Estera Tracz - Spalona droga. Melodia przeszłości - recenzja

by - 18:59:00

Za sprawą powieści „Spalona droga. Melodia przeszłości” udało mi się przenieść w czasie, o czym wielokrotnie zdarzało mi się śnić. Kierunkami moich podróży z mrzonek pozostawały raczej carska Rosja oraz pałacowe lokalizacje pokroju Ermitażu, jednak Estera Tracz przerzuciła mnie swoją niesamowitą narracją jeszcze dalej - do na wskroś realistycznie wykreowanego Paryża w XVI wieku. Szczerze napisawszy, nijak nie spodziewałam się, że ta wyprawa okaże się aż tak przejmująca. Złożona z niepokojów, nieprzewidywalnych zwrotów akcji oraz niebezpiecznych przeżyć barwnych bohaterów, zabrała mnie do jednej z ulubionych rzeczywistości - romantyczno-przygodowych powieści historycznych, którym na domiar dobrego nie brakuje finezjo-fantazji. Autorka zdecydowała się bowiem na krok bardzo ryzykowny - wrzucenie do szesnastowiecznych francuskich realiów… definitywnie współczesnej kobiety, jaka trafia tam za sprawą magicznej pozytywki ofiarowanej przez nieżyjącego już Dziadka (to zresztą kolejny wzruszający wątek), mimo że nijak nie jest gotowa na to, co tam zastanie. I tak oto pewien François natrafia przypadkiem na Katherine - która wprost z dwudziestopierwszowiecznej Anglii teleportowała się do jego miejsca i daty w lichej koszulce nocnej. Słusznie myślałby kto, jeśliby stwierdził, iż brzmi to jak początek świetnie zwichrowanej i pełnej żartów sytuacyjnych komedii miłosnej. Pisarka swoją prozą ofiarowuje jednak czytającemu o wiele więcej, bowiem okres czasu, do jakiego trafia Kate zapisał się w historii nader krwawą kartą w postaci zbliżającej się rzezi hugenotów, zaś naczelna żeńska postać książki wkrótce ustali, iż jako tak zwana Wędrująca ma możliwość ingerencji w przeszłe wydarzenia… Jak jednak można zmienić to, co tak bardzo minione? Cóż. Ja niezwykle cieszę się, że mimo ówczesnych niepokojów miałam okazję chociaż fabularnie się tam przenieść. Do świata, w którym mężczyzna zdobywał rękę wybranki i bał się jej uchybić nawet i niewłaściwym słowem. Jakże przyjemnie czyta się o niestety wymarłych już zwyczajach, dworskich zabawach i etykiecie względem dam i siebie nawzajem… Urok bezśmiertny.

„Wam, Wędrownym w czasie, wolno pomagać i ingerować, ale nie wolno Wam samodzielnie odwrócić tego, co ma się stać. (…) Ty jesteś podszeptem losu, niuansem wydarzeń (…). Ponadto musisz pamiętać, że wiele doniesień w historii jest mitem lub kłamstwem. Niekoniecznie coś, co wiecie w Waszym czasie, musi być całkowitą prawdą.”

Nie pogodziłaś się z tym, że Twój Dziadek odszedł i jesteś pewna, że nikt nigdy nie zapełni pustki po tym najlepszym człowieku na całym świecie… a może i w wielu światach. A już na pewno mnóstwie w linii czasowych, bo oto za sprawą podarowanej Ci przez krewnego wraz z enigmatycznym listem pozytywki, transportowałaś się… wprost do paryskiego rynsztoka. Definitywnie żadnego ze znanych Ci współczesnych czasów, o czym przekonuje Cię wygląd przystojnego mężczyzny, który właśnie z kpiącym uśmiechem wyłonił się przed Tobą z trwożących ciemności. Drżąc w cienkiej, białej koszuli nocnej, budująco myślisz, że przecież we wszystkim, co kiedykolwiek Dziadek robił, całe życie darząc Cię nieprzebranym morzem miłości, był jakiś wyższy, dobry Tobie zamysł, zatem widocznie chciał, abyś kiedyś się tu znalazła, używszy pamiątki jako teleportu. Czyżby po to były te wszystkie lekcje o dawnych czasach i rozmowy o historii, której był prawdziwym pasjonatem? Niemiejesz na skutek narzucających Ci się w głowie dywagacji i cokolwiek przystojnej aparycji przybyłego, który wydaje się… na Ciebie oczekiwać. François pokrótce Ci się przedstawia, powitawszy jako Wędrującą w czasie i szarmanckim gestem narzuca na Twoje ciało długi płaszcz, po czym porywa Cię w szaleńczą eskapadę po mieście, informując poniewczasie, iż teorie na niewiele Ci się tu zdadzą, bo w tym stroju i epatując współczesnym słownictwem i nieprzystającym damie zachowaniem po środku nocy za chwilę spotkają Cię tu kłopoty z rodzaju tych najgorszych. Kiedy zdradza Ci, iż znalazłaś się w centrum Paryża w XVI wieku, nie wiesz, czy jawnie sobie z Ciebie kpi, utknęłaś w szalonym śnie, czy też Dziadek wplątał Cię w najbardziej zwichrowaną z, nomen omen, historii.

„(…) przecież za miesiąc już mnie tu nie będzie. François zostanie tylko moim wspomnieniem, a w moich czasach będzie praktycznie fantazją, w którą może sama z czasem zaczęłabym wątpić. Jaki miało sens zakochiwanie się w kimś, znając tak przyszły koniec romansu?”

Jak niebawem ustalasz, faktycznie nie jest to miejsce ani czas bezpieczny dla niewiasty. Okazuje się jednak, że nieco gburowaty, choć bezsprzecznie imponującego wyglądu François jest kimś w rodzaju Twojego ochroniarza. Kolejnego dnia ma Cię zaś zaprowadzić do mężczyzny, z którym w jeszcze niewiadomej sprawie współpracował Twój Dziadek. Jesteś najbliższą krewną zmarłego, zatem to na Tobie spoczywa zaszczyt kontynuowania jego wielkiej misji jako podróżnika w czasie. Czujesz się onieśmielona, gdy oczekujesz na poznanie niewiadomego losu, ale także zaszczycona, bo okazuje się, że kochany staruszek opowiedział na Twój temat wiele pięknych historii towarzyszącemu Ci Auxiliaire. Nadzorujący wędrujących po osiach do przeszłości mężczyzna, do którego po odnalezieniu schowanych tu przez Dziadka listów ze wskazówkami wędrujesz kolejnego dnia także wydaje się sporo o Tobie wiedzieć. A do tego jego widok powoduje, że tracisz przytomność - wygląda bowiem tak podobnie do tego jedynego krewnego, którego zawsze będzie Ci brakowało… Czyżbyś tu, po środku szarości i skrajności szesnastowiecznej paryskości odnalazła innego przodka? A może to tylko złudzenie. Na razie jeszcze wciąż czujesz oszołomienie, które potęguje fakt, że ostatnia notatka od Dziadka zawierała tylko krótką prośbę, abyś zawsze ufała Twojemu sercu. I to tyle? Uśmiechasz się przez łzy, myśląc, jak bardzo w Ciebie wierzył, choć obecnie trafność Twoich wyborów jest chyba kiepska, jako że co rusz pakujesz się w nowe tarapaty. Nic dziwnego - wszak ciężko londyńskiej kobiecie z wieku dwudziestego pierwszego nagle zachowywać się jak pochodząca z Akwitanii bogata kuzynka Maître, współpracownika Twojego Dziadka. W świecie zachwyconych Twoją urodą, bezczelnych książąt, wyniosłych baronów i pewnego François, dla którego chyba tracisz głowę, wydaje się to nieco niemożliwe. Masz tu spędzić tylko miesiąc, lecz czy po tym burzliwym czasie w ogóle będziesz mogła i chciała wrócić do współczesności, jeśli w ogóle będziesz zapragniesz i… nie dasz się tu zabić? A może, raz zawędrowawszy do innej linii przeszłości, utkniesz w niej na zawsze?

„(…) nawet takich kobiet, o takim pięknie i niesamowitych umiejętnościach społecznych, los nie oszczędzał, a może nawet traktował jeszcze dotkliwiej. Jak bardzo musiały być zgniecione ich serca, skoro nie wierzyły już w nic niewinnego i prawdziwego? Ja wciąż miałam jakieś nadzieje, ale być może nadszedł czas je sobie odpuścić. Przestać wierzyć, że świat będzie dla mnie łagodniejszy, jeśli mu nie podpadnę. Że schowana w bezpiecznej skorupie, nie narażę się na zło i przeczekam do chwili, gdy ktoś mnie wart odnajdzie mnie w mojej samotni. Jaką cholerną bajką ja żyłam? Byłam dorosłą kobietą, a utkwiłam w fantazji niczym w bezpiecznej przystani.”

Aż trudno uwierzyć w to, że pierwszy tom serii „Spalona droga” pod tytułem „Melodia przeznaczenia” to debiut Estery Tracz. W tej książce nie znalazłam bowiem niczego, do czego mogłabym mieć zastrzeżenia, a wręcz przeciwnie - pozostaję urzeczona każdym jej elementem. Wiernie oddane realia XVI-wiecznego Paryża i świetne zderzenie ich ze światem współczesnej bohaterki, liczne żarty sytuacyjne, kapitalne ujęcie motywu podróży w czasie oraz próby zmiany dziejowych wydarzeń, przystająca do charakteru powieści warstwa językowa, wykorzystanie melodii z pozytywki jako swoistego teleportu, wreszcie absolutnie cudowne opisy, które materializują Luwr, lecz także wszelkie pospolite oraz mniej urodziwe zakątki ówczesnej Francji, jak gdyby te pojawiały się przed wszystkimi zmysłami czytającego i zakończenie, które pozostawia absolutny szok oraz konieczność natychmiastowego sięgnięcia po kontynuację narracji… Jakież to wszystko jest świetne! Więcej Ci jednak nie zdradzę, pozostawiwszy tylko silną rekomendację, notę 10/10 oraz informację, iż prawdopodobnie nie czytałam lepszej, owianej nutą fantazji, propozycji literackiej z kategorii historycznego romansu przygodowego. Chapeau bas. PS Niewiasty, kolejny książkowy mąż do kolekcji. I jeszcze silniejsza tęsknota za estymą czasów minionych…

„(…) wychował mnie z absolutną miłością i uwagą, ale i niepojmowaną dla mnie dumą z ukochanej wnuczku (…). Myśl, że mu w porę nie pomogłam, gdy umierał, dalej mnie paraliżowała (…). Nie żył. (…) W tak krótkim czasie mój spokojny, hermetyczny świat przestał istnieć, a ja stałam się inną osobą. Zmierzenie się ze śmiercią jedynego bliskiego mi człowieka, a tak naprawdę jedynego, który od zawsze we mnie wierzył, choć w ostatnim czasie nic mi się nie układało, pokonało mnie. Panienki dziadek był wielkim człowiekiem. Nic, co robił, nie było nieprzemyślane. Nic. Jeśli postanowił podjąć takie, a nie inne działania, to znaczy, że był w tym konkretny cel.”

You May Also Like

0 comments

Serdecznie dziękuję za wszystkie opinie, wiadomości oraz czas poświęcony na czytanie mojej strony- tworzę ją dla Was! :-)