• Strona główna
  • O mnie
  • Współpraca

Opowiadam historie o historiach. Recenzuję literaturę - bo życie jest sztuką.

„W hotelu mieszkali dziwni osobnicy. Paryskie dzielnice slumsów wabią takich ludzi – ludzi, którzy zostali dotknięci samotnością i na wpół popadli w obłęd; którzy już nawet przestali udawać, iż są normalni czy też przyzwoici.”

Czyż to nie jest piękny paradoks, że jedna z najpiękniej wydanych w Polsce książek traktuje o… biedzie? Choć „Na dnie w Paryżu i w Londynie” przykuwa uwagę przede wszystkim pozłotą, stworzoną przez Świat Książki dla edycji specjalnej, zawartość jest równie atrakcyjna. A może – dzięki komicznemu przedstawieniu na wskroś życiowych sytuacji – nawet lepsza. Powieść Georga Orwella, którego cenię, odkąd jeszcze jako dziecko pokochałam „Folwark zwierzęcy”, przenosi do Paryża XX wieku, stanowiącego tak wówczas, jak i obecnie świat ogromnych kontrastów. Po jednej stronie jego urokliwych uliczek przechadzają się elegancko odziani gentlemani, trzymający pod ramię wystrojone damy. Tu i ówdzie przejeżdża dorożka, którą bogacze mogą dostać się na obiad w jednej z licznych, drogich restauracji. Po drugiej stronie wolnym krokiem drepczą nędzarze – w podartych łachmanach, z brzuchami burczącymi z głodu, wypatrując tęsknie pozostawionych gdzieś resztek lub nieśmiało wyciągając rękę po datek, którego najczęściej i tak nie otrzymują. Francuskie dnie nie mijają im na spacerach i podziwianiu bajecznych widoków – a walce o przetrwanie za nędzne kilka groszy, które udaje im się wyżebrać lub znaleźć. Jak jednak pokazuje rzeczywistość, a także fabuła „Na dnie w Paryżu i w Londynie”, Los ma to do siebie, że jest bardzo przewrotny. Karta szczęścia lubi się odwracać, fortuna toczy się kołem (pod kołem to pojąłem), a awers monety przemienia się w rewers. Trzeba jedynie umieć to dostrzec i wykorzystać okazję, we wszystkim tym… nie tracąc nadziei, ani dobrego humoru. Raz – nie zawsze, dwa razy nie wciąż…

 

18:20:00 No comments

„Bo wojownicy są nie tylko w służbach, na wojnach czy w sytuacjach ekstremalnych. Są wszędzie.”

Wojownik – w języku angielskim: „warrior”, czyli jeden z moich tatuaży o ogromnym znaczeniu. Tytuł wielu piosenek, pewnego rodzaju słowo klucz o niezliczonej liczbie interpretacji. Najbardziej oczywista opowiada o wojowniku-żołnierzu, ryzykującym swoje życie w imię obrony ojczyzny. Istnieją jednak również takie, które nie przychodzą nam do głowy natychmiast, kiedy usłyszymy ten wyraz. Jest nim bowiem również każdy, kto… wytrwale walczy o zrealizowanie swoich marzeń, niezależnie od tego, jakie by nie były. Ten zakładający sobie długoterminowe cele i realizujący je krok po kroku, pomimo każdej z przeciwności losu. Wszyscy dążący do bycia najlepszą wersją siebie samych. Mali-wielcy bohaterowie dnia codziennego, którzy nie wykonują może misji wojennych – ale odważnie podejmują się tych życiowych. Każdy prawdziwy wojownik jest ważny; jest wręcz na wagę złota, co idealnie opisuje na przykładzie swojej drogi zawodowej Krzysztof Puwalski w „Anatomii wojownika” – najbardziej nietypowego poradnika, z jakim miałam do czynienia. Propozycję tę czyta się jak powieść, jednocześnie wyciągając z niej mnóstwo motywacji dla osiągnięcia własnych, znanych jedynie sobie celów.

19:55:00 No comments

„- Wszystko jest grą, jeśli się o to postarać.

- Ale jeśli trzymamy się faktów, to już nie jest gra. Teraz to wojna.”

Wampiry i świry? Nie tylko. „Masters of Death” zaprasza do świata mrocznej magii, naznaczonego ogromną dozą nietuzinkowo dobrego humoru, którego realia zaprezentuje cała plejada nadnaturalnych stworzeń: krwiopijcy, demony, ghul, wilkołak, syrena czy… starożytni bogowie i upadłe anioły. Na dokładkę pewna nie do końca umarła agentka nieruchomości będzie próbowała uwięzić czytelnika w nawiedzonym domu – tuż po tym, jak uwolni z niego zawadiackiego poltergeista… i to przy pomocy uosobionej Śmierci i jej przebiegłego syna chrzestnego. Zapraszam na wyjątkowy seans, w którym wystąpią najbardziej wyjątkowi z baśniowych i mitycznych, prowadzący swoje zaczarowane żywota tuż obok nas; a jedynie nieco w cieniu. W końcu nigdy nie wiadomo co i kiedy z niego wychynie. Albo wypełznie. I pochłonie…

 

17:26:00 No comments

„Ponieważ zawsze chodziło tylko o Lacey. W tej sprawie nigdy nie chodziło o Garnetta. A wyłącznie o Lacey – matkę roku.”

Jak szybko, choć na wskroś bezczelnie, stać się gwiazdą Internetu? Co dość dosadnie pokazały najróżniejsze nieczyste praktyki, sposób na sławę jest stosunkowo prosty: wystarczy wzbudzić współczucie. Obnażyć przed publiką najbardziej osobiste momenty swojego życia, upubliczniając przed obcymi co tylko się da. Wizyta w szpitalu z dzieckiem? Serduszka i jeszcze więcej serduszek. Do tego te wszystkie słowa wsparcia, ileż to zainteresowania udało Ci się wzbudzić! Zdiagnozowanie śmiertelnej choroby? Codzienne stories z oczekiwaniami na wyniki i granie na emocjach postronnych, którzy kiedyś tam, choć już dawno o tym zapomnieli, przyszli do Ciebie dla zgoła innego contentu. Nieważne. Chwyciło? No pewnie. Lecimy więc dalej! Wszakże ludzie uwielbiają zaglądać za kurtynę. A już kiedy mogą pochełpić się czyimś nieszczęściem, są w pełni ukontentowani; przecież mają nieco lepiej. Noworodek znowu pod respiratorem? Pomysł na jeszcze lepszą akcję. Zapłakana dodajesz Instastories ze szpitala i wstawiasz milion drastycznych zdjęć. Dla podkręcenia efektu wyłączasz możliwość komentowania – a niech się domyślają! Niech się martwią, modlą, skupiają na Was swoją energię, którą czerpiesz zupełnie na wzór wampira energetycznego. To się klika i przynosi zysk, więc jest dobre. A poza tym, przecież każda dbająca przede wszystkim o dobro swojego będącego na oddziale dziecka matka przez całe dnie siedzi w Internecie, nie odrywając nosa od telefonu i raportując swoim wytresowanym „fanom” jak bardzo jest źle. To jest jej najważniejsze zmartwienie? Naprawdę?

19:24:00 1 comments

„Fantazjowanie o zabiciu to jedno – a rzeczywistość, coś zupełnie innego.”

Chętnie obdarłabym Cię ze skóry – takie myśli krążą mi czasem po głowie, kiedy przypominam sobie wszystko, co straciłam przez Twoją rodzinę. Używając zawsze idealnie wyczyszczonej, perfekcyjnie ostrej brzytwy, będącej jedyną pamiątką po moim ojcu, oddzielałabym kolejne fragmenty tkanek od kości, odsłaniając Twoją wewnętrzną szpetotę. Jedno pociągnięcie narzędziem, drugie, trzecie. Bynajmniej nie nerwowe ruchy… wszakże każdy z nich wizualizowałam sobie niewyobrażalną ilość razy. Klinga porusza się za sprawą moich wyćwiczonych nadgarstków niczym pędzel w dłoni mistrza malarstwa. Na jego podobieństwo, właśnie tworzę własne płótno – nasączone wszystkimi odcieniami szkarłatu. Krew, piękna czerwona krew, której artystyczne maziaje mogłyby być najlepszą w życiu zagwozdką dla każdego technika kryminalistyki. Niepowtarzalnym dziełem, kryjącym w sobie sekret mojego artyzmu. Nie będzie mu jednak dane go podziwiać – kiedy tylko skończę swoje największe, najwznioślejsze i najbardziej wyczekiwane malowidło, które postanowiłam zatytułować „Oblicza zemsty”, usunę wszelkie ślady swojej działalności. Kolejny raz oczyszczę brzytwę, chowając ją blisko serca – wszakże jest mi najdroższa. Pozbędę się resztek zwłok tak skutecznie, że nikt nigdy nie trafi na mój ślad. Arcyinteligentna seryjna morderczyni nie pozostawia po sobie żadnych wskazówek, choć… trochę szkoda, że jej zbrodnie przypisywane są anonimowemu „brzytwiarzowi”. Ten medialny przydomek nijak nie oddaje całości kunsztu moich działań. Jeśli zmieniłabym wciąż brzmiący w słuchawkach stary, dobry polski rock na inny rodzaj muzyki, mogłabym rapować za Kartky’m: „ja jestem artystą, a nie pociechą dla plebsu / nie przetrwałbyś doby, gdybyś był na moim miejscu”. Dwa wersy i tak wiele prawdy o całej mnie… Wykwintnej zabójczyni. Profesjonalnej eskortki. Psychopatki, której nadrzędnym celem jest zemsta. Na razie jedynie snuję o niej niezliczone fantazje, ale już niedługo… niedługo wszystko się dopełni, obiecuję.

15:36:00 No comments

„Szukaj szczeliny, mawiał wtedy do siebie. Szukaj. Drobnego pęknięcia, kruchej spoiny między cegłami lub choćby mikroskopijnego kamyka wystającego z muru. Czegoś, na czym można zahaczyć dalsze działanie. Coś takiego zawsze istnieje.”

Podczas gdy lwia część polskich autorów kryminałów nie przepada za brnięciem pod prąd, a raczej kieruje się zgodnie z kierunkiem aktualnych trendów, Maciej Siembieda pozostaje wierny swoim przekonaniom, proponując swoim czytelnikom kolejną niesztampową propozycję kryminalną. Próżno w niej szukać wiecznie nietrzeźwych funkcjonariuszy policji, przesadnie krwawych zbrodni oraz morza przekleństw, często aż wylewających się ze współczesnej literatury. „444” jest zaś finezyjnie wykonanym ukłonem w kierunku miłośników zawile inteligentnych, mrocznych zagadek z klasą. Zbrodnie łączą się w niej ze sztuką, historią i szeregiem tajemnic, tworząc niepowtarzalną układankę, której finalny kształt okazuje się zaskakujący. Trudno o innowacyjność, wśród tak wielu powieści „spod ciemnej gwiazdy” – a jednak Siembiedzie po raz kolejny udało się ją osiągnąć, gwarantując przy okazji porywającą rozrywkę i kuszącą rozgrywkę umysłową. Dlaczego „444” jest tak dobre? 

 

15:02:00 No comments

„Dla niego to były przypadki – dla niej wspomnienia. Nie potrzebowała wyliczania, żeby pamiętać.”

Świat fantasy jest drugim obok mrocznego thrillerowego, do którego przenoszę się najchętniej za sprawą książek. Dotychczas nie miałam jednak okazji literacko teleportować się do takiego wykreowanego przez pisarkę norweskiego pochodzenia. Zmienił to dopiero napisany przez Siri Pettersen cykl „Vardari” (w dosłownym tłumaczeniu: Wieczni), przedstawiany jako nordyckie misterium - pełne krwi, pożądania i tajemnic. Dokładnie w dniu premiery chciałabym opowiedzieć Ci historię o historii zawartej w tomie drugim, noszącym tajemniczą nazwę „Srebrne gardło”. Czy fantastce z dalekiej, zimnej i śnieżnej krainy udało się mnie porwać w stworzoną przez siebie, zaczarowaną rzeczywistość?

 

17:01:00 No comments

„Nie wiesz, że ta noc zmieni Twoje życie na zawsze. Nie wiesz, że to, co uznałeś za sekwencję zdarzeń, będzie ledwie pierwszą sceną długiego dramatu, napisanego przez los.”

 Tym razem nie będzie charakterystycznej dla mnie recenzji, której bohaterem uczynię Ciebie, drogi Czytelniku. Wszystko ze stosunkowo prozaicznego powodu: w skrywającej się za niezwykle estetyczną okładką fabule „Mostu nad wzburzoną” wodą dzieje się tak wiele, że… zupełnie nie potrafię zdecydować, którą z osi wydarzeń powinnam najdokładniej zobrazować, mianując ją nadrzędną i w jaką z postaci spróbować Cię wcielić. Forma eksperymentalna; coś innego, co – w połączeniu z nietuzinkowym, wyjątkowo podobającym mi się zdjęciem – przy odrobinie szczęścia przypadnie do gustu również Autorowi, który już po wymianie kilku wiadomości dał się poznać jako osoba mająca do siebie ogromny dystans oraz przystające do mojego poczucie humoru… pomimo tego, że nie będzie to pełna lukru recenzja. Jak pewnie już wiesz, takich u mnie nie uświadczysz. Jako kilkulatka usłyszałam w jednej z kreskówek zdanie, któremu hołduję do dziś: „bądź wierna swoim przekonaniom” i taka niezmiennie pozostaję, zupełnie nie zważając na to, że kilka wydawnictw obraziło się na mnie za negatywną recenzję, a paru czołowych polskich pisarzy poczęstowało mnie blokadą za (nawet odrobinę) konstruktywnej krytyki. Cóż – była smaczna, choć niesmaczną jest z zasady. 😉 Przejdźmy jednak do naszego najważniejszego bohatera dzisiejszej, nieco innej, historii o historii – Marcela Woźniaka i jego najnowszej powieści.

16:09:00 No comments

„Wiele osób żyje w ukryciu i nie może być sobą, bo inni oczekują czegoś innego.”

Dwaj lekarze, na co dzień zajmujący się koordynowaniem pracy w szpitalu, ratowaniem życia ludziom i usprawnianiem ich egzystencji oraz próba odnalezienia się w życiowej zawierusze… Być może brzmiałoby to całkiem tendencyjnie, gdyby nie to, że Mariusz i Artur pozostają w związku; w wielu kręgach wciąż nieakceptowani, żeby nie powiedzieć: wyklęci. „Reanimacja”, będąca kontynuacją „Narkozy”, Rafała Artymicza to powieść obyczajowa z wątkami medycznymi oraz thrillerowymi, opowiadająca jednak przede wszystkim historię burzliwej relacji miłosnej, w której nie brak emocji, wzruszeń i poruszeń. Czy jednak namalowany przez Autora za urzekającą okładką świat okazał się wystarczająco porywający,  by rozkochać w sobie tak wymagającego książkowego „dłubacza” jak ja? Sprawdź. Już teraz jednak zdradzę Ci, że jeśli przepadasz za dość dobrze skrojonymi obyczajówkami z bohaterami LGBT, możesz dodać „Reanimację” do koszyka lub na wirtualną półkę Legimi. Myślę, że to propozycja idealnie pasująca do obchodzonego obecnie w niektórych kręgach #pridemonth 😉

17:34:00 No comments
Nowsze posty
Strasze posty

O autorce

O autorce
Żona, kociara, maniaczka thrillerów, wielki ogarniacz życia. Recenzuję literaturę - bo życie jest sztuką. Opowiadam historie o historiach. Mail: kierownikoperacyjny.sp@gmail.com 💥

Kategorie

  • książki

Jestem tutaj

Statystyka odwiedzin

Stali czytelnicy

Archiwum

  • ▼  2026 (90)
    • ▼  cze (19)
      • Brandon Mull - Opiekunowie. Zakazana góra - recenzja
      • Walter Miller - Kantyczka dla Leibowitza - recenzja
      • Piergiorgio Pulixi - Ty jesteś prawem - recenzja
      • Szymon Niordu Biadasz - Niechciane przeznaczenie -...
      • Serhii Ratkin - Do głębi siebie - recenzja
      • Monika Klara Krajniak - Skąd ta nienawiść między W...
      • Katarzyna Gacek - Zbrodnia, której nie było - rece...
      • Karolina Żynda - Broken ice - recenzja
      • Camilla Grebe - Ciemność - recenzja
      • A.A. Milewska - Kim jestem? - recenzja
      • Weronika Jaczewska - Twój ruch - recenzja
      • Mariolina Venezia - Tajemnica Serra Venerdi - rec...
      • Michał Kuźmiński - Złodziej czasu - recenzja
      • Bartłomiej Ludwisiak - Belwood Quarry - recenzja
      • Łukasz Piper - Kryształowa wieża - recenzja
      • KN Haner - Tajemnice, które nas niszczą - recenzja
      • Iwona Sowińska - Rzeźbiarz z Maryland - recenzja
      • Magdalena Stępień - Kinnari. W gąszczu Tajlandii i...
      • Jaga Tuliszka - Jak nie teraz, to kiedy? - recenzja
    • ►  maj (20)
    • ►  kwi (10)
    • ►  mar (18)
    • ►  lut (13)
    • ►  sty (10)
  • ►  2025 (296)
    • ►  gru (20)
    • ►  lis (19)
    • ►  paź (30)
    • ►  wrz (25)
    • ►  sie (16)
    • ►  lip (22)
    • ►  cze (19)
    • ►  maj (38)
    • ►  kwi (24)
    • ►  mar (36)
    • ►  lut (24)
    • ►  sty (23)
  • ►  2024 (292)
    • ►  gru (18)
    • ►  lis (30)
    • ►  paź (30)
    • ►  wrz (27)
    • ►  sie (28)
    • ►  lip (25)
    • ►  cze (20)
    • ►  maj (21)
    • ►  kwi (22)
    • ►  mar (24)
    • ►  lut (29)
    • ►  sty (18)
  • ►  2023 (143)
    • ►  gru (17)
    • ►  lis (20)
    • ►  paź (15)
    • ►  wrz (14)
    • ►  sie (14)
    • ►  lip (15)
    • ►  cze (8)
    • ►  maj (10)
    • ►  kwi (9)
    • ►  mar (9)
    • ►  lut (7)
    • ►  sty (5)
  • ►  2022 (31)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (2)
    • ►  wrz (2)
    • ►  sie (5)
    • ►  lip (2)
    • ►  cze (2)
    • ►  maj (2)
    • ►  kwi (3)
    • ►  mar (3)
    • ►  lut (4)
    • ►  sty (3)
  • ►  2021 (60)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (5)
    • ►  sie (5)
    • ►  lip (13)
    • ►  cze (9)
    • ►  maj (6)
    • ►  kwi (9)
    • ►  mar (4)
    • ►  lut (1)
  • ►  2020 (55)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (6)
    • ►  paź (5)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (3)
    • ►  lip (5)
    • ►  cze (6)
    • ►  maj (6)
    • ►  kwi (8)
    • ►  mar (6)
    • ►  lut (2)
    • ►  sty (4)
  • ►  2019 (40)
    • ►  gru (4)
    • ►  lis (4)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (4)
    • ►  lip (5)
    • ►  cze (1)
    • ►  maj (5)
    • ►  kwi (2)
    • ►  lut (7)
    • ►  sty (1)
  • ►  2018 (96)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (5)
    • ►  sie (8)
    • ►  cze (8)
    • ►  maj (12)
    • ►  kwi (11)
    • ►  mar (13)
    • ►  lut (14)
    • ►  sty (17)
  • ►  2017 (197)
    • ►  gru (6)
    • ►  lis (11)
    • ►  paź (9)
    • ►  wrz (16)
    • ►  sie (24)
    • ►  lip (20)
    • ►  cze (17)
    • ►  maj (19)
    • ►  kwi (16)
    • ►  mar (18)
    • ►  lut (8)
    • ►  sty (33)
  • ►  2016 (81)
    • ►  gru (15)
    • ►  lis (23)
    • ►  paź (17)
    • ►  wrz (11)
    • ►  sie (11)
    • ►  cze (2)
    • ►  lut (2)
  • ►  2015 (8)
    • ►  lis (1)
    • ►  cze (1)
    • ►  maj (1)
    • ►  mar (1)
    • ►  lut (2)
    • ►  sty (2)
  • ►  2014 (18)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (1)
    • ►  paź (1)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (1)
    • ►  kwi (4)
    • ►  mar (4)
    • ►  lut (1)
    • ►  sty (2)
  • ►  2013 (18)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (4)
    • ►  wrz (1)
    • ►  sie (2)
    • ►  lip (1)
    • ►  cze (3)
    • ►  lut (3)
    • ►  sty (2)
  • ►  2012 (14)
    • ►  gru (1)
    • ►  paź (5)
    • ►  cze (2)
    • ►  kwi (1)
    • ►  mar (3)
    • ►  lut (2)
  • ►  2011 (12)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (2)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (1)
    • ►  lip (1)
    • ►  mar (1)

Created with by ThemeXpose | Distributed By Gooyaabi Templates