Witajcie.
Ostatnimi czasy dość często pojawiały się tutaj posty na tematy modowe- oczywiście nie dlatego, iż przestałam o siebie dbać rezygnując tym samym ze swojej pasji, ale po prostu nawarstwiło mi się dość sporo zaległych postów. Dziś pojawiam się z postem mówiących o kosmetykach z najbliższego memu serduszku działu, to jest oczywiście o tych włosowych.
O marce Gly Skin Care usłyszałam stosunkowo niedawno, przeglądając kosmetyki na stronach internetowych. Szybko wpadły mi w oko trzy serie do włosów- z olejem kokosowym i keratyną oraz kolagenem, z olejem makadamia i keratyną oraz z olejem arganowym. Jako że monotonii bardzo nie lubię, zdecydowałam się na zestaw mieszany- szampon w wersji pierwszej, odżywkę w drugiej i maskę w trzeciej.
Szczerze mówiąc, do kosmetyków na początku byłam nastawiona dość sceptycznie- kiedy słyszę, że wszystkie z serii mają w składzie keratynę od razu zapala mi się czerwone światełko, mówiące że nadużywanie protein szybko może doprowadzić do przeproteinowania, wskutek czego zamiast wypielęgnowanych włosów otrzymamy szopę siana. Ale! Uwielbiam testować produkty wcześniej mi nieznane, więc i Gly Skin Care dałam szansę się sprawdzić.








