MD Holloway - Zanim otworzysz drzwi - recenzja
W
końcu spełniło się Twoje marzenie. Z zimnego, hałaśliwego Londynu, którego nie
cierpiałaś z całego serca, przeniosłaś się na spokojną, sielską prowincję. I to
do pięknego domu. Wprawdzie niezbyt dużego i wymagającego odświeżenia, ale pełnego
czaru i posiadającego własne drzewo, które dumnie wznosi się tuż przy oknie
sypialni. Jest poskręcane ze starości i wygląda jak rekwizyt wyciągnięty z mrocznej
baśni, lecz niewątpliwie dodaje uroku całemu siedlisku. Zakochałaś się w nim,
jak tylko je ujrzałaś, więc wiele się nie zastanawiając, postanowiłaś je kupić.
Wydałaś na ten cel całe oszczędności, które na szczęście uzupełniła hojna zapomoga
udzielona ze strony rodziców, sięgająca połowy ceny. Sam zwieńczony czarnym
dachem budynek znajduje się na wzniesieniu i wykonany jest czerwonej cegły. Posiada
także taras i spory ogród. To idealne otoczenie dla gabinetu psychologicznego,
jaki zamierzasz otworzyć, kiedy tylko przeprowadzisz niewielki remont. Co
ciekawe, nie będziesz miała konkurencji, gdyż takiego przybytku to niewielkie
miasteczko nie posiada. Będziesz więc pionierem, z nadzieją na zdobycie stałej
i niemałej klienteli. Różnego rodzaju zaburzeń emocjonalnych z pewnością nie
brakuje nawet mieszkańcom prowincji. A Ty bardzo chcesz im pomóc, bo uzdrawianie
ludzkich umysłów to nie tylko Twój zawód, ale przede wszystkim powołanie. Na
razie kontaktujesz się z firmą „JERRY ADAMS AND SONS”, prowadzącą jak głosi jej
slogan reklamowy, usługi remontowe na każdą kieszeń. I okazuje się, że jest
pełni zgodny z prawdą. Szybko ustalasz należne wynagrodzenie i zakres prac a
dwaj bracia bliźniacy, z imionami jak bohaterowie kreskówki: Ben i Ken, niezwłocznie
przystępują do ich wykonania.
„Potrzebowała nowego początku, ale… czy nowy dom to zawsze czysta karta? Czy raczej nowy papier, na którym ktoś wcześniej coś napisał, a teraz próbuje się to zetrzeć? (…) ruszyła ścieżką, ale nie przestawała myśleć o robakach. O tym, że czasem zgnilizna zaczyna się pod ziemią. I że nie każda terapia leczy. Nie każda prawda leży na powierzchni.”
Od tej chwili musisz pogodzić się z obecnością mężczyzn, krzątających się po każdym z pomieszczeń poddawanych renowacji, jednak nie masz wyjścia. Wkrótce zyskujesz jeszcze jednego towarzysza, choć wcale tego nie chciałaś. Na progu wejścia natykasz się bowiem na dorodnego kota. Choć próbujesz go przepędzić, nie reaguje na Twoje usiłowania i obserwuje je z narastającą pogardą. Zrezygnowana, w końcu nalewasz mleka do miseczki i stawiasz ją na blacie w kuchni. Chwilę po tym futrzasty lokator rozciąga się jak długi nieopodal kominka w salonie, najwyraźniej nie zamierzając opuścić nowego miejsca schronienia. Postawiona w sytuacji bez wyjścia nadajesz mu miano Darmozjad, licząc na bezproblemowe współistnienie. Na szczęście nie ma nic przeciwko wizycie Twojej najlepszej przyjaciółki Laili, która wpada na kilka dni ze stolicy, aby ocenić na własne oczy, gdzie zamierzasz mieszkać. Zaraz na wstępie oświadcza, że jedziecie do sklepu meblowego, żeby nabyć wygodne łóżko. Decydujesz się na mebel w małżeńskim stylu, wielki i solidny, w końcu będzie musiał pomieścić dwie osoby, gdyż psiapsi wyraźnie oświadcza, że zamierza być u Ciebie częstym gościem. Mężczyźni na razie nie znajdują się w kręgu Twojego zainteresowania, gdyż burzliwe rozstanie Patrickiem skutecznie wyleczyło Cię z szukania ich towarzystwa. Po południu decydujesz się na odwiedzenie pobliskiego pubu. Bawisz się w nim świetnie, bo to pierwsze beztroskie chwile od dłuższego czasu, jakie masz okazję spędzić całkowicie wyluzowana. Nieco przesadzasz z alkoholem, więc następnego dnia niewiele pamiętasz - zwłaszcza z drogi powrotnej, choć jeden szczegół utkwił Ci w umyśle w pełni wyraźnie. Nieznajomy, oszałamiająco przystojny facet przy barze ze wzrokiem, który przeniknął Cię na wskroś. Czujesz go na sobie do teraz i w niewytłumaczalny sposób jesteś przekonana, że to nie był jedynie incydentalny kontakt. Na razie nie masz czasu zbyt długo o tym rozmyślać, gdyż ekipa kończy pracę. Wkrótce z dumą spoglądasz na swój nowy gabinet, utrzymany w przyjaznym dla oka tonie. Z pewnością pacjenci będą się w nim czuli komfortowo, co sprzyja efektywnej terapii. Gdy wychodzisz na trawnik, znajdujesz na nim śliczną białą różę, najwyraźniej należącą do rzadkiego, szlachetnego gatunku. Jesteś zdziwiona tym odkryciem, bo przecież sama nie hodujesz kwiatów. Nie budzi to jednak Twojego niepokoju, bo przecież być może została upuszczona przez jakiegoś przechodnia zdążającego z bukietem do swojej bogdanki...
„Jak
to możliwe, że tak spokojne miasteczko stało się sceną dla seryjnego mordercy?
Czy to ktoś, kogo znała? Czy codziennie przechodziła obok niego na ulicy? Może
siedział kiedyś za nią w kawiarni? Może właśnie teraz patrzy na nią z jakiegoś
okna?”
W miasteczku bardzo szybko rozchodzi się wieść, iż swe podwoje otworzył gabinet psychologiczny, co niemal natychmiast owocuje zgłoszeniami od kilku potencjalnych pacjentów. Jednym z nich jest miejscowa dziewczyna, Ellen. Zjawia się punktualnie o wyznaczonej godzinie i od razu pyta, czy obowiązuje Cię tajemnica lekarska. Choć na pierwszej sesji nie udaje Ci się zbyt wiele z niej wyciągnąć, czujesz, że ma sporo do ukrycia i z całą pewnością potrzebuje fachowej pomocy. Zastanawia Cię szczególnie uderzająca zdolność do gwałtownej zmiany nastrojów, tak jakby natura kobiety pochodziła od dwóch różnych ludzi. Jednak Twe lekarskie troski odpędza wieść wstrząsająca lokalną społecznością. Na ulicy znaleziono ciało kobiety, która pracowała w lokalu, w jakim spędziłaś noc z Lailą. Została zamordowana ostrym narzędziem, ale wcześniej zadano jej cios w głowę kijem bejsbolowym a następnie brutalnie duszono. Sprawca pozostawił przy zwłokach identyczny kwiat, jak ten, który znalazłaś na swoim trawniku. Nie możesz odpędzić myśli, że Twoje zjawienie się w miasteczku sprowokowało sprawcę, zaś biała róża miała być tego znakiem. Wkrótce będziesz miała szansę zweryfikować podejrzenia, gdyż jako jedyny dostępny na miejscu psycholog zostaniesz powołana w skład ekipy śledczej. Masz sporządzić portret umysłowy mordercy, który, jak się okazało, przesyła miejscowej policji wierszyki, w których zapowiada kolejne zbrodnie. Masz więc do czynienia z kimś, kto należy do gatunku seryjnych zabójców a to oznacza, że ofiar wkrótce będzie więcej, jeśli nie uda się go powstrzymać. Jakby tego było mało, jako partnera wyznaczono Ci detektywa Marca Castellano - tajemniczego mężczyznę zapamiętanego z pubu. Rozpoczyna się wyścig z czasem, który zamieni się w grę o życie i miłość…
„Miała
instynkt - cichy wewnętrzny radar ostrzegający przed niebezpieczeństwem. Ale
zazwyczaj uruchamiał się dopiero wtedy, gdy było już za późno. (…) Czasem jedno
wydarzenie może zepchnąć człowieka z klifu. Jedno pęknięcie w psychice i
wszystko, co budowane przez lata okazuje się tylko pozorem (…). Maską, za którą
czai się coś nieodwracalnego.”
„Zanim
otworzysz drzwi” M. D. Holloway to intersujący kryminał z elementami thrillera.
Jego głównymi bohaterami są młoda psycholog Gabrielle oraz detektyw Marc
Castellano, miejscowy policjant i niepoprawny pożeracz niewieścich serc. Ich
drogi splatają się, gdy dochodzi do brutalnego morderstwa barmanki - para ma współpracować
w celu złapania sprawcy. Na uwagę zasługują także postaci poboczne - pacjentka gabinetu
Ellen, bliźniacy Ben i Ken oraz ich matka Susan oraz wiele innych, spośród
których każda wnosi swój akcent do fabuły. Narracja prowadzona jest bowiem naprzemiennie
z punktu widzenia każdej z nich. Sądzę, iż za połączenie tej skomplikowanej
układanki w logiczną i dość zaskakującą całość należą się polskiej Autorce
brawa - zwłaszcza, że to debiut. Portrety psychologiczne bohaterów zarysowane
są całkiem przekonująco - zarówno Gabrielle jak i Marc dysponują bogatym życiem
wewnętrznym. W intrygujący sposób został poprowadzony wątek miłosny łączący ten
wybuchowy duet - pełen wzlotów i upadków, gorejących uczuć i częstych ran mimowolnie,
lecz czasem z pełnym rozmysłem, zadawanych sobie nawzajem. Drobnym minusem jest
dla mnie jedynie dość oczywisty wybór obiektu afektu kobiety. Podoba mi się
natomiast warstwa językowa powieści - literacka w wyrazie, obrazowa i bardzo
dynamiczna, na co wpływ mają także krótkie rozdziały. Nie jest także pozbawiona
humorystycznych akcentów a Holloway umiejętnie gubi tropy wiodące do seryjnego
zabójcy, kierując podejrzenia na osoby, które ostatecznie nie miały z nim
niczego wspólnego, choć jako gatunkowy „wyjadacz” nie na długo dałam się
zwieść. Osobne miejsce w moim sercu zajął natomiast Darmozjada - kot przybłęda,
i kwintesencja niezależnego charakteru tych niezwykłych zwierząt. Żaden kociarz
nie powstrzyma uśmiechu na widok takich oto wersów: „Darmozjad, który
zamieszkał u niej właściwie samowolnie wylegiwał się na jej szalu z miną
księcia z powieści gotyckiej. Kiedy usłyszał kroki na schodach, natychmiast
zmienił pozę na <<umierający z głodu>>.” Solidne 7/10 z ukłonem w
kierunku ósemki właśnie za tę kocio-personę i mrugającym shrekowo w saszetowym
niedojedzeniu wypatrywaniem kolejnej dobrej historii.
„(…)
łzy zaczęły cicho spływać po policzkach. Czuła się bezradna. Odkąd pamięta, ci,
na których jej zależało, wcześniej czy później odchodzili. W pracy, w życiu,
wszędzie. Jakby była z góry skazana na samotność.”
0 comments
Serdecznie dziękuję za wszystkie opinie, wiadomości oraz czas poświęcony na czytanie mojej strony- tworzę ją dla Was! :-)