Tommaso Pagano - W gąszczu kłamstw - recenzja
Pamiętasz
ją jak przez mgłę. Jedynie parę gestów i zamazane obrazy sylwetki, która pochyla
się, by z czułością położyć dłoń na Twojej głowie. W zasadzie to wszystko. Nie
możesz przypomnieć sobie jej głosu i nie wiesz, co bardziej boli - zakodowane w
umyśle strzępki wspomnień czy ich zupełny brak. Odeszła, gdy miałeś trzy lata,
pozostawiając pustkę w sercu, której nie możesz wypełnić do dzisiaj, mimo że od
tego czasu upłynęła cała dekada. Twoją matkę znalazł dziadek Tomasso - jej
ojciec. Powiesiła się w mieszkaniu, zostawiając krótki list, w którym napisała,
że jej egzystencja nie ma już sensu. Ani Ty, ani on nie wierzycie, aby to było
samobójstwo. Była pełna życia i ciekawa świata a przy tym mądra oraz żywiołowa.
Kochała też bezgranicznie jedynego syna, więc dobrowolnie nigdy nie podjęłaby decyzji,
żeby Cię osierocić. Bardzo dbała o swój wygląd - nie pokazywała się nikomu bez
starannego makijażu oraz perfekcyjnie dobranego ubioru. Tymczasem jej zwłoki odziane
były tylko w pomiętą halkę. Zniknęła też broń służbowa, z którą w zasadzie się
nie rozstawała. I nie bez przyczyny. Przed śmiercią, jako komisarz policji,
prowadziła skomplikowane śledztwo. Najwidoczniej dotarła do ustaleń, które
zagroziły potężnym ludziom. Z tego powodu mogła się obawiać o swój los.
Początkowo sprawa wyglądała banalnie, gdyż prowadzono czynności jedynie w
sprawie zatrudniania „na czarno” pracowników w przedsiębiorstwie, jakie w
Syrakuzach prowadził Giuseppe Rametta, jeden z najbogatszych ludzi na Sycylii. W
zasadzie dochodzenie stanęło w miejscu - do czasu, gdy ktoś zdecydował się
mówić i złożył obszerne zeznania oraz zawiadomienie o przestępstwie, twierdząc,
że nie wypłacano mu pensji, a także kazano pracować w warunkach zagrażających
zdrowiu.
„Niektóre myśli są cierpliwe jak jaguary. Potrafią czaić się w cieniu przez wiele godzin, miesięcy, lat, w ciszy za lianami, żeby obserwować ofiarę i poznać jej zwyczaje. (…) ukryte w listowiu, dzień po dniu coraz bardziej głodne (…) wyskakują z mroku, są wszędzie, na ulicach (…) w domu (…). Znowu wyskakują, żeby zanurzyć w nim swe zębiska.”
Mężczyzna dowodził, że osób takich jak on jest bardzo dużo a tego rodzaju praktyki należą do nagminnych. Wyznaczył też datę konferencji prasowej, na której miał przedstawić kolejne dowody nieetycznej działalności Rametty, ujawnić jego powiązania ze światem przestępczym oraz procedery o korupcyjnym charakterze, jakich nici wiodą nie tylko do przedstawicieli miejscowej władzy, ale nawet wysokich funkcjonariuszy policji. Jednak ta nigdy się nie odbyła - na kilka dni przed jej terminem został zastrzelony przez dwóch policjantów w gaju pomarańczowym. Twierdzili, że kradł owoce i rzucił się na nich z nożem. Nikogo nie zainteresował fakt, że nie miał powodu dokonać zaboru, gdyż został zatrudniony w Kooperatywie Amuni, jaką prowadził znany społecznik - ksiądz Damian Gambina, który otoczył go opieką i pomagał w dziele dekonspiracji Rametty. Nie zwrócono także uwagi na błyskawiczny awans obydwu funkcjonariuszy po tym incydencie ani na fakt, że budynki Spółdzielni parę dni po nim uległy podpaleniu przez nieznanego sprawcę. Wszystko wyciszono i wydawało się, iż na bagno spadła zasłona milczenia. Był jednak człowiek, który nie chciał odpuścić i poprzysiągł sobie, iż dogłębnie wyjaśni całą sprawę, nie bacząc na cenę, jaką za to zapłaci. To Twoja mama, której policyjny instynkt nigdy nie zawodził, chwyciła trop i skupiła się na prowadzeniu czynności, jakie zawiodły ją do szokujących ustaleń. Nikt ich nie znał, gdyż nie dzieliła odkryciami. Inne dochodzenia powierzyła swojemu zastępcy - oddała się działaniom dotyczącym złowieszczego przedsiębiorcy. I gdy była o krok od zakończenia śledztwa, nagle popełniła „samobójstwo”. Sprawę szybko zamknięto. Nie badali jej dogłębnie, uznawszy, że ze względu na napisany list pożegnalny jest oczywista. Twój ojciec pogodził się z takim obrotem sprawy, choć nigdy nie wydobył się z kręgu rozpaczy po stracie ukochanej żony. Choć masz tylko trzynaście lat czujesz się za niego odpowiedzialny i obawiasz, że zrobi sobie coś złego. Jakoś trzymał się w pionie do czasu, aż przyszedł list urzędowy obwieszczający, że z powodu upływu dziesięcioletniego okresu, nastąpi ekshumacja ciała kobiety, zmielenie jej kości i umieszczenie ich w ossuarium.
„Nagle,
po dziesięciu latach, znowu stają przed sobą twarzą w twarz, a ona mu się przygląda,
wbija w niego swoje mądre, orzechowe oczy, które zawsze dostrzegały wszystko
wcześniej niż on. Może chce mu coś przekazać, wyjaśnić to czego on nie potrafi
zrozumieć, może wróciła, żeby mu pomóc, opowiedzieć, co naprawdę ją spotkało. Anno,
mów, jestem tutaj.”
Gdy tylko przeczytał zawiadomienie, zupełnie się załamał. Codziennie widujesz kilka puszek po piwie w koszu na śmieci, słyszysz też, jak płacze przed ekranem komputera. Gdy sprawdzasz listę wyszukiwań, odnajdujesz strony zawierające instruktaże, jak skutecznie i bezboleśnie odebrać sobie życie. Na ten widok ogarnia Cię przeraźliwy strach, że stracisz kolejnego rodzica i zostaniesz na sam na tym przerażającym i niesprawiedliwym padole łez. Musisz temu zapobiec - zrobić wszystko, aby do tego nie doszło. I dlatego postanawiasz wszcząć natychmiastowe działania w ramach sekretnej „Misji”. Najpierw piszesz anonimowy list do Vito Prestii, zastępcy komisarza policji w Ortygii i swojego czasu najbliższego współpracownika i przyjaciela Twojej matki. Zawiera tylko jedno zdanie: „TOJA JĄ ZABIŁEM A TY NIE ÓMIAŁEŚ MIE ARESZTOWAĆ, KIEPSKI SCIEBIE POLICJANT”, gdyż uważasz, że jego lapidarność oraz koszmarne błędy ortograficzne dodadzą mu wiarygodności. Liczysz na to, że spowoduje ponowne wszczęcie śledztwa w sprawie śmierci Anny. Jesteś pewien, że została zmuszona do zadzierzgnięcia pętli na swojej szyi, więc funkcjonariusze, którzy wreszcie wezmą się do roboty, z pewnością trafią na ślad, jaki to potwierdzi. Ty zaś zamierzasz przeprowadzić własne dochodzenie. Jego wyniki będziesz utrwalał na dyktafonie. We wszystko wtajemniczyłeś swojego imiennika - dziadka Tomasso, który nie tylko podziela Twoje przekonanie, ale i wydatnie przyczynił się do jego powstania, twierdząc, że jego córka z całą pewnością nie dokonała autodestrukcji własnymi siłami. Nadrzędnym celem jest dotarcie do wszystkich osób, jakie miały kontakt ze zmarłą ostatniego dnia jej życia i zebranie ich wspomnień, które być może rzucą snop światła na mroki tajemnicy związanej z jej zgonem. Twój krewny, choć ma osiemdziesiąt dwa lata, doskonale nadaje się do takich przedsięwzięć. To niezwykle zażywny staruszek, pełen wigoru i dziwacznych pomysłów oraz zachowań. Od czasu, gdy przed ośmiu laty umarła jego druga połówka, całymi godzinami ślęczy przed ekranem telewizora, płacząc w głos i puszczając z kaset w magnetowidzie filmy erotyczne, jakie kiedyś wspólnie oglądali, doskonale się przy tym bawiąc. Opanował też do perfekcji sztuczkę, która polega na udawaniu zawału serca. W pewnych sytuacjach korzysta z niej, aby zmiękczyć ludzi, od jakich czegoś potrzebuje lub uzyskać zabieg sztucznego oddychania od ponętnej, młodej niewiasty. To niepoprawny erotoman, niezwykle czuły na kobiece wdzięki i ciągle wypytujący, czy w końcu „to” zrobiłeś. Co bardzo cenisz, traktuje Cię jak kumpla, skracając dystans wynikający z różnicy wieku. Ponieważ nie utrzymuje żadnych kontaktów z Twoim ojcem, któremu zarzuca zdradę niewiary w teorię o zmuszeniu żony do sam*obó*jstwa, jego jedynym towarzyszem, oczywiście poza Tobą, jest kotka Moanna - o nietypowym, pomarańczowym ubarwieniu. Razem stanowią niepowtarzalny tandem, często widziany, gdy wraca z miejscowego targu z wyłudzoną rybą w pysku zwierzęcia. Czasami masz wrażenie, że mruczek o wielce niezależnym charakterze inteligencją przewyższa niejednego ze znanych Ci ludzi. Wszyscy razem utworzycie trio, jakie z determinacją będzie próbowało wyjaśnić tajemnice śmierci Anny Coco. Prawda, jaka nieoczekiwanie wychynie z bujnego gąszczu kłamstw oplatających tę sprawę, okaże się tak straszna, że całkowicie przewartościuje Twoje postrzeganie otaczającego świata i odbierze chęć życia...
„Bo ja nie zamierzam zostać sam. (…) Cała moja misja była tylko po to. Dlatego, że się boję. Mam trzynaście lat. Nie zamierzam być sam (…) Tylko z bólem, z tym czymś, co mi nie pozwala oddychać, z tym czarnym paskudztwem, które się we mnie zalęgło (…).”
„W
gąszczu kłamstw” autorstwa Tomasso Pagano to kryminał - choć tak naprawdę wstrząsający
dramat obyczajowy. Jego bohaterami są: trzynastoletni Tomasso, którego matka
oficjalnie popełniła samobójstwo przed dziesięciu laty oraz Vito Prestia,
zastępca komisarza policji i jej najbliższy przyjaciel. Obaj, nie wierząc w urzędowe
ustalenia podejmują czynności, jakie mają wyjaśnić dogłębnie okoliczności całego
zdarzenia, które ściśle łączy się z dochodzeniem prowadzonym w sprawie
nieuczciwego przedsiębiorcy Giusepe Rametty, powiązanego korupcyjnymi układami
ze środowiskami miejscowych władz oraz wysoko postawionych oficerów służb. Dynamicznie
prowadzona fabuła wiedzie czytelnika po zawiłych meandrach śledztwa, krok po
kroku odsłaniając tajemnice związane ze śmiercią kobiety - aż po ujawnienie
szokującej prawdy. Ta całkowicie niszczy uniwersum nastolatka i skutkuje nieuchronną
tragedią, jakiej nie można w żaden sposób zapobiec. Co znamienne, przejmujący finał
zawiera plot twist, który zupełnie zmienia ogląd odbiorcy - uwielbiam tak kunsztownie
zaserwowane zabiegi literackie. Warstwę językową historii również muszę
pochwalić - niekiedy rwana, jakby pochodząca z epicentrum smutku w głowie
bohatera, okazuje się semantycznie zmyślna. Autorowi udało się odmalować z pełnym
dramatyzmu wyczuciem świat osieroconego nastolatka, jaki nie może pogodzić się
ze śmiercią najbliższej osoby, a przy tym obawia się o los ojca, który nie
potrafi unieść spoczywającego na jego barkach rodzicielskiego ciężaru. Po raz
kolejny okazuje się, że wymagające opieki dziecko udziela jej osobie dorosłej -
cechuje się odwagą i dojrzałością, których zupełnie nie staje otaczającym go
ludziom w pełni wieku. Niewątpliwie jasnym punktem powieści są dziadek Tomasso…
oraz jego nieodłączny kot. Wraz z wnukiem tworzą niepowtarzalne trio, pełne nieoczywistych
pomysłów i czynów rodem z najlepszej komedii. Ich przygody uśmiechają, ofiarowując
dawkę pogody dla świetnie skrojonej fabuły, którą należałoby określić misternym
teatrem tragedii. W gąszczu kłamstw rozkwita nieszczęście, zaś los dopisuje
jego ostatni, pięknie smutny rozdział... 10/10!
(…) kończę to, co zacząłem. I dzisiaj misja zostanie oficjalnie zakończona. Nie ma już czego szukać. Nie ma już czego nagrywać. Rozłączam się. Klik.”
0 comments
Serdecznie dziękuję za wszystkie opinie, wiadomości oraz czas poświęcony na czytanie mojej strony- tworzę ją dla Was! :-)