Hej.
Jako posiadaczka cery mieszanej, tłustej niestety niezmiernie w strefie T, nie wyobrażam sobie rozpocząć wykonywania makijażu bez nałożenia matującej bazy. Jeśli o tę kwestię chodzi, jestem niezwykle wymagająca, bowiem nie lubię poprawiać z konieczności makijażu w ciągu dnia, jednak jeszcze bardziej irytuje mnie świecący się nos, czy też czoło. Ciężko mi jednak było przez długi czas znaleźć bazę, która zmatowi moją buźkę na odpowiednią ilość godzin a przy tym jej nie wysuszy i- co najważniejsze, nie będzie tworzyć ciasteczka po nałożeniu podkładu czy pudru. Mniej więcej trzy miesiące temu natrafiłam na jedną z kolorowych baz marki Lirene- wybrałam oczywiście wariant matujący no pores w różowym opakowaniu, który oprócz oczywistego efektu ma zminimalizować widoczność porów. Czy baza matująca Lirene No Pores dała sobie radę?







