Fabułę tej książki wspaniale byłoby zobaczyć na wielkim ekranie! Choć bowiem najczęściej do haseł na okładce podchodzę nader sceptycznie, z tym nie mogę się nie zgodzić. „Idea cieni”, którą napisał Tomasz Cechowski, powinna zostać nakręcona - najlepiej w starym, dobrym, amerykańskim stylu. Wydana estetycznie w solidnej, twardej oprawie - wewnątrz skrywa liczącą 542 strony historię, od jakiej nie można oderwać się ani na chwilę. Na domiar dobrego, z każdą przewróconą kartą, zaskakuje odbiorcę jeszcze bardziej. Początkowe rozdziały proponują czytelnikowi niepokojący thriller, jaki niedługo zostaje jednak skrzyżowany z powieścią szpiegowską oraz sensacyjną. Najbardziej szokuje chyba jednak zakończenie. Zaserwowane w formie przemowy pewnej… bohaterki, mimo charakteru, w tym wypadku bynajmniej nie jest patetyczne - raczej prorocze i trwożące. Przyznaję, iż jestem również pod dużym wrażeniem warstwy językowej całej opowieści, bowiem Autor składa przemyślane słowa w zdania zupełnie jak pisarze światowej klasy. Wyszedłszy z motywu „stawiam wszystko na jedną kartę i jadę do Vegas wygrać fortunę”, co to widywany w kinie i literaturze był już często i najpierw jawi się jako płytki, szybko udowadnia czytelnikowi, iż ta swoista próba zmylenia przeciwnika - czytelnika - była tylko punktem wyjścia do przedstawienia na wskroś złożonej narracji, która unaocznia, że… wcale nie tak trudno stać się bohaterem książkowej gawędy. Niekiedy człowiek, nawet bezwiednie, przez całe życie robi wszystko, aby postawić się na jego miejscu - i w końcu mu się to udaje. Informacje powierzone w Internecie, te udzielane aplikacjom, przekazywane nieznajomym - czyż wszystko to aż nie prosi się, by je wykorzystać? Wszak każdy literacki twórca uwielbia czerpać inspiracje z otaczającej go rzeczywistości. W obecnej erze jest to tak łatwe, jak nie było nigdy wcześniej. Teraz jednak wyobraź sobie, iż włączasz audiobooka… który opowiada o tym, co aktualnie robisz. 😲


.png)
