Witajcie, Kochani.
Kilka dni temu wybrałam się do Galerii Rondo, która na nieszczęście dla mojego porftela znajduje się jakieś trzy minuty drogi od mojego domu. Po zakupach spożywczych mój biedny, nieświadomy zbliżającej się katastrofy Luby zapytał czy nie chcę zajrzeć co Hebe, pooglądać kosmetyki. Cóż, Kochani Ci nasi mężczyźni, ale niestety zupełnie nie potrafią pojąć tego, że dla kobiety nie ma czegoś takiego jak oglądanie kosmetyków. Każda szanująca się lady wchodząc do drogerii i widząc te przesłodziutkie, zastawione perełkami w każdym wzorze i kolorze półki musi kupić co najmniej jedną rzecz. Niestety, w dziewięćdziesięciu dziewięciu przypadkach na jednej się nie kończy. Na dwóch ani trzech również nie. Kluczy więc między półkami i zapełnia koszyk a potem drugi a Wybranek cóż ma zrobić... chodzi za nią biedny i targa te przepełnione kosmetykami kosze. I milczy posłusznie nie nadmieniając wcale, że już się jej te kosmetyki w domu nie mieszczą. I nie wie jeszcze, że kiedy ona mówi że to na później oznacza co jedyne, że wypróbuje nowości wieczorem- nie zaś od razu kiedy przekroczy próg mieszkania.
