Katarzyna Mak - Szachista - recenzja patronacka

by - 22:16:00

O tym, iż książkę pod tytułem „Szachista” napisaną przez Katarzynę Mak wzięłam pod swoje mroczne, medialne skrzydła przesądziło wiele czynników. Uwielbiam tematykę potyczek między świetnie wykreowanymi bohaterami, przepadam za motywem porwania oraz rozgrywek na czarno-białej planszy a przy tym w powieściach romantycznych z dreszczykiem kocham zakończenia, które pozostawiają czytelnika z sercem roztrzaskanym na milion elementów. Najnowsza powieść znanej i cenionej polskiej Pisarki posiada wszystkie te elementy a na domiar dobrego nie pozwala się odłożyć ani na chwilę, wciąga od pierwszej przewróconej strony i jest bogata w intrygi o przebiegu, jakiego początkowo nie da się przewidzieć. Choć miałam już przyjemność objąć patronatem sporą liczbę romansów, dawno żaden z nich w aż tak wielkim stopniu nie zapadł mi w pamięć, ofiarowawszy historię, w której żaden element nie jest przypadkowy, lecz każdy na swój sposób urzeka. Najsilniej pokochałam chyba jednak ten powiązany z uczuciem, które rodzi się pomiędzy naczelnymi postaciami w zaskakujących okolicznościach, w jakich właściwie nie miało prawa zaistnieć. Od nienawiści do miłości o burzliwym przebiegu - relacja, która zawiązuje się między Ashley a Williamem tuż po tym, jak mężczyzna uprowadza kobietę dla zemsty powiązanej z krzywdą minionych czasów, przykuła moją uwagę niemalże natychmiastowo. Co ważne, nie stanowi pochwały dla tak zwanego syndromu sztokholmskiego - okazuje się raczej klątwą, na której pojawienie się para właściwie nie miała większego wpływu. Po lekturze mojego PIĄTEGO TEGOROCZNEGO patronatu medialnego stwierdzam z uśmiechem, że na naszej rodzimej scenie literackiej wciąż pojawiają się i błyszczą zachęcająco wartościowe fabuły romantyczne, złożone z ciepłych uczuć, zaskakujących zwrotów akcji i tego nieuchwytnego „czegoś”, co sprawia, że do książki chce się wracać wciąż i jeszcze raz. Gorąco zachęcam Cię do poznania „Szachisty” - zapewniam, iż tej rozgrywki nie zapomnisz już nigdy…

„Przez ułamek sekundy wydawało mi się, że się w nim zakochałam. Albo że to właśnie się dzieje - że się w nim zakochuję. Czy to syndrom sztokholmski? Nie mam pojęcia. Ale nawet jeśli, to smakuje jak prawdziwa miłość.”

Królowo… słyszysz tuż po tym, jak budzisz się skrępowana trytytkami w zupełnie obcym pomieszczeniu - wielkiej, funkcjonalnej, otwartej powierzchni, doskonale przystosowanej do tego, by przetrzymywać w niej kogoś, kto został porwany. Jak wskazują okoliczności, właśnie to musiało Cię spotkać, w związku z czym, bezsilnie się szamocząc, usiłujesz sobie przypomnieć niedawne wydarzenia, które miały miejsce przed tym, jak do Twojej twarzy został dociśnięty materiał z substancją usypiającą. Wizualizujesz sobie w głowie pożegnanie z córką i jej chłopakiem, z którymi miałaś polecieć na wakacje. W ostatniej chwili musiałaś podjąć decyzję o tym, że dotrzesz do nich nieco później - przyszło Ci bowiem czekać na przyjazd kupca zabytkowego kompletu szachów Twojego byłego męża, wystawionego na sprzedaż przez Kirka - wybranka Twojej pierworodnej. Nie byłaś gotowa na to, aby się z nimi rozstać, ale skoro licytacja została zakończona, nie miałaś innego wyjścia, jak tylko przekazać je w ręce kompletnie obcego mężczyzny. Postawnego, przystojnego, wyrażającego się głębokim, melodyjnym głosem, który usłyszałaś moment po tym, jak otworzyłaś mu drzwi, zaś psychopata imieniem William z sobie tylko znanego powodu postanowił Cię porwać z domu i umieścić szatan wie gdzie - w miejscu, w którym obecnie przebywasz. Teraz proponujesz mu okup, jako że inny powód uprowadzenia nie przychodzi Ci do głowy. W odpowiedzi złoczyńca każe Ci się tylko uspokoić, byś się nie pokaleczyła i informuje, iż pieniądze nie mają dla niego żadnego znaczenia. Ty zaś dowiesz się, dlaczego tu jesteś, w swoim czasie - teraz zaś… masz rozegrać z nim partię szachów. Gdy po uwolnieniu kończyn nieudolnie próbujesz mu uciec, trafiwszy na zarządcę położonego w okolicy bagien i lasów budynku oraz jego przypominającą terminatora żonę, dochodzisz do wniosku, że chyba najlepszym wyjściem będzie podjąć pionki - i spróbować wyciągnąć z Williama wszelkimi podstępami, dane o tym, w co niechcianie się wpakowałaś. Pewnym jest, iż oto rozpoczyna się najważniejsze starcie w Twoim życiu.

„Nie byłam w stanie powiedzieć: <Żegnaj>. Teraz jednak wiem, że najwyższa pora wyjąć spomiędzy zębatek zegara klin, który blokował ich ruch. I sekunda po sekundzie, minuta po minucie, godzina po godzinie, dzień po dniu - po prostu żyć dalej. Pełną piersią, tak jak życzył sobie tego (…).”

Kiedy William uparcie nazywa Cię królową, masz ochotę wydrapać mu oczy, jako że czyniła to tylko jedna osoba droga Twojej przeszłości, z której nagłym i owianym tajemnicami odejściem wciąż nie pogodziłaś się mimo upływu wielu lat. Z każdym kolejnym dniem uwięzienia odkrywasz jednak, że za skrzętnie budowaną maską mężczyzna jest wartościowym człowiekiem, którego życie - tak jak i Ciebie - również nie oszczędzało, obdarzając skrajnie smutnymi tragediami. Powoli przyznajesz przed sobą samą, że chyba się w nim zakochujesz - wykluczywszy uprzednio zaistnienie syndromu sztokholmskiego, który byłby naturalnym wynikiem obecnej sytuacji. Sam psychopata, którego od dawna zresztą tak już w myślach nie nazywasz, także wydaje się czuć do Ciebie coś więcej niż na początku, choć wciąż nie zdradza Ci, dlaczego właściwie zostałaś uprowadzona. Dba o Twój dobrostan i robi wszystko, by - jak mówi - zapewnić Ci w tej skomplikowanej sytuacji bezpieczeństwo. Ustalasz także, że jest członkiem rodziny mafijnej, o czym zresztą przekonujesz się podczas zaimprowizowanej na szybko podróży do pięknych Włoch, w których zawsze marzyło Ci się osiąść  na stałe. Twój związek z Williamem zaczął się może cokolwiek oryginalnie, ale z każdą chwilą, oddechem i biciem serca zaskakująca miłość do tego wielowymiarowego mężczyzny tylko silnieje. Nie zmienia się tylko jedno - wciąż grasz z nim w szachy, co staje się Waszym ulubionym zwyczajem. Niekiedy Ty zwyciężasz i wybierasz dowolną nagrodę, innym razem triumf odnosi on i zdradza Ci coś o sobie lub o przyszłości, jaką nieśmiało sama snujesz… Jest tylko ostatnie z wielkich „ale” - na szachownicy wciąż brakuje figury królowej. Jeżeli jesteś nią Ty - dlaczego zniknęła i jaki los przeznaczenie dla niej zaplanowało? Cóż… poznasz go tuż po „szach” lecz na krótką, zawsze zbyt ulotną chwilę rozpływającą się w naelektryzowanym powietrzu przed ostatecznym „mat”…

„Szachista, król manipulacji, człowiek, który zawsze przewidywał dziesięć ruchów do przodu - teraz jest wrakiem wyrzuconym na brzeg przez los, którego nie zdołał oszukać.”

Książka Katarzyny Mak, którą miałam przyjemność otoczyć patronackimi skrzydłami, stanowi świetnie wyważone połączenie romansu z wątkami przystającymi do thrillerów. „Szachista” nie stroni przy tym również od barwnego i ujmującego przedstawienia skomplikowanych tematów - straty czy żałoby, które naznaczają na zawsze. Wstawki rodem z opowieści mafijnych dodają całości smaku - tak samo jak te humorystyczne czy przedstawiające urokliwe włoskie zakątki. Lekką warstwą językową Pisarka snuje historię miłosną godną ekranizacji - co istotne, z wyczuciem i brakiem rozległości czy detaliczności zaserwowane są także czytelnikowi sceny zbliżeń między bardzo dobrze zarysowanymi bohaterami. Autorka uśmiechnęła mnie również nader mądrym poglądem na temat feminatywów, który pozytywnie mnie zaskoczył. Dla tej nieodkładalnej opowieści z chęcią dopisałabym jednak własne zakończenie - to dosłownie łamie serce w sposób wręcz nieposkładalny. Żartuję - wszak te smutne w literaturze wielbię najbardziej. Okraszenie powieści szachową otoczką też uważam za bardzo dobry wybór. Tak bowiem jak na planszy skrzącej się czernią i bielą toczą się turnieje o być albo nie być, tak w prawdziwym życiu, często najzupełniej niespodziewanie, rozgrywają się boje, w jakich zwycięzcą równocześnie jest oboje zawodników… albo przegranym staje się każdy z nich. Porywami uczuć i mrokami niepokojów, stagnacją rzeczywistości oraz niespodziewanym szaleństwem przygód; zwichrowanym piórem przeznaczenia piszą się jego koleje. Gwoli formalności, maksymalna ocena punktowa 10/10 oraz rekomendacja dla miłośników rozrywki najwyższych lotów, pięknie złożonej polskiej prozy, wzruszeń, poruszeń i oddychania utratą. Just breathe… one more time. It’s your turn. Play the chess, my little queen.

„Mam jasny, precyzyjny plan. I odtąd zamierzam się na nim skupić. Działać po punkcie, krok po kroku. Aż osiągnę swój cel.”

You May Also Like

0 comments

Serdecznie dziękuję za wszystkie opinie, wiadomości oraz czas poświęcony na czytanie mojej strony- tworzę ją dla Was! :-)