• Strona główna
  • O mnie
  • Współpraca

Opowiadam historie o historiach. Recenzuję literaturę - bo życie jest sztuką.

W minionym roku miałam okazję przybliżyć Ci dwa pierwsze tomy niezwykłej serii “Cienie” fińskiego duetu. Niezwykle cieszy mnie fakt, iż na moment przed nastaniem mrocznie zimowej aury Wydawnictwo Dwukropek zdecydowało się na opublikowanie ostatniej części tej kapitalnej trylogii. Pisarz Timo Parvela oraz utalentowany grafik i ilustrator Pasi Pitkänen to dwuosobowy zespół, który dostarcza... magię. Na domiar dobrego, zarówno młodszym, jak i starszym czytelnikom. Mimo tego, iż jestem w wieku, w jakim z rozrzewnieniem wspomina się epokę dinozaurów, pozostaję urzeczona niezwykłym dopasowaniem rysunków do treści. Śmiem wręcz stwierdzić, że jedno jest tutaj nieodłączną częścią drugiego. Zaczarowane obrazy, naniesione kreską spod ciemnej gwiazdy i uśmiechające feerią barw dodają kolorytu tekstowi. Rzadko kiedy w literaturze dziecięcej odnajduję tego rodzaju staranność, zatem zdecydowanie muszę ją pochwalić. Sama narracja jest z kolei idealnym domknięciem bajkowej serii. Oto coś dla miłośników kochanych mroczności, Świąt Bożego Narodzenia w innym zwierciadle, poszukiwania wartości i sumienia, dobrych oraz złych uczynków a także potrzebujących punktu wyjścia do ważkich rozważań. Co bowiem stałoby się, gdyby istniał dobry Mikołaj i nader zły Krampus, który karmi się nienawiścią oraz energią, płynącymi z okrucieństw? Jaki byt finalnie zatriumfuje, gdy dookoła roziskrzą się choinkowe lampki? Czy dusza to coś cennego a Gwiazdka nastanie? Jestem w stu procentach pewna, że ta pełna dynamicznych przygód seria przypadnie Ci do gustu. A przy okazji zabierze Cię w niepowtarzalną podróż przez czas i do nęcącej śnieżno-lodową atmosferą Finlandii. “Krampusa” pozostawiam z notą 8/10. Byłabym szczęśliwa, gdyby tak tajemniczo kończyły się wszelkie trylogie. 

PS “Cienie” to doskonały pomysł na prezent pod choinkę. Myślę, że ucieszy wszystkich wymagających, spragnionych fabuł nie z tej ziemi odbiorców w wieku powyżej 9 lat. 


23:43:00 No comments

To był zwykły dzień, którego przebieg nie zwiastował niczego złego. Pamiętasz prawie wszystkie szczegóły, jakie teraz wyświetlają Ci po kolei wyblakłe klisze pamięci. Smaki, zapachy, obrazy - całość kłębi się w Twojej głowie i nawraca raz za razem, bez końca. Było ciepło, panowała piękna, wrześniowa pogoda, jak to na chorwackim wybrzeżu. Trwała zwykła domowa krzątanina, zakończona wspólną kolacją. Duży stół a przy nim cała Twoja rodzina. Mąż, Jakov siedział po lewej stronie. Naprzeciwko Ty a z boku dwoje bliźniąt - Mate i Silva. Mają niecałe osiemnaście lat i są bardzo ze sobą zżyci. Posiłek przebiega w spokojnej atmosferze, a po jego zakończeniu dziewczyna idzie do swojego pokoju. Chwilę później schodzi ubrana w bardzo krótką sukienkę w kwiaty i czerwone trampki. Na ramieniu ma dużą, workowatą torbę i przewieszoną przez ramię ortalionową wiatrówkę. Rzuca tylko krótko, że wychodzi na festyn nad zatoką. Pytasz, czy z Branem - swoim chłopakiem, ale zaprzecza oraz dodaje, że pojechał do Rijeki, by złożyć dokumenty na studia i wróci dopiero jutro. Rzuca jeszcze krótkie: „no to cześć” i wychodzi. Usiłujesz sobie przypomnieć, czy na nią spojrzałaś, ale chyba nawet nie odpowiedziałaś na pożegnanie. Do dzisiaj żałujesz, że jej mocno nie przytuliłaś, choć przecież miałaś taką możliwość. Gdybyś tylko wiedziała, że to był ostatni normalny dzień Waszego życia... 

Kiedy nie wraca na noc, w ogóle się nie niepokoicie. Jesteś trochę zła, ale uznajesz, że zabalowała i przespała się u koleżanki. Przecież w tak spokojnym miasteczku nie mogło zdarzyć się nic złego, więc niedługo wróci. Tu nie ma morderców ani porywaczy a wszyscy znają się od podszewki i nie maja tajemnic. Gdy nie pojawia się do 14.20, Jakov wysyła Mate na poszukiwania.  

19:36:00 No comments

Kakao to taki napój, względem którego odczuwam pewną awersję. Słodki i aromatyczny, idealnie rozgrzewa w chłodny dzień a przy tym sprawia, że gorycz teraźniejszości staje się łatwiejsza do zniesienia. Zgodnie z jedną z moich prywatnych anegdot, nie polecam Ci go jednak do niwelowania skutków nadużycia napojów wysokoprocentowych poprzedniej doby. Próbowałam wiele lat wstecz. Pomysł okazał się co najmniej chybiony, jako że do dzisiaj pamiętam, jak relacjonowałam ów test ówczesnej przyjaciółce, przypisując do uśmiechającego słowa kakao najróżniejsze inwektywy. 😂 Takie, których z pewnością nie miałbyś się prawa spodziewać po literacie, kochającym zabawy słowami. I pomyśleć, że nic mi ten biedny napój w założeniu nie zrobił, mając tylko przynieść ukojenie nerwom, trupozie wczorajszości oraz żołądkowi. Cóż - niekiedy obrywa się niewinnym.  

Jako miłośnik japońskich opowieści, stwierdzam ze szczerym uśmiechem, że książka “Kakao w czwartki”, którą napisała Michiko Ayokama, w dużej mierze odczyniła ów zły urok, jaki sama rzuciłam na wonny napar. Po historiach autorów spod białej flagi z czerwoną kropką pośrodku nie spodziewam się jednak niczego innego niż czarowania pięknie złożonymi wyrazami w urzekających fabułą narracjach. Po lekturze tej historii czuję się zaś... ukojona - a nie jest to standardowa z moich emocji. To jedna z tych książek, z których biją spokój oraz przyjemność. Umiejętnie transferują na czytelnika i pozostawiają go utulonym w codzienności. Co istotne, Autorka poważyła się także na jeden z cenionych przeze mnie zabiegów literackich. Początkowo każdy z krótkich rozdziałów wydaje się być niepowiązany z kolejnym - oraz jego bohaterami. Jak się okazuje, wszystko układa się szybko w piękny pattern, dzięki pozostawianych przez Pisarkę, pozornie niemających znaczenia, niciom. Rzekomo obce sobie postaci są w istocie połączone o wiele silniej niż sądzą... Czasem wystarczy obraz, zakup w danym sklepie albo zagoszczenie w mało znanej, przyzywającej spokojem kawiarni na uboczu. Pamiętaj, by wypić w niej szklankę gorącego kakao (tylko nie po alkoholu)! 

00:21:00 No comments

Nurzanie się w odmętach niepamięci to prosta ścieżka do szaleństwa. Wkraczając na tę drogę, dysponujesz tylko niezliczoną liczbą “co by było, gdyby”. Nie wiesz, co tak naprawdę się wydarzyło i choć zleciłaś mózgowi, aby to ustalił, nawet, kiedy pozornie nie próbujesz odzyskać wspomnień, to żmudny proces. Pojawiają się tak zwani “fałszywi przyjaciele”. Chcąc wypełnić luki, Twoja głowa fabrykuje wydarzenia, w jakich uczestniczyłaś i czyny, których rzekomo miałaś się dopuścić. Kilka dni później pojawiają się kolejne. Na domiar złego, całkowicie wykluczają poprzednie. Rozważasz nawet drastyczne metody, takie jak skorzystanie z usług hipnotyzera, choć przecież nigdy nie wierzyłaś w tego rodzaju szaleństwa. Wyniszczasz się, gubisz w przypuszczeniach i tworzysz miliony scenariuszy, zahaczających o spiskowe. Co w istocie wtedy się stało i z jakiego powodu tego nie pamiętasz? Dlaczego Twój organizm postanowił odciąć Cię od części przeszłości? Czyżby ta była na tyle drastyczna, że z obawy o dobrostan psychiczny, wymazał kawałki doświadczeń? Czy zaciekła, przystająca do charakteru walka o odzyskanie tych skrawków nie przyniesie Ci więcej szkody niż pożytku? Lecz przecież wszystko, czego byłaś częścią, na własny sposób składa się na Twoją osobę... Jak zatem można po prostu przejść nad lukami we wspomnieniach do porządku dziennego? To niewykonalne. Doskonale wiem, co czujesz. Zadziorna, nigdy się nie poddajesz a podejmowane przez Ciebie misje dałoby się określić porywaniem z motyką na słońce. Nie spoczniesz, póki nie zrealizujesz powziętych założeń. Zgrywasz litą skałę, której obce są uczucia wyższe, choć w rzeczywistości cierpisz, że ich nie doświadczasz. Nie chciałabyś być jak wszyscy, lecz nie pogardziłabyś zwyczajnym życiem, w którym jesteś częścią rodziny - a nie tylko społeczności walczącej o lepsze jutro. Jakie jest Twoje? Zbuntowanie samotne a teraz dodatkowo z zatrważającą luką w pamięci. Co się wydarzyło? Czy to możliwe, byś w czasie, jakiego nie pamiętasz, dopuściła się czegoś złego lub najgorszego? 

19:30:00 1 comments

Wiele osób spodziewało się, że świat opanuje kiedyś straszliwa zaraza, ale nikt nie był w stanie przewidzieć tego, co ze sobą przyniosła. Ludzie wpadli w rozpacz większą niż gdyby zabrała im człowieczych bliskich. A tymczasem ona upomniała się tylko o zwierzęta. Wszystkie - nie tylko dzikie, ale także te domowe. Kochane i rozpieszczane, będące towarzyszami doli i niedoli właścicieli, a właściwie oddanych przyjaciół. Zaczęło się niepozornie od pojedynczych padnięć. Wkrótce jednak, jak grzyby po deszczu zaczęły mnożyć się doniesienia o tajemniczych, masowych zgonach czworonogów. Całe stada padały pokotem a zjawisko narastało z każdym tygodniem. Początkowo choroba atakowała tylko psowatych i kotowatych przedstawicieli fauny. Wkrótce nastąpił całkowity pomór lwów w Afryce oraz wilków i kojotów w Ameryce Północnej. Potem trąd ogarnął inne kontynenty. Sprawę najpierw bagatelizowano - nie przeprowadzono nawet niezbędnych badań. I to był wielki błąd. Gdy zaczęły ginąć także ptaki, wybuchła prawdziwa panika. Próbowano nieudolnie powstrzymać rozprzestrzenianie się plagi, zamykając ogrody zoologiczne i zakazując wyprowadzania psów oraz wypuszczania kotów. Wszystko nadaremno... Aż w końcu nadeszło najgorsze. Dopóki nieszczęście dotyczyło zwierząt na wolności, ludzie zachowywali spokój, wierząc święcie, że odpowiednie służby dadzą sobie z tym radę. Zresztą ich los obchodził tak naprawdę niewielu - przyrodników, naukowców oraz ekologów. Kiedy problem dotknął zwierząt domowych, zaczęło się istne szaleństwo. Najgorszy był sposób w jaki pupile odchodziły z tego świata. Nagły atak szału i... popełniały sam*obójstwo na oczach przerażonych właścicieli. Rozmyślnie wbiegały pod pędzące samochody, skakały z wysokości, same się zagryzały bądź tak długo biły łbem o ścianę, aż osuwały się martwe. Nie sposób było ich powstrzymać. Ani razu nie odnotowano przypadku zaatakowania człowieka. Krzywdę wyrządzały wyłącznie sobie... 

22:52:00 No comments

Po drugiej stronie kamery staję zazwyczaj po to, aby nieco przestraszyć Cię w wizualizacjach - a Jakub Płoch właśnie tak zatytułował własny debiut, którego fabuła rozgrywa się w horrorowym klimacie. Przypadek? Jak doskonale wiesz, myślę, że te nie istnieją. Nie zdziwi Cię zatem wcale, że kiedy zobaczyłam nęcąco mroczną okładkę pierwszej powieści Pisarza i przeczytałam jeszcze bardziej przyzywający mą ciemną stronę (czyli całość, no dobrze!) opis, natychmiast pomyślałam, że oto potencjalne idealne dopasowanie. Autor zresztą z dużą dozą odwagi powierzył mojej recenzji napisaną treść. Nie ukrywam bowiem, że nie żadna historia, jaka w założeniu miała być straszna, jeszcze mnie nie przeraziła. Szkoda - wnikliwie wciąż takiej poszukuję! Do plejady poznanych nie wliczam tych, które właściwie na okrągło rozgrywają się w mojej głowie. To temat na inną opowieść - i dla egzorcystów. 😉 Z opowieściami z tak zwanym dreszczykiem mam zazwyczaj różnie, choć w żadnym wypadku nie tak, jak tego oczekiwałam. Albo bawią mnie one do rozpuku (co pewnie nie jest zwyczajową reakcją, ale cóż - winię za ten stan rzeczy nader plastyczny mózg), albo żenują głupotą, albo przyprawiają o obrzydzenie detalicznością w postaci iście rzeźniczej scenerii. Najczęściej, gdy oglądam lub czytam horror, kibicuję też złoczyńcom, tudzież do wtóru wesołej melodii typuję, kto zginie następny. Zaiste, świetny ze mnie towarzysz w podobnych rozrywkach, polecam! 😉 Jest jednak jeszcze inny typ narracji grozy - i, co stwierdzam ku uciesze, do tego właśnie zalicza się książka “Po drugiej stronie kamery”: powieści, które powodują u odbiorcy niepokój świetnie wykreowaną atmosferą. Eskalujące napięcie, nieprzewidywalne zwroty akcji, upiorni bohaterowie ze świata zjaw, cieniście mroczne otoczenie, niewyjaśnialne racjonalnie wydarzenia, pętla czasoprzestrzenna... Bez krwi i mięsa, a za to ze świetnie wykreowaną atmosferą. O tak, w to mi graj! Choć może do czasem do tego jumpscare’a daj. 😉  


22:03:00 1 comments

Twoje życie z pozoru wygląda wręcz idealnie. Masz dobrą pracę i chłopaka, który jako prawnik ma przed sobą świetlaną przyszłość. Gdy jednak przyjrzeć mu się z bliska, widać szereg poważnych rys, zaburzających ten sielankowy obraz. Zmartwień dostarcza Ci także miejsce zatrudnienia. Agencja reklamowa zawsze była Twoim marzeniem, toteż, gdy po skończeniu studiów otrzymałaś ofertę jednej z gdańskich firm z tej branży, Promotion SA, przyjęłaś ją bez namysłu. Zaczęłaś jako stażystka, aż w końcu po czterech latach zostałaś pełnoprawnym pracownikiem. Bardzo lubisz swoje zajęcie a tworzenie projektów i kreowanie kampanii reklamowych sprawia Ci wielką satysfakcję. Twój pech polega na tym, że trafiłaś na okropną przełożoną. Pani Iza ma sześćdziesiąt lat i jest chodzącą złośliwością. Despotyczna, o cholerycznym usposobieniu, bezpodstawnie pewna siebie - jest nieodmiennie skrajnie krytyczna wobec Twoich poczynań. Co gorsza, poddaje Cię wręcz skrajnemu mobbingowi. Głośno krytykuje wszystko, co robisz i posuwa się nawet do krzyku oraz notorycznego grożenia zwolnieniem. Do tego przypisuje sobie wszystkie sukcesy, które osiągnęłaś dzięki ciężkiej pracy, czym całkowicie lekceważy Twoje wysiłki. To przez nią jesteś coraz bardziej zniechęcona. Miewasz także bezsenne noce i nerwowe dni nawet wtedy, gdy masz wolne. Przed przestąpieniem progu firmy denerwujesz się do tego stopnia, że oblewają Cię zimne poty i czujesz ból żołądka. Iza niejednokrotnie doprowadziła Cię do płaczu i drżenia rąk. Na szczęście będziesz miała okazję zapomnieć o tym wszystkim na krótki czas. Właśnie pakujesz walizkę, gdyż czeka Cię długo planowany i kilka razy przekładany weekendowy wypad z partnerem. Jesteście razem od siedmiu lat. Wynajmujecie mieszkanie na Strzyży, która jest jedną z najbardziej uroczych dzielnic Gdańska. Na razie nie planujecie dalszej przyszłości, jest Wam dobrze w uroczej codzienności, jaką razem stworzyliście.  

16:26:00 No comments
Nowsze posty
Strasze posty

O autorce

O autorce
Żona, kociara, maniaczka thrillerów, wielki ogarniacz życia. Recenzuję literaturę - bo życie jest sztuką. Opowiadam historie o historiach. Mail: kierownikoperacyjny.sp@gmail.com 💥

Kategorie

  • książki

Jestem tutaj

Statystyka odwiedzin

Stali czytelnicy

Archiwum

  • ▼  2026 (96)
    • ▼  lip (1)
      • Francesca Catlow - Grecki sekret - recenzja
    • ►  cze (24)
    • ►  maj (20)
    • ►  kwi (10)
    • ►  mar (18)
    • ►  lut (13)
    • ►  sty (10)
  • ►  2025 (296)
    • ►  gru (20)
    • ►  lis (19)
    • ►  paź (30)
    • ►  wrz (25)
    • ►  sie (16)
    • ►  lip (22)
    • ►  cze (19)
    • ►  maj (38)
    • ►  kwi (24)
    • ►  mar (36)
    • ►  lut (24)
    • ►  sty (23)
  • ►  2024 (292)
    • ►  gru (18)
    • ►  lis (30)
    • ►  paź (30)
    • ►  wrz (27)
    • ►  sie (28)
    • ►  lip (25)
    • ►  cze (20)
    • ►  maj (21)
    • ►  kwi (22)
    • ►  mar (24)
    • ►  lut (29)
    • ►  sty (18)
  • ►  2023 (143)
    • ►  gru (17)
    • ►  lis (20)
    • ►  paź (15)
    • ►  wrz (14)
    • ►  sie (14)
    • ►  lip (15)
    • ►  cze (8)
    • ►  maj (10)
    • ►  kwi (9)
    • ►  mar (9)
    • ►  lut (7)
    • ►  sty (5)
  • ►  2022 (31)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (2)
    • ►  wrz (2)
    • ►  sie (5)
    • ►  lip (2)
    • ►  cze (2)
    • ►  maj (2)
    • ►  kwi (3)
    • ►  mar (3)
    • ►  lut (4)
    • ►  sty (3)
  • ►  2021 (60)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (5)
    • ►  sie (5)
    • ►  lip (13)
    • ►  cze (9)
    • ►  maj (6)
    • ►  kwi (9)
    • ►  mar (4)
    • ►  lut (1)
  • ►  2020 (55)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (6)
    • ►  paź (5)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (3)
    • ►  lip (5)
    • ►  cze (6)
    • ►  maj (6)
    • ►  kwi (8)
    • ►  mar (6)
    • ►  lut (2)
    • ►  sty (4)
  • ►  2019 (40)
    • ►  gru (4)
    • ►  lis (4)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (4)
    • ►  lip (5)
    • ►  cze (1)
    • ►  maj (5)
    • ►  kwi (2)
    • ►  lut (7)
    • ►  sty (1)
  • ►  2018 (96)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (5)
    • ►  sie (8)
    • ►  cze (8)
    • ►  maj (12)
    • ►  kwi (11)
    • ►  mar (13)
    • ►  lut (14)
    • ►  sty (17)
  • ►  2017 (197)
    • ►  gru (6)
    • ►  lis (11)
    • ►  paź (9)
    • ►  wrz (16)
    • ►  sie (24)
    • ►  lip (20)
    • ►  cze (17)
    • ►  maj (19)
    • ►  kwi (16)
    • ►  mar (18)
    • ►  lut (8)
    • ►  sty (33)
  • ►  2016 (81)
    • ►  gru (15)
    • ►  lis (23)
    • ►  paź (17)
    • ►  wrz (11)
    • ►  sie (11)
    • ►  cze (2)
    • ►  lut (2)
  • ►  2015 (8)
    • ►  lis (1)
    • ►  cze (1)
    • ►  maj (1)
    • ►  mar (1)
    • ►  lut (2)
    • ►  sty (2)
  • ►  2014 (18)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (1)
    • ►  paź (1)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (1)
    • ►  kwi (4)
    • ►  mar (4)
    • ►  lut (1)
    • ►  sty (2)
  • ►  2013 (18)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (4)
    • ►  wrz (1)
    • ►  sie (2)
    • ►  lip (1)
    • ►  cze (3)
    • ►  lut (3)
    • ►  sty (2)
  • ►  2012 (14)
    • ►  gru (1)
    • ►  paź (5)
    • ►  cze (2)
    • ►  kwi (1)
    • ►  mar (3)
    • ►  lut (2)
  • ►  2011 (12)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (2)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (1)
    • ►  lip (1)
    • ►  mar (1)

Created with by ThemeXpose | Distributed By Gooyaabi Templates