Mateusz Piotrowski - Zew pustki - recenzja
Gdy zostajesz wezwany do majora Lenarda, zaciskasz pięści z bezsilnej wściekłości. Bydlak uczynił sobie rozrywkę z dręczenia Twojej osoby. Z nieznanych powodów czuje do Ciebie głęboką niechęć, więc co jakiś czas żąda, abyś stawiał się w jego kwaterze i z widoczną przyjemnością drwi z sytuacji, w jakiej się znalazłeś. Jako komendant wojskowego obozu karnego w Wertebrajsku, znajdującego się na krańcach imperium Zjednoczonych Królestw Eshal, jest panem życia i śmierci wszystkich, którzy się w nim znajdują, więc może to czynić całkowicie bezkarnie. Gdybyś próbował odpowiedzieć mu w sposób, jaki zwykle stosujesz w takich sytuacjach, trafiłbyś przed sąd wojskowy i nie wyszedłbyś stąd do końca życia, o ile nie skazano by Cię na śmierć. Gdy trafiłeś do tego przygnębiającego miejsca w ramach retorsji za naruszenie dyscypliny wojskowej, miałeś nadzieję, że odbębnisz okres kary, wystąpisz z wojska i wrócisz do swojego rodzinnego miasta. Tymczasem siedzisz w nim od dwóch lat, albowiem oficer ma prawo orzec, czy jesteś dostatecznie reedukowany, aby nie stanowić zagrożenia dla statecznych cywilów. Za każdym razem Ci o tym przypomina, z satysfakcją podkreślając, że tylko od niego zależy, czy będziecie się widzieć jeszcze przez dowolny okres czasu. Masz ochotę ukręcić mu ten głupi łeb, jednak wiesz, że nie możesz tego zrobić, więc jedynie wymieniasz z nim cierpkie uwagi. Tym razem jednak rozmowa wygląda zupełnie inaczej. Wprawdzie zaczyna się jak zwykle od wymiany niezbyt miłych uprzejmości, ale potem dzieje się coś, co wprawia Cię w prawdziwe zdumienie. Major wbija w Ciebie nienawistny wzrok, po czym syczy, że wywierasz zły wpływ na pozostałych żołnierzy, więc postanowił jak najprędzej się Ciebie pozbyć. Masz więc wybrać jeden z rozkazów leżących na stole w zalakowanych kopertach, wykonać określoną w nim misję i nigdy więcej tu nie wracać. Zszokowany perspektywą rychłej wolności, chwytasz pierwszy z brzegu i odmeldowujesz się z wielką ulgą.
„(…)
nigdy nie był wybitnym szermierzem, a do tego pierwszy raz walczył przy użyciu
pogrzebacza. Musiał polegać wyłącznie na swojej sile i nieustępliwości.”
Zaraz po wyjściu zapoznajesz się z ordynansem, który brzmi zaskakująco banalnie. Masz udać się do miasteczka Nowart, odnaleźć w nim niejakiego Jacka Prestona i podstawionym tam automobilem przewieźć go do tymczasowej placówki sił zbrojnych w Minnsouth. Dla żołnierza z dziesięcioletnim stażem, w dodatku należącego do elitarnego korpusu Paladynów, to przysłowiowa bułka z masłem. Łatwość postawionego przed Tobą zadania początkowo budzi w Tobie podejrzliwość - myślisz nawet, że musi się za tym kryć coś tajemniczego. Powierzenie eskorty jakiegoś cywila wojakowi, który służył w oddziałach cieszących się sławą najlepszych w całej armii i wykonujących najbardziej niebezpieczne misje wygląda co najmniej dziwnie. Jednak uradowany obrotem sprawy zapominasz o wątpliwościach i prędzej udajesz się do kwatermistrza, aby pobrać niezbędny ekwipunek. Nie ma tego zbyt wiele - otrzymujesz rewolwer dużego kalibru oraz mapę z zaznaczonym na niej przebiegiem trasy, jaką masz przebyć z podopiecznym. Potem wsiadasz do pociągu i po paru godzinach jazdy opuszczasz go w docelowej miejscowości. Tam zmierzasz do klubu dla socjety, w którym Jack jest zatrudniony jako szef kuchni. Gdy wchodzisz do środka, uderza Cię ogromny przepych tego miejsca. Przywołujesz kamerdynera i prosisz o zaprowadzenie do jadalni. Widząc mundur, nie zadaje zbędnych pytań i prowadzi Cię do żądanego pomieszczenia. Poszukiwany przez Ciebie mężczyzna od razu rzuca się w oczy - blondwłosy i szczupły, przypomina filmowego amanta. Co zaskakuje, na rękawie kucharskiego uniformu ma założoną niebiską opaskę z symbolem ciemnozielonego płomienia. To oznacza, że jest atomusem - człowiekiem dysponującym nadnaturalnymi zdolnościami, które polegają na umiejętności pełnej kontroli cząstek elementarnych, czyli podstawowego budulca materii. O jego statusie świadczy także tatuaż wykonany na szyi. Nie masz więc do czynienia ze zwykłym garkotłukiem, ale osobą niebezpieczną. Jak daleko sięgają jej możliwości? Szybko przekonujesz się, że trafiłeś na wyjątkowy egzemplarz - Preston na Twój widok zaczyna się wyraźnie popisywać. Najpierw wkłada palec do wody znajdującej się w przepastnym garnku i błyskawicznie ją gotuje. Potem nabija kawał mięsa na szpikulec, który opieka się idealnie, gdy mężczyzna pstryka palcami, zaś jego ręka zajmuje się wysokim płomieniem.
„Mężczyzna
w garniturze spojrzał za siebie, po czym bez wahania wyskoczył z okna w
akompaniamencie pękających szybek rozbijanego witraża. (…) Przeszło mu przez
myśl, że człowiek nie zdołałby wykonać tak dalekiego skoku. Z kim, a w zasadzie
z czym, miał w takim razie do czynienia?”
Facet bada przy tym uważnie wzrokiem, czy odpowiednio podziwiasz jego umiejętności. Choć te faktycznie zrobiły na Tobie wrażenie, nie dajesz po sobie tego poznać. Zachowujesz kamienną twarz i informujesz o charakterze swojego zadania. Najwyraźniej został o nim uprzedzony, gdyż nie wyraża zdziwienia. Prosi jedynie, abyś nazywał go Ardorem, gdyż pod takim właśnie mianem jest powszechnie znany. Wyrażasz zgodę, czekasz aż się spakuje i udajesz się z nim do służbowego mieszkania. Jutro czeka Cię ciężki dzień - masz bowiem do przebycia setki kilometrów. Rano odbierasz automobil, na który patrzysz z uznaniem. To stosunkowo nowy model z potężnym silnikiem i niezłym wyposażeniem. Ładujesz do niego rzeczy i wespół z Prestonem wyruszasz w drogę. Ten okazuje się niepoprawną gadułą i próbuje nawiązać z Tobą przyjazne stosunki. Starasz się go lekceważyć, w końcu ta znajomość nie potrwa długo. Gdy zbliżasz się do celu, coraz częściej słyszysz przestrogi, by dalej się nie zapuszczać. Cóż, bywalcy przydrożnych barów opowiadają o Minnsouth wręcz niestworzone historie. O panującej tam tajemniczej zarazie, wyludnieniu, nawet ciążącej klątwie czy pojawiających się duchach. Puszczasz to mimo uszu, niełatwo Cię zastraszyć. W czasie służby w wojsku widziałeś rzeczy, o jakich zwykli zjadacze chleba nie mają pojęcia. Wiesz również, że należy się obawiać nie sił nadprzyrodzonych, ale ludzi, którzy wprawdzie posiadają cywilizacyjny nalot, ale w głębi duszy nadal są bestiami nie gorszymi od zwierząt. Kiedy jednak zbliżasz się do grodu, krajobraz zaczyna dowodzić, że coś w zasłyszanych plotkach jest. Mijane miejscowości, ludzie a nawet krajobrazy wyglądają coraz bardziej ubogo i odstręczająco. Minnsouth zaś przekracza wszelkie wyobrażenia. Po ulicach snują się żywe trupy, pokryte strasznymi wrzodami i zmianami skórnymi. Budynki przypominają zdewastowane squaty. Tylko należący do armii pałacyk, cel wyprawy, jawi się całkiem znośnie. Gdy zatrzymujesz się przed bramą, czujesz niepokój. Coś najwyraźniej jest bardzo nie tak. Wokół brak wojskowej krzątaniny, na ogół towarzyszącej tego rodzaju przybytkom. Twojego zaufania nie budzą też strażnicy, nieprzypominający doświadczonych żołnierzy, jakich zazwyczaj wybiera się do ochronnej roli. Wyglądają raczej na obwiesi, gotowych wbić nóż pod żebro każdemu, kto stanie przed ich obliczem. Z niechęcią oddajesz swojego towarzysza w ich ręce, lecz wrodzone poczucie obowiązku nie pozwala Ci odejść zbyt daleko. Postanawiasz wrócić i po kryjomu zorientować się, co w trawie piszczy. Właśnie podjąłeś decyzję, która zaważy na Twoim dalszym losie…
„Pośród
tego spokoju, w tej ciszy czai się jednak coś niepokojącego. Coś, co wywołuje
ciarki. Nachodzi człowieka poczucie klęski. Jakby to miejsce wysysało nadzieje
i ambicję.”
„Zew
pustki” Mateusza Piotrowskiego to powieść science-fiction, która stanowi
klasyczny przykład tak zwanej męskiej literatury, w jakiej - nie ukrywam - z
lubością gustuję. Jej głównym bohaterem jest Joseph Crenshaw - żołnierz
należący do elitarnej formacji Paladynów. To indywidualista, co to nie daje się
wtłoczyć w ramy tępej wojskowej dyscypliny, natomiast nieodmiennie wszędzie
szuka kłopotów. W końcu zostaje skazany na pobyt w obozie karnym, położonym na
krańcach Imperium za naruszenie dyscypliny służbowej. Chcąc się z niego wyrwać,
przystaje na wykonanie ostatniej misji polegającej na eskortowaniu Jacka
Prestona do tajnego, doświadczalnego ośrodka armii. Mężczyzna okazuje się
rzadko spotykanym indywiduum, potrafiącym bezpośrednio wpływać na strukturę
przedmiotów i otaczającego świata. Proste z pozoru zadnie ulega gwałtownemu
skomplikowaniu, gdy Joseph zaczyna podejrzewać, że oddał towarzysza w
niepowołane ręce. Kierujący się prostymi zasadami wojak postanawia naprawić błąd
i wdaje się w intrygę o międzynarodowym charakterze oraz naraża na zemstę osób
ze świecznika. Unikalne zdolności Prestona wabią bowiem możnych i potężnych
tego świata, którzy chcieliby je za wszelką cenę wykorzystać do realizacji mrocznych
celów, nie bacząc przy tym na ludzkie życie. Akcja powieści charakteryzuje się świetną
dynamiką i specyficznym klimatem. Uśmiecha mnie ten świat pełen efektownych
walk wręcz, strzelanin i zwykłego mordobicia. 😉 W postaci Crenshawa Autor
wykreował wręcz przysłowiowego zabijakę o złotym sercu - kierującego się jasnym
kodeksem honorowym i niestroniącego od wszelakiego rodzaju awantur. Takiego, co
nie oddaje się skomplikowanym przemyśleniom - najpierw strzela, potem pyta o
tożsamość, zaś dzień bez dania komuś w gębę uważa za nudny i stracony. Przyznam,
że zostałam przez tego pana uwiedziona bez reszty - bardzo cenię takie indywidua
w literaturze! Na uwagę zasługują także piękna kolorystycznie okładka oraz
czarno-biała wyklejka. Warstwa science-fiction bez zastrzeżeń - sam pomysł z
antomusami i ich unikalnymi zdolnościami uważam za świetny. Któż bowiem nie
chciałby nimi dysponować? I wykorzystać do celów spod najciemniejszej gwiazdy…
8/10 - zacna rozrywka dla wielbicieli męskich opowieści z dozą humoru i znakomitej
ilości akcji oraz barwnych bohaterów. Po prostu dobra zabawa, na której ciąg
dalszy czekam.
„Mówi
się, że ostrożność to matka miernoty. (…) Wolałbym akcję w klasycznym stylu.
Wiesz! Wparować tam z impetem, wyważyć drzwi i wpakować w niego cały magazynek.”
(Mmm!)
0 comments
Serdecznie dziękuję za wszystkie opinie, wiadomości oraz czas poświęcony na czytanie mojej strony- tworzę ją dla Was! :-)