• Strona główna
  • O mnie
  • Współpraca

Opowiadam historie o historiach. Recenzuję literaturę - bo życie jest sztuką.

Stargard to zwykłe, dość senne miasto, w którym nie dzieje się zbyt wiele, więc jako Naczelnik Wydziału Dochodzeniowo-Śledczego KPP nie masz dużo pasjonujących spraw do prowadzenia. Dlatego, gdy z samego rana zadzwonił do Ciebie prokurator Wielicki, z prośbą o pilne spotkanie odnośnie dopiero co popełnionego morderstwa Janusza Manachiewicza, sądziłeś, że będzie dotyczyło omówienia banalnej zbrodni. Bardzo się myliłeś. Kiedy tylko oskarżyciel przedstawił szczegóły poczynionych ustaleń, od razu zrozumiałeś, że masz do czynienia z nietypowym przypadkiem. Poza prowadzeniem strony internetowej „Suchań dawniej, Suchań dziś” ofiara handlowała starymi fotografiami oraz dokumentami. Teoretycznie w dokonanym zabójstwie nie było nic dziwnego - wszak tego rodzaju ludzie nierzadko są napadani w celach rabunkowych a sytuacja wymyka się spod kontroli, jednak nie była to zwykła śmierć. Najwyraźniej zadał ją ktoś dobrze wyszkolony, gdyż skręcenie karku mężczyźnie w sile wieku nie jest takie proste. Do tego przed zgonem Manachiewicz był torturowany, o czym świadczą sińce oraz połamane palce u dłoni. Sprawca użył profesjonalnego knebla, żeby krzyki męczonego nie doszły do uszu sąsiadów, a jego sposób działania wskazuje w sposób wyraźny, że nie przyszedł po cenną rzecz, a miał zamiar wydusić z mężczyzny jakieś istotne informacje. Szybko dochodzicie do wniosku, że zbrodnię musiał popełnić ktoś, kto jest lub był żołnierzem, policjantem bądź funkcjonariuszem służb specjalnych. Waszą uwagę zwraca także bałagan jaki panuje w pokoju zabitego - cała podłoga jest pokryta bezładnie porozrzucanymi zdjęciami. Z doświadczenia wiesz, że może to mieć tylko jedną przyczynę - zabójca chciał przekonać organy ścigania, że chodziło mu o prozaiczny rabunek.  

17:45:00 No comments

Uwierz w ducha. Poświęć myśl temu, co paranormalne i w co nie uwierzyłbyś w żadnym innym przypadku... Gdyby ktoś opowiedział Ci o tym, co zobaczyłeś; jeśli nie byłbyś tego świadkiem, z pewnością jedynie uczyniłbyś wymowny gest stuknięcia palcem w czoło a potem zadzwoniłbyś po panów z przygotowanymi naprędce, białymi kaftanami... Muchy to bowiem skrajnie irytujące owady, przenoszące do tego mnóstwo zarazków, ale przecież - zgodnie z dostępną wiedzą - nie mają nadnaturalnych mocy. Nie działają na czyjekolwiek skinienie, niczym odpowiednio zaprogramowane ani zespołowo w liczbie kilkunastu tysięcy, przenosząc ciała zmarłych. Nie zasłaniają kamer miejskiego monitoringu, kiedy zbrodniarz chce ukryć przed nim niecne czyny. Nie pisząc już o tym, że nie pomagają martwym powstać z grobów bez zostawienia jakichkolwiek śladów - niczym w jakąś koszmarną, nieomal filmową noc żywych trupów. Prawda? Cóż... Jeśliby nie znać mistrzowskiego pióra Grahama Mastertona, który z pozornie niewiarygodnej fabuły potrafi złożyć trzymający w napięciu horror z rozlicznymi wątkami kryminalnymi - zapewne można by stwierdzić, że to prawda. Tymczasem po lekturze nieodkładalnego “Domu much” należałoby przeprosić za tego rodzaju stwierdzenie niewątpliwego rewolucjonistę w kwestii tego, co może być prawdziwe (i przy tym stać się główną osią fabularną opowieści z dreszczykiem, jakich wśród propozycji literackich zdecydowanie jest zbyt mało), a co zdecydowanie takim nie jest. Sama w swej czarnej, szarzejącej i cienistej personie kajam się zresztą, że początkowo uważałam fabułę za przystającą raczej do kinowego scenariusza klasy B. Tymczasem ta spowodowała u mnie mile widziane ciarki, odpowiednią dozę zwątpienia w otaczającą rzeczywistość oraz niemałe zaniepokojenie. Co tchórzliwszych z pewnością narracja odrobinę przestraszy - mogę powiedzieć, że od dawna poszukiwałam podobnych odczuć wśród posiadanych książek. Ja zaś boję się już tylko tego, że umrę, zostawiwszy jakąś powieść nieprzeczytaną - i na domiar złego ta okaże się tak dobra jak recenzowany muszy dom. 😉  

01:20:00 No comments

Jesteś jak ptak ze złamanym skrzydłem, usiłujący rozpaczliwie zerwać się do lotu, jednak niebędący w stanie tego uczynić. Wszystko przez gorejącą ranę, którą nosisz w swoim wnętrzu. Pomimo upływu wielu lat, nie daje się zaleczyć, odbiera całą radość życia oraz niszczy Twoje małżeństwo. Wspomnienia tamtego strasznego dnia powracają nieprzerwaną falą, ściskając serce żelazną obręczą przerażenia i odrazy. Do dziś słyszysz wypowiedziane syczącym, czarcim głosem słowa: „Zamknij się, to nie będzie bolało” i widzisz oczy wpatrujące się w Ciebie z chorą satysfakcją. Reszta rozmywa się w niepamięci. Od tamtego czasu nikt nie dotykał Twojego nagiego ciała - nawet mąż, z którym jesteś od jedenastu lat. Zanim zdecydował się na stały związek, został poinformowany o całej sytuacji. Zaproponowałaś mu układ, o którym teraz myślisz z coraz większym wstydem i zawodem. Miał trwać do czasu, aż staniesz się taką żoną, jak każda inna kobieta oraz być bezpiecznikiem, chroniącym Twoje stadło przed rozpadem. Tymczasem okazał się detonatorem, który nieuchronnie prowadzi do wybuchu i obrócenia go w żałosną kupę gruzów. Choć dałaś Piotrowi wolną rękę w nawiązywaniu romansów i o nic nie pytasz, gdy czasami nie wraca na noc, to jednak coraz częściej obrzydzeniem napawa Cię zapach słodkich perfum, unoszący się nad jego ubraniami. Rozumiesz, że jest mężczyzną i ma swoje czysto fizyczne potrzeby, ale nie umiesz zwalczyć uczucia żalu, że tak skrzętnie korzysta z Twojego przyzwolenia. Nie możesz mu także wybaczyć kłamstw, jakie wypowiada, kiedy nie możesz się powstrzymać kąśliwych uwag. 

16:59:00 No comments

Niektóre dusze musi odprowadzić w zaświaty szczególny przewodnik. Zagubione. Te, które mają na Ziemi jakąś jeszcze misję do spełnienia i z jej powodu definitywnie na niej utknęły. Zawieszone między światem żywych i umarłych, błąkają się - a nierzadko niepokoją przy tym bliskich. Bywa, że zostały zaklęte w przedmiot... Czasem są przywiązane do konkretnego terenu i nie mogą go opuścić, przez co ten emanuje dziwną energią i odstrasza wszystkich, którzy nie mają pojęcia, dlaczego panuje na nim nietypowa aura. Nie każdy jest bowiem w stanie wyczuć dusze, dostrzec je czy wejść z nimi w interakcję - nad czym zresztą sama ubolewam. Specjalizuje się w tym natomiast dwójka bohaterów, wykreowanych na wskroś barwnie i unikalnie przez Paulę Uzarek w powieści “Dom Lalkarki”, która przywołała mnie do siebie już mrocznie-magiczną okładką i unikatowym tytułem. Początek opisu zaintrygował mnie na tyle, iż wiedziałam już, że oto historia, jaką muszę poznać. Jak wskazuje, to narracja złożona z wybrzmiewających oryginalnie nut urban fantasy, tajemnicy, obyczaju oraz nieoczywistego romansu. Jak wiesz, przepadam za tego rodzaju połączeniami gatunkowymi, które w literaturze są zdecydowanie bardzo rzadko spotykane. Czy moje pierwsze spotkanie z twórczością Autorki okazało się udane? Zdradzi Ci to standardowo zwichrowana gawęda, o jaką pokusiłam się poniżej. Zanim ją poznasz, mam przyjemność przedstawić Ci główne postaci, złożone z barw. Przed Tobą wiedźma zielna Mika, której drugie imię powinno brzmieć “niepokorna”, a trzecie “charakterna”, choć można by rozważyć także dłuższe określenie: niewtórnie zbuntowana w swej upartości. Ta kobieta bez dwóch zdań potrafi pokazać pazury, choć - kiedy trzeba - nie brakuje jej właściwej wrażliwości. Razem z nią do realizacji nietypowego zlecenia przystąpi czarownik Juliusz - wespół z zawadiackim błyskiem w oku, emocjami ledwie trzymanymi na wodzy oraz cokolwiek wybuchową osobowością. Czy tej dwójce uda się współdziałać w słusznej sprawie? 

18:18:00 No comments

W każdej szkole są drapieżnicy i manipulatorzy. Niektórzy wykładają angielski, noszą wyprasowane koszule z dopasowanymi krawatami i patrzą Ci w oczy, kiedy recytują wiersze Shakespeare’a - a Ty czujesz się tak, jakbyście byli sami na świecie. Inni, bardziej niebezpieczni, bo kto posądziłby o inteligentnie niecne czyny nauczyciela wychowania fizycznego, proszą o przyniesienie piłek do koszykówki, podczas gdy sami lustrują Twoje nogi w krótkich spodenkach. Rzucają żartami, niby powiązanymi z zajęciami albo przysiadają się do Ciebie, kiedy jesteś zwolniona z zajęć i wdają w przyjacielską pogawędkę. Udają równych, doskonale Cię rozumieją - a jeśli połkniesz haczyk i się zwierzysz, wkrótce będą się zdawać Twoim jedynym remedium na każdy kłopot. Są starsi, doświadczeni, mają odpowiedź na wszystko, chociaż z pewnością przed chwilą ją wymyślili, ale jeśli jesteś już zaczarowana, nie dostrzeżesz tego, nim będzie za późno. Już jesteś ofiarą, lecz o tym nie wiesz. Oni szukają słabych jednostek - lub takimi je czynią. 

Wydaje Ci się to takie wyjątkowe, że ze wszystkich uczennic TEN belfer wybrał właśnie Ciebie. Starasz się nie rzucać w oczy, jesteś nijaka, nikt nawet z Tobą nie rozmawia. A do niego wzdychają... Owszem jednak, Ciebie wybrał. Wybierał wnikliwie. Zatrzymywał uśmiechające się fałszywie zmarszczkami w kącikach oczy na każdej dziewczynie, aż jego wzrok spoczął na Tobie. Bingo. Szukał łatwego łupu - kogoś odrzuconego przez rówieśników, znajdującego się w najtrudniejszym momencie życia, z niepełnej rodziny czy zostawionej przez chłopaka. Najłatwiej zmanipulować osobę dotkniętą tragedią, towarzyskiego pariasa. Nikt z Tobą nie przestaje - i oto on Ciebie rozumie. Wysłucha. Doradzi. I choć niektórzy w Twoim wieku mają jeszcze łóżko z różowym baldachimem i rządek misiów z dzieciństwa w pokoju, przecież Ty jesteś dojrzała. Przeżywasz pierwszą miłość swojego życia... Nie. 

Nie. Jesteś ofiarą drapieżnej, skalkulowanej na zimno manipulacji. Przez tę relację - jeszcze większą wyklętą w szkole niż wcześniej... ale on Ci pozostał. Tak...  

Tylko że miał być Twoim nauczycielem! A Ty dziewczynką. Uczennicą. 

00:25:00 No comments

Choć przeczytałam już w dinozaurzym życiu niezliczoną ilość romansów (co z pewnością będzie dla niektórych zaskakujące), zaledwie niewielka ich część znajdowała się “pod tęczową banderą”. Mam wielu przyjaciół, których można określić takim mianem, toteż w podobnej tematyce czuję się naturalnie. Przyznaję jednak, że “Książę z Jemenu”, za jakiego napisanie odpowiedzialny jest Stach Szulist, jawił się jako pewna zagadka. Byłam bowiem na wskroś ciekawa, jaki poziom literacki utrzyma historia miłosna, w której główne skrzypce odgrywa związek dwóch mężczyzn. Sięgając pamięcią wstecz, doszłam do wniosku, że z taką narracją (a nie poboczną) nie miałam jeszcze do czynienia. Jako osoba zawsze otwarta na poznawanie nowości, a przy tym wieloletni recenzent, podeszłam do tej opowieści z ogromnym zainteresowaniem i bez konkretnych oczekiwań. Czy ów semantyczny eksperyment się powiódł? 

“Był wielkim, rozłożystym i wielobarwnym wachlarzem emocji, nieopisanie rozedrgany, sztucznie roześmiany, aż naszło mnie skojarzenie natrętne: czyżby tak wyglądał człowiek szczęśliwy? Zakochany bez pamięci? Bo jeśli tak, to nie chcę!” 

Powyższy cytat jest jednym z najbardziej urzekających, które znalazłam w “Księciu...” - przy czym muszę zauważyć, że można go przyporządkować właściwie do każdego odcienia miłości. Autor wielokrotnie posługuje się wielbionym przeze mnie szykiem przestawnym, a jego złożenia słów często przypominają literaturę piękną. Kwestię tę rozwinę jednak w standardowej, oceniającej części recenzji. Póki co, zanim opowiem własną zwichrowaną historię o tej nieszablonowej historii, zdradzę Ci tylko, iż Pisarz wielokrotnie uśmiechnął mnie... unikalnością metafor - część nawet mnie rozbawiła. Nadaje to owej powieści rozrywkowego charakteru i czyni ją intrygującym wyborem na lżejszy wieczór. Czyż nie takich często się poszukuje? 

17:20:00 No comments

Istnieją ludy, które nawet dla wytrawnych historyków stanowią wielką zagadkę. Niewątpliwie jednym z nich są Sumerowie, których obyczaje i dokonania w ogromnej części giną w pomroce dziejów. Wystarczy wspomnieć, że o ich istnieniu dowiedziano się dopiero na początku XX wieku z prowadzonych wykopalisk. Informacje o tym starożytnym narodzie są niezwykle skąpe, a o samym pochodzeniu nie ma dosłownie żadnych. Bezsprzeczne jest tylko to, że w IV tysiącleciu p.n.e. stworzyli potężną, bogatą i prężną cywilizację na azjatyckich terenach południowej Mezopotamii, w dorzeczu wielkich rzek - Eufratu i Tygrysu. Na początku II tysiąclecia ulegli napływowym ludom, a następnie zostali wchłonięci przez nowo powstałe mocarstwo babilońskie. Na podstawie odkrytej „Listy Królów”, stanowiącej swoistą kronikę panujących, stwierdzić można, że kolebką Sumerów było miasto Eridu, pełniące zarazem rolę ośrodka religijnego. Jednak najważniejszą rolę spełniało Uruku, który było stolicą w okresie podjętej ekspansji. Sumerowie posiadali swój własny, specyficzny i bardzo kwiecisty język. Na początku posługiwali się pismem obrazkowym, by następnie przejść do klinowego. Dzięki niemu zdumionym oczom współczesnych ukazały się liczne pasjonujące mity i eposy. Do najbardziej znanych należy przypowieść o potopie zesłanym przez bogów na grzeszną ludzkość, co nieodparcie przywodzi na myśl księgi Starego Testamentu. Wyobraźnię badaczy i literaturoznawców rozgrzewały także przygody sumeryjskich herosów, z których najbardziej znanym jest Gilgamesz, półbóg i władca państwa-miasta Uruk, dokonujący wielu bohaterskich czynów. Zdumienie budzą do dziś umiejętności architektoniczne i irygacyjne Sumerów, którzy podległą im, początkowo pustynną i jałową ziemię zamienili w krainę żyzną i kwitnącą, ozdobioną ponadto wspaniałymi budowlami. Do najbardziej monumentalnych należą świątynie ofiarowane bogom oraz pałace zbudowane dla królów. Lud ten wykształcił także własną bogatą mitologię, pełną niezwykłych bóstw, potworów i demonów. Na jej przybliżenie zdecydował się Autor recenzowanej książki.   

15:08:00 No comments

Anna Wolf popełniła kilkadziesiąt powieści - a ja pewien cokolwiek odważny występek. Postanowiłam przestać przyglądać się im z rosnącym zaciekawieniem i wreszcie przekonać się osobiście, dlaczego są tak popularne a przy tym cieszą się bardzo dobrymi opiniami. Najczęściej bowiem, prawdopodobnie z nieuleczalnej przekory, chętnie wybierane propozycje literackie czytam znacznie później niż inni. Do tego, jeżeli większość uważa, że to świetna fabuła - ta nie do końca podbija moje powieściowe serce. “Ostatnia przysługa” na tyle przyciągnęła jednak moją uwagę epicką okładką i zachęcającym opisem, który miał sporą szansę wpasować się w mój wybredny gust, iż doszłam do wniosku, że to najwyższa pora, by poznać fenomen Autorki. Co interesujące, sięgając po najnowszą książkę Wydawnictwa Wolf, byłam przekonana, że oto przede mną romans mafijny - choć wcale nie twierdzi tak enigmatyczny tekst z tyłu obwoluty. Tymczasem historia Sary i Wiktora to zdecydowanie coś innego - skupiona na przekomarzankach między głównymi bohaterami opowieść, w której tle wybrzmiewają akordy szemranych interesów, dawnych zatargów oraz tak zwanych brudnych sprawek. Mogę ją więc określić przede wszystkim narracją miłośnie-rozrywkową, jaka doskonale sprawdzi się na wczesnojesienny wieczór. Taki z uśmiechem i lekką nutą niepokoju. Dużą liczbą słownych utarczek, lecz przy tym także zagadek, bo w książce znalazłam kilka ciekawych zwrotów akcji. Zanim przedstawię Ci swoją standardową, zwichrowaną wariację na temat losów Brzezińskiego i Jabłońskiej, mogę zdradzić, że dzięki ich poznaniu wiem już, dlaczego tak wiele kobiet sięga po powieści Pisarki. Myślę, że to dokładnie ten odcień literatury, jaki konstruowany w stylu “akurat” - dla emocji i odpoczynku od momentami zbyt ciężkiej codzienności. A gdybym mogła oddać komuś ostatnią przysługę... Nie, nie wiesz, na co bym się poważyła. I wolisz, aby tak zostało. 😉  

00:37:00 No comments

Znajdująca się na Wattpadzie (choć mam nadzieję, że będę miała kiedyś przyjemność ustawić na jednym z przepastnych regałów prywatnej biblioteczki egzemplarz papierowy) powieść Adama Ciesielskiego okazała się tak porywająca, że niejako poza kolejnością postanowiłam przeczytać jej drugi tom. Tym razem Autor przygotował dla czytelników 85 stron treści ubarwionej wizualizacjami. Ujmując rzecz najszczerzej i najkrócej jak potrafię, doprawdy nie wiem, w jaki sposób młody Pisarz potrafi przekazać tak wiele kwestii przy tak niewielkiej objętości. Myślę, że jest to kwestią obiecującego talentu oraz finezji, którą powinien cechować się każdy twórca narracji fantastycznych, utrzymanych w niepokojącej konwencji horroru. A “Szach i krew II” łączy te gatunki w godny podziwu sposób. Bywa nieco strasznie, jest trochę magicznie - choć w mojej opinii to przede wszystkim opowieść o wykluczeniu i sporej dozie niezłomności. W tym tomie narracja skupia się bowiem na walce z własnym alter ego a przy okazji pokazuje ważne strony głównej bohaterki, które wcześniej zostały tylko zarysowane. Katie, w połowie wilczyca, w drugiej człowiek, choć nie jest już sama w wojnie przeciwko wszystkiemu i wszystkim, wciąż pozostaje przede wszystkim upartą “Zosią Samosią”, co uwypukla się w każdym z jej poczynań. Przez to odczuwam z nią jeszcze większą łączność niż wcześniej - i myślę, iż spora liczba odbiorców będzie miała podobnie. To jeden z tych charakterów, jakie zawsze stawiają siebie na szarym końcu, jeśli w ogóle zdążą to uczynić. Cierpią na samotność, nawet stojąc w samym środku tłumu. Nie potrafią odpuszczać i muszą stoczyć batalię z wewnętrznym głosem (lub kilkoma), nim komukolwiek zaufają. Może dlatego, że w przeszłości sparzyli się o raz za dużo. Ile czasu da się jednak nosić cały ciężar świata na swoich ramionach? Wszak jednoosobowa armia nie uczyni krucjaty zwycięską... 

Książkę przeczytasz tutaj: https://www.wattpad.com/story/397327235-szach-i-krew-ii ❤! 

00:48:00 No comments
Nowsze posty
Strasze posty

O autorce

O autorce
Żona, kociara, maniaczka thrillerów, wielki ogarniacz życia. Recenzuję literaturę - bo życie jest sztuką. Opowiadam historie o historiach. Mail: kierownikoperacyjny.sp@gmail.com 💥

Kategorie

  • książki

Jestem tutaj

Statystyka odwiedzin

Stali czytelnicy

Archiwum

  • ▼  2026 (85)
    • ▼  cze (14)
      • Monika Klara Krajniak - Skąd ta nienawiść między W...
      • Katarzyna Gacek - Zbrodnia, której nie było - rece...
      • Karolina Żynda - Broken ice - recenzja
      • Camilla Grebe - Ciemność - recenzja
      • A.A. Milewska - Kim jestem? - recenzja
      • Weronika Jaczewska - Twój ruch - recenzja
      • Mariolina Venezia - Tajemnica Serra Venerdi - rec...
      • Michał Kuźmiński - Złodziej czasu - recenzja
      • Bartłomiej Ludwisiak - Belwood Quarry - recenzja
      • Łukasz Piper - Kryształowa wieża - recenzja
      • KN Haner - Tajemnice, które nas niszczą - recenzja
      • Iwona Sowińska - Rzeźbiarz z Maryland - recenzja
      • Magdalena Stępień - Kinnari. W gąszczu Tajlandii i...
      • Jaga Tuliszka - Jak nie teraz, to kiedy? - recenzja
    • ►  maj (20)
    • ►  kwi (10)
    • ►  mar (18)
    • ►  lut (13)
    • ►  sty (10)
  • ►  2025 (296)
    • ►  gru (20)
    • ►  lis (19)
    • ►  paź (30)
    • ►  wrz (25)
    • ►  sie (16)
    • ►  lip (22)
    • ►  cze (19)
    • ►  maj (38)
    • ►  kwi (24)
    • ►  mar (36)
    • ►  lut (24)
    • ►  sty (23)
  • ►  2024 (292)
    • ►  gru (18)
    • ►  lis (30)
    • ►  paź (30)
    • ►  wrz (27)
    • ►  sie (28)
    • ►  lip (25)
    • ►  cze (20)
    • ►  maj (21)
    • ►  kwi (22)
    • ►  mar (24)
    • ►  lut (29)
    • ►  sty (18)
  • ►  2023 (143)
    • ►  gru (17)
    • ►  lis (20)
    • ►  paź (15)
    • ►  wrz (14)
    • ►  sie (14)
    • ►  lip (15)
    • ►  cze (8)
    • ►  maj (10)
    • ►  kwi (9)
    • ►  mar (9)
    • ►  lut (7)
    • ►  sty (5)
  • ►  2022 (31)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (2)
    • ►  wrz (2)
    • ►  sie (5)
    • ►  lip (2)
    • ►  cze (2)
    • ►  maj (2)
    • ►  kwi (3)
    • ►  mar (3)
    • ►  lut (4)
    • ►  sty (3)
  • ►  2021 (60)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (5)
    • ►  sie (5)
    • ►  lip (13)
    • ►  cze (9)
    • ►  maj (6)
    • ►  kwi (9)
    • ►  mar (4)
    • ►  lut (1)
  • ►  2020 (55)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (6)
    • ►  paź (5)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (3)
    • ►  lip (5)
    • ►  cze (6)
    • ►  maj (6)
    • ►  kwi (8)
    • ►  mar (6)
    • ►  lut (2)
    • ►  sty (4)
  • ►  2019 (40)
    • ►  gru (4)
    • ►  lis (4)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (4)
    • ►  lip (5)
    • ►  cze (1)
    • ►  maj (5)
    • ►  kwi (2)
    • ►  lut (7)
    • ►  sty (1)
  • ►  2018 (96)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (5)
    • ►  sie (8)
    • ►  cze (8)
    • ►  maj (12)
    • ►  kwi (11)
    • ►  mar (13)
    • ►  lut (14)
    • ►  sty (17)
  • ►  2017 (197)
    • ►  gru (6)
    • ►  lis (11)
    • ►  paź (9)
    • ►  wrz (16)
    • ►  sie (24)
    • ►  lip (20)
    • ►  cze (17)
    • ►  maj (19)
    • ►  kwi (16)
    • ►  mar (18)
    • ►  lut (8)
    • ►  sty (33)
  • ►  2016 (81)
    • ►  gru (15)
    • ►  lis (23)
    • ►  paź (17)
    • ►  wrz (11)
    • ►  sie (11)
    • ►  cze (2)
    • ►  lut (2)
  • ►  2015 (8)
    • ►  lis (1)
    • ►  cze (1)
    • ►  maj (1)
    • ►  mar (1)
    • ►  lut (2)
    • ►  sty (2)
  • ►  2014 (18)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (1)
    • ►  paź (1)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (1)
    • ►  kwi (4)
    • ►  mar (4)
    • ►  lut (1)
    • ►  sty (2)
  • ►  2013 (18)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (4)
    • ►  wrz (1)
    • ►  sie (2)
    • ►  lip (1)
    • ►  cze (3)
    • ►  lut (3)
    • ►  sty (2)
  • ►  2012 (14)
    • ►  gru (1)
    • ►  paź (5)
    • ►  cze (2)
    • ►  kwi (1)
    • ►  mar (3)
    • ►  lut (2)
  • ►  2011 (12)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (2)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (1)
    • ►  lip (1)
    • ►  mar (1)

Created with by ThemeXpose | Distributed By Gooyaabi Templates