Brandon Mull - Opiekunowie. Zakazana góra - recenzja

by - 03:09:00

Brandon Mull oczarował zwichrowaną twórczością lwią część świata - rozkochawszy w finezyjnie-fantazyjnych fabułach dzieci, nastolatków oraz dorosłych. Mimo popularności jego książek i faktu, iż część z nich posiadam w czeluściach piekielnej kolekcji, jego najnowsza propozycja literacka pod tytułem „Opiekunowie. Zakazana góra” jest pierwszą powieścią, którą miałam okazję poznać. Nastawiona dość sceptycznie, jak to w moim wypadku bywa względem większości tego, co cenione przez ogół, już po lekturze kilku rozdziałów rozpoczynającej nowy cykl narracji Pisarza zrozumiałam fenomen jego tekstów i dałam się porwać w wyimaginowany świat - zmyślony, choć wcale nie tak daleki od tego, który można by sobie wyobrazić i tego doskonale znanego, rzeczywistego. Jako żyjący wśród kamieni i najczęściej pod nimi Tyrannosaurus rex muszę także przyznać, iż pomimo tego, że (nie uwzględniając tych tytułowych, sprawujących pieczę i wzmacniających talenty) większość bohaterów liczy sobie zaledwie 13-14 wiosen, sama doskonale bawiłam się w trakcie czytania. Czy to za sprawą porywającej, pełnej sekretów, klątw i tajemnic przeznaczenia historii, czy może raczej nader barwnej i inteligentnej warstwy językowej - pewnym pozostaje, iż ta opowieść raczej nie może się nie podobać. Pozwolę sobie również nadmienić, iż samo skrzydełkowe przedstawienie Autora, zestawione z tymi w znacznym stopniu nadętymi i przeintelektualizowanymi, uśmiecha. Czytelnik może się z niego dowiedzieć, że Mull na co dzień ma towarzystwo w postaci żony, trzech psotnych kotów i jedenaściorga dzieci oraz relaksuje się, strzelając folią bąbelkową czy męcząc antystresowe piłki oraz gniotki. Cenię tego rodzaju poczucie humoru a poza tym jestem skłonna zaryzykować twierdzenie, iż może powieści Twórcy są tak dobre i cenione wśród młodzieży całego świata właśnie z tego powodu, że ich pierwszymi odbiorcami są jego dzieci i członkowie rodziny. W tejże najbardziej zakochałam się w samym motywie związania na całe życie z duchowym opiekunem. Sama onegdaj doświadczyłam podobnego zaszczytu, mimo iż teoretycznie jestem prawdziwa. 😉

„Opiekun, z którym się zwiążesz, wpłynie na Twoje perspektywy na resztę życia. (…) to przywilej (…) Ile z Twojego potencjału się zmarnuje bez udoskonaleń zawdzięczanych opiekunowi? Ile perspektyw legnie w gruzach? Ja swojej więzi z opiekunem nie oddałbym za nic.”

Już za trzy dni wydarzenie, na które oczekiwałeś całe swoje życie. Moment, w jakim w Chacie Związania stowarzyszysz się z wybranym Opiekunem. Jak każdy Anoranin, członek jedynej samorządnej ludności w całym cesarstwie Tinvalskim, dokładnie w czternaste urodziny dostąpisz zaszczytu wysłuchania kandydatów, którzy zgłoszą się na Twoich mistrzów. Na razie wiesz jedynie, iż służą Opatrzności oraz przez wszystkie następne lata będą Cię współtworzyć - wzmacniając naturalne umiejętności, doskonaląc i niezmiennie wiodąc ku wspólnemu sukcesowi. Twoja przyszła wielkość będzie najogromniejszą z ich nagród - zaraz obok faktu, że łącząc się z Tobą, będą mogli doświadczać teraźniejszej rzeczywistości, bez konieczności zjawiania się w niej w cielesnej formie. Jesteś niezmiernie ciekaw, jakie propozycje się przed Tobą zmaterializują. Marzysz bowiem od małego, by chronić cesarstwo - zapatrzony w legendę o silnym herosie wśród dawnych wojowników. Niekiedy tylko obawiasz się, iż nie zgłosi się do Ciebie żaden mistrz militariów, chcący dopomóc odwiecznej mrzonce, jako że, mimo ćwiczeń, jesteś jeszcze lichej postury a Twoim największym talentem pozostaje na razie strojenie przedmiotów i naginanie ich do swojej woli. Odliczasz doby niecierpliwie, przy okazji przypadkowo zagrażając zbliżającej się, tak istotnej okazji, pokusiwszy się o pewną psotę. Jako znajda, która wciąż chce zaimponować rodzinie pomimo jej pełnej akceptacji, usłyszawszy, że Twój brat Zane nie do końca przygotował się na czekający go test, postanawiasz wybawić go z opresji, przerywając lekcję trzykrotnym strzeleniem z procy w znajdujący się na górze Waszego miasta dzwon. Zwerbowawszy w tym celu dwójkę przyjaciół, nieopatrznie trafiasz na mężczyznę, który przebywa tu całkowicie nielegalnie i korzystając z okazji, bierze Cię na zakładnika. Wyratowany z opresji przez wuja o magicznych darach, wciąż głowisz się nad słowami nieznajomego, jakimi przestrzegał przed przybyciem jednej z tych, z którą stowarzyszać młodzianom się nie wolno - wszak służy Przeklętym… Och, Mako - czy na pewno ich posłuchasz?

„Chcemy, żebyście decydowali, dopóki jeszcze zachowaliście nieco niewinności. (…) Kandydaci powinni być skromni i skorzy do nauki, pełni nadziei i idealizmu. Dzięki pomocy opiekuna na wczesnym etapie życia nieraz łatwiej sobie radzić z pewnymi aspektami dorastania.”

W tym samym czasie Ty zaś wciąż kręcisz się po mieścinie Hollock, cudem umknąwszy spod czujnego oka matki, która najchętniej nie spuszczałaby go ze swojej ukochanej Arden. Chociaż nie przepadasz za jej wciąż czynionymi radami, jak na zbuntowaną nastolatkę przystało, nie możesz jej obwiniać za przesadną troskę - wszak nadal wypatruje Twojego taty, który powinien już dawno wrócić z misji do położonego na palach domu… Snując się po niezbyt bezpiecznych uliczkach, nie potrafisz jednak porzucić wyznaczonego sobie zadania - odnalezienia Kity, przyjaciółki poznanej przed stoiskiem z wręcz magicznie pysznymi zupami, z którą byłaś niemalże nierozłączna i jaka od paru tygodni nie daje znaku życia. Obawiasz się, że spotkało ją niebezpieczeństwo po tym, jak zrealizowała własny cel i wstąpiła do okolicznego, młodzieżowego gangu Kocich Łap. Wiesz doskonale, dlaczego chciała do niego dołączyć - pragnie tu tego każde bezdomne dziecko, jakie po dziesiątych urodzinach ucieka z przerażającego sierocińca wprost do centrum. Dzięki realizacji drobnych zadań dla przestępców, młodzi zyskują stały dach nad głową oraz wyżywienie. Chociaż Tobie tego nie brakuje, całkiem dobrze czujesz się w podobnym towarzystwie - może za sprawą tego, co - jeszcze głęboko ukryte w środku - próbuje się w Tobie przebudzić. Nie uważasz tego póki co za niezwykłe, ale od małego miałaś zdolność prawidłowego odczytywania ludzi dzięki wnikliwemu przyglądaniu się ich mimice, uczynkom i zachowaniom. Obserwując przedstawienie szulera, co właśnie czynisz, potrafisz rozpoznać jego fałsz - nie tylko intencje, ale i towarzyszące im, prywatne przecież uczucia. Być może ten nietypowy dar już wkrótce okaże się niezbędny do przeżycia - kiedy na ziemię, oprócz duchowych Opiekunów, o jakich Ty sama nie możesz nawet śnić, na świecie na powrót pojawi się zgraja Przeklętych… Na Twojej drodze Opatrzność lub Los postawi zaś nie kogo innego, jak - stowarzyszonego już z wybranym mistrzem - Mako. Co tkwi na Zakazanej Górze - lub w istocie nią jest?

„Uważaj, komu opowiadasz o swoich smykałkach. Niektórzy będą chcieli Cię wykorzystać. Inni poczują do Ciebie niechęć. Mądrze jest ćwiczyć swoje zdolności po cichu. (…) osiągnął doskonałość wbrew oczekiwaniom. Nikt nie dostrzegł w nim tego potencjału (…).”

Koncepcja nieodwracalnego wyboru maestro na całe życie w wieku zaledwie czternastu lat nie wydaje mi się nierzeczywista. Sama podobnego stowarzyszenia, jak nawiązanie owej więzi z Opiekunem nazywa Brandon Mull, doznałam liczywszy trzynaście wiosen. Wyprzedzając zresztą wątpliwości niektórych, Pisarz pięknie argumentuje w książce, dlaczego zjednoczenie z duchowym przewodnikiem następuje nie wcześniej ani później - i jest to w pełni przekonujące. Podoba mi się również pomysł samej służby cesarstwu Anoran, złożonej z trio misji: trzyletniej praktyki jako czeladnik, pięcioletniej wędrówki podczas stażu i siedmioletniej wyprawie - już jako mistrz. Pokuszę się o twierdzenie, iż decydując się na życiową ścieżkę do doskonalenia w czasach nastoletnich, dzięki takiemu kształceniu jest się w stanie osiągnąć najwyższą perfekcję w danej dziedzinie. Świetne! Podobnie zresztą jak swego rodzaju test dojrzałości podczas wyboru patrona w Chacie Wiązania. Autor podarował bowiem bohaterom trzy gwarantowane kandydatury, które niekoniecznie muszą przystawać ich oczekiwaniom. Można odmówić każdej po kolei, jednak czwarta jest już niepewna… a brak towarzysza oznacza właściwie zewnętrzną i wewnętrzną śmierć. Postać stojącego przed owym wyzwaniem Maka i jego gawęda przeplata się z perspektywą mieszanki innych terenów, żyjącej w pędzie adrenaliny Arden, co także przypadło mi do gustu. Na uznanie zasługuje zresztą i mnogość przygód, które co rusz porywają odbiorcę w szaleńczą eskapadę do pełnego zagrożeń, fantastycznego świata… albo i wielu przedwiecznych krain. „Opiekunowie. Zakazana góra” to historia zaserwowana nader inteligentną warstwą językową, lecz przede wszystkim taka, która udowadnia kunszt Twórcy. I fakt, iż bez wzoru i Mistrza życie pozostaje pełną pustoty i miałkości namiastką wielkości, jaką można by osiągnąć wespół z nim. Stowarzyszony, ku wniosłości nieśmiertelności, co święte i osobiste. 9/10 oraz rekomendacja dla miłośników finezyjnej semantyki, heroizmu i literackich ucieczek od rzeczywistości, niezależnie od metryki.

„Tej relacji będziesz się uczył przez całe życie. (…) Być może już nigdy nie pomówicie równie otwarcie (…). Ale w miarę pogłębiania więzi z opiekunem nauczysz się rozpoznawać jego subtelny wpływ: uczucia kierowane do serca, myśli kierowane do umysłu, potwierdzanie dobrych pomysłów, przestrogi przed niebezpieczeństwem. (…) Więź jest święta i osobista.”

You May Also Like

0 comments

Serdecznie dziękuję za wszystkie opinie, wiadomości oraz czas poświęcony na czytanie mojej strony- tworzę ją dla Was! :-)