• Strona główna
  • O mnie
  • Współpraca

Opowiadam historie o historiach. Recenzuję literaturę - bo życie jest sztuką.

Cześć, Kochani.

Wczoraj podzieliłam się z Wami pierwszą częścią mojego rekordowo wielkiego, bo aż trzymiesięcznego denka, dzięki któremu choć w niewielkim stopniu odgruzowałam półki dzierżące dzielnie ciężar moich kosmetycznych zapasów. Jeśli jeszcze nie czytaliście poprzedniej części - zapraszam do poprzedniego posta. Dla przypomnienia, w ciągu tych trzech miesięcy udało mi się pozbyć aż 155 rzeczy! Tym razem mam powody, aby być z siebie dumna. Niestety obawiam się, iż w lutym zużycia będą znacznie mniejsze w związku z tym, iż prawie wszystko co mogłam zdenkowałam w poprzednich miesiącach. Nie znaczy to jednak, iż mam zamiar mniej się starać! ;) Zapraszam zatem na kontynuację wczorajszego cyklu.

10:09:00 56 comments
Cześć, Kochani.

Przez długi czas nie pojawiały się posty z serii Projekt Denko - jednak nie zaprzestałam jego realizacji. Ba! Przybywam do Was z denkiem z listopada i grudnia 2017 oraz stycznia bieżącego roku. Udało mi się dokonać rekordowej liczby zużyć, w związku z tym podsumowanie wraz z krótkimi recenzjami podzielę na dwie części. Dziś zapraszam Was na pierwszą z nich. Przez te trzy miesiące udało mi się zużyć 18 saszetek maseczek do twarzy oraz peelingów, 57 próbek, 1 opakowanie tabletek, 3 miniaturki oraz 76 pełnowymiarowych produktów, co daje łącznie 155  rzeczy! Co dziwne, miejsca na moich łazienkowych półkach wcale jakoś znacząco nie ubyło... ;). Zacznijmy zatem przegląd pierwszej części moich trzymiesięcznych zużyć - tej bardziej ubogiej, bowiem w tej ujęłam wszystkie próbki i saszetki. 

19:53:00 54 comments
Witajcie.

Niesamowicie brzmiący ryk setek, dziesiątek silników - a może tylko tego jedynego? Słońce odbijające się bajecznie w idealnie wypolerowanej karoserii, powiew wiatru we, widoki zmieniające się jak w kalejdoskopie i niesamowita dawka adrenaliny... Wszystko to wiąże się oczywiście z jazdą motocyklem, która dostarcza dawki doznań tak wielkiej, iż niewiele jest rzeczy godnych z nią konkurować. Włączając silnik nie należy jednak robić tego samego z myśleniem - odpowiednia odzież motocyklowa to podstawa bezpiecznej jazdy nawet i najpiękniejszym jednośladem. A do tego, no cóż - nie oszukujmy się - idealne dopełnienie wizerunku motocyklisty. Ba, nie myślcie jednak, iż pasja ta dotyczy tylko panów - nawet i ja sama znam wiele kobiet, które jazdę motocyklem uważają za najprzyjemniejsze z doświadczeń. A jak wiadomo, dla pań odzież nie tylko dopełnia całości, a i w dużej mierze ją tworzy. ;)

18:29:00 54 comments
Witajcie, Kochani.

Kilka postów temu przedstawiłam Wam kilka najlepszych moim zdaniem propozycji, jeśli chodzi o prezent na Dzień Kobiet. Jedną z nich były perfumy, których to moja kolekcja wciąż się powiększa. Dziś chciałabym opowiedzieć Wam o dwóch flakonikach, które zasiliły kolekcję moją i Mojego Lubego. Perfumy Refan, które poznaliśmy to moim zdaniem nie tylko idealna opcja na zbliżający się Dzień Kobiet, ale i Dzień Mężczyzn (Drogie Panie, 10 marca ruszamy do boju! ;)). Wśród nich znaleźć można przeszło 250 zapachów lanych perfum wyprodukowanych z kompozycji zapachowej wysokiej jakości, toteż wybór nie jest prosty. Do wyboru mamy flakoniki o pojemności 12, 30, 50 oraz 100 ml a wśród nich odnajdziemy wonie przypominające znane i lubiane perfumy. W naszej kolekcji zagościł wariant damski 129 zrobiony na podobieństwo perfum mojej ulubionej marki Lancome La Nuit Tresor oraz wariant męski 221 Lacoste Hot Play. Czy jednak stosunkowo niska cena idzie w parze z dobrą jakością?


12:33:00 60 comments
Cześć, Kochani.

Wyobrażacie sobie dzień bez dostępu do Internetu? Albo spróbujcie znaleźć się w takiej sytuacji - w pośpiechu, nieco spóźnieni wybiegacie z domu, docieracie na umówioną wizytę do lekarza w mieście oddalonym o 40 km dalej już solidnie po czasie. Po wizycie okazuje się, że zapomnieliście zabrać ze sobą telefonu komórkowego a piętnaście minut temu mieliście odebrać dziecko ze szkoły, czy też stawić się na arcyważne spotkanie. W dodatku nawigacja w samochodzie właśnie wywiozła Was w sam środek lasu w ślepą uliczkę a koła samochodu malowniczo zagrzebały się w błocie. I tak oto w środku dzikiej głuszy zastanawiacie się, czy natężenie pechowych zdarzeń przypadające na jedną osobę nie przekroczyło czasem dopuszczalnej normy. Nerwowe głowienie się nad tym co robić przeplatają myśli o tym jak u diaska ludziom udawało się kiedyś żyć bez telefonów komórkowych? Właśnie. Sama niejednokrotnie się nad tym zastanawiam. 

Odkąd na dzień swojej Pierwszej Komunii Świętej dostałam swój pierwszy model wiele się zmieniło. Mój przeuroczy model niewielkiej Motoroli z antenką i w żadnej mierze niekolorowym wyświetlaczem dawno odszedł już w zapomnienie. Od tamtego czasu przez moje łapki przewinął się ogrom telefonów komórkowych różnych marek - lecz muszę przyznać bez bicia, jestem gadżeciarą, która co rusz uwielbia dopasowywać do swoich preferencji nowe modele. Wyszukiwanie nieznanych dotychczas marek? W to mi graj. I tak właśnie poznałam stronę Allview przedstawiającą markę Allview Mobile, która produkuje i sprzedaje urządzenia elektroniczne, a dotychczas była mi zupełnie nieznana! 

22:36:00 59 comments
Cześć, Kochane.

Dziś przybywam do Was z recenzją świeżutko wydanej nowości wydawnictwa Editio Red, dostarczającego nam coraz to gorętszych książkowych pozycji. Niedługa, bowiem licząca sobie niewiele ponad 230 stron zapisanych wygodną dla oka czcionką, powieść Lauren Blakely, autorki licznych romansów określanych dzielnie mianem bestsellerów tytuł nosi bez wątpienia wymowny. ;) Długo się zastanawiałam, czy wybrać dla siebie tę nowość na mroźne zimowe wieczory (a właściwie, zważywszy na prędkość mojego czytania dorównującą, powiem nieskromnie, pendolino na małym kacu na półtorej godziny jednego wieczoru), bowiem Pan Wyposażony - bo taki właśnie tytuł nosi powieść - usilnie przywodził mi na myśl przesiąknięte opisami erotycznymi stworzonymi zupełnie bez polotu czytadło dobre pomiędzy przewróceniem mielonego na drugą stronę, coby się nie przypalił, a nasączeniem wczorajszej sukienki w płynie do płukania tkanin imitującym zapach drogich perfum. Należę jednak do istot wrednych i wybrednych i czasem książki zupełnie niesłusznie oceniam już po samym tytule, czy (jeszcze gorsza!) okładce - na szczęście często zupełnie się myląc. Ciekawością zżerana do imentu, postanowiłam sprawdzić jak też to będzie tym razem. 

23:05:00 55 comments
Witajcie, Kochani. 

Już od kilku miesięcy metaliczne cienie, nasycone barwy o mocnej pigmentacji i rozświetlenie twarzy na najwyższy połysk króluje w makijażu na całym świecie. Nie mogę powiedzieć, iż uległam modzie - od zawsze cechowała mnie raczej niechęć do matów, w związku z którą wbrew wszystkim i wszystkiemu sięgałam po połyskujące kosmetyki do makijażu, nierzadko nawet te z dodatkiem brokatu. Obecne trendy zdecydowanie mnie cieszą - w końcu mogę wybierać spośród szerokiej gamy metalicznych cieni o milionach połyskujących drobinek i nie żałować sobie rozświetlacza ;)! Pomimo tego, iż karnawał już się kończy, z pewnością szybko z tego nie zrezygnuję - pewnie dopiero z nadejściem lata, kiedy to preferuję jednak lżejszy makijaż. Luki wciąż pojawiające się w moich kosmetyczkach zasiliły ostatnio skrzące się cudownie nowości marki My Secret, które odnaleźć można na półkach sieci Drogerii Natura. Wśród nich znalazł się duet do konturowania twarzy, rozświetlacz Glow Effect w odcieniu Moondust, dwie potrójne paletki cieni Natural Beauty (chilli chocolate oraz little star) i sześć pojedynczych cieni z kolekcji glam&shine. Choć imponujące odcienie i efekty starałam się uchwycić jak najlepiej - wierzcie mi, swatche nie są w stanie oddać do końca pięknego połysku ich wszystkich. 

09:12:00 59 comments
Cześć, Kochani.

Dziś już ostatni dzień stycznia (zupełnie nie mam pojęcia, kiedy zdążył on minąć...), w związku z czym przychodzę do Was z prezentacją i krótkimi recenzjami cudowności, które znalazły się w pierwszej tegorocznej edycji pudełka Shiny box. Mówiąc szczerze jestem pod dużym wrażeniem zawartości i mam nadzieję, że w kolejnych miesiącach będzie ona na tak samo dobrym poziomie. Po raz pierwszy zdarzyło mi się, abym była zadowolona z wszystkich rzeczy - i z przyjemnością używała każdej z nich (poza jednym niuansem, ale i ten znalazł swoje zastosowanie). Co tak urzekło mnie w styczniowym Shiny? 


15:16:00 65 comments
Cześć!

Markę Lirene znam i cenię sobie w pielęgnacji twarzy już od wielu lat. Co rusz nowe kosmetyki tejże firmy dołączają do mojego kosmetycznego grona - a znaczna część z nich zostaje ze mną na dłużej, wpisując się w grono moich ulubieńców. Wygodne i przejrzyste opakowania, przystępne dla przeciętnego kupującego ceny, coraz to bardziej innowacyjne formuły oraz mnogość składników aktywnych - wszystko to przemawia na korzyść. Ostatnio w moje zachłanne kosmetyczne łapki wpadł duet z serii C+D Vitamin Energy Pro - skoncentrowane stimuserum oraz żel myjąco-energetyzujący do twarzy. Czy jednak nowości spełniły moją, wysoko dość postawioną, poprzeczkę?


Kosmetyki Lirene z łatwością znaleźć można stacjonarnie - na przykład w sieci drogerii Hebe, czy też Rossmannie. W tym drugim cena za 30 ml serum wynosi 26,99 zł, zaś za opakowanie 200ml żelu przyjdzie nam zapłacić 15,49. Uważam, iż są to bardzo przystępne ceny, zważywszy na dobrą wydajność produktów - o tym jednak za chwilę bardziej szczegółowo. ;)


Lirene C+D Vitamin Energy Pro skoncentrowane stimuserum


Zacząć muszę przede wszystkim od pochwały ciekawej gry słów w nazwie -  bardzo bowiem spodobał mi się wyraz stimuserum, sugerujący połączenie serum i stymulacji w wyniku czego otrzymujemy oryginalnie brzmiącą nazwę stymulującego serum do twarzy. Szklana buteleczka z wygodną i działającą płynnie lekko pompką opatrzona przejrzystymi informacjami dobrze prezentuje się na łazienkowej półce. Cieszę się, iż jest przeźroczysta, bowiem zawsze jestem świadoma, ile produktu mi pozostało. Buteleczka nie jest ciężka, jednak warto uważać, by nie chwytać jej mokrymi dłońmi, z których łatwo może się wyślizgnąć. 


Choć nie jestem fanką zapachów świeżych i orzeźwiających jeśli chodzi o perfumy czy balsamy - lubię je w kosmetykach do twarzy - stosowane rano skutecznie mnie rozbudzają i pobudzają do działania, zaś używane pod wieczór dostarczają ostatniej dawki energii po ciężkim dniu. I tak właśnie owe serum pachnie - energetyzująco! Zapach kojarzy mi się z lekko kwaśnymi pomarańczowymi żelkami z domieszką cytryny. Jeśli na serum nie nałożę kremu, utrzymuje się na mojej skórze jeszcze przez około godzinę-dwie, jednak nie jest to woń ciężka i uciążliwa. Konsystencja przypomina  mi bardzo wodnisty, lekki żel - dzięki niej szybko się wchłania, nie dłużej niż w kilkanaście sekund. Trzeba jednak dość szybko wmasować je w twarz po aplikacji, aby nie spłynęło. Mały minus za fakt, iż wówczas gdy stosuję je solo mam uczucie, iż moja cera delikatnie się lepi. Nie mocno, ale jednak. Zdecydowanie bardziej lubię nałożyć po jego wchłonięciu lekki krem.


Co do efektów, muszę przyznać, że są imponujące - mam wrażenie że natychmiastowo po jego użyciu moja cera odzyskuje witalność. Wyraźnie wyczuwam lekkie napięcie skóry, ta zaś lekko i zdrowo połyskuje, jakbym dopiero co odbyła przyjemny spacer na świeżym powietrzu chłodną wiosną. A własnie, przez moment po nałożeniu na buzię, odczuwam na niej lekkie chłodzenie, co jest bardzo przyjemnym uczuciem. Serum aplikowałam najczęściej wieczorem pod krem na całą twarz, pod oczami oraz na szyję. Jeśli chodzi o moją wrażliwą okolicę oczu - chwała za to, iż serum jest dla nich delikatne, bowiem moje oczyska potrafią łzawić i szczypać nawet po nałożeniu w ich okolice nieodpowiedniego choćby jednym składnikiem podślepnego kremu. ;) Plus także za wydajność - już i trzy/cztery pompki wystarczą na aplikację we wszystkie pożądane okolice. Jego działanie oceniam pozytywnie, w skali punktowej przyznałabym mu 8 na 10 punktów - jedyne, co mi przeszkadza to ta nieco lepka warstwa, gdy pozostawię je samo bez kremu, której fanką nie jestem.


Lirene C+D Vitamin Energy Pro żel energetyzująco-myjący


Jak można zauważyć nawet i po zdjęciu, z żelem polubiłam się baaardzo! ;) Zostało mi go może na około cztery użycia, choć nic straconego - gdyż zapewne sięgnę po kolejną butelkę. Ale, ale, po kolei. Opakowanie jest leciutkie i otwierane bezproblemowo na górze po prawej stronie - lubię takie kliki, gdyż nie grożą moim szponkom niezależnie od ich aktualnej długości.  Niesamowicie pododają mi się peelingujące drobinki, których w żelu nie jest zbyt wiele aby codziennie nie ścierać niepotrzebnej warstwy naskórka, ale wystarczająco aby porządnie ją oczyścić. 


Zapach jest identyczny jak w przypadku serum. Wówczas, gdy najpierw używałam żelu a później serum piękna świeża woń utrzymywała się na mojej twarzy jeszcze dłużej niż wtedy, gdy używałam tylko jednego składnika duetu. Konsystencja typowa dla żelu, dobrze skoncentrowana, nie za gęsta ani nie za rzadka. Gdybym już musiała się mocno czepiać szczegółów - moim zdaniem trochę zbyt słabo się pieni. Nie umniejsza to jednak w niczym jego działaniu, po prostu przywykłam do nieco większego mydlanego efektu.


Jeśli chodzi o skuteczność - spisuje się świetnie. Po myciu mam wrażenie idealnie oczyszczonej twarzy - nie tylko z resztek makijażu, ale i z kurzu i innych zanieczyszczeń gromadzących się na buzi w ciągu dnia. Skóra jest lekko napięta, ale nie traci zdrowego blasku. Cieszę się, iż w żadnej mierze żel ten nie wysusza mojej stosunkowo delikatnej cery, gdyż niestety często mi się to zdarza. Punktów ode mnie 9 na 10, mały minus jedynie za kiepskie pienienie się (ale chyba się czepiam ;)).



W krótkim podsumowaniu powiem, iż z serii jestem bardzo zadowolona. Jestem ciekawa, czy w przypadku zastosowania kolejnych opakowań kosmetyki te (a w szczególności serum) będą mieć szansę wpłynąć pozytywnie na kilka złośliwych do imentu naczynek, które postanowiły zagościć na dole mojego prawego policzka. (Dla niewtajemniczonych - jeśli chodzi o czerwone paskudki na buzi, witamina C jest na nie najlepszym antidotum.) Biorąc pod uwagę pozytywne działanie kosmetyków niemalże od samego początku, mam ochotę się o tym przekonać.

Czy mieliście już przyjemność poznać markę Lirene (a może nawet i tą serię)? Jakie są Wasze ulubione kosmetyki tej firmy? A może macie innych ulubieńców, jeśli chodzi o pielęgnację twarzy?
xoxo
21:20:00 56 comments
Nowsze posty
Strasze posty

O autorce

O autorce
Żona, kociara, maniaczka thrillerów, wielki ogarniacz życia. Recenzuję literaturę - bo życie jest sztuką. Opowiadam historie o historiach. Mail: kierownikoperacyjny.sp@gmail.com 💥

Kategorie

  • książki

Jestem tutaj

Statystyka odwiedzin

Stali czytelnicy

Archiwum

  • ▼  2026 (91)
    • ▼  cze (20)
      • Joanna Kupniewska - Kuszenie ostatniego Jagiellona...
      • Brandon Mull - Opiekunowie. Zakazana góra - recenzja
      • Walter Miller - Kantyczka dla Leibowitza - recenzja
      • Piergiorgio Pulixi - Ty jesteś prawem - recenzja
      • Szymon Niordu Biadasz - Niechciane przeznaczenie -...
      • Serhii Ratkin - Do głębi siebie - recenzja
      • Monika Klara Krajniak - Skąd ta nienawiść między W...
      • Katarzyna Gacek - Zbrodnia, której nie było - rece...
      • Karolina Żynda - Broken ice - recenzja
      • Camilla Grebe - Ciemność - recenzja
      • A.A. Milewska - Kim jestem? - recenzja
      • Weronika Jaczewska - Twój ruch - recenzja
      • Mariolina Venezia - Tajemnica Serra Venerdi - rec...
      • Michał Kuźmiński - Złodziej czasu - recenzja
      • Bartłomiej Ludwisiak - Belwood Quarry - recenzja
      • Łukasz Piper - Kryształowa wieża - recenzja
      • KN Haner - Tajemnice, które nas niszczą - recenzja
      • Iwona Sowińska - Rzeźbiarz z Maryland - recenzja
      • Magdalena Stępień - Kinnari. W gąszczu Tajlandii i...
      • Jaga Tuliszka - Jak nie teraz, to kiedy? - recenzja
    • ►  maj (20)
    • ►  kwi (10)
    • ►  mar (18)
    • ►  lut (13)
    • ►  sty (10)
  • ►  2025 (296)
    • ►  gru (20)
    • ►  lis (19)
    • ►  paź (30)
    • ►  wrz (25)
    • ►  sie (16)
    • ►  lip (22)
    • ►  cze (19)
    • ►  maj (38)
    • ►  kwi (24)
    • ►  mar (36)
    • ►  lut (24)
    • ►  sty (23)
  • ►  2024 (292)
    • ►  gru (18)
    • ►  lis (30)
    • ►  paź (30)
    • ►  wrz (27)
    • ►  sie (28)
    • ►  lip (25)
    • ►  cze (20)
    • ►  maj (21)
    • ►  kwi (22)
    • ►  mar (24)
    • ►  lut (29)
    • ►  sty (18)
  • ►  2023 (143)
    • ►  gru (17)
    • ►  lis (20)
    • ►  paź (15)
    • ►  wrz (14)
    • ►  sie (14)
    • ►  lip (15)
    • ►  cze (8)
    • ►  maj (10)
    • ►  kwi (9)
    • ►  mar (9)
    • ►  lut (7)
    • ►  sty (5)
  • ►  2022 (31)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (2)
    • ►  wrz (2)
    • ►  sie (5)
    • ►  lip (2)
    • ►  cze (2)
    • ►  maj (2)
    • ►  kwi (3)
    • ►  mar (3)
    • ►  lut (4)
    • ►  sty (3)
  • ►  2021 (60)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (5)
    • ►  sie (5)
    • ►  lip (13)
    • ►  cze (9)
    • ►  maj (6)
    • ►  kwi (9)
    • ►  mar (4)
    • ►  lut (1)
  • ►  2020 (55)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (6)
    • ►  paź (5)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (3)
    • ►  lip (5)
    • ►  cze (6)
    • ►  maj (6)
    • ►  kwi (8)
    • ►  mar (6)
    • ►  lut (2)
    • ►  sty (4)
  • ►  2019 (40)
    • ►  gru (4)
    • ►  lis (4)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (4)
    • ►  lip (5)
    • ►  cze (1)
    • ►  maj (5)
    • ►  kwi (2)
    • ►  lut (7)
    • ►  sty (1)
  • ►  2018 (96)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (5)
    • ►  sie (8)
    • ►  cze (8)
    • ►  maj (12)
    • ►  kwi (11)
    • ►  mar (13)
    • ►  lut (14)
    • ►  sty (17)
  • ►  2017 (197)
    • ►  gru (6)
    • ►  lis (11)
    • ►  paź (9)
    • ►  wrz (16)
    • ►  sie (24)
    • ►  lip (20)
    • ►  cze (17)
    • ►  maj (19)
    • ►  kwi (16)
    • ►  mar (18)
    • ►  lut (8)
    • ►  sty (33)
  • ►  2016 (81)
    • ►  gru (15)
    • ►  lis (23)
    • ►  paź (17)
    • ►  wrz (11)
    • ►  sie (11)
    • ►  cze (2)
    • ►  lut (2)
  • ►  2015 (8)
    • ►  lis (1)
    • ►  cze (1)
    • ►  maj (1)
    • ►  mar (1)
    • ►  lut (2)
    • ►  sty (2)
  • ►  2014 (18)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (1)
    • ►  paź (1)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (1)
    • ►  kwi (4)
    • ►  mar (4)
    • ►  lut (1)
    • ►  sty (2)
  • ►  2013 (18)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (4)
    • ►  wrz (1)
    • ►  sie (2)
    • ►  lip (1)
    • ►  cze (3)
    • ►  lut (3)
    • ►  sty (2)
  • ►  2012 (14)
    • ►  gru (1)
    • ►  paź (5)
    • ►  cze (2)
    • ►  kwi (1)
    • ►  mar (3)
    • ►  lut (2)
  • ►  2011 (12)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (2)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (1)
    • ►  lip (1)
    • ►  mar (1)

Created with by ThemeXpose | Distributed By Gooyaabi Templates