Adele Parks - To, co ukryliśmy - recenzja

by - 20:25:00

„To, co ukryliśmy” to kolejny thriller spod pióra brytyjskiej mistrzyni gatunku Adele Parks, której wszystkie przeczytane do tej pory książki niesamowicie mi się podobały. Złożone z trwożących emocji, nasączone przerażającymi konstatacjami, pełne niepokoju i zaskakujących zwrotów akcji - okazują się tym, co w literaturze spod ciemnej gwiazdy kocham najbardziej. Bogate w przemyślenia naczelnych postaci, zabierają czytelnika do rzeczywistości, w której każdy krok może stać się zaczątkiem tragedii i prowadzić do niepowetowanych strat. Nierzadko moralnie szare - zawsze jednak prezentują wysoki poziom, przez co w mojej ocenie twórczość Angielki jest idealnym przedstawicielem gatunku spod nazwy thriller psychologiczny. Proza Pisarki to świetny wybór dla zmyślnych odbiorców, którzy od historii oczekują przede wszystkim całej kawalkady uczuć i złożonych portretów postaci oraz zwichrowanych zdarzeń fabularnych zaprezentowanych z wielu perspektyw. Misterium mrocznej rozrywki, za jaką uważam najnowszą powieść Autorki, stanowi kontynuację kapitalnej narracji „Ostatnio widziane”, lecz możesz potraktować ją jako samodzielną propozycję czytelniczą. Uważam jednak, iż byłoby szkoda tak właśnie uczynić - obie gawędy uznaję za te najwyższych lotów. Kylie - a może raczej Kai i Leigh, na jakie kobieta zdecydowała się podzielić na skutek… bycia żoną dwóch mężczyzn równocześnie - przedstawi Ci bowiem ścieżkę swoich nietuzinkowych decyzji w sposób, od jakiego nie sposób się oderwać. Cóż… zaraz po tym, kiedy i jeśli wrócą jej wspomnienia, jako że obecnie pewien staruszek spędza z nią czas na odludziu, zaś cały kraj uważa ją za martwą skandalistkę, której ciała nie odnaleziono i jaka pozostawiła po sobie kogoś, kto chciał się jej pozbyć, dwójkę nieutulonych w żalu pasierbów, ich pogrążonego w stagnacji ojca oraz bajecznie bogatego holenderskiego milionera, co to nie może uwierzyć, iż jego poślubiona tak naprawdę w dni nieobecności nie odwiedzała chorej matki, lecz swoją drugą rodzinę…

„Prawdziwym zakończeniem bajki, której ludzie pragną, nie jest <i żyli długo i szczęśliwie> - przynajmniej takiego zakończenia chcą dla siebie, nie dla innych; dla pozostałych pragną makabrycznego końca. Pragną ostatecznej zdrady i niewyobrażalnej brutalności. Ludzie potrafią rozczarowywać.”

Nie możesz pogodzić się z tym, że Twoja żona, oddana macocha dla Oliego i Seba, którzy jeszcze do niedawna wydawali się być dla niej całym światem, cztery lata temu wyszła za innego mężczyznę, równocześnie nadal pozostając Twoją żoną. Mark i Leigh, Ty i ona, to jeszcze chwilę temu było tak pewne i stałe jak nic innego. A teraz zniknęła w atmosferze wielkiego prasowego skandalu i wszystko wskazuje na to, że została zamordowana, choć jej ciała nadal nie odnaleziono. Wolałbyś mieć pewność co do jej losu, jako że brak wiadomości i swoiste zawieszenie jest najgorszym, co człowiekowi może się przytrafić. Nie wiesz nawet, jak rozmawiać z chłopcami o tej sytuacji, by nie zburzyć ich życia do reszty - tym bardziej, że młodszy syn wciąż wierzy w to, że jego macocha żyje. Mimo całego ujawnionego okrucieństwa jej poczynań, przyznajesz zresztą, że była doskonałą matką, która zawsze miała dla dzieci właściwe słowa, ciepłe uczucia i moc cierpliwości. Tymczasowo wprowadziła się do Was jej najlepsza przyjaciółka Fiona, która jakoś trzyma Waszą rodzinę w ryzach, za co jesteś jej niesamowicie wdzięczny. Niekiedy tylko czarne myśli uciekają Ci do drugiego męża Twojej zaginionej żony. Daan jest Twoim całkowitym przeciwieństwem i to na niego obecnie skierowane są jupitery podejrzeń śledczych, którzy sądzą, że to on jest odpowiedzialny za zniknięcie kobiety, jaką znał i poślubił jako Kai. Postawny, wysoki i wyniosły - ma tę charakterystyczną dla bogaczy charyzmę i przeświadczenie o własnej wyjątkowości. Choć mężczyzna w związku z ograniczeniem ruchu związanym z epidemią przebywa i oczekuje na zdalny proces w Holandii, bywa, iż łapiesz się na tym, że nie wierzysz w jego winę. Mimo wszystko wydaje się… zakochany w Waszej żonie, choć w tej sprawie wciąż aż roi się od domysłów, o czym przypomina Ci nieustępliwa śledcza Clements. Gdzie jest ta, która tak naprawdę nazywa się Kylie i czy to możliwe, że wciąż żyje i tylko porzuciła za sobą ten skomplikowanie niepoukładany, podwójny świat?

„W jego wnętrzu otwiera się pustka, pochłaniająca słowa, rozsądek, zdolność do wyjaśniania. Czuł to już wcześniej, wiele razy, odkąd ona odeszła. To jak ogromna przepaść. Boi się, że to uczucie będzie towarzyszyć mu już zawsze. Musi znaleźć mamę. Jeśli ta czarna dziura nie zniknie, w końcu w nią wpadnie, prędzej czy później. Jest za młody, żeby sobie z tym poradzić bez niej, bez swojej mamy. Potrzebuje jej.”

Kiedyś wszystko sobie przypomnisz, Stacie - mówi do Ciebie Twój ponad siedemdziesięcioletni tata z czupryną skrzących się puszystą bielą włosów, głosem tak cierpliwym jak każdego innego dnia, odkąd zamieszkałaś z nim na tym odludziu w pobliżu morza po długim leczeniu śmiertelnej choroby. Rzekomo ją pokonałaś, choć nie pamiętasz niczego ze swojej przeszłości, co ponoć jest całkowicie naturalne. Gładzisz dłonią głowę, na jakiej odrastają nierówne kępki, jakoby próbowały przykryć znajdującą się tam bliznę. Każdy dzień jest podobny do poprzedniego, ale Kenneth uważa, że tego rodzaju spokój jest dla Ciebie teraz najlepszym lekarstwem. Spacery z psem, wieczory z kartami i lampką wina, wspólne przeglądanie albumów z Twojego dzieciństwa - odczuwasz wdzięczność względem Twojego taty, który codziennie próbuje Ci pomóc poskładać siebie w całość. Tylko że nic nie jest dla Ciebie znajome - zapachy charakterystyczne dla domu, oczy ojca, ubrania, które znalazłaś w szafie. Co jednak o wiele bardziej niepokojące, ostatnio zupełnie niepostrzeżenie zaczęły do Ciebie wracać fragmenty przeszłości, które są całkowicie sprzeczne z Twoim życiorysem, spokojnie opowiadanym przez siwowłosego mężczyznę. W Twojej głowie pojawia się kadr bezimiennego, przystojnego mężczyzny, moment później zastępowany przez wizję dwóch chłopców. Widzisz drogą sukienkę, na jaką jednak nie natrafiasz nigdzie w swoich rzeczach. Uwięzienie w małym domu z każdą dobą coraz bardziej Ci doskwiera, z kolei Twój tata staje się względem Ciebie dusząco bardziej nadopiekuńczy. Co stanie się, kiedy w pełni ustalisz, kim jesteś i kim tak naprawdę byłaś oraz czym jest to, co ukryte?

„Owa trawiąca mnie obojętność kontrolowała mój umysł i ciało, pochłaniając pewność siebie, zaufanie, niszcząc i niszcząc moje przekonania, opanowanie i wszelką nadzieję na bliskość w przyszłości. Nigdy nie nazwałam tej udręki dosłownie - udręki bycia niechcianą. Nazwa nadałaby jej więcej mocy; mocy, której już nie byłabym w stanie udźwignąć. Lepiej było zostawić to jako nieokreślone, wiszące nade mną przekleństwo.”

Choć w thrillerze psychologicznym Adele Parks pod tytułem „To, co ukryliśmy” wiele jest chwytających za serce fragmentów, poniższy i powyższy w mojej ocenie najsilniej udowadniają, iż angielska Pisarka znakomicie włada słowem pisanym. Wykreowana przez nią fabuła, przedstawiana przez inteligentnie skrojoną plejadę barwnych bohaterów, wielokrotnie skłania do przemyśleń a poza tym ciekawie obrazuje motywy: bigamii, samotności oraz chęci przystawiania do oczekiwań innych czy zazdrości. Po raz kolejny w twórczości Autorki wzruszają także perspektywy nastolatków - z uwagi na okoliczności muszących wykazać się dojrzałością godną doświadczonych dorosłych. Dość widowiskowe zakończenie opowieści z jednej strony zasmuca, jednak z drugiej - daje nadzieję na szczęście, odkupienie win i możliwość naprowadzenia własnego życia na właściwe tory. Książkę pozostawiam z oceną opatrzonej kilkoma plusami ósemki na dziesięć punktów i rekomendacją dla wszystkich miłośników trwożącej prozy, która podana jest warstwą językową przystającą do literatury pięknej. Cóż - cokolwiek uczynisz w świetle dnia, miej świadomość tego, iż niekiedy o wiele istotniejsze jest to, co pozostawiłeś w ukryciu. I to właśnie, świadczące o Tobie, zawsze z tejże skrytki wypełznie, domagając się sprawiedliwości. Jeżeli szukasz świetnie napisanego thrillera, właśnie zaś go znalazłeś.

„Zawsze bardzo zależało mi na tym, by wszystkim się podobać, więc miałam zwyczaj dostosowywać się do ich ideałów. Byłam jak kameleon, odgrywałam rolę i ujawniałam tylko tę część siebie, o której wiedziałam, że im się spodoba. Nigdy nie pokazywałam całości. Zawsze coś ukrywałam. Przedstawiałam się jako osoba bezpośrednia, bo mężczyźni to uwielbiają w kobietach. Niemniej jestem bardzo złożona. (…) Dawałam radę. (…) Pragnienie bycia kochaną sprowadzało się do pulsującego bólu, do ponurego, surowego braku. (…) To przerażające, a jednak w irracjonalny sposób jestem pod wrażeniem tego dramatu. Czytam o życiu, które jest trudne do wyobrażenia, ale jednocześnie wydaje się całkowicie realne.”

You May Also Like

0 comments

Serdecznie dziękuję za wszystkie opinie, wiadomości oraz czas poświęcony na czytanie mojej strony- tworzę ją dla Was! :-)