„Klub, dla którego ludzie byli gotowi zabijać; gala otwarcia, za którą gotów był umrzeć każdy celebryta. Nikt się nie spodziewał, jak wielką skończy się to tragedią…”
Blichtr uzależnia. Mając sześć zer na swoim koncie, myślisz jedynie o tym, jak uczynić z nich siedem. A potem osiem. I dziewięć. Odbierając statuetkę w świetle jupiterów, zastanawiasz się jaki sukces osiągnąć jako kolejny. U boku której wpływowej osoby stanąć, aby stać się jeszcze bardziej rozpoznawalnym. Zyskać więcej. I więcej. I jeszcze więcej. Stojący na piedestale, zapatrzony w siebie, egocentryczny gwiazdor, dostrzegający jedynie czubek własnego nosa. Codziennie wzorcowo zadbany – wszakże zarabiający swoim ciałem i twarzą – jako aktor, reżyser czy prawnik, pobierający najwyższe gaże w mieście. Wielki Ty, za nic mający maluczkich. Ich życia i uczucia, będące dla Ciebie zupełnie bez znaczenia; chyba, że zdarzy się, że możesz coś dzięki nim osiągnąć. Jeśli jednak są bezużyteczni, najchętniej byś ich podeptał. I robisz to kiedy tylko możesz. Wszakże to Ty jesteś składnikiem śmietanki elity – bez którego najbardziej wyszukany napój nie byłby taki sam. Każda marna namiastka smakowałaby niewykwintnie, a więc źle. Bogaty – chcący być jeszcze bogatszy. Ważny – chcący stać się najważniejszy. Pomimo tego jednak wciąż tak bardzo pociągający… i jako taki, stanowiący element sine qua non na odbywającym się właśnie najważniejszym od dziesięcioleci wydarzeniu – otwarciu elitarnego oddziału klubu Home, skupiającego w swych kręgach jedynie tych najznamienitszych. Czy gdybyś wiedział jednak co się tam wydarzy, na pewno byłbyś gotów zabić za zaproszenie? Pewnie tak… wszakże każda okazja do pokazania własnej wyższości jest dobra. Egoistyczna fujara…








