„Nie dane Ci zażyć spokoju (…). Sam już się gubię w natłoku nieustannych wydarzeń.”
Mity, podania i legendy od zawsze w pewien sposób fascynowały czytelników. Opisywane
w nich, owiane tajemnicami wydarzenia mogły być zarówno całkowitą fantazją autorów,
jak i mieć miejsce naprawdę… Jako dziecko z innej, zapewne zamierzchłej już
epoki, odwiedzałam podstawówkę z „Mitologią…” Parandowskiego pod pachą, a po
powrocie ze szkoły sięgałam po zmęczony życiem z racji częstego używania zbiór „Legendy
Pałuckie” Feliksa Malinowskiego. Historie o nastoletnich bohaterach nigdy nie
wydawały mi się równie fascynujące co te, którymi zapewne co wrażliwszych można
by po nocach straszyć. Jako Pałuczanka zakochana byłam w opowieści o zatopionym
weselu (czyli legendzie o Jeziorze Kierzkowskim), diable weneckim czy
tajemniczym kamiennym głazie w Annowie. Z dużą dozą prawdopodobieństwa to
dzięki nim cieszę się dziś niezwykle barwną wyobraźnią. Doceniając te skrawki twórczości
z pogranicza jawy i snu, szybko nauczyłam się również odróżniać dobro od zła –
każda z nich opatrzona była morałem. Tych zaś próżno było szukać w ówczesnych
historiach dla młodzieży… a obecnie w ich poszukiwaniu nie wystarczyłaby
zapewne nawet najdłuższa świeca (mam nadzieję, że nastolatkowie wiedzą jeszcze
czym jest i do czego służy – z przymrużeniem oka!). Tyle słowem wstępu, którego
w przypadku cyklu „Przodkowie” nie mogłam pominąć. Uważam bowiem, że doskonale wyjaśnia
on jakiego rodzaju lektury można oczekiwać po drugim tomie – „Siemowicie
Zagubionym”, który zdecydowanie spodoba się miłośnikom historii naszego państwa
u samego początku jego dziejów, ale również wszystkim pasjonatom tego, co
tajemnicze, owiane mrokiem i znajdujące się gdzieś na pograniczu prawdy i
fantazji.
.jpeg)
.jpeg)
