O debiucie, który okazał
się szokująco złożony - i to niekoniecznie w dobrym tego słowa znaczeniu…
Praca w kancelarii
komorniczej to niezbyt łatwy kawałek chleba. Czasami próba zwykłego doręczenia
zawiadomienia o wszczęciu postępowania egzekucyjnego może skończyć się
poszczuciem psem a nawet rękoczynami. Na szczęście jesteś byłym policjantem,
więc szybko dajesz sobie radę ze zbyt krewkimi dłużnikami i członkami ich
rodzin. Dziś jest poniedziałek, więc jak zwykle z samego rana pojawiasz się w
biurze, tym razem jednak w nie najlepszym nastroju - daje o sobie znać
weekendowy kac. Wyraźnie czujesz suchość w ustach a głowa pulsuje Ci tępym
bólem. Do tego Twoje oblicze znaczy wielki siniak pod okiem - skutek wdania się
w bójkę z damskim bokserem i ochroną w pubie. Rozpaczliwie próbujesz sobie
przypomnieć, kto odwiózł Cię po wszystkim do domu, ale niestety masz dziurę we
wspomnieniach. Witasz się zdawkowo ze swoim współpracownikiem - Łucją
Adamczewską i raczysz kawą, z ulgą siadając na krześle. Byłeś pewien, że to
właśnie ona poratowała Cię w nocy, ale wyraźnie widzisz, że nie miała z tym nic
wspólnego, więc odpuszczasz sobie rozmyślanie o problemie i zaczynasz zajmować
się pracą. Porządkujesz szybko dokumenty i pakujesz je do teczki. Po chwili
ruszacie samochodem w teren. Śpieszycie się, gdyż macie sporo wezwań do
rozwiezienia. Pierwsze z nich trzeba dostarczyć Henrykowi Zielińskiemu, który
mieszka w niewielkiej wsi - Malanowie. Dzięki nawigacji niebawem docieracie na
miejsce, mijając po drodze przeraźliwie puste i zaśnieżone pola. Wysiadacie i
obrzucacie wzrokiem spory dom, wyglądający jednak na mocno zaniedbany. Sprawia
wrażenie opuszczonego - odpadający tynk pozostawił po sobie liszaje, w oczy
rzucają się też niemiłosiernie zarośnięty ogród oraz przekrzywiony płot. Gdy
pukasz do drzwi, odpowiada Ci głucha cisza.
.png)
