Młodzieżową powieść “Lost” rozpoczyna jeden z najlepszych prologów, jakie miałam przyjemność poznać w bieżącym roku. Urzekł mnie fragment:
“Gdybym wiedziała, że przyjdziesz, nie bałabym się. Rozłożyłabym się wygodnie w fotelu i czekała. Głośne tykanie zegara nie wywoływałoby we mnie nerwowej nuty. Czułabym spokój i podekscytowanie. Wiedziałabym, że zaraz zacznie się coś ważnego - najważniejszego w moim życiu. Gdybym wiedziała, że przyjdziesz, dokładniej próbowałabym zapamiętać siebie. Wsłuchać się w swój głos i skupić się na każdym najmniejszym szczególe. Próbowałabym zachować siebie w pamięci, by kiedyś móc do tego wrócić. Przecież Twoje nadejście miało zmienić mnie już na zawsze. (...) Nawet wiedząc, jak wszystko się skończy, weszłabym do tej rzeki kolejny raz.”
Powyższy tekst jest skrojony na moją miarę - gorzki, lecz przy tym wciąż uśmiechający rzewnie przez mgiełkę wspomnień, zasnuwającą oczy w kącikach. Przede wszystkim jednak pozostaje na wskroś prawdziwy. Wszak, przeżywając najbardziej istotny moment własnego życia, nigdy nie wie się, że to właśnie ta najsilniej ważka chwila. Coś, co zdeterminuje Cię na wieczność, zakrzywi ścieżkę losu i poprowadzi ku tej, a nie innej drodze. W jednym z dawnych tekstów prywatnych pisałam: zrozumiesz, gdy stracisz. Dziś dodałabym do tego jeszcze inną konstatację - Twoja przeszłość najczęściej ma znaczenie tylko dla Ciebie. Jej bohaterowie, kluczowe postaci może nawet nie pamiętają wszystkiego, co naznaczyło Cię na zawsze. Cenisz cienie minionych dni, ścigasz się z zapomnieniem. Wciąż tkwisz w kiedyś. Właśnie z tego powodu tak ważna jest uważność dla teraz. Udowadnia to zresztą składająca się z emocji powieść Ligii Sobór. “Lost”... stracić, utracić, zgubić lub się zagubić. Coś, kogoś. Siebie - czasem tylko po to, by już nigdy nie pozwolić się komukolwiek odnaleźć... Aż na myśl przychodzi Kartky i wers z jego utworu: “Jestem jak potargana książka, pełna wspomnień i najgorszych chwil.”
