Karsten Dusse - Moje wewnętrzne dziecko chce zabijać uważnie - recenzja

by - 01:46:00

Czarna komedia, której twórcą jest niemiecki pisarz, prawnik i autor scenariuszy filmowych, pod tytułem „Moje wewnętrzne dziecko chce zabijać uważnie” jest jedną z najzabawniejszych książek, jakie miałam okazję przeczytać w tym roku - choć nie przeczę, z dużą dozą prawdopodobieństwa na ów ogląd wpływa fakt, iż zaliczam się do szacownego grona psychopatów. 😉 Podczas czytania o zbrodniach makiawelicznie się zaśmiewam, w trakcie knucia krwawych planów z dzikim chichotem przegryzam przekąski, zaś kiedy poznaję tak zmyślnie i finezyjnie fantazyjnie wykreowany pastisz, ukazujący w krzywym zwierciadle cały świat oraz bohatera, który dokonuje kolejnych przestępstw niejako dziełem przypadków, prowadzących do zabawnie najgorszych konsekwencji - mroczność mojego oblicza rozjaśnia wyraz uznania dla kunsztu prozatorskiego, jakim to niewątpliwie odznacza się Karsten Dusse. Śmiem twierdzić, iż w rodzimym kraju nie jest raczej personą lubianą - wszak wszechobecna w jego tekstach krytyka dla nordyckiej nacji niegdysiejszych wybrańców, mających stać się nadludźmi, przybiera wręcz formę bawiącej odbiorcę karykatury. I tak oto dzięki powieści będącej drugą częścią kapitalnej serii, której kolejnych tomów już nie mogę się doczekać (moje wewnętrzne dziecko także) czytelnik zostaje uśmiechnięty kpinami z ekoświryzmu, rozlicznymi żartami sytuacyjnymi, wyłaniającymi się z treści właściwie strona po stronie oraz dla przykładu obaleniem sensu poradników, mających magicznie odmienić życie zaraz po przeczytaniu. Chociaż w istocie… Pisarz wplata w narrację jeden, który sama mogłabym wcielić w rzeczywistość. Co bowiem, gdyby tak zacząć z pełną uważnością, cierpliwie i otwarcie na potrzeby (i pogrzeby) tkwiące w głębi duszy, oczyszczać tę ziemską krainę z całkowicie zbędnych jednostek? Krok po kroku wplatać w codzienność koncepcję dochodzenia do wewnętrznej równowagi dzięki popełnieniu tego czy innego mordu, oczywiście z zachowaniem jasności umysłu, skupieniem się na „tu i teraz” oraz kontrolowaniem oddechu? No czyż to nie jest najpyszniejszy pomysł?!

„Zamordowałem cztery osoby, szantażowałem byłych pracodawców, wymusiłem na dawnych właścicielach przedszkola sprzedaż udziałów, żeby znalazło się miejsce dla mojej córki, i porwałem rosyjskiego mafiosa. (…) Nie mogłem także wspomnieć, że podczas mojego urlopu pewien kelner skręcił sobie kark przy mojej wydatnej pomocy.”

Odłożywszy na chwilę niewiele znaczący fakt, iż w mojej piwnicy od około pół roku tkwi uwięziony szef mafijnego klanu, którym w jego imieniu zawiaduję, rzekomo w celu ochronienia jego głowy przed innym krwawym przywódcą, jakiego najzupełniej przypadkowo zabiłem i drugi - że pomieszczenie to znajduje się pod przedszkolem-przykrywką, przejętym, aby mieć zarówno ukochaną córkę, jak i ofiarę rzeczonego porwania na oku, wybrałem się na wyczekiwany urlop. Wdech wydech, uziemienie, kontakt z tu i teraz - jestem! Przyznaję, że sporo nauczyłem się podczas niedawno odbytej terapii uważności. Jeden problem na jedną chwilę. Górska wędrówka, krystalicznie świeże powietrze, ukochana pierworodna i żona, z którą obecnie pozostaję w separacji, choć stan ten zamierzam zmienić. Ta ostatnia dziś wyjątkowo jeszcze bez wyrzutów i pretensji, które to w ogóle stały się przyczyną, z powodu jakiej chciałem przetransformować własne życie na lepsze. Dojrzalsze. Spokojniejsze. Przystające do prawnika, obecnie zbrodniarza, mojego wieku i pozycji. Więc dlaczego, do stu czortów, pośrodku zasranych Alp, zmaterializował się ktoś, dla kogo w ogóle jedzie się w to piękne miejsce - żeby jak najdłużej takiego czegoś nie widzieć?! Schronisko. Cudowne krajobrazy. Zero klientów. I mające aktualnie przerwę od nicnierobienia stworzenie odziane w najpewniej wkładane na leżąco, obcisłe rurki i brokatową koszulkę oversize z napisem „Save the planet” - które niestety rzeczonej Ziemi nie ocaliło od swojego istnienia. Nie przyjąwszy natychmiast zamówienia na parujące aromatycznością placki, jakie po długim marszu marzyło mi się zjeść, skrytykowało w dodatku moją córkę za sok w plastikowej saszetce. A tego było już zbyt wiele. Właśnie dlatego musiałem później wrócić na terapię uważności i zdradzić prowadzącemu ją mężczyźnie, że kelner złamał nogę - no bo oprócz karku noga też została złamana. I tak odkryłem istnienie własnego wewnętrznego dziecka i jego zadawnione, zaniedbane potrzeby, o jakie po latach tkwienia w stłumieniu postanowiłem zadbać. To jego winą pozostaje, że kiedyś rodzice nie kupili mu w górach upragnionego deseru, o czym przypomniało sobie akurat chwilę przed tym, nim Nils runął w przepaść. I złamał nogę.

„Nie przypuszczałem wtedy, że to wstęp do bardzo intensywnej pracy z wewnętrznym dzieckiem. Istotą, która w niedługim czasie z beztroską lekkością ponownie zajmie się tym, z czym ja niecałe sześć miesięcy temu z ulgą dałem sobie spokój: uważnym mordowaniem.”

Tak oto wkroczyłem na już nie górską ścieżkę, na której zacząłem spełniać zachcianki mojego kilkuletniego ja, jakiemu mama i tata niesłusznie wtłoczyli do głowy, że jego życzenia się nie liczą. Terapeuta nauczył mnie jednak czerpać od chłopca w duszy o wiele więcej - i zaręczam, zdziwilibyście się, ile twórczej, przydatnej w zawodzie właściciela przedszkola/mordercy/prawnika celowo udzielającego denerwującym klientom szkodliwych porad kreatywności tkwi w takim parolatku! Nawet zawiadujący wespół ze mną placówką rosły Bułgar imieniem Sascha o cokolwiek wątpliwej przeszłości byłby nią urzeczony, gdybym oczywiście zdradził mu, skąd zadziwiająco skuteczne pomysły odnośnie gaszenia nawarstwiających się w moim otoczeniu pożarów, właściwie się biorą. Po tym, jak zgodnie z hasłem na koszulce ocaliłem planetę przed pewną złamaną nogą, przyszła pora na rozprawienie się z bandą rezydujących w pobliżu przedszkola, głośnie-smrodliwych żuli, przy pomocy równie śmiało poczynających sobie w naszym kraju, tolerancyjnych dla naszych świadczeń socjalnych, lecz już nie dla nordyckiej kultury, imigrantów - tworzących radośnie własne klany. A przypomnij sobie tylko, że przywódcę działającego pełnoumyślnie, lecz nie pełnoprawnie, rosyjskiego, miałem już od dawna w swojej piwnicy, wciąż nieco naiwnie licząc na to, że kłopot ów rozwikła się sam dzięki autowykształceniu się w nim syndromu sztokholmskiego. Jednak nie ten kraj czy kraje; kalecząc me dorosłe ja, moje wewnętrzne dziecko jodłowało mi radośnie do uszu, podskakując w skórzanych spodenkach (ignorując fakt, że jest lato; Niemiec potrafi), jednocześnie sącząc mi do nich większy jad. Przysięgam, takie zbrodnicze domino, genialne w prostocie i morderczej złożoności o krwawych zapędach, jest w stanie zaprojektować tylko tłamszone latami, wewnętrzne dziecko! Zamiast banalnego: żyj i pozwól żyć innym, jej hasłem przewodnim powinno być: zabijaj uważnie… zgodnie z samym sobą. Przepysznie oczyszczające w swej prostocie! A i ślad węglowy skorzysta, gdy Nilsów mniej! Z ostrożności procesowej, jako prawnik zastrzegam jednak, by podobnych rozważań nie wcielać w rzeczywistość - a przynajmniej przed konsultacją z uśpionym od małoletności ja, które zapewne tkwi także w Tobie. Pozwól sobie je odkryć.

„Najlepszym sposobem, by zniszczyć piękno danego planu, jest usiłować wcielić go w życie.”

Nieustająco zabawnie, niezmiennie komicznie krzywością słownych zwierciadeł, w satyrze czy też czarnej komedii „Moje wewnętrzne dziecko chce zabijać uważnie” Karsten Dusse bezlitośnie rozprawia się z mitami dotyczącymi terapii albo choćby ekoterroryzmem na przykładzie klauniście wykreowanego bohatera, który jest w mojej ocenie jedną z najśmieszniejszych figur odnalezionych na kartach współczesnej literatury. W dobrym smaku i jeszcze lepszym humorze Pisarz nie posługuje się bowiem krytyką zachowań obecnej ludności, a raczej obnaża jej paradoksy, nieracjonalne zachowania i hipokryzję, dla jakiej miary zabrakło już bardzo dawno. Samo nakreślenie w historii sylwetek naczelnych postaci jest po prostu mistrzowskie - tak dzięki cyrkowym kontrastom, jak i śmiertelnie groźnym problemom, w jakie te wciąż ładują się niejako dziełem ciągów przyczynowo-skutkowych, których finały nie tak łatwo przewidzieć. Trzeba bowiem nie lada talentu, aby wiarygodnie umiejscowić jeszcze znajdującą się na karku, mimo prywatnych upodobań, głowę rosyjskiej mafii w piwnicy przedszkola, zaś z prawnika uczynić przypadkiem zmyślnego, budzącego sympatię złoczyńcę. I nie jest to persona papierowa, jak pewna podobnej profesji w polskiej literaturze ani Dexterowa, niczym z ukochanego serialu - wszak cechuje się innym dekalogiem zbrodniczej uważności. Z dopiero co odkrytym, wewnętrznym dzieckiem, stanowi tandem, któremu to nie można odmówić sympatii. Dodałabym, iż uczy bawiąc i ucząc bawi, ale… 😉! Ofiarowuję obojga notę bardzo, bardzo solidnego 9/10 oraz adnotację, by każdą lekcję wcielać w życie z odpowiednią dozą równomiernie oddychającej dbałości. Wszak nigdy nie wiadomo, kiedy przyda się terapia. Lepiej zaś zapobiegać niż leczyć, czyż nie? Kompletnie kapitalna komedia.

„Z osobistego doświadczenia mogę powiedzieć, że obcięcie głowy to doświadczenie bardzo oczyszczające. Co prawda straszny przy tym syf, ale kiedy trzymasz w dłoni głowę, która zraniła Cię najbardziej na świecie, wspomnienia bólu przestają Cię dręczyć.” 😂

You May Also Like

0 comments

Serdecznie dziękuję za wszystkie opinie, wiadomości oraz czas poświęcony na czytanie mojej strony- tworzę ją dla Was! :-)