Marcin Silwanow - Kruchość - recenzja

by - 20:43:00

Z nałogiem jest jak z więzieniem. Tkwisz w nim mentalnie nawet wtedy, gdy pozornie jesteś już na zewnątrz. I w każdej chwili, gdy tylko okażesz choć trochę słabości, może się za Tobą ponownie zatrzasnąć brama nieskończoności, za którą jest już tylko ciemność i brak jakiejkolwiek nadziei. Jesteś tego najlepszym przykładem. Nawet do końca nie wiesz, kiedy zaczęła się gehenna, nieodwołalnie ciągnąca Cię w otchłań. Jak to często bywa u policjanta z długim stażem, w pewnym momencie przekroczyłeś punkt krytyczny. Nawarstwiło się wiele czynników: zmęczenie pracą, obrzydzenie wszechoblepiającym i niezmywalnym brudem ludzkich uczynków, stres wywołany prowadzeniem trudnych spraw, bezsilne spoglądanie na jawną niesprawiedliwość w sądach, dzięki której przestępcy nie ponosili odpowiedniej zapłaty za swoje zachowanie, kłopoty osobiste. Aby o tym wszystkim zapomnieć, zacząłeś od jednej tabletki zawierającej birbiturany. Potem zacząłeś stopniowo zwiększać ich ilość i w końcu, zanim się zorientowałeś, nie mogłeś bez nich normalnie funkcjonować. Słowo „normalnie” nie jest w sumie odpowiednie, bo stawałeś się coraz bardziej odurzony i zarazem znieczulony. Spoglądałeś na świat jakby zza grubej szyby a bodźce docierały do ciała i umysłu z dużym opóźnieniem. Ten stan pogłębiał się z każdym miesiącem, aż w końcu doszło do tragedii. Brat, który wypił alkohol podczas rodzinnej imprezy, poprosił, abyś odwiózł do domu jego i córkę. Oczywiście byłeś „pod wpływem” i skrajnie rozkojarzony. Uderzyłeś w drzewo, Twoi bliscy skończyli w szpitalu, zaś Ciebie na pewien czas zawieszono w czynnościach. Po tym wydarzeniu odstawiłeś pigułki i trzymałeś się „czystości” przez parę miesięcy. Jednak dzisiaj spada na Ciebie wiadomość, której ciężaru nie jest się w stanie unieść na trzeźwo...

„(…) ze słowami jest jak z zapachem. Wypowiedziane raz, rozchodzą się wokół i nie da się ich złapać ani nadać im kierunku czy wtłoczyć z powrotem tam, skąd wyszły. Można tylko próbować zagłuszyć je innymi.”

Oto dzwoni do Ciebie Grzegorz i informuje, że u bratanicy, rannej w głowę wskutek kraksy, wykryto krwiaka mózgu. Nie omieszka też wykrzyczeć, że to Twoja wyłączna wina - i trudno nie przyznać mu racji. Na koniec przerywa połączenie, co de facto oznacza całkowite zerwanie stosunków. Odkładasz powoli telefon i wyciągasz się na łóżku, tępo wbijając wzrok w sufit - sam na sam ze swoją rozpaczą i wyrzutami sumienia, jakie całkowicie opanowują Twoje myśli. W takiej pozie zastaje Cię świt. Chyba nie jesteś w stanie wyjść do pracy bez odpowiedniej dawki „zapomnienia”. Kontaktujesz się ze znajomym lekarzem, który bez problemu wypisuje pożądaną receptę, którą natychmiast realizujesz. Po chwili łykasz w swojej samotni kilka pastylek, popijając je wodą. Czujesz, jak po ciele rozchodzi się błogość a jaźń otula wytłumiająca ból wata otępienia. Blady, z podkrążonymi oczami oraz w pomiętym niemiłosiernie ubraniu, wsiadasz do auta i jedziesz do komendy. Wiesz, że pokój będzie pusty, bo jeden z Twoich partnerów niedawno popełnił samob*ójstwo, zaś drugi jest na urlopie. I całe szczęście, bo nie jesteś w stanie wykrztusić z siebie słowa. Po przybyciu na miejsce siadasz ciężko na krześle i wbijasz wzrok w martwy ekran komputera. Z odrętwienia wyrywa Cię głos wypowiadający sakramentalne: cześć. Podnosisz głowę i widzisz młodą kobietę, która przedstawia się jako Agata i twierdzi, że została do Ciebie przydzielona jako partner. Dodaje, że przeniosła się tu na własną prośbę z drogówki. Mówi bez ustanku, a Ty zastanawiasz się, czy czasami nie skończy się to widowiskową eksplozją Twojej czaszki. Gdy w końcu pyta o biurko przy którym może się zainstalować, bez słowa wskazujesz to, jakie pozostało po Witku. W znacznym stopniu ponosisz odpowiedzialność za jego śmierć, bo ujawniłeś bliskie powiązania tego funkcjonariusza ze światem przestępczym. Chcąc uniknąć upokorzenia i skazania, strzelił sobie w skroń, dokładając kolejną cegiełkę do Twojego rozpaczliwego stanu psychicznego. Teraz patrzysz, jak jego miejsce zajmuje całkowicie obca Ci osoba. No cóż, takie jest życie: zawsze w pustkę powstałą po umarłych wkraczają żywi, których nic nie obchodzi los poprzedników. Zapada długa, krępująca cisza, którą przerywa głośny dźwięk stojącego na blacie telefonu. Odbierasz i po chwili rzucasz „nowej” krótkie: wychodzimy, wiedząc doskonale, że to będzie jej pierwsza lekcja w roli śledczej. Wsiadacie do służbowego pojazdu i jedziecie do komendy znajdującej się blisko wsi Góra. Jej mieszkaniec zgłosił zaginięcie żony, więc musicie odebrać zeznania.

„Nie kłamstwo o drugim człowieku jest dla niego bolesne, ale prawda, której nie chce, a którą ktoś wypowiedział na głos.”

Jak twierdzi mężczyzna, rano po małżeńskiej kłótni jego wybranka trzasnęła drzwiami i poszła się przejść do okolicznego lasu w poszukiwaniu spokoju. Nie pojawiła się w domu przez całą noc, więc spanikowany mąż udał się na policję. Nie możesz wykluczyć, że to właśnie on mógł maczać palce w zniknięciu kobiety - w końcu wściekli partnerzy są zdolni do zdumiewających czynów a nawet zbrodni. Tak czy inaczej, musisz zająć się sprawą i jak najszybciej ją rozwiązać. Dlatego decydujesz się na użycie psa tropiącego. Zwierzę początkowo podejmuje ślad, ale w trakcie poszukiwać boleśnie rani się w łapę, więc trzeba je wycofać. Na szczęście parę dni później daje się załatwić innego czworonoga, który znakomicie wypełnia swoje zadanie. Niestety okazuje się, że niewiasta nie żyje, o czym niezwłocznie Cię zawiadamiają. Gdy wraz z Agatą zjawiasz się na miejscu, widzisz leżące bezwładnie ciało, otoczone wianuszkiem pracujących techników, jacy w pocie czoła zabezpieczają wszelkie możliwe ślady. Witasz się z prokuratorem i przeprowadzasz wstępną obdukcję. Denatka leży na plecach z rozrzuconymi rękoma a na jej szyi widnieje wyraźne cięcie ostrym narzędziem w otoczeniu zakrzepłej już krwi. Nie ma więc wątpliwości, że doszło do morderstwa. Koło niej tkwi męska rękawiczka, co wskazuje, że sprawca utracił ją w trakcie szamotaniny. Wprawdzie nie należy do męża, ale jak na razie to właśnie on jest głównym podejrzanym. Miał w końcu motyw w postaci zwady z drugą połówką. Wkrótce jednak krąg obwinianych znacząco się poszerza, gdyż wskutek podjętych czynności ustalasz, że ostatnią osobą, jaka widziała uśmierconą, był miejscowy leśniczy, który mijał ją w trakcie obchodu zagajnika. Nie możesz wykluczyć, że widok samotnej kobiety mógł sprowokować go do niecnych czynów. Na jaw wychodzi także, iż martwa spotykała się w tajemnicy przed mężem z sąsiadem, z którym w młodości łączyły ją intymne stosunki. W dniu jej zniknięcia mężczyzna wrócił z lasu z poważnie skaleczoną ręką, co w samo w sobie budzi wątpliwości. Podsycają je jego bogata kryminalna przeszłość i wiele lat spędzonych w więzieniu. Nie będzie to łatwa sprawa, jednak nawet Twoje najgorsze obawy okażą się niewiele znaczące wobec faktów, do których doprowadzi Cię prowadzone śledztwo...

Za pięknie wykonaną okładką powieści „Kruchość”, której Autorem jest Marcin Silwanow, skrywa się cokolwiek ciekawe połączenie - kryminału z elementami przystającymi do literatury pięknej oraz rozbudowaną warstwą obyczajową. Choć książka należy do serii pod tytułem „Mroczne Podlasie”, można przeczytać ją jako odrębną historię. Naczelny bohater, komisarz Marek Kosicki, raczej nie wyróżnia się spośród innych stróżów prawa, jakich można spotkać na kartach rodzimych narracji spod ciemnej gwiazdy - długi staż pracy i tragiczne doświadczenia przekładają się u niego bowiem na niemalże całkowicie złamane życie oraz, a jakże, uzależnienie od zakazanych substancji. Nie jest to więc oryginalna kreacja, choć mimo wszystko całkiem ciekawie było poznać jej najczęściej smutne odcienie. Zagadkę zbrodni uważam natomiast za całkiem intrygującą - szczególnie z uwagi na co rusz powiększający się krąg osób, które mogły dokonać brutalnego morderstwa pośrodku nęcącego mrokiem lasu. Pisarz umiejętnie gubi tropy, strona po stronie ujawniając sekrety skrzętnie skrywane przez miejscowych i kierując uwagę czytelnika w wiele niekoniecznie trafnych kierunków. Prawdziwego mordercę odbiorca poznaje dopiero na kilku ostatnich kartach, zaś poszczególne rozdziały przeplata prowadzony przez złoczyńcę swoisty dziennik szaleństwa. Sama warstwa językowa opowieści jest zróżnicowana - z wyraźnym przechyłem w stronę literatury pięknej. Choć jest to mój ulubiony gatunek, przyznaję, iż zestawienie go z kryminałem wyszło dość przytłaczająco i sprawiało, że lektura nieco mi się dłużyła - co piszę z pozycji osoby kochającej liryczne opisy. Te nie zaskarbiły sobie miłości. W mojej ocenie ich kreacja niekoniecznie jest domeną Autora, choć z pewnością przekonam się o tym, sięgając po jego kolejną książkę. Na koniec ciekawostka - trup nietypowo pojawia się tu dopiero na 110 stronie a poprzednie poświęcone są osobistym refleksjom postaci, które prowadzą narrację naprzemienną. Fabuła bez wątpienia cechuje się również zaskakującym finałem - przyznaję, iż nie spodziewałam się, że wybrzmią w nim akordy powiązane z Friedrichem Nietzschem. Opatrzone minusami: 7/10 dla oplecionych zbrodnią przemyśleń tak nad kruchością relacji, jak i samego życia.

„Kiedy schodził po schodach, przyszła mu do głowy myśl, że jest jak przeklęty król Midas, który gdziekolwiek by się pojawił i czegokolwiek by się dotknął, zamieniał to nie w złoto, a w ból.”

You May Also Like

0 comments

Serdecznie dziękuję za wszystkie opinie, wiadomości oraz czas poświęcony na czytanie mojej strony- tworzę ją dla Was! :-)