Robert Grot - Piekielne natchnienie - recenzja

by - 18:47:00

A gdyby tak urzeczywistniło się wszystko, o czym pomyślisz? Przewrotna w mroczności i kreacyjnie komiczna - pierwsza książka, którą napisał Robert Grot okazuje się doskonałą rozrywką, co to uśmiechnie i porwie w zwichrowany świat podczas wakacyjnego odpoczynku, letnich wojaży oraz każdej innej pory, w jakiej szuka się kapitalnej zabawy fabularnej. Przeczytawszy początkowe rozdziały powieści „Piekielne natchnienie”, miałam w głowie dwa filmy, które lubię - majstersztyk, czyli „Adwokat diabła” oraz nieco lżejszą produkcję ekranową „Klik: i robisz, co chcesz”, choć rozwój narracji przeniósł mnie do unikatowej, jeszcze ciekawszej rzeczywistości. Tej, jaką odwiedził w swoim życiu prawdopodobnie każdy pisarz. Iście diabelskiego miejsca, w którym siedzi się przed pustym oknem edytora tekstowego i wpatruje w migający ni to potępieńczo, ni prześmiewczo kursor. I choć na co dzień każdy mijany człowiek jest dla Ciebie opowieścią, i mimo tego, iż dorabiasz życiom postronnych nader barwne teorie spiskowe, i chociaż słowa płyną w Twojej wyobraźni nieprzerwanym strumieniem… kiedy przychodzi do połączenia ich w ten jeden nurt, a nad głową wisi ten czy inny wyznaczony przez wydawcę termin, nagle - na skutek sławetnej blokady - nie masz pojęcia, co właściwie planowałeś napisać. Każde z klikanych zdań jest nieidealne, wszystkie pomysły głupie, zaś Ty masz ochotę jedynie spotkać głowę z murem lub inną ścianą, by przywrócić jej właściwe funkcjonowanie. Zamiast tego dalej się umartwiasz, w czym pomaga skupienie się na innych, co to kreują książkę za książką, w przeciwieństwie do miałkiego Ciebie. A potem, jakoby bez Twojego udziału, na ekranie pojawia się to jedno zdanie: czy jesteś pewien? I może nawet byś je zignorował, choć z pewnością nie uczyniłabym tego ja - jesteś pod kreską, zatem chętnie odwrócisz swoją uwagę dziwną konwersacją. Już wkrótce okaże się, że to była najlepsza decyzja Twojego życia…

PS Panie Grot - chciałabym jedynie wiedzieć, komu i gdzie powinnam odpisać na wiadomość, dzięki jakiej na Antoniego spadło piekielne natchnienie. 😉

„Pisałem bez wytchnienia. Nie czułem bólu palców ani ćmienia w kręgosłupie. Słowa pojawiały się na ekranie, jakby tworzyła je jakaś niewidzialna siła. Ja byłam tylko narzędziem.”

Sławy nie przyniosła Ci książka o masakrze w stodole ani żadna inna, jakich stosy niesprzedanych egzemplarzy wciąż zalegają Ci w piwnicy. Przywódca małego wydawnictwa, które jako jedyne dało Ci szansę, wygraża natomiast przez telefon, iż z umowy na następną publikację nici, jeśli do przyszłego piątku nie dostanie choć konspektu i kilku fragmentów. Otwierasz ulubiony edytor tekstowy i… spędzasz godziny przed pustą kartką. Choć poszukujesz natchnienia wszędzie i nawet na spacerze wikłasz nieznajomych w fabuły spod ciemnej gwiazdy, kiedy przychodzi do spisania ich w spójną opowieść, wszystko ulatuje Ci z głowy. Na domiar złego z położonego piętra wyżej mieszkania staruszki znowu rozlega się świętojebliwe wycie, jak to uroczo określasz, gdyż kobiecina całymi dniami słucha kościelnych programów telewizyjnych w maksymalnej głośności. Udawszy się do niej, otrzymujesz li wiązankę wyzwisk, na skutek których barwnie przedstawiasz jej informację na temat tego, co zrobiłbyś z wrzeszczącym urządzeniem oraz kijem bejsbolowym. Wróciwszy do siebie, postanawiasz zabrać laptopa do pobliskiego parku, by mieć choć odrobinę ciszy. Wszystko to na nic, jako że sprzęt szybko się rozładowuje, oczywiście nie zapisawszy pliku. Niedługo potem znajdujesz w messengerowej skrzynce wiadomość od użytkownika o tajemniczym nicku Lucjus Blacky, która brzmi krótko: Jesteś pewien? Prześwietliwszy mężczyznę, znajdujesz powiązania z mecenasem sztuki i zdesperowany, w końcu postanawiasz odpowiedzieć. Po niewyjaśnionym transie, przez który znikasz ze świata na tyle, że aż przyjaciel Michał, nowo poznana Maja, z którą od razu łapiesz kontakt oraz jej pustogłowa koleżanka Sylwia się o Ciebie martwią, udaje Ci się stworzyć genialną książkę w trzy dni. Prawie 700 stron zaskakuje nawet wydawcę, który postawił już na Tobie krzyżyk. Nieco niepokoi Cię tylko głos od niedawna słyszany w głowie, choć zważywszy na dziwny sukces i niemałą zaliczkę za nową powieść, opętanie czy schizofrenia nie wydają się szczególnie dotkliwe. Jakże pięknie potrafi zresztą motywować, wywołując między bębenkami pisk i wrzeszcząc do Ciebie nieustannie: pisz, kurwa! 😍 Kimkolwiek jest Lucjusz i jak to działa - takiego mistrza potrzebowałeś.

„Tekst był świetny. Tchnął grozą i przerażeniem. Bohaterowie przytłoczeni wszechobecnym poczuciem beznadziei zdawali się uwięzieni w mrocznym świecie, gdzie każdy krok prowadził w stronę nieuchronnej katastrofy. Całość miała w sobie coś z greckiej tragedii - powolnego i nieubłaganego odsłaniania złowrogiego oblicza fatum.”

Odczuwasz wręcz nieziemski przymus pisania. Co więcej, niedługo potem odkrywasz, iż musisz przenieść do notatnika każdy ze snów i wszystkie myśli, które kołaczą Ci je w głowie, chociażby w zarysie, jaki potem przekształcisz w książkę, ponieważ jeśli tego nie czynisz… snute scenariusze, mniej lub bardziej celnie, się realizują. W rzeczywistość coraz częściej przemieniają się także Twoje idee, co byłoby całkiem kapitalną opcją, gdyby nie fakt, że pewien nader uparty śledczy wziął Cię na celownik i robi wszystko, by obarczyć Cię winą za rozliczne zbrodnie. Zaczęło się od niemiłej woni w Twoim mieszkaniu, która co prawda nie była wyciekiem gazu, za to doprowadziła policję do ciała denatki w lokum nad Tobą. Z głową strzaskaną kineskopowym ekranem i kablem telewizora, owiniętym wokół szyi... Well, mogła ściszyć odbiornik. Niespecjalnie Cię to smuci, jeśli miałbyś być szczery, tylko jak tu udowodnić prowadzącemu dochodzenie, iż w czasie zgonu spokojnie i z uśmiechem pisałeś historię? 😉 Już niedługo dookoła Ciebie wydarzy się zresztą mnóstwo następnych, niepokojących zdarzeń, jakich przebiegu nie powstydziłby się żaden twórca thrillerów ani horrorów, zaś na każdego z Twoich bliskich padnie cień niebezpieczeństwa. Lepiej Cię nie denerwować - w końcu kto odpowiada za wizje snute w zwariowanej wyobraźni prozaika? Chociażby ta Sylwia, dla której największym życiowym problemem jest złamany paznokieć, ulubionym zdaniem: wow, ale czad i następnym celem podboju - Twój przyjaciel Michał, jakże ona Cię irytuje. On zresztą, odkąd przestałeś odgrywać rolę ciamajdy nieudacznika w tym duecie, zachowuje się wcale nie lepiej, straciwszy wreszcie lustro, w którym mógł przyglądać się własnemu blaskowi. A gdyby tak… Cóż, wszak od zawsze ceniłeś nasilniej te życiowe inspiracje dla tkanych w głowie fabuł. Przyznajesz, iż odkąd spłynęło na Ciebie to piekielne natchnienie, jest to o wiele przyjemniejsze. Chwilo, trwaj - tak wiele historii jest jeszcze do opowiedzenia!

„(…) żeby zło dominowało. Czy wiesz, co napędza progres? (…) Wojny, konflikty, zazdrość, chęć posiadania więcej niż sąsiad. Zło to przyszłość. (…) Wystarczy trochę dezinformacji, fake news czy deepfake i ciemny lud to kupi. To jeszcze jeden dowód na to, że czasy dobrobytu i spokoju oznaczają regres intelektualny.”

Nie tytułują mnie Neronem, lecz mimo tego, niczym w znanym micie, z uśmiechem szaleńca przyglądam się pewnemu miastu, które płonie. Spopielają je fruwające nad nim, czarne smoki o złotych skrzydłach, potem zaś, zabiwszy po drodze ostatnie niedobitki nieszczęśników, fruną z carycą do Ermitażu. Albo… pod jeden z budynków w mieścinie podjeżdża długa limuzyna. Rosyjski kierowca Siergiej podaje mi karabin snajperski… 😍 W porządku, tego nie było w książce, jednak ostrzegam - podczas lektury można się rozmarzyć! „Piekielne natchnienie”, którym Robert Grot obdarował głównego bohatera, jest bowiem doprawdy nęcące. Niejednokrotnie zaserwowana zaś z przymrużeniem oka fabuła okazuje się świetną rozrywką dla czytelnika, któremu nieobca jest ironia, a znane niepokojące wizje z własnej jaźni. Swoisty pakt z siłami ciemności niewiadomego pochodzenia zawiązany przez Antoniego staje się z kolei wyjściem do definitywnie barwnych rozważań. Kreując nieodkładalną opowieść, Autor przedstawia odbiorcy całą plejadę zapadających w pamięć bohaterów. Przyznaję, iż w skrytości ducha liczyłam na krwawą masakrę lub pożar… wróć, zakończenie otwarte, zwiastujące kontynuację tej genialnej narracji. Nie rozczarowałam się! Tejże pozostawiam opatrzoną plusem notę 9/10 oraz rekomendację dla każdej osoby, która przepada za inteligentną rozrywką, co to może okazać się bardzo inspirująca… Aż przydałaby się informacja o tym, że Pisarz nie odpowiada za domowe eksperymenty na własną rękę. Czy bowiem można nie zachwycić się imaginacją, w jakiej wszyscy wrogowie giną boleśnie, a pomysłodawca uchodzi wolno? Przecież za myśli i niepobożne życzenia się nie sądzi… 😉

„Z przerażeniem zdałem sobie sprawę, że to nie jest przewidywanie przyszłości - to jej kreowanie. To coś, co mnie opętało, tworzyło chore wizje w mojej głowie i zmieniało je w rzeczywistość. (…) Potrafiłem zmieniać rzeczywistość. Trochę niepokoiły mnie skutki uboczne, ale trening czyni mistrza.” (Mniam!)

You May Also Like

0 comments

Serdecznie dziękuję za wszystkie opinie, wiadomości oraz czas poświęcony na czytanie mojej strony- tworzę ją dla Was! :-)