„Przeanalizujmy mój sen sprzed kilku dni, czy nadaje się na powieść z wątkiem kryminalnym.”
Jak to często bywa w życiu, tak i w powieści – istnieją dwie drogi. W tradycyjnym, szkolnym ujęciu narrator może być pierwszoosobowy albo trzecioosobowy (tudzież abstrakcyjny lub wszechwiedzący) i niewiele może w tej materii zaskoczyć. Takie przynajmniej jest założenie, bowiem tutaj właśnie wchodzi Wojciech Wolnicki, cały na czarno i rzuca do czytelnika z zawadiackim uśmiechem: „Tak? No to patrz!”. Maniak mrocznych lektur oczywiście podejmuje rękawicę i nie może wyjść z podziwu, bo oto w końcu otrzymuje coś, czego jeszcze nie grali: historię opowiedzianą przez… głos w głowie głównego bohatera, będącego, notabene, bohaterem jednej z jego powieści. Voilà, chapeau bas i ave – można książkomaniaka zaskoczyć? Jeśli dawniej posługiwało się pseudonimem WW Gregory, to okazuje się, że a i owszem – a i jeszcze jak!





.jpeg)

