Twoja wioska Cię nie rozpieszcza. Wygląda na to, że “worek” z morderstwami rozwiązał się w niej na dobre. Pomimo miłej dla ucha nazwy, “Duck End” okazało się miejscem, które aż pulsuje od krwiożerczych namiętności, jakimi można by obdzielić co najmniej kilka dużo większych osad.
“Tradycyjne konflikty w wiosce rozwiązywano w cywilizowany sposób. (…) Do tej pory. Teraz wyglądało to tak, jakby wszystkie morderstwa od których mieszkańcy Duck End powstrzymywali się przez ostatnie dwadzieścia lat, zostały nadrobione jednocześnie, Najpierw aptekarz, potem hodowca gołębi, teraz zakrystian.”
Właśnie, ten ostatni... Akurat Tobie przypadł wątpliwy zaszczyt odkrycia jego “przypadku”. Jak do tego doszło? Znaczną część tego feralnego dnia spędziłaś w poczekalni miejscowej przychodni w celu dostania się do zatrudnionego w niej “konowała”. Irytujące kłótnie o lokatę w kolejce doprowadziły Cię na skraj wytrzymałości nerwowej, a już zdecydowanie przekroczyła ją gwałtowna kłótnia o prawo pierwszeństwa do skorzystania z wyświechtanego, ilustrowanego czasopisma. Niestety dałaś je sobie wyrwać z dłoni a do tego natknęłaś się na karcący wzrok recepcjonistki. Dość tego, pomyślałaś i z ulgą wychynęłaś na zewnątrz. Ruszyłaś dziarskim krokiem w stronę przystanku autobusowego, stukając energicznie laską. Ledwo tam dotarłaś, Twoją uwagę zwrócił ciągle bijący dzwon miejscowego kościoła. Słyszałaś go świetnie dzięki nowemu aparatowi słuchowemu. Wyraźnie był niespokojny, wręcz paniczny – coś było nie tak w jego brzmieniu. Nie namyślając się wiele, ruszyłaś w jego kierunku. Gdy uchyliłaś z przeraźliwym skrzypnięciem drzwi i weszłaś do środka, Twoim oczom ukazał się przerażający widok. Na linie służącej do poruszania instrumentu, wisiało ciało zakrystiana, cały czas wprawiając go w ruch. Twoje policyjne doświadczenie natychmiast zaprocentowało, z tyłu nie pozostało również blisko osiemdziesiąt lat, jakie masz na karku, więc byłaś w stanie fachowo ocenić, że masz do czynienia z morderstwem. Znowu...

.png)


.png)
3.png)