Witajcie.
Stosunkowo dawno nie pojawiły się tutaj żadne książkowe recenzje. Ci jednak, którzy je piszą, doskonale mnie zrozumieją, jeśli powiem, iż całkowicie opuściła mnie na ponad miesiąc wena do ich pisania. Każda próba sklecenia zaległej recenzji kończyła się poddaniem po kilkunastu minutach, kiedy to wyszły mi może dwa zdania. Reszta zaś przypominała raczej nudny bełkot, a przecież nie o to zupełnie w pisaniu recenzji chodzi i ma chodzić. Dziś czuję w końcu, iż pora spróbować nadrobić zaległości na tym polu. Trzymajcie kciuki.
Dwór cierni i róż oraz Dwór mgieł i furii to dwa pierwsze tomy serii o fantastycznych dworach znanej wszystkim miłośnikom literatury fantasy Sarah J. Maas. Sama na książki natrafiłam zupełnie przypadkiem. Niknąc kiedyś w facebookowych odmętach ujrzałam magiczną grafikę i zaczęłam czytać zamieszczony przez jakiś fanpage fragment drugiej części Dworów. Przeczytawszy może ze dwa zdania zyskałam pewność, iż chcę natychmiast przeczytać całość. I tak to rozpoczęłam swój romans z Sarah J. Maas, po lekturze obu części nie tylko będąc pewną, iż nie mogę się doczekać kolejnej i marzę o ekranizacji, ale i że mam niebywałą ochotę przeczytać wszystkie tejże autorki powieści, żeby nie powiedzieć nawet i - dzieła.








