypetie pasują raczej do zgrai nieudaczników, przez co wielokrotnie uśmiechają oraz Nina - kobieta, jaka to, zgodnie z tytułem, podczas pewnego spaceru z psem poszukiwanego od dawna ukochanego wydobywa dokładnie spod kilku warstw gleby, pod którymi ten znalazł się komicznym zrządzeniem losu - czy może raczej przeznaczenia. Brzmi jak przepis na świetną komedię, prawda? Jestem tego samego zdania. Z przyjemnością zobaczyłabym powieść Twórcy w wersji zekranizowanej. Kochankom przedniej zabawy ze zbrodniami w tle polecam natomiast tę pisaną - wszak romanse mafijne cenić należy także za poczucie humoru najlepszego sortu. Teraz zaś zapraszam Cię do przeczytania mojej wariacji historii o historii, jakiej nie da się odłożyć przed poznaniem zakończenia. Podróż przez Polskę aż do Moskwy i z powrotem, śmiech i łzy rozbawienia oraz chwile trwogi z nieustającym zaciekawieniem zagadką związaną z cennymi kamieniami szlachetnymi z dalekiego Magnitogorska… Poproszę o więcej tak zmyślnie zwichrowanych fabuł!



