Monika Czarnowska - Ochronię Cię - recenzja

by - 03:04:00

Jako osoba, która dysponuje czymś wyjątkowym, a mianowicie debilo-radarem, jaki to przyciąga do mnie psychopatów znajdujących się w promieniu przynajmniej stu kilometrów, nader polubiłam Kamilę - główną bohaterkę najnowszej powieści Moniki Czarnowskiej pod tytułem „Ochronię Cię”, bowiem kobieta definitywnie posiada coś podobnego. W przeciwieństwie do niej nie mam za to niestety na stanie żadnego stalkera z kompleksem Mesjasza, a wielka szkoda - chętnie zamieniłabym na ową sztukę wszystkich niechcianych, nieodczepnie będących na stanie. 😉 A teraz na poważnie, choć bynajmniej nie żartowałam - muszę przyznać, iż druga książka w dorobku polskiej Pisarki zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Początkowo byłam przekonana, że czytam w pełni poprawny thriller - z toczącą się równo, niepokojącą akcją i… no właśnie, podejrzanie oczywistym zakończeniem, co uznałam za dość dziwne. Z każdą przewróconą stroną powieść wciągała mnie jednak silniej w swój świat, który zaczął nęcąco wirować. I choć moje pogłębiające się uczucia współczucia i sympatii do rzekomego złoczyńcy niezmiennie stawały się mocniejsze, końcowa część propozycji literackiej zszokowała mnie absolutnie niemożliwym do przewidzenia plot twistem. W moim prywatnym rankingu czerwiec podniósł poprzeczkę wymagań względem przeczytanych fabuł bardzo wysoko. To samo jednak uczyniła odnośnie swoich opowieści Autorka, w związku z czym już nie mogę się doczekać następnej gawędy spod ciemnej gwiazdy, jaka - mam nadzieję - zostanie przez nią wykreowana jak najszybciej. Najlepiej jeszcze tego lata - wszak to znienawidzony przeze mnie czas, w trakcie którego wszyscy skupiają się na lekkiej prozie, wówczas gdy ja, jak zawsze stosownie przekornie, z przyjemnością bytuję w światach mroczności i potworności. Wyobraziwszy sobie skrawki Arktyki, Atlantydy, Rosji i Finlandii, zyskuję chęci do życia i ognistą energię - która to pomnaża się właśnie w trakcie poznawania tak zmyślnie złożonych thrillerów psychologicznych. Gimme more - i pewnego obrońcę też!

„Masz wyimaginowanego kompana do rozmów czy rozmawiasz z głosami w głowie? Nie wiem, która opcja gorsza.”

Po dwunastu latach spędzonych z potworem, który to prawdziwie przemocową twarz pokazywał jedynie za zamkniętymi drzwiami, nareszcie wydawało Ci się, że jesteś prawdziwie wolna. Za Tobą rozwód, szczęśliwie Wasza córka spędza z ojcem tylko po niedzieli na miesiąc, no i całkiem nieźle wiążesz koniec z końcem dzięki własnemu salonowi fryzjerskiemu, w jakim pracę łączysz z opieką nad Marianną. A potem nadchodzi ten jeden dzień, w którym splot zdarzeń uruchamia lawinę, gotową w każdej chwili pochłonąć całe pieczołowicie poskładane życie… Zaczyna się niewinnie. Stoisz w kolejce do Biedronkowej kasy, zupełnie nieświadoma tego, że ktoś od dłuższego czasu bacznie Cię obserwuje. Oczy roziskrza mu błysk przeznaczenia, pochodzący jakoby z samych piekielnych odmętów. Uważa Cię za tak podobną do kobiety, której nie udało mu się uchronić dawno temu… Obiecując sobie, że tym razem będzie inaczej, bo nawet nie śni mu spuścić Cię na chwilę z baczenia, właśnie wyobraża sobie, jak zawija Twoje wyglądające na miękkie loki między palcami… Spieszysz się jednak do córki, bardziej skupiona na zegarku niż otoczeniu zewnętrznym, zatem nie wiesz jeszcze, iż jest ktoś, kto od tej pory stał się Twoim samozwańczym obrońcą z już projektowaną w głowie ścianą pełną Twoich zdjęć i Excelowym plikiem, który szybko zapełni się każdą najmniejszą i najwstydliwszą informacją na temat Twojej rodziny. Do tego wieczorem otrzymujesz pierwszy z serii głuchych telefonów, zaś wiadomości SMS od byłego męża stają się coraz bardziej natarczywe… Żałujesz, że wycofałaś skierowany przeciwko niemu wniosek - bo teraz, gdy chce uzyskać szerszą opiekę nad Waszą córką, miałabyś twardy dowód na to, że przez wiele lat znęcał się nad Tobą fizycznie i psychicznie. Odpuściłaś, skuszona wizją szybszego rozwodu i uwolnienia się od kata, czego dziś bardziej żałujesz - bo jako ojcu nie można mu niczego zarzucić. Zmierzając do pracy, nie jesteś jeszcze świadoma tego, że dziś poznasz Piotra - czarującego mężczyznę, który ma szansę przywrócić Ci wiarę w swój ród, choć przyrzekałaś żadnemu jego członkowi nigdy więcej nie zaufać. Roztargniona, myślisz po drodze, że cudownie byłoby, gdyby tak jeszcze ktoś wymierzył Grzegorzowi sprawiedliwość za te wszystkie lata cierpień. Uważaj, czego sobie życzysz...

„Jestem uparty i zawzięty. (…) Gdy się czegoś podejmę, gdy mi na tym zależy, to… jestem w stanie doprowadzić sprawę do końca. (…) wszyscy jesteśmy tacy sami (…) każdy z nas jest zdolny do potwornych czynów (…). Gdy sprawiedliwość rozkłada ręce, bacz, by spadający miecz nie uciął Ci głowy.”

Choć prawda jest bliżej niż myślisz, nigdy nie byłeś dalszy jej odkrycia. A czekałeś na ten moment trzydzieści lat, bo tyle minęło, odkąd w środku nocy, spakowawszy szybko walizki, opuściła Cię matka, pozostawiając na pastwę ojca tyrana, który dbał tylko o nieposzlakowaną opinię we własnym środowisku. Losu ironia, dziś szanowany przez nieznajomych pan doktor zdany jest tylko na łaskę swojego syna po doznaniu dotkliwego udaru. Wymaga rehabilitacji i pomocy w codziennych czynnościach, zatem - jak ten marnotrawny - porzuciłeś własne życie, by się do niego przeprowadzić. Nająłeś fizjoterapeutę, nieocenionym wsparciem jest też sąsiadka, z której pociechą przyjaźniłeś się w zamierzchłych czasach. Wtedy… Teraz zaś, tylko niekiedy, usadziwszy tatę na siedzisku pod prysznicem albo podając mu mieszankę leków, mających wspierać jego powrót do częściowej sprawności, myślisz czasem, jak łatwo byłoby odpłacić mu pięknym za nadobne, uzyskawszy wet za te wszystkie krzywdy i potwarze… Ale Ty taki nie jesteś, powtarzasz sobie, póki co wystarczy Ci inna vendetta. Po tym, jak pierwszy raz zobaczyłeś tę kręconowłosą, pięknooką, naturalną kobietę w supermarkecie, włączywszy rodzicielowi jeden ze znienawidzonych seriali, opowiadasz mu o niej - oraz wszystkim tym, co już niedługo planujesz uczynić… Ten plan narodził się nagle, właściwie dziełem przypadku, a mimo tego, jesteś przekonany, że dzięki niemu dopełni się Twoje życiowe przeznaczenie, na jakie czekałeś wszystkie lata życia. Nie zawiedziesz. Ochronisz. Nie spuścisz jej z oka. Będzie czuła na plecach każdy Twój oddech, nie mając pojęcia o tym, do kogo należy. Będziesz jej bronił dopóty, dopóki nie uznasz, że jest już bęzpieczna. Tylko co… jeżeli w tej skomplikowanej układance psychologicznych gier to Ty stanowisz największe z zagrożeń?

„Pozostało jeszcze tak wiele elementów do odkrycia, ale na tym polegała cała zabawa. (…) Zaszył się we własnej głowie. Jak wiele się tam działo, wiedział tylko on.”

Zespół Goya ma piękny utwór muzyczny „Tylko mnie kochaj”, którego fragment drugiej zwrotki jakże smutnie i trafnie przytoczyła w książce „Ochronię Cię” Monika Czarnowska. Słowa tej piosenki doskonale współgrają bowiem z powieścią Autorki, która finalnie okazuje się mariażem niepokojącego thrillera psyhchologicznego oraz dramatu rodzinnego - a może raczej tragedii dwóch rodzin, rozegranych pod odmiennymi dachami. Zmyślna manipulacja Pisarki emocjami czytelnika sprawia, iż jestem pewna, że ten zaduma się nad okrutnym losem, który kiedyś spotkał okładkowego stalkera - a także obdarzy dozą ciepłych uczuć jego współczesną wersję. Takie odcienie szarzejącego nieszczęścia absolutnie uwielbiam w literaturze - te, jakich doświadczają bohaterowie na wzór antycznych, zmierzający nieuchronnie do trwożącego końca czy przeznaczenia. Oprócz związanego z tym, świetnego w tajemniczości zwrotu akcji, pochwalić muszę także realistyczne przedstawienie przemocy rodzinnej, prywatnych śledztw, samotnego wychowywania dziecka oraz odwrócenia ról między katem a oprawcą i samej istoty zła. Czy czarny charakter, który to notabene dla mnie wcale nim nie jest, był do niego predestynowany od urodzenia? Demony obudziło zniknięcie matki - albo krwiożercza nauczycielka, która do dzisiaj, z całym sztafażem złotych mantr i kar, śni mu się po nocach w koszmarach? A może kompleks zbawcy pojawił się dopiero, kiedy na orbicie mężczyzny pojawiła się Kamila? Tyle pytań… odpowiedzi mam jedynie trzy. Pierwsza: 9/10 i rekomendacja dla wszystkich miłośników świetnych thrillerów psychologicznych. Druga: poproszę następną tak emocjonującą lekturę na już - i niech bliźniaczo udanie wodzi mnie za nos. Trzecia: znalezisko w postaci wiadomości z przeszłości… Pani Autorko, mnie się uśmiecha tak piękną kreacją złoczyńców, kamieni się nie wzrusza, zapamiętać. Choć może od zawsze, kamiennych złoczyńców tak fascynuje, jak i porusza zło.

„Gdy jesteś dzieckiem i jedyne światło, które na Ciebie pada, choćby przez kilka chwil dziennie, znika, musisz nauczyć się żyć w chłodzie i ciemności. Żeby przetrwać w krainie mrozu, musisz być zimny jak lód. (…) Wystarczy chwila, by mróz znowu pokrył wszystko nowymi wzorami, gęstszymi i grubszymi, niż były przed odwilżą.”

You May Also Like

0 comments

Serdecznie dziękuję za wszystkie opinie, wiadomości oraz czas poświęcony na czytanie mojej strony- tworzę ją dla Was! :-)