• Strona główna
  • O mnie
  • Współpraca

Opowiadam historie o historiach. Recenzuję literaturę - bo życie jest sztuką.

O debiucie, który okazał się szokująco złożony - i to niekoniecznie w dobrym tego słowa znaczeniu…

Praca w kancelarii komorniczej to niezbyt łatwy kawałek chleba. Czasami próba zwykłego doręczenia zawiadomienia o wszczęciu postępowania egzekucyjnego może skończyć się poszczuciem psem a nawet rękoczynami. Na szczęście jesteś byłym policjantem, więc szybko dajesz sobie radę ze zbyt krewkimi dłużnikami i członkami ich rodzin. Dziś jest poniedziałek, więc jak zwykle z samego rana pojawiasz się w biurze, tym razem jednak w nie najlepszym nastroju - daje o sobie znać weekendowy kac. Wyraźnie czujesz suchość w ustach a głowa pulsuje Ci tępym bólem. Do tego Twoje oblicze znaczy wielki siniak pod okiem - skutek wdania się w bójkę z damskim bokserem i ochroną w pubie. Rozpaczliwie próbujesz sobie przypomnieć, kto odwiózł Cię po wszystkim do domu, ale niestety masz dziurę we wspomnieniach. Witasz się zdawkowo ze swoim współpracownikiem - Łucją Adamczewską i raczysz kawą, z ulgą siadając na krześle. Byłeś pewien, że to właśnie ona poratowała Cię w nocy, ale wyraźnie widzisz, że nie miała z tym nic wspólnego, więc odpuszczasz sobie rozmyślanie o problemie i zaczynasz zajmować się pracą. Porządkujesz szybko dokumenty i pakujesz je do teczki. Po chwili ruszacie samochodem w teren. Śpieszycie się, gdyż macie sporo wezwań do rozwiezienia. Pierwsze z nich trzeba dostarczyć Henrykowi Zielińskiemu, który mieszka w niewielkiej wsi - Malanowie. Dzięki nawigacji niebawem docieracie na miejsce, mijając po drodze przeraźliwie puste i zaśnieżone pola. Wysiadacie i obrzucacie wzrokiem spory dom, wyglądający jednak na mocno zaniedbany. Sprawia wrażenie opuszczonego - odpadający tynk pozostawił po sobie liszaje, w oczy rzucają się też niemiłosiernie zarośnięty ogród oraz przekrzywiony płot. Gdy pukasz do drzwi, odpowiada Ci głucha cisza.

23:17:00 No comments

 

Właściwe miejsce, odpowiedni czas i przeznaczona chwila - wielka trójka, której zaistnienie w tym samym momencie zakrawa na prawdziwy cud. Najczęściej dopiero z perspektywy teraźniejszej myśli się o przeszłej, dodając niezliczoną ilość „co by było, gdyby…”, jakie to jednak przecież nie znajdą już nigdy praktycznych odpowiedzi i zostaną kolejnymi elementami barwnych dywagacji, czynionych pod osłoną nocy. Jeśli masz talent literacki, może niektóre spośród nich posłużą za pomysł na powstanie barwnej powieści. Inne przedyskutujesz w gronie najbliższych przyjaciół a znaczna część, rozmyta przez czas, zwyczajnie zatrze się w niepamięci. Swoją DEBIUTANCKĄ książką Konrad Cieplik uśmiecha czytelnika nietuzinkowym pomysłem na historię, z której płynie zgoła inne przesłanie. Zdaniem charakternych bohaterów propozycji literackiej o dźwięcznym tytule „Witaj, piękna pastereczko” absolutnie nic nie przydarza się przypadkowo a… zaistnienie wspomnianej wcześniej, wyjątkowej trójcy jest częstsze niż mogłoby się to wydawać. Przyznaję, że lubię poznawać fabuły, które przeczą moim prywatnym doświadczeniom (te wskazują raczej, że jeśli wszystkie kataklizmy i złe rzeczy, jakie da się wyobrazić, mają stać się czyimś udziałem, na trzysta procent będę to ja 😉), jako że każdorazowo udowadniają mi pewną wyjątkowość tak zwanej losowości. Choć jestem skończonym i zdeklarowanym pechowcem, w pełni wierzę w determinizm. Jeżeli coś zostało Ci zapisane - trafi do Ciebie, niezależnie od krętości ścieżki, którą uparcie zmierza. Z tegoż powodu myślę, że niemożliwe nie istnieje - nawet, jeśli rachunek prawdopodobieństwa jest bliski zera, należy spodziewać się niespodziewanego, bo Los jest w swojej pomysłowości nader złośliwy i uparty. Nieco jak ja… a już z pewnością jak podróżujący Harleyem po Albanii mężczyzna, który wcale nie miał się tam znaleźć i nadspodziewanie oklęta opiekunka owiec o tragicznej przeszłości… czyli bohaterowie recenzowanej książki. Tej gawędziarskiej wyprawie daleko do standardowych!

23:54:00 No comments

Malarstwo ikonowe to sztuka sakralna, będąca klasą samą w sobie. Jest nieporównywalne i nie do pomylenia z żadnym innym - oddziałuje na zmysły w niezwykle specyficzny sposób. Nic w tym dziwnego, gdyż jego pochodzenie wywodzi się z kultury Bizancjum, nosi więc znamię dla niej bardzo charakterystyczne - ogromne bogactwo wyrazu, poddane jednak ścisłemu rygoryzmowi. Teoretycznie próżno szukać w nim kunsztu Giotto di Bandone, średniowiecznego czarodzieja pędzla, który zrewolucjonizował malarską wizję chrześcijańskiego eposu i wprowadził do swoich przepięknych obrazów trójwymiarowość oraz początki operowania światłocieniem, jak choćby w arcydziele „Pojmanie Chrystusa” vel. „Pocałunek Judasza” (1303/1305 r.), w którym odbiorca godzinami może z zachwytem analizować zbiegające się spojrzenia głównych postaci, będące nieśmiertelnym spleceniem niewidzialną nicią dwóch ich rodzajów - niewinnego i zdradzieckiego. Na zdrowy rozum, ikony nie dorównują dziełom innego mediewalnego giganta sztuki Simone Martini, którego „Zwiastowanie” (1333 r.) oszałamia patrzącego mistrzowskim przedstawieniem postaci i bogactwem skąpanych w złocie kolorów. Z pozoru nie są w stanie konkurować także z „Mistycznymi zaślubinami  św. Franciszka” (1437/1444 r.) Stefano Sassetty, „bijącego” po oczach” prezentowaną co prawda wstydliwie, a jednak przepyszną urodą trzech cnót, najpierw stojących przed obliczem bożego wybrańca, by „po chwili” unieść się nad nim w ślicznie ukazanym łuku swych ciał. Nie przenikają one zgrozą werycznym ukazaniem cielesnych skutków męki Zbawiciela, jak na płótnie Andrei Mantegny „Opłakiwanie zmarłego Chrystusa” (1467/1480), gdzie rany Syna Boga, zadane bestialsko wbijanymi gwoździami, dosłownie przepalają wzrok każdego, kto miał okazję oglądać ten niezwykły obraz, zadając krzyczące pytanie o granice wytrzymałości ludzkiego ciała poddanego niewysłowionym katuszom.

18:35:00 No comments

W mroku można zatracić się bez reszty i zagubić na długo - wszak nie bez powodu wielu bezpowrotnie się w nim zakochuje. Raz umiłowawszy wszystko, co pochodzi z ciemności, niechętnie wybiera się to, co świetliste, łatwe i przyjemne. Czerń ma jednak sporo odcieni, spośród jakich niektóre okazują się niebezpieczne, niezależnie od tego, jak kusząco by się jawiły. Z pewnością do nich właśnie można zaliczyć powojenną zamieć, w której wirują odłamki próbującej złożyć się na nowo codzienności. Tej, w jakiej goszczą od wielu lat bohaterowie drugiej książki, którą zdecydowałam się przyjąć w tym roku pod medialne skrzydła - romansu historycznego Joanny Jax. Jako niespełna jedenastolatka i jeszcze młodsza dziewczynka, Ewa Zakrzewska była świadkiem wydarzeń, których definitywnie nie powinno widzieć żadne dziecko. Jednokrotnie ujrzawszy wszechpotężny ogrom zła, nigdy nie jest się już tą samą osobą, co jeszcze chwilę temu. Jeśli natomiast jest się zmuszonym, by obserwować go wciąż i raz jeszcze, przez okres kilku lat, to właśnie z tych doświadczeń tworzy się siebie zupełnie na nowo. Jak ktoś, kto podczas drugiej wojny światowej był świadkiem ciągłej makabry oraz zapętlającego się tragizmu ma zbudować dobre, pełne wartości życie, w którym poczuje się bezpiecznie? Należy jedynie podejrzewać, iż wymaga to nadludzkiej siły. Tą zaś przecież musiały cechować się tak zwane wojenne sieroty, dla których słowo dzieciństwo przestało istnieć z chwilą oddania pierwszego strzału przez wrogą armię. Choć „Zagubieni w mroku” szukają się i odnajdują głównie w roku 1969 na terenie Berlina Wschodniego, dzięki umiejętnie wplecionym w fabułę retrospekcjom naczelnej postaci, czytelnik podróżuje w czasie i przestrzeni również do Polski niszczonej właśnie przez nazistów i trawionej ogniem zniewolenia. Zestawienie tych dwóch światów daje zaś efekt, jaki wstrząsa niepowtarzalnie. Młoda architekt, która właśnie jedzie na zagraniczny staż, wciąż jest przecież tamtą małą dziewczynką… Nawet, jeśli tylko w jaźni.

22:00:00 No comments

Masz sekret, którego nie możesz wyjawić nawet najbliższym. Niewidzialny wróg toczy Twoje ciało, odbierając nie tylko siłę fizyczną, ale także wszelką nadzieję na przyszłość. A obydwie te moce są bardzo potrzebne w walce, którą podjąłeś z wrogiem swojej ojczyzny. Polska pozostaje pod zaborami już prawie sto lat, a Ty nigdy się z tym nie pogodziłeś. Jesteś konspiratorem i przynależysz do organizacji niepodległościowej „Głos Orła”. Twoje brawurowe i zarazem często lekkomyślne wyczyny budzą zgrozę w jej kierownictwie, a zwłaszcza w kapitanie Janie Skrzetuskim - Twoim dowódcy. Jednak ten toleruje wyskoki, jakich się dopuszczasz. To dawny przyjaciel Twojego ojca, którego Rosjanie zesłali na Syberię i od lat nie ma o nim żadnych wiadomości. W skrytości ducha jest dumny, że jego syn nie zna pojęcia strachu, choć zarazem bardzo się martwi, czy nie podzielisz losu rodziciela. Właśnie dostajesz od niego kolejną burę za najnowszy wyczyn, który po raz kolejny udowodnił Twoją ułańską fantazję, a zarazem naraził na wielkie niebezpieczeństwo. Poważyłeś się bowiem na rzecz bardzo zuchwałą. Dostałeś się na bal wydawany z okazji urodzin cara Aleksandra III przez namiestnika Josifa Hurko - generał-gubernatora, sprawującego nadzór nad byłym Królestwem Polskim. Świeżo poznana, zalotna dama, żona jednego z polskich urzędników obcej władzy, pod wrażeniem Twojego uroku, wyraziła zgodę na przedstawienie Cię oficjelowi. Idealnie zgrało się to z Twoim planem. Gdy wsłuchiwałeś się w głos perorującego i zadufanego w sobie Rosjanina, Twój towarzysz Maciej Skrzetuski - udając kompletnie pijanego, popchnął Cię w taki sposób, że wylałeś na carskiego dowódcę wino ze swojego kieliszka. Zdenerwowany, zaczął wykrzykiwać w Twoim kierunku obelgi i zanim zdołał się zorientować, już trzymałeś w ręku jeden z jego drogocennych orderów, po czym skierowałeś się śpiesznym krokiem do wyjścia.

17:18:00 No comments

Literatura science-fiction stanowi niezrównany wehikuł, za pomocą którego jej autorzy oraz odbiorcy mogą pędzić przez przyszłość z bagażnikiem pełnym przeszłości. Umożliwiającym, pod płaszczykiem opowiadania o wiekach, które dopiero nadejdą, wnikliwe roztrząsanie spraw znanych ludzkości od samych jej początków. Jeśli chcesz przeczytać niezrównane studium przeraźliwej samotności w świecie pełnym bliźnich, bezsiły wobec nieznanego i miłości potężniejszej od wszelkich przeciwności - sięgnij po „Solaris” Stanisława Lema. Masz ochotę poznać naturę totalitaryzmów, wobec których jednostka jest niczym a wszelkie przejawy życia podporządkowane są życzeniom władzy i stworzonego przez nią systemu przy wydatnym udziale uciskanych - zapoznaj się ze słynnymi dystopiami: „Rok 1984” George'a Orwell ‘a, „Nowy wspaniały świat” Aldousa Huxleya oraz „451 stopni Fahrenheita” Raya Bradbury’ego. Gdy interesują Cię zagadnienia pozbawionej wszelkich skrupułów walki o objęcie rządów, mechanizmy sterujące imperiami oraz istota bezlitosnego żywiołu rewolucji, rozpętanej przez demagogów - weź do ręki „Diunę” Franka Herberta. Chciałbyś zagłębić się w pełną zadumy opowieść o kalejdoskopie postaw wobec nieubłaganej siły, wiodącej do upadku cywilizacji oraz granicy poświęceń, ofiaruj parę godzin „Wojnie światów” Herberta Georges'a Wellsa. Wyliczać dzieła z tego gatunku, które opisują światy wyimaginowane, a jednak przerażająco prawdziwe, zajmujące się tak naprawdę człowiekiem, stanem jego jaźni, marzeń i tęsknot, obaw i najgorszych ze strachów; tym wszystkim, co unosi go i dręczy, można by bez końca. Do tegoż kanonu należy także twórczość Harlana Ellisona, niepokornego i przez długi czas wyklinanego Pisarza, zajmującego się fantastyką naukową, którego zbiór opowiadań jest przedmiotem niniejszej recenzji. On sam był postacią niezwykłą; jedną z tych, które ufają, że ludzkie uniwersum może być lepsze niż faktycznie jest. 

23:02:00 No comments

Można być komuś solą w oku… lecz i cierniem w mroku. Osobą, która tak bardzo nie pasuje do pozostałych, że rezygnuje ze wszystkiego i postanawia nigdy nie opuszczać cienia. Jakie to uczucie, kryć się w nieprzeniknionych ciemnościach, nie pozostawać w jednym miejscu zbyt długo, by nie dać się zauważyć ani pojmać, rozmawiać tylko z przeszłością i wspomnieniami - w głowie? Wydaje się, że to tak zaawansowany stopień osamotnienia, że aż przeraża. Tymczasem bohater o tajemniczej historii, wykreowany przez Elżbietę Barczyk udowadnia, iż w niektórych okolicznościach nauczenie się życia w pojedynkę i w niewidoczności jest o wiele lepszym rozwiązaniem niż przyłączenie się do bezpiecznej aczkolwiek… nieposiadającej żadnych wartości grupy. Szczególnie, jeśli jest się odmieńcem jak Val, który alternatywnie mógłby sprzeniewierzyć się wszystkiemu i stać marionetką zarządzających światem wampirów lub wilkołaków albo członkiem kliki człowieczych służących na usługach bestii. Mężczyzna, element ludzki o nietypowych zdolnościach, pragnie zaś tylko, by nikt nie zwracał uwagi na jego marną personę, przemykającą szemranymi zaułkami krainy, gdzie po wybuchu Słońca panuje wieczna czerń i od jakiej sam Bóg dawno odwrócił wzrok, skrajnie rozczarowany jej obecnym kształtem. Niestety, na skutek szalonych splotów okoliczności, spokój jest ostatnim, co będzie mu dane. Jeden nierozważny krok prowadzi wprost w przepaść nieprzewidywalnych konsekwencji - a jego samego na świecznik najpotężniejszych (nie)żyjących stworzeń. Próba udowodnienia, że resztki sumienia wciąż znajdują się na właściwym miejscu sprawia, że dotychczas bezimienną, nieposiadającą koniecznego numeru, nieistotną osobą Vala interesuje się zarówno alfa wilków, jak i książę krwiopijców. Z jakiego jednak powodu sama wierchuszka miałaby stoczyć bój o to, by mieć kogoś tak pozornie nieważnego i nijakiego po stronie swojego klanu? Odpowiedzi szukać należy głęboko w minionych czasach, w których była jeszcze nadzieja na lepsze i świetliste oraz w… niezłomności. To o niej bowiem opowiada przede wszystkim „Cierń w mroku”.

01:08:00 No comments

I oto nadeszła kolejna burza w Twoim życiu. Po tylu latach, które poświęciłaś korporacji… Wyzbyłaś się dla niej osobistych podniet, przesiadywałaś w pracy do późnego wieczora i nabawiłaś się nerwicy, a potem zostałaś przeżuta, wyciśnięta jak cytryna i wyrzucona praktycznie bez słowa wyjaśnienia. Oficjalnie dlatego, że zlikwidowano Twój dział eventów, ale wiesz, że to skutek machinacji Twojego byłego partnera, z którym rozstałaś się w burzliwych okolicznościach. Ma duże wpływy w branży i wykorzystał je bez chwili wahania. Gorzko myślisz o tym, jakim jest niegodziwcem, ale cóż - zajęta głównie robotą, nie byłaś w stanie dostrzec tego wcześniej. Teraz wsiadasz do samochodu i ze zgrozą zastanawiasz się, co z Tobą będzie. W głowie masz pustkę, podobnie jak na koncie. Odłożyłaś trochę pieniędzy, jednak nie starczy ich na długo. Żyłaś chwilą i nie oszczędzałaś, przekonana, że masz pewne zatrudnienie a przełożeni bardzo Cię cenią. Teraz przekonałaś się, jak bardzo się pomyliłaś - byłaś tylko drobnym trybikiem w wielkiej machinie, który wymienia się bez żadnego żalu i zastanowienia nad jego losem. Dalej wszystko toczy się, jak to na ogół wygląda w takich przypadkach. Najpierw faza wyparcia - całe dni spędzane w piżamie, zamawiana chińszczyzna i zaległe odcinki seriali, oglądane jeden za drugim. Potem etap wzmożenia - całe tony CV rozsyłane do wszelkich możliwych pracodawców, oczywiście bez najmniejszego skutku - złą opinię masz już wyrobioną a rynek pracy przeżywa zapaść. Wreszcie czas depresji, opartej na uświadomieniu sobie, że w błyskawicznym tempie zmierzasz do roli finansowego pariasa, bez żadnych widoków na przyszłość, czemu w żaden sposób nie możesz zapobiec.

17:37:00 No comments

„Mad Love” Hannah McBride to tak bardzo ja - a cała trylogia, która dzięki tej książce zyskała zasłużenie emocjonujący finał, to czysta ADRENALINA. Wziąć pod swoje cieniste skrzydła tekst, który tak doskonale ze mną rezonuje - oto pierwszy i jakże przy tym ogromny tegoroczny zaszczyt. Domknięte już trio Pisarki składa się z niemalże wszystkiego, co uważam za „swoje”. To tragedia, jakiej kolejne akty odsłaniane są na wzór nieuniknionego chaosu, spowodowanego przez jedną, przypadkowo opadającą na inne, kostkę domina. Thriller o nieprzewidywalnym przebiegu, zaskakujący wieloma odcieniami psychopatycznych osobowości, których szaleństwo jest wręcz teatralnie trwożące. Powieść akcji i sensacji, rodem z najlepszych mafijnych produkcji, od jakich nie można się oderwać ani na sekundę. Romans, do którego skalista ścieżka wiedzie jedynie pod stromą górę - a niekiedy i ku przepaści; bez drogi wstecz, choć bohaterowie o złożonych charakterach oraz skomplikowanej przeszłości kroczą nią bez zastanowienia nad odwrotem. Wreszcie jednak, cykl „Mad world” to dla mnie przede wszystkim wielowymiarowy dramat rodzinny. O sukcesji, co to staje się brzemieniem i ciężarze utrzymania w jej imię nieposzlakowanej opinii. O mylących pozorach - wypracowanej dla członków familii dziedziców otoczce bajkopisarzy, dla jakiej nienaruszenia poważy się na absolutnie wszystko. Złotej klatce, ohydnej stronie bogactwa. I najsilniej… O tym, jak wielką wiarę i wierność pokłada się w rodzicach i w jak ogromnym stopniu, za wszelką cenę, próbuje się ich chronić przed krzywdą - mimo tego, że zawiedli dziesiątki i setki razy. O tym, kiedy w końcu należy powiedzieć sobie dość i przyznać, iż nie da się ratować kogoś, kto nigdy nie wybrał Ciebie - i że to przypadek od dawna stracony. O niezłomności i niemruganiu, niezależnie od okoliczności. O bezpowrotnym odchodzeniu od minionego i zostawaniu dla tych, którzy udowodnili, że warto. O miłości. Bo przecież wszystkie opowieści są tak naprawdę o miłości.

00:21:00 No comments
Nowsze posty
Strasze posty

O autorce

O autorce
Żona, kociara, maniaczka thrillerów, wielki ogarniacz życia. Recenzuję literaturę - bo życie jest sztuką. Opowiadam historie o historiach. Mail: kierownikoperacyjny.sp@gmail.com 💥

Kategorie

  • książki

Jestem tutaj

Statystyka odwiedzin

Stali czytelnicy

Archiwum

  • ▼  2026 (97)
    • ▼  lip (2)
      • Tommaso Pagano - W gąszczu kłamstw - recenzja
      • Francesca Catlow - Grecki sekret - recenzja
    • ►  cze (24)
    • ►  maj (20)
    • ►  kwi (10)
    • ►  mar (18)
    • ►  lut (13)
    • ►  sty (10)
  • ►  2025 (296)
    • ►  gru (20)
    • ►  lis (19)
    • ►  paź (30)
    • ►  wrz (25)
    • ►  sie (16)
    • ►  lip (22)
    • ►  cze (19)
    • ►  maj (38)
    • ►  kwi (24)
    • ►  mar (36)
    • ►  lut (24)
    • ►  sty (23)
  • ►  2024 (292)
    • ►  gru (18)
    • ►  lis (30)
    • ►  paź (30)
    • ►  wrz (27)
    • ►  sie (28)
    • ►  lip (25)
    • ►  cze (20)
    • ►  maj (21)
    • ►  kwi (22)
    • ►  mar (24)
    • ►  lut (29)
    • ►  sty (18)
  • ►  2023 (143)
    • ►  gru (17)
    • ►  lis (20)
    • ►  paź (15)
    • ►  wrz (14)
    • ►  sie (14)
    • ►  lip (15)
    • ►  cze (8)
    • ►  maj (10)
    • ►  kwi (9)
    • ►  mar (9)
    • ►  lut (7)
    • ►  sty (5)
  • ►  2022 (31)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (2)
    • ►  wrz (2)
    • ►  sie (5)
    • ►  lip (2)
    • ►  cze (2)
    • ►  maj (2)
    • ►  kwi (3)
    • ►  mar (3)
    • ►  lut (4)
    • ►  sty (3)
  • ►  2021 (60)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (5)
    • ►  sie (5)
    • ►  lip (13)
    • ►  cze (9)
    • ►  maj (6)
    • ►  kwi (9)
    • ►  mar (4)
    • ►  lut (1)
  • ►  2020 (55)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (6)
    • ►  paź (5)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (3)
    • ►  lip (5)
    • ►  cze (6)
    • ►  maj (6)
    • ►  kwi (8)
    • ►  mar (6)
    • ►  lut (2)
    • ►  sty (4)
  • ►  2019 (40)
    • ►  gru (4)
    • ►  lis (4)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (4)
    • ►  lip (5)
    • ►  cze (1)
    • ►  maj (5)
    • ►  kwi (2)
    • ►  lut (7)
    • ►  sty (1)
  • ►  2018 (96)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (5)
    • ►  sie (8)
    • ►  cze (8)
    • ►  maj (12)
    • ►  kwi (11)
    • ►  mar (13)
    • ►  lut (14)
    • ►  sty (17)
  • ►  2017 (197)
    • ►  gru (6)
    • ►  lis (11)
    • ►  paź (9)
    • ►  wrz (16)
    • ►  sie (24)
    • ►  lip (20)
    • ►  cze (17)
    • ►  maj (19)
    • ►  kwi (16)
    • ►  mar (18)
    • ►  lut (8)
    • ►  sty (33)
  • ►  2016 (81)
    • ►  gru (15)
    • ►  lis (23)
    • ►  paź (17)
    • ►  wrz (11)
    • ►  sie (11)
    • ►  cze (2)
    • ►  lut (2)
  • ►  2015 (8)
    • ►  lis (1)
    • ►  cze (1)
    • ►  maj (1)
    • ►  mar (1)
    • ►  lut (2)
    • ►  sty (2)
  • ►  2014 (18)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (1)
    • ►  paź (1)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (1)
    • ►  kwi (4)
    • ►  mar (4)
    • ►  lut (1)
    • ►  sty (2)
  • ►  2013 (18)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (4)
    • ►  wrz (1)
    • ►  sie (2)
    • ►  lip (1)
    • ►  cze (3)
    • ►  lut (3)
    • ►  sty (2)
  • ►  2012 (14)
    • ►  gru (1)
    • ►  paź (5)
    • ►  cze (2)
    • ►  kwi (1)
    • ►  mar (3)
    • ►  lut (2)
  • ►  2011 (12)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (2)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (1)
    • ►  lip (1)
    • ►  mar (1)

Created with by ThemeXpose | Distributed By Gooyaabi Templates