Eli M - Pokój w windzie - recenzja
Wykreowany przez Eli M. mroczny
romans pod tytułem „Pokój w windzie” miałeś już okazję poznać u mnie za sprawą
różnych wariacji semantyczno-graficznych, zatem najwyższa pora na najistotniejsze
- czyli recenzję książki. Opowieści, w której narrację przejmuje naprzemiennie
czwórka bohaterów, jakich życiowe losy są ze sobą nieodwracalnie powiązane.
Historii, w której akcja pędzi we wręcz szaleńczym tempie, nie pozostawiwszy
czytelnikowi ani chwili na oddech. I co najciekawsze, stanowiącej złożone
połącznie gatunkowe. Nie brakuje w niej bowiem wątków przystających do trwożących
thrillerów, niewielkiej wstawki kryminalnej, warstwy rodem z powieści obyczajowych
oraz motywu, który w mojej ocenie powiązany jest z kategorią „dark romance”-
czyli… tytułowej komnaty w blaszanym, klaustrofobicznym pomieszczeniu, zalewanym
tylko z rzadka drżąco niepokojącym światłem. Nie zdradzę Ci, co dokładnie się w
nim mieści ani jakie zdarzenia się w nim rozgrywają, bo uważam, iż to właśnie stanowi
największe zaskoczenie w owej propozycji literackiej. Debiutu, który posiada małe
wady, jakie omówię w ocennej części recenzji, lecz mimo wszystko w mojej opinii
stanowi ożywczą rozrywkę na jesienny wieczór. Spodziewałam się po nim dużej cienistości.
Zamiast tego otrzymałam coś lepszego - cokolwiek zwichrowaną fabułę o różnych
rodzajach miłości. Nieodwzajemnionej i skrywanej pod maską obojętności. Na wskroś
toksycznej, która nie potrafi odpuścić, pomimo tego, że powoduje tylko chaos,
zniszczenie i spustoszenie. Szalonej i nieutulonej, jaka wiedzie do poważnego
związku, lecz wciąż nie potrafi rozgonić demonów zła, zbyt zadomowionych we
krwi i najgłębiej pod skórą. Naznaczonej licznymi tragediami, nieodwracalnie
zmieniającymi coś w jaźni na diabelsko gorsze. Samo zakończenie pozostawiło mnie
zaś… ze złością, jako że nie sądziłam, że w takim momencie Autorka podaruje mi zawieszenie
w oczekiwaniu i informację: ciąg dalszy nastąpi. Pozostaje go wypatrywać, by przekonać
się, jak rozwiną się losy tej makiawelicznej czwórki…
„Winda - mechaniczna przestrzeń: ciasna, zamknięta, pozbawiona światła dnia. W niej pokój. (…) Cztery osoby. Cztery historie. Cztery prawdy: każda bolesna inaczej, każda równie nieodwracalna. A pożądanie? Było tam, zanim przyszli. I nie opuściło nikogo, nawet wtedy, gdy drzwi zamknęły się na dobre.”
Samotny i wiecznie odprowadzany złowieszczymi szeptami odmieniec, nieznajdujący kontaktu z nikim postronnym. Zwyczajny, choć może nieco zbyt smutny. Potem jednak pojawiła się ona i od tamtej pory, już nierozłącznie Aleks zawsz występował wespół z Lili. Spoglądałeś na nią z zachwytem od pierwszego spotkania, by z każdym kolejnym dniem zakochiwać się w niej coraz mocniej. Tandem z rodzaju tego między rodzeństwem wykształcił jednak przyjaźń tak silną, że obawiałeś się, iż jeśli wyznasz jej miłość - stracisz wszystko. Nakładałeś więc warstwy masek, udawałeś niezainteresowanie, wreszcie odmienną orientację. Byleby tylko trwać jakkolwiek przy jej boku, przykrawałeś się do przyjętego kształtu, aż znienawidziłeś siebie sam do imentu za tę wieczną grę ułudy. A jednak nie potrafisz inaczej. Pracujesz w tym samym barze co ona, zawsze jesteś obok, kiedy chce Ci się wyżalić. Pilnujesz, nadzorujesz, opiekujesz się i… wewnętrznie cierpisz coraz silniej. Stoisz przy niej także wtedy, kiedy poznaje Nikolasa, w Twojej opinii mającego wiele mrocznych tajemnic, niepokojącego mężczyznę, który przyszedł do restauracji na biznesową kolację i od razu zawrócił Lili w głowie. Twoja przyjaciółka zresztą zaczyna się zachowywać, jak gdyby postradała rozum na jego punkcie - choć przecież wie o nim absolutnie nic. Nie podoba Ci się, dokąd to wszystko zmierza - i to nie tylko dlatego, że masz niejasne przeczucie graniczące z pewnością, że już niedługo stracisz z ukochaną tę wyjątkową, choć opartą na nieszczerości więź, właśnie na jego rzecz. I wcale się nie mylisz… Desperacko myślisz, czy odpuścić i pozwolić jej spróbować odnaleźć szczęście, mimo przeczuwanego zagrożenia, czy jednak wyznać jej prawdę i… wygrać miłość swojego życia albo utracić wszechświat. Co wybierzesz?
„Zimne, surowe, metalowe ściany. Przestrzeń, w której nawet oddech brzmiał
ogłuszająco. Ciemność, którą zaledwie smagała migająca lampka. Stalowe łóżko,
przypominające bardziej stół sekcyjny niż miejsce odpoczynku. Krzyżyk, który w
tej surowej przestrzeni wyglądał jak nietrafiony żart. Albo groźba. (…) Jak
Koszmar, z którego nie można się obudzić, niezależnie od tego, jak głośno by
się krzyczało. (…) Jakby cały świat zredukował się do jednego dźwięku: do mnie,
do mojego strachu, do tej chwili, w której już nie byłam kobietą, tylko cieniem.”
Oto Nikolasa trafiła strzała najmroczniejszego z amorów, myślisz, uśmiechając się zawadiacko, kiedy z wnętrza luksusowego samochodu przypatrujesz się jeszcze nieświadomej niczego, zmierzającej do baru kelnerce. Jest od Ciebie kilkanaście lat młodsza, tak pięknie niewinna - i choć o tym nie wie, niedługo będzie Twoja. Na co dzień w dochodowym biurze architektonicznym kreujesz rzeczywistość, teraz zacząłeś projektować czyjś świat. Wasz własny, tak będzie. Co sobie postanowisz, zawsze się dzieje. Tak jak w szklanym i niepokojąco nowocześnie zimnym budynku pośrodku lasu, jaki sam zaprojektowałeś i którego całe piąte piętro zajmujesz, umyśliłeś sobie stworzyć pewne wyjątkowe miejsce, dostosowane do Twoich zwichrowanych potrzeb… Poziom niżej mieszka Wiktoria - z którą dzielisz łóżko i wszelkie inne powierzchnie, sekrety do grobowej deski oraz bolesną przeszłość, jaka nigdy Cię nie opuści. Wasz związek potrwa aż po wieczność, jednak to zupełnie inny typ relacji niż ten, który decydujesz się stworzyć z póki co bezimienną kobietą. Masz już plan na to, jak ją poznać i nią zawładnąć. Ziści się, choć w roli wiecznej kochanki wciąż pozostanie ta druga. Mężczyźni Twojego pokroju nie muszą z niczego zrezygnować, wręcz przeciwnie. Ich apetyt jest nieposkromiony, dusza - dawno martwa, stanowczość nigdy się nie łamie. Rozważania o pokoju w windzie umilają Ci wkroczenie do swoistego czworokąta, którego uczestnicy powiążą się na już zawsze, choć nie każdy z nich ma już tego świadomość. Ranna rozkosz, bezkresny ból, ułuda ulotnej utopijności - o niedościgłym szczęściu snów.
„Dla miłości byłbym w
stanie sprzedać wszystko. Godność. Tożsamość. Granice. Gdyby ktoś wtedy zapytał
mnie o duszę, oddałbym ją bez targowania się. Nie z głupoty. Z głodu. Bo ta
miłość nie dawała wyboru. Albo ona, albo ja. I wybierałem ją. Nawet jeśli ceną
było stanie się kimś, kogo nie potrafiłem już znieść we własnej skórze. To nie
było przypadkowe znikanie. To było świadome schodzenie coraz niżej, byle tylko
zostać w jej świecie choć na marginesie.”
Po książkach, które określa
się mianem dark romansów, spodziewam się… wszystkiego najgorszego. Z uwagi na
ich pieśń nad złem i ohydą oraz najtoksyczniejsze ze scen rodem ze spaczonych
umysłów, najczęściej omijam je szerokim łukiem - przeczytawszy kilka, wciąż
próbuję o nich zapomnieć. Kiedy jednak wstępnie zapoznałam się z tekstem Eli M.
ustaliłam, że… to mroczna i nieco brudna historia o wielu odcieniach
uzależnienia od szkodliwych miłości, ale na szczęście bynajmniej klasycznym
darkiem nie jest, zatem zdecydowałam się wziąć ją pod skrzydła medialnych działań.
Jest za to książką na wskroś mroczną, owszem, jednak utrzymaną w ryzach oraz granicach
dobrego smaku. Nawet sceny przeznaczone dla osób dorosłych nie epatują zbędną
brutalnością ani detalicznością - pochwalić muszę estetycznie literackie opisy.
Zdarzało się, że bohaterowie irytowali
mnie decyzjami, jednak udało im się bez reszty porwać mnie do swojej
rzeczywistości. Zastrzeżenia mam tylko do tego, że perspektywy postaci często
się powielają - opisują z innego punktu widzenia to, co inny uczestnik wydarzeń
przedstawił już wcześniej - oraz do zbyt małej ilości fundamentalnej treści czy
może raczej za szybko pędzącej akcji. Lili poznaje Nikolasa, chwilę później zaręczają
się i biorą ślub, zaś gdzieś umyka to wszystko, co relację budowało pomiędzy.
Mimo tych niesnasek sądzę, że „Pokój w windzie” to lektura nietypowa, która spodoba
się każdemu fanowi moralnie szarych person oraz opowieści spod ciemnej gwiazdy,
bogatych w cały sztafaż emocji. Personalnie wyczekuję kontynuacji tej nietuzinkowej
fabuły! I… wciąż nieswojo czuję się w windach, teraz jeszcze bardziej. 😉 7/10
„W takich szkołach samotność
była jak niewidoczny znak przynależności. Wypalona gdzieś pod skórą tym, którzy
zbyt wcześnie dorośli, zbyt wiele widzieli, zbyt długo musieli udawać, że nic
ich nie boli. Słyszałem szepty za plecami, czasem śmiech, który gasł, gdy się odwracałem.
Czułem spojrzenia, które mówiły: <on jest inny>. A ja tylko chciałem
pasować. Chciałem, żeby ktoś zobaczył we mnie coś więcej niż dziwaka. Ale nikt nie
widział.”
0 comments
Serdecznie dziękuję za wszystkie opinie, wiadomości oraz czas poświęcony na czytanie mojej strony- tworzę ją dla Was! :-)