• Strona główna
  • O mnie
  • Współpraca

Opowiadam historie o historiach. Recenzuję literaturę - bo życie jest sztuką.

Mój czwarty tegoroczny PATRONAT MEDIALNY możesz jeszcze kupić w wyjątkowym, personalizowanym zestawie za jedyne 39.99 zł - wystarczy, że do 12 lipca bieżącego roku napiszesz do @marzena_niewiadomska_ 🔥! Jeśli jesteś miłośnikiem zmyślnych mroczności w otoczeniu dedykowanych gadżetów, z pewnością zachwycisz się tym estetycznym książkowym boxem! Teraz zaś najwyższa pora na moja zwichrowaną historię o tej niepokojącej historii, w jakiej granica między tym, co trwożąco wyobrażone a rzeczywistym ulega zatarciu i którą miałam zaszczyt wziąć pod opiekę swoich cienistych skrzydeł. Skryta za okładką spod ciemnej gwiazdy opowieść Pisarki ma szansę sprawić, iż następnym razem zastanowisz się wielokrotnie, nim nabędziesz przedmiot z duszą (albo duchem), nie znając jego historii. Co bowiem stałoby się, gdyby ten w istocie okazał się… przeklęty? Jako szalony kolekcjoner wschodniej biżuterii oraz skrzących się blaskiem dawnych chwil antyków przyznaję, że jest to nader niepokojąca wizja. Choć gdyby tak znaleziony artefakt zaczął odpowiadać za taką moją przemianę, jakiej doświadcza główna bohaterka wykreowana przez Autorkę, nie byłabym wcale do końca zła (taka wszak jestem z natury). Nie najgorszą wizją pozostaje bowiem opętanie przez rzecz materialną, jeśli wiązałoby się z nim bezemocjonalne dokonanie kilku krwawych zemst. A jeśliby tak do tego ów przedmiot zacząłby mi dopomagać w dziełach diabelskich, raczej nie czułabym się nieszczęśliwa. Przeznaczone TYLKO dla dorosłych czytelników „Głosy piekła”, jakich ogniste podszepty Marzena Niewiadomska złożyła w nieodkładalny, niedługi, acz pełen emocji horror z wątkami thrillerowymi, okazują się lekturą demoniczną. Kochankowie makabreski mojego pokroju będą nią stuprocentowo urzeczeni. Duszna, niepokojąca, infernalna - staje się niezapomnianą powieścią, którą co wrażliwsi mogą zechcieć poznać w ciemności, przy świetle niewielkiej lampki, pragnąc poczuć upragnioną gęsią skórkę. Lepiej jednak nie czytać jej, kiedy siedzi się na żadnym starym krześle…

02:52:00 No comments

Czym może się zajmować nawigator statku kosmicznego w nieznającym granic gwiezdnym uniwersum? Na tak zadane pytanie każdy wielbiciel fantastyki naukowej wyczaruje w umyśle barwne obrazy epickich bitew z krwiożerczymi obcymi, niebezpiecznych wypraw, mających na celu odkrycie nieznanych planet, na które w przyszłości będzie mogła się przenieść ludzkość znękana ekologicznymi katastrofami czy też bohaterskich akcji ratowania współziomków z katastrof o galaktycznych rozmiarach. I będzie miał słuszność, gdyż większość autorów tego gatunku literackiego tak właśnie opisuje przygody załóg orbiterów. Jednym z wyjątków jest Stanisław Lem, który w „Opowieściach o pilocie Pirxie” przedstawił całą drogę kariery tytułowego pilota, począwszy od statusu kadeta, a skończywszy na stopniu komandora, samodzielnie dowodzącego taką jednostką. Wśród nich trudno jednak szukać równie efektownych epizodów, gdyż postać ta zmaga się z, wydawałoby się, całkowicie prozaicznymi zjawiskami takimi jak: ludzka głupota i niekompetencja, poczucie pustki i obezwładniającej samotności, wzmagane bezlitosnym żywiołem kosmicznej przestrzeni czy bezwzględną chciwością towarzystw eksploatujących odkryte planety. Nie stroni przy tym od tematu, który dziś rozpala wyobraźnię współczesnych, czyli sztucznej inteligencji, zamkniętej w układach komputerów marsjańskich krążowników lub robotów mających udzielać pomocy człowiekowi, a buntujących się przeciw jego władzy czy nabierających z biegiem czasu cech ludzkiej imaginacji. Część z tych fascynujących OPOWIADAŃ ma charakter żartobliwy, inne tragiczny, niektóre przybierają postać powiastek filozoficznych z zacięciem roztrząsających tajemnice wrodzonej natury człowieczego rozumu. Wszystkie zaś składają się na sugestywny obraz jednostki stającej przed wyzwaniami, jakie przyniesie być może wcale nie tak odległa przyszłość. Pozwól, że zabiorę Cię do świata pilota Pirxa, nic nieznaczącego pyłku w bezmiarze gwiezdnej przestrzeni, który codziennie udowadnia, że słowo „człowiek” czasami brzmi dumnie, czasami zupełnie niejednoznacznie a nawet wstydliwie.

01:24:00 No comments

„Bez litości” okazało się dla mnie sporym zaskoczeniem, jako że przeczytane przeze mnie w bieżącym roku „Ziarno zła” rozkochało mnie w twórczości Autora, przez co spodziewałam się, że sięgając po jego najnowszą książkę ponownie zanurzę się w tęsknie tragicznym dramacie, jakiego każdy element składa się na przemyślanie skomponowany utwór prężnie działającej „orkiestry”. Tym razem Grzegorz Kapla zdecydował się jednak na wariację political fiction połączoną z wątkami szpiegowskimi oraz kryminalnymi, co nie do końca mi zagrało. Zapewne z uwagi na bieżącą tematykę, zaserwowaną czytelnikowi w trwożącym, choć nie do końca zgodnym z moim oglądem świata świetle. Komisarz Olga Suszyńska zostaje bowiem wrzucona w rzeczywistość zagrażających bezpieczeństwu Polski spisków, jakie oceniam raczej niezbyt realistycznie. Powieściowe wydarzenia skupiają się natomiast głównie na akcji, która w mojej ocenie okazuje się dość mało dynamiczna, choć odpowiedniego tempa bez mała dodają jej końcowe sceny, jakie faktycznie przypominają mi przebieg przytaczanej zresztą przez Pisarza, genialnej historii „Dzień szakala” Forsytha. Mimo prywatnych scen z życia głównych bohaterów, w „Bez litości” zabrakło mi większej ilości ich przemyśleń i wszystkiego tego, co cenię najbardziej - swego rodzaju poetyckich wstawek, czyniących prozę jeszcze zmyślniejszą. Definitywnie czas spędzony z książką nie był jednak stracony. Po raz wtóry docenić muszę rzadko widywany w literaturze zabieg paralelizmu składniowego, zastosowanego na poziomie kompozycji rozdziałów z wariacyjnym przekształceniem frazy (ostatnie zdanie rozdziału w nieco innej formie otwiera kolejny). Przyjemność sprawiły mi również sceny, w jakich usiłowałam zbiec z Kremla wespół z pewnym oficerem, który próbuje ujść z życiem, dopuściwszy się najgorszej zdrady. Uwielbiam tego rodzaju, pełne detali eskapady, dzięki jakim łatwo wyobrazić sobie moskiewskie zakątki, które - póki co - odwiedzam właśnie dzięki historiom. Twórca odmalował je słowami nader realistycznie… i bez litości.

00:07:00 No comments

Dzisiejszej nocy znowu miałaś jeden z tych snów, w których skrwawione szpony z piekła rodem poprzez cienką zasłonę pościeli i starczej skóry wdzierają się wprost do Twojej duszy i grzebią w niej zapamiętale, pozostawiając szkarłatne ślady w samym sercu. Wszystko to dzieje się przy wtórze potępieńczych jęków, nie wiadomo czy błagających o okazanie litości, czy może oskarżycielsko przypominających o Twoich dawnych czynach. Tych, które czają się w mrokach umysłu, pokryte śniedzią niepamięci i patyną nieubłaganie upływającego czasu. Jak zwykle wybudziłaś się z koszmaru drżąca i zlana zimnym potem. Gorzko myślisz o tym, jak wiele prawdy jest w powiedzeniu, że stare grzechy rzucają długie cienie a od przeszłości w pełni uwolnić się nie sposób. Jeśli nie przywiodą jej zawistni ludzie, to zrobi to Twoja własna, zdradziecka głowa. Tym razem wybawczym urządzeniem okazuje się telefon na nocnym stoliku, który nagle rozdzwania się jak oszalały i odpycha nocne mary. Zerkasz na wyświetlacz i orientujesz się, że masz połączenie Norą - swoją córką. Krzywisz się z niechęcią, gdyż zanim wiele lat temu wyjechała do USA rozstałyście się w niezbyt przyjaznej atmosferze. Rozmawiacie krótko, na tyle jednak treściwie, byś dowiedziała się, że wkrótce przyjedzie do Polski, aby pozałatwiać ważne, bliżej nieokreślone sprawy. Oczywiście zamierza mieszkać w Twoim domu. Po odłożeniu słuchawki walczysz chwilę z uczuciem niepokoju. Z całą pewnością nie zjawia się bez jakiejś ukrytej przyczyny a to może zwiastować jedynie kłopoty. Zanim poddajesz się nowemu zmartwieniu, kątem oka zauważasz za uchylonymi drzwiami sypialni przygarbioną sylwetkę Karin, która najwidoczniej bez żenady podsłuchiwała rozmowę.

02:08:00 No comments

Gdybym miała zarysować semantycznie, jak widzę książkę Joanny Bober… Wyobraź sobie. Na pograniczu jawy i snu, w jednym z piekielnych kręgów lub miejscu, które mogłoby nim być, mieszkają oniryczne smutki. Jest ich niezliczenie wiele, choć każdy ma inny odcień szarości. Ten otaczający chłopca po prawej stronie przybrał gołębią barwę, przystającą do niewidoczności, jaka towarzyszyła mu każdego dnia zbyt krótkiego życia. Obok niego tęsknie w bezkresną ciemność dali wpatruje się nieco starszy nastolatek. Spowijają go cienie niezrozumienia, które przeniósł tu z sąsiedniego świata - innego wymiaru, domeny - jak to się tutaj nazywa. W krainie bez lokalizacji, nie Piekle, lecz również nie Niebie. Tam, gdzie nigdy nie ma Słońca ani światła a każdy z popielatych kolorów otaczających mieszkańców, zebrany razem, złożony w społeczność - kumuluje się w najprawdziwszy odcień czerni. Nawet w pałacu Księcia ciepłą poświatę rzucają jedynie pochodnie czy okoliczne latarnie. To rzeczywistość mroku, kolejnej doby i zawsze, choć czas płynie tu inaczej, potęgowana przez następnych przybyłych. Coraz młodszych, jeśliby spojrzeć chociażby na tego stojącego na brukowanej uliczce jedenastolatka. Spowija go ołowiowa poświata, choć przebijają w niej mysie obłoki - dymki słów, którymi podli koledzy i okrutni rodzice naznaczali jego duszę jeszcze chwilę temu. Jak wielką część przebywających w Limbo do najokrutniejszego z czynów przeciwko sobie pchnęły obelżywe zdania? Bezrozumne czyny dorosłych, którzy już nigdy nie odwrócą skutków swoich poczynań, zakładając, iż te w ogóle zostały zauważone i przemyślane? Dzieci zrezygnowane, odchodzące od wszystkiego i uwalniające się od cierpienia, zawieszone tu między Aniołami i Demonami - to one tworzą tę masę szarości bez promienia jasności. Może tutaj nie będą czuły już niczego lub znajdą dawno utracone szczęście. Tak jak Książę Piekieł, chroniony przez dwóch Skrzydlatych, który przez światy, wcielenia i wymiary goni za jedyną miłością. Za nim. Orfeusz i Eurydyka, inaczej…

02:42:00 No comments

Pamiętasz ją jak przez mgłę. Jedynie parę gestów i zamazane obrazy sylwetki, która pochyla się, by z czułością położyć dłoń na Twojej głowie. W zasadzie to wszystko. Nie możesz przypomnieć sobie jej głosu i nie wiesz, co bardziej boli - zakodowane w umyśle strzępki wspomnień czy ich zupełny brak. Odeszła, gdy miałeś trzy lata, pozostawiając pustkę w sercu, której nie możesz wypełnić do dzisiaj, mimo że od tego czasu upłynęła cała dekada. Twoją matkę znalazł dziadek Tomasso - jej ojciec. Powiesiła się w mieszkaniu, zostawiając krótki list, w którym napisała, że jej egzystencja nie ma już sensu. Ani Ty, ani on nie wierzycie, aby to było samobójstwo. Była pełna życia i ciekawa świata a przy tym mądra oraz żywiołowa. Kochała też bezgranicznie jedynego syna, więc dobrowolnie nigdy nie podjęłaby decyzji, żeby Cię osierocić. Bardzo dbała o swój wygląd - nie pokazywała się nikomu bez starannego makijażu oraz perfekcyjnie dobranego ubioru. Tymczasem jej zwłoki odziane były tylko w pomiętą halkę. Zniknęła też broń służbowa, z którą w zasadzie się nie rozstawała. I nie bez przyczyny. Przed śmiercią, jako komisarz policji, prowadziła skomplikowane śledztwo. Najwidoczniej dotarła do ustaleń, które zagroziły potężnym ludziom. Z tego powodu mogła się obawiać o swój los. Początkowo sprawa wyglądała banalnie, gdyż prowadzono czynności jedynie w sprawie zatrudniania „na czarno” pracowników w przedsiębiorstwie, jakie w Syrakuzach prowadził Giuseppe Rametta, jeden z najbogatszych ludzi na Sycylii. W zasadzie dochodzenie stanęło w miejscu - do czasu, gdy ktoś zdecydował się mówić i złożył obszerne zeznania oraz zawiadomienie o przestępstwie, twierdząc, że nie wypłacano mu pensji, a także kazano pracować w warunkach zagrażających zdrowiu.

01:27:00 No comments

Podróż do Hellas bez opuszczania własnego lokum to coś, czym jako zadeklarowany domator zdecydowanie nie gardzę. Może jednak nie do końca w takim kształcie - preferuję bardziej dynamiczny rozwój fabuły… Jestem za to pewna, iż „Grecki sekret” definitywnie sprawdzi się jako lektura w trakcie nader leniwych wakacji. Lekka i nieskomplikowana, przypadnie także do gustu każdemu miłośnikowi powolnie wykształcających się relacji romantycznych, bowiem propozycja czytelnicza brytyjskiej Pisarki mieszkającej we Francji to typowy przedstawiciel popularnego ostatnimi czasy motywu „slow burn”. W wersji very, very slow. Choć narracyjne tempo uznaję za raczej ospałe, czasu spędzonego z książką Catlow nie odczuwam jako straconego - ta historia pozwala na odpoczynek od silniej skomplikowanych a przy tym cieszy oczy cudownym wydaniem w letniej kolorystyce oraz nasyconych barwach, opatrzonym dodatkowo piękną wyklejką w kolorze fuksji i grafikami na początku rozdziałów. W centrum opowieści Autorka umieściła dwójkę bohaterów naznaczonych bliznami przeszłości, którzy na pięknym Korfu walczą o nowe wersje siebie samych oraz przyszłego życia. Myślę, iż zarówno Ruby jak i Yianni skradną serca tej części odbiorców, jaka aktualnie jest w trakcie uzdrawiania wewnętrznego „ja” czy przewartościowywania całej egzystencji. Mnie rozkochały w sobie natomiast te fragmenty opowieści, które w plastyczny sposób rozciągnęły przede mną wizualne uroki Grecji - w pełnym majestacie. Francesca Catlow niewątpliwie ma duży talent do malowania słowami krajobrazów i otoczenia, co uznaję za najlepszą część tej literackiej podróży. Grecja jest krainą zbyt gorącą, bym kiedykolwiek odwiedziła ją osobiście - choć spacery po ziemi i śladami antycznych kuszą - toteż każdorazowo z przyjemnością oddaję się odkrywaniu jej skrawków za pomocą tego czy innego tekstu. Lazurowa woda, piaszczyste plaże, dzikie skały, szalona roślinność i kuchnia za jaką, nomen omen, przepadam - miło było doświadczyć tego wszystkiego oczyma wyobraźni, mimo odrobinę miałkiego towarzystwa naczelnych postaci. A teraz spojrzyj tymi należącymi do Ruby…

03:58:00 No comments

Jako osoba, która dysponuje czymś wyjątkowym, a mianowicie debilo-radarem, jaki to przyciąga do mnie psychopatów znajdujących się w promieniu przynajmniej stu kilometrów, nader polubiłam Kamilę - główną bohaterkę najnowszej powieści Moniki Czarnowskiej pod tytułem „Ochronię Cię”, bowiem kobieta definitywnie posiada coś podobnego. W przeciwieństwie do niej nie mam za to niestety na stanie żadnego stalkera z kompleksem Mesjasza, a wielka szkoda - chętnie zamieniłabym na ową sztukę wszystkich niechcianych, nieodczepnie będących na stanie. 😉 A teraz na poważnie, choć bynajmniej nie żartowałam - muszę przyznać, iż druga książka w dorobku polskiej Pisarki zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Początkowo byłam przekonana, że czytam w pełni poprawny thriller - z toczącą się równo, niepokojącą akcją i… no właśnie, podejrzanie oczywistym zakończeniem, co uznałam za dość dziwne. Z każdą przewróconą stroną powieść wciągała mnie jednak silniej w swój świat, który zaczął nęcąco wirować. I choć moje pogłębiające się uczucia współczucia i sympatii do rzekomego złoczyńcy niezmiennie stawały się mocniejsze, końcowa część propozycji literackiej zszokowała mnie absolutnie niemożliwym do przewidzenia plot twistem. W moim prywatnym rankingu czerwiec podniósł poprzeczkę wymagań względem przeczytanych fabuł bardzo wysoko. To samo jednak uczyniła odnośnie swoich opowieści Autorka, w związku z czym już nie mogę się doczekać następnej gawędy spod ciemnej gwiazdy, jaka - mam nadzieję - zostanie przez nią wykreowana jak najszybciej. Najlepiej jeszcze tego lata - wszak to znienawidzony przeze mnie czas, w trakcie którego wszyscy skupiają się na lekkiej prozie, wówczas gdy ja, jak zawsze stosownie przekornie, z przyjemnością bytuję w światach mroczności i potworności. Wyobraziwszy sobie skrawki Arktyki, Atlantydy, Rosji i Finlandii, zyskuję chęci do życia i ognistą energię - która to pomnaża się właśnie w trakcie poznawania tak zmyślnie złożonych thrillerów psychologicznych. Gimme more - i pewnego obrońcę też!

03:04:00 No comments

Gdy zostajesz wezwany do majora Lenarda, zaciskasz pięści z bezsilnej wściekłości. Bydlak uczynił sobie rozrywkę z dręczenia Twojej osoby. Z nieznanych powodów czuje do Ciebie głęboką niechęć, więc co jakiś czas żąda, abyś stawiał się w jego kwaterze i z widoczną przyjemnością drwi z sytuacji, w jakiej się znalazłeś. Jako komendant wojskowego obozu karnego w Wertebrajsku, znajdującego się na krańcach imperium Zjednoczonych Królestw Eshal, jest panem życia i śmierci wszystkich, którzy się w nim znajdują, więc może to czynić całkowicie bezkarnie. Gdybyś próbował odpowiedzieć mu w sposób, jaki zwykle stosujesz w takich sytuacjach, trafiłbyś przed sąd wojskowy i nie wyszedłbyś stąd do końca życia, o ile nie skazano by Cię na śmierć. Gdy trafiłeś do tego przygnębiającego miejsca w ramach retorsji za naruszenie dyscypliny wojskowej, miałeś nadzieję, że odbębnisz okres kary, wystąpisz z wojska i wrócisz do swojego rodzinnego miasta. Tymczasem siedzisz w nim od dwóch lat, albowiem oficer ma prawo orzec, czy jesteś dostatecznie reedukowany, aby nie stanowić zagrożenia dla statecznych cywilów. Za każdym razem Ci o tym przypomina, z satysfakcją podkreślając, że tylko od niego zależy, czy będziecie się widzieć jeszcze przez dowolny okres czasu. Masz ochotę ukręcić mu ten głupi łeb, jednak wiesz, że nie możesz tego zrobić, więc jedynie wymieniasz z nim cierpkie uwagi. Tym razem jednak rozmowa wygląda zupełnie inaczej. Wprawdzie zaczyna się jak zwykle od wymiany niezbyt miłych uprzejmości, ale potem dzieje się coś, co wprawia Cię w prawdziwe zdumienie. Major wbija w Ciebie nienawistny wzrok, po czym syczy, że wywierasz zły wpływ na pozostałych żołnierzy, więc postanowił jak najprędzej się Ciebie pozbyć. Masz więc wybrać jeden z rozkazów leżących na stole w zalakowanych kopertach, wykonać określoną w nim misję i nigdy więcej tu nie wracać. Zszokowany perspektywą rychłej wolności, chwytasz pierwszy z brzegu i odmeldowujesz się z wielką ulgą.

23:55:00 No comments

Fabułę tej książki wspaniale byłoby zobaczyć na wielkim ekranie! Choć bowiem najczęściej do haseł na okładce podchodzę nader sceptycznie, z tym nie mogę się nie zgodzić. „Idea cieni”, którą napisał Tomasz Cechowski, powinna zostać nakręcona - najlepiej w starym, dobrym, amerykańskim stylu. Wydana estetycznie w solidnej, twardej oprawie - wewnątrz skrywa liczącą 542 strony historię, od jakiej nie można oderwać się ani na chwilę. Na domiar dobrego, z każdą przewróconą kartą, zaskakuje odbiorcę jeszcze bardziej. Początkowe rozdziały proponują czytelnikowi niepokojący thriller, jaki niedługo zostaje jednak skrzyżowany z powieścią szpiegowską oraz sensacyjną. Najbardziej szokuje chyba jednak zakończenie. Zaserwowane w formie przemowy pewnej… bohaterki, mimo charakteru, w tym wypadku bynajmniej nie jest patetyczne - raczej prorocze i trwożące. Przyznaję, iż jestem również pod dużym wrażeniem warstwy językowej całej opowieści, bowiem Autor składa przemyślane słowa w zdania zupełnie jak pisarze światowej klasy. Wyszedłszy z motywu „stawiam wszystko na jedną kartę i jadę do Vegas wygrać fortunę”, co to widywany w kinie i literaturze był już często i najpierw jawi się jako płytki, szybko udowadnia czytelnikowi, iż ta swoista próba zmylenia przeciwnika - czytelnika - była tylko punktem wyjścia do przedstawienia na wskroś złożonej narracji, która unaocznia, że… wcale nie tak trudno stać się bohaterem książkowej gawędy. Niekiedy człowiek, nawet bezwiednie, przez całe życie robi wszystko, aby postawić się na jego miejscu - i w końcu mu się to udaje. Informacje powierzone w Internecie, te udzielane aplikacjom, przekazywane nieznajomym - czyż wszystko to aż nie prosi się, by je wykorzystać? Wszak każdy literacki twórca uwielbia czerpać inspiracje z otaczającej go rzeczywistości. W obecnej erze jest to tak łatwe, jak nie było nigdy wcześniej. Teraz jednak wyobraź sobie, iż włączasz audiobooka… który opowiada o tym, co aktualnie robisz. 😲

19:51:00 No comments

A gdyby tak urzeczywistniło się wszystko, o czym pomyślisz? Przewrotna w mroczności i kreacyjnie komiczna - pierwsza książka, którą napisał Robert Grot okazuje się doskonałą rozrywką, co to uśmiechnie i porwie w zwichrowany świat podczas wakacyjnego odpoczynku, letnich wojaży oraz każdej innej pory, w jakiej szuka się kapitalnej zabawy fabularnej. Przeczytawszy początkowe rozdziały powieści „Piekielne natchnienie”, miałam w głowie dwa filmy, które lubię - majstersztyk, czyli „Adwokat diabła” oraz nieco lżejszą produkcję ekranową „Klik: i robisz, co chcesz”, choć rozwój narracji przeniósł mnie do unikatowej, jeszcze ciekawszej rzeczywistości. Tej, jaką odwiedził w swoim życiu prawdopodobnie każdy pisarz. Iście diabelskiego miejsca, w którym siedzi się przed pustym oknem edytora tekstowego i wpatruje w migający ni to potępieńczo, ni prześmiewczo kursor. I choć na co dzień każdy mijany człowiek jest dla Ciebie opowieścią, i mimo tego, iż dorabiasz życiom postronnych nader barwne teorie spiskowe, i chociaż słowa płyną w Twojej wyobraźni nieprzerwanym strumieniem… kiedy przychodzi do połączenia ich w ten jeden nurt, a nad głową wisi ten czy inny wyznaczony przez wydawcę termin, nagle - na skutek sławetnej blokady - nie masz pojęcia, co właściwie planowałeś napisać. Każde z klikanych zdań jest nieidealne, wszystkie pomysły głupie, zaś Ty masz ochotę jedynie spotkać głowę z murem lub inną ścianą, by przywrócić jej właściwe funkcjonowanie. Zamiast tego dalej się umartwiasz, w czym pomaga skupienie się na innych, co to kreują książkę za książką, w przeciwieństwie do miałkiego Ciebie. A potem, jakoby bez Twojego udziału, na ekranie pojawia się to jedno zdanie: czy jesteś pewien? I może nawet byś je zignorował, choć z pewnością nie uczyniłabym tego ja - jesteś pod kreską, zatem chętnie odwrócisz swoją uwagę dziwną konwersacją. Już wkrótce okaże się, że to była najlepsza decyzja Twojego życia…

PS Panie Grot - chciałabym jedynie wiedzieć, komu i gdzie powinnam odpisać na wiadomość, dzięki jakiej na Antoniego spadło piekielne natchnienie. 😉

18:47:00 No comments

Choć z natury jesteś osobą cierpliwą i wyrozumiałą, to jednak sytuacja zaczyna Cię przerastać. Wprawdzie obiecałaś solennie swojej przyjaciółce Zosi, że pomożesz jej powrócić do XVI wieku, jednak po kilku nieudanych próbach masz tego wszystkiego dosyć. Znudziło Ci się ciągłe wysłuchiwanie opowieści o jej przygodach na dworze królowej Bony i planach, aby dostać się nań ponownie i spróbować za wszelką cenę zmienić bieg historii. Początkowo podchodziłaś do tego pomysłu z entuzjazmem, zafascynowana całym tym niewiarygodnym zdarzeniem. Nie masz pojęcia, jakim cudem w ogóle do niego doszło, ale wymowa faktów jest jednoznaczna. Podczas seansu u tybetańskiego guru Pemy Rigsang Chema dziewczyna została wprowadzona w intensywny trans a jej duch znienacka wyruszył w fascynującą podróż do odległej przeszłości. Ocknęła się jako królowa Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Próbowała zapobiec wszystkim nieszczęściom, jakie spotkały tę postać pod koniec życia, ale zanim zdołała to uczynić, niespodzianie powróciła do teraźniejszości. Od tego momentu nie może myśleć o niczym innym, jak o ponownym „skoku” w przeszłość, aby dokończyć dzieła. Choć z początku byłaś sceptyczna wobec takich rewelacji, ostatecznie przekonał Cię do nich widok wspólnie wymyślonej w dziecięcych czasach rymowanki w zbiorze wierszy renesansowego poety Jana Dantyszka. Tylko Ty i Twoja przyjaciółka o nim wiedziałyście, więc stało się oczywiste, że kobieta nie mija się z prawdą. Odtąd regularnie urządzacie domowe seanse, próbując przy wtórze kontemplacyjnej muzyki ponownie osiągnąć to, co udało się Azjacie. Trwają całymi godzinami, jednak nie przynoszą żadnego skutku. Dlatego podchodzisz do tego przedsięwzięcia z coraz większą niechęcią…

23:33:00 No comments

Brandon Mull oczarował zwichrowaną twórczością lwią część świata - rozkochawszy w finezyjnie-fantazyjnych fabułach dzieci, nastolatków oraz dorosłych. Mimo popularności jego książek i faktu, iż część z nich posiadam w czeluściach piekielnej kolekcji, jego najnowsza propozycja literacka pod tytułem „Opiekunowie. Zakazana góra” jest pierwszą powieścią, którą miałam okazję poznać. Nastawiona dość sceptycznie, jak to w moim wypadku bywa względem większości tego, co cenione przez ogół, już po lekturze kilku rozdziałów rozpoczynającej nowy cykl narracji Pisarza zrozumiałam fenomen jego tekstów i dałam się porwać w wyimaginowany świat - zmyślony, choć wcale nie tak daleki od tego, który można by sobie wyobrazić i tego doskonale znanego, rzeczywistego. Jako żyjący wśród kamieni i najczęściej pod nimi Tyrannosaurus rex muszę także przyznać, iż pomimo tego, że (nie uwzględniając tych tytułowych, sprawujących pieczę i wzmacniających talenty) większość bohaterów liczy sobie zaledwie 13-14 wiosen, sama doskonale bawiłam się w trakcie czytania. Czy to za sprawą porywającej, pełnej sekretów, klątw i tajemnic przeznaczenia historii, czy może raczej nader barwnej i inteligentnej warstwy językowej - pewnym pozostaje, iż ta opowieść raczej nie może się nie podobać. Pozwolę sobie również nadmienić, iż samo skrzydełkowe przedstawienie Autora, zestawione z tymi w znacznym stopniu nadętymi i przeintelektualizowanymi, uśmiecha. Czytelnik może się z niego dowiedzieć, że Mull na co dzień ma towarzystwo w postaci żony, trzech psotnych kotów i jedenaściorga dzieci oraz relaksuje się, strzelając folią bąbelkową czy męcząc antystresowe piłki oraz gniotki. Cenię tego rodzaju poczucie humoru a poza tym jestem skłonna zaryzykować twierdzenie, iż może powieści Twórcy są tak dobre i cenione wśród młodzieży całego świata właśnie z tego powodu, że ich pierwszymi odbiorcami są jego dzieci i członkowie rodziny. W tejże najbardziej zakochałam się w samym motywie związania na całe życie z duchowym opiekunem. Sama onegdaj doświadczyłam podobnego zaszczytu, mimo iż teoretycznie jestem prawdziwa. 😉

03:09:00 No comments

Choć to, co ocalało z ludzkości weszło w XXVI wiek, pewne rzeczy pozostały niezmienne od zarania powstania Chrześcijaństwa. Niewątpliwie należy do nich reguła zakonna, zgodnie z którą spędzasz czterdzieści postnych dni na spalonej słońcem pustyni. To niezbędny warunek, aby dostąpić zaszczytu stania się pełnoprawnym członkiem Albertyńskiego Zakonu pod wezwaniem błogosławionego Leibowitza. Będziesz wówczas oficjalnie nazywany bratem Franciszkiem - oczywiście, jeśli podołasz próbie a opat nie zgłosi sprzeciwu. Czas spędzasz na modlitwach, walce z ułomnym ciałem oraz pragnieniami, jakie podsuwa Ci do umysłu diabeł. Wokół nie ma żywego ducha, jedynie wilki i kojoty odwiedzają miejsce Twojego odosobnienia a nad głową krążą uparte sępy, najwyraźniej pełne nadziei na rychłe pożywienie się Twoim truchłem. Nie zdają sobie sprawy, jak bardzo pragniesz zostać przy życiu, aby móc jego resztę spędzić w surowych, klasztornych murach, ślęcząc nad ręcznym kopiowaniem starodruków pochodzących z zamierzchłego XX wieku - na obecnym etapie rozwoju ludzkości to jedyna metoda, aby zachować ich treść dla potomności. Często dotyczą tajemniczych maszyn i urządzeń, których znaczenia i zastosowania nikt obecnie się nawet nie domyśla, ale może kiedyś, gdy cywilizacja nieco się rozwinie, znajdzie się ktoś, kto będzie w stanie to wyjaśnić. Po potopie ognia, jaki nastąpił w połowie XX wieku, człowiecze uniwersum cofnęło się do epoki kamienia łupanego, by teraz dumnie wkroczyć we wczesne średniowiecze. O jego przyczynie i przebiegu czerpiesz wiedzę ze świętych ksiąg. Potrafisz wyrecytować z nich całe wersy, zgodnie z którymi genialni naukowcy stworzyli najdoskonalsze z narzędzi zagłady - broń, która mieściła w sobie cały ogień piekielny.

00:01:00 No comments

Mój ulubiony włoski autor może drżeć z niepokoju, bowiem na italskiej scenie prozatorskiej pojawiła się nowa gwiazda! Niewątpliwy kunszt literacki do tkania fabuł spod mrocznej gwiazdy, którym iście mistrzowsko dysponuje Piergiorgio Pulixi przypomina mi niewtórną jakością twórczość jednego z moich thrillerowych maestro, czyli Donato Carrisi. „Ty jesteś prawem” ma dużą szansę trafić do grona rankingu najlepszych przeczytanych przeze mnie w tym roku książek. Choć właściwie winnam napisać: pochłoniętych, jako że zaserwowaną przez Włocha ucztę ciemności skonsumowałam w jeden wieczór, mimo tego, iż składa się z 504 stron. W istocie da się także przypuszczać, iż to ona porwała mnie, zupełnie jak słynna tafla cieni, co to wpatruje się w Ciebie, jeśli sam zbyt długo w nią spoglądasz… Przyznaję, iż od długiego czasu nie uczestniczyłam w aż tak pysznej kolacji fabularnej, której każdy element semantycznego dania jest przemyślany w najmniejszym detalu. Na przystawkę, czyli prolog, Pulixi proponuje czytelnikowi zapoznanie się z krótką opowieścią dwudziestodwuletniej dziewczyny, która stoi przed obliczem sądu i słyszy, iż sprawa mężczyzny, jaki wykorzystywał ją w wiadomy sposób, gdy była w wieku od lat 4 do 7 właśnie przedawniła się po upływie półtorej dekady z powodu nieudolności systemu prawnego, z uwagą na błędy formalne prokuratury, przez jakie jej oprawca nie odsiedział praktycznie chwili za kratkami. Poznawszy wyrok, zwyrodnialec obrzydliwie się do niej uśmiecha i uchodzi wolno. Na stół wkracza jednak pierwsze danie - mściciel, który tylko czekał na to, by wymierzyć sprawiedliwość. Więcej: od wielu lat planował, jak uczynić to na wizji, w połączeniu z setkami tysięcy użytkowników Internetu, powierzając im los zboczeńca. Mam nadzieję, że rozbudziłam Twój apetyt, jako że druga potrawa okaże się jeszcze smaczniejsza - a to tylko początek uczty. Wyobraź sobie: masz okazję odpłacić pięknym za nadobne, uczynić słuszną karę za krzywdy i pozostać w ukryciu… Mniam. PS Serialowy Dexter kocha to!

02:57:00 No comments

Dzień, który zmienił Twoje życie, nadszedł całkowicie niespodziewanie i nic nie zapowiadało, że tak właśnie będzie. Gdy go sobie przypominasz, widzisz wszystko z pełną bólu ostrością, zaś każdy szczegół obracasz w pamięci, jakby to było wczoraj. A przecież minęło już tyle czasu... Rozpoczął się jak każdy inny - leniwie i niewinnie. Oglądałeś w telewizji wywiad z panem Makoto, pomysłodawcą i inicjatorem planu Danketsu, polegającym na powołaniu rządu światowego jednoczącego wszystkie państwa na Ziemi w jeden sprawny organizm - unię pod nazwą GAIA, od miana greckiej bogini. Po wielu latach idea udała się znakomicie - z błękitnej planety nieodwołalnie zniknęły wojny, głód i wiele innych nieszczęść, będących plagą ludzkości. W końcu ród człowieczy mógł żyć w spokoju i dobrobycie. Nawet dumny Nippon, którego jesteś mieszkańcem, poddał się nieuchronnemu i zrzekł niezależności. Z podziwem przyglądałeś się starszemu już człowiekowi, który z dumą mówił o swoich osiągnięciach, zachowując jednak ujmującą skromność. Dzięki niemu mogłeś przecież bez obaw o przyszłość mieszkać na przedmieściach Sakai w urokliwym domku, w którym brakowało tylko jednego - ojca. Pamiętasz go jak przez mgłę, gdyż zniknął, gdy miałeś trzy lata. Wychowała Cię rodzicielka, z jaką jesteś mocno związany. Pochodzi z Polski, zaś rodzice poznali się, kiedy przebywała na studiach w Norwegii. Ponieważ w tym czasie wybuchła wojna Polski i jej sąsiadów z Rosją, zdecydowała się na wyjazd z nowo poznanym chłopakiem do jego ojczyzny - Japonii i osiedliła się w tym kraju na stałe. Wkrótce potem przyszedłeś na świat, po którym kroczysz już od siedemnastu lat. Z zadumy wyrwa Cię gwałtowne pukanie do drzwi, jakie przeradza się w nieustanny łomot przy wtórze wrzaskliwych żądań otwarcia. Zdumiony i przestraszony, podrywasz się na nogi i kierujesz do korytarza, w którym zastajesz spanikowaną mamę. Nigdy nie widziałeś jej w takim stanie, więc zastygasz w bezruchu. Wtedy odrzwia uginają się pod wpływem olbrzymiej siły, ale zanim ustępują, kobieta ze łzami w oczach odwraca się do Ciebie i krzyczy, żebyś natychmiast uciekał. Dodaje przy tym, że jest z Ciebie dumna i prosi, abyś był dobrym człowiekiem - jak Twój ojciec.

19:32:00 No comments

Podróż do głębi siebie wymaga odwagi w podejmowaniu własnych decyzji, dużego nakładu pracy nad swoją osobą oraz ogromnej dozy stanowczości - jako że najczęściej okazuje się tą najtrudniejszą wyprawą. Pokusił się o nią Serhii Ratkin, czego dowodem i zapisem jest recenzowana książka. Złożona z emocji, w mojej ocenie stanowi przede wszystkim rozprawienie się z osobistymi demonami, prywatną formę terapii, przekształconą w opowieść, złożoną z trzydziestu dłuższych i krótszych rozdziałów, w jakich Autor daje wskazówki samemu sobie. Czytając je można jednak pokusić się o autorefleksje i zastanowić nad tym, na ile cenne okazałyby się prywatnie. Myślę, iż ten przewodnik po własnym „ja” może się również stać kopalnią estetycznych, motywacyjnych cytatów, wartych dalszych rozważań - te, które najsilniej ze mną rezonują przytoczę w dalszej części mojej historii o historii Pisarza. Opatrzona mroczną okładką, przywodzi mi na myśl ten smutny, ale jakże cenny odcień zdecydowania, kiedy to człowiek, dojrzawszy lub dostrzegłszy taką konieczność, dochodzi do wniosku, iż najwyższa pora na to, by odciąć się od wszystkiego, co toksyczne i każdego, kto nie przynosi mu żadnych wartości. Jak zresztą Twórca pisze już na samym początku propozycji literackiej: „<Chroniłem> siebie przed skutkami rezygnacji w tym, czego nie chcę, wchodząc w to, co mnie zabijało.”, dając odbiorcy do myślenia. Jak długo bowiem można tolerować to, co nijak nie jest korzystne? Ile znosić potwarzy od tych, dla jakich się starasz, choć Ci nigdy, przenigdy nie wybiorą Ciebie? Dlaczego by oddawać choć jedną z cennych chwil osobom, które na to nie zasługują; poświęcać myślom, co to tylko przyspieszają wewnętrzną degrengoladę? I wreszcie: kiedy powinien nadejść kres dzielenia się sobą kawałek po kawałku, zanim zniknie się całkowicie, jako że nie pozostanie już nic? Karma nie zawsze wraca, czynione dobro niekoniecznie zostanie pomnożone… Jeżeli czujesz, że gdzieś po drodze zacząłeś osuwać się w cienistość i znikać, ta książka Cię zainteresuje.

18:28:00 No comments

Drugi tom sagi „Rodzina Tylczyńskich”, którego Autorką jest Monika Klara Krajniak, nie uległ sławetnej klątwie drugiego tomu. Zamiast tego, okazał się równie dobry, co pierwszy, ponownie przenosząc mnie do świata bohaterów, których nie można nie polubić - i jakich poczynaniom kibicuje się na każdym kroku. Drzewiej wydawałoby się to oczywiste, dziś jest czymś, co należy pochwalić - Pisarka wtóry raz udowodniła, iż ma niesamowity talent do tkania wartościowych fabuł, w których najsilniej urzekają wszelkie wątki związane z relacjami oraz uczuciami. Chroniący honoru sióstr bracia, darzące się wyrozumiałością i szacunkiem rodzeństwo, mający na względzie dobro dzieci rodzice czy wreszcie młodzi mężczyźni, którzy zakochują się i przeżywają dziewicze miłości w sposób, jaki przywodzi na myśl urok minionych lat... Bez zbyt często obecnej w literaturze ohydy, różnorakiej maści zboczeństw i krzywd, które czasem nawet nikogo już nie dziwią - „Skąd ta nienawiść między Wami” zwyczajnie uśmiecha odbiorcę. Niedoścignioną klasą, pełnym zawirowań ukazaniem tego, co istotne - tak podczas budowania dorosłego życia, jak i tworzenia cennych znajomości - wszak tylko takie nie ugną się w chwili próby i przetrwają zwichrowane doświadczenia, które są udziałem niemalże każdego człowieka. W mojej ocenie lekką i nieprzesłodzoną warstwą językową Krajniak przedstawia odbiorcy rzeczywistość dokładnie w takim kształcie, w jakim chciałoby się ją widzieć. Pozbawioną zawiści, wyzutą z niezrozumienia dla porywów serca i umysłu, ogołoconą z zazdrości. Miast tego, nacechowaną wiernością - tak przekonaniom, jak i bliskim osobom - ciepłem oraz… dobrocią. Onegdaj oczywiste, teraz nierzadko okazuje się mrzonką. W świecie, w którym patrzy się tylko ocennie na drugiego człowieka, nijak nie starając się pojąć jego czy motywacji, jakimi się kreuje, moim zdaniem właśnie tego rodzaju proza jest elementem, który, potrzebny, potrafi coś zmienić. Dać do myślenia - albo choć roziskrzyć w czyimś życiu dawno wygasłą iskrę. Może rozmarzyć, jako że takich profamilijnych narracji można ze świecą szukać…

01:40:00 No comments

Praca w policji stanowiła Twoją pasję, jakiej oddawałaś się w pełni - i to przez całe dwadzieścia lat. Nie wyobrażałaś sobie, że mogłabyś z niej kiedykolwiek zrezygnować, a jednak życie Cię do tego zmusiło. Jak to często bywa, snute przez Ciebie i męża plany życiowe całkowicie pokrzyżował los i uczynił to niezwykle brutalnie. Dwanaście wiosen po zawarciu małżeństwa zaczęliście starać się o dziecko. Wyjechaliście do hotelu w Bieszczadach, a więc tam, gdzie się poznaliście, zaś w drodze powrotnej doszło do wypadku, w którym Tomek zginął na miejscu. Ponieważ siedziałaś za kierownicą, zaczęłaś obwiniać się o śmierć najbliższej osoby. Uciekłaś w alkohol i zaniedbywałaś nie tylko siebie, ale także pracę, aż w końcu ją porzuciłaś. Na chwilę przed całkowitym upadkiem pomocną rękę podała Ci rodzina. Chociaż stawiałaś opór, w końcu zdołała Cię zmusić, abyś powróciła do miejscowości dzieciństwa - Nałęczowa i zajęła się prowadzeniem pensjonatu o dźwięcznej nazwie „Jaśminowy Dwór”. Początkowo zakładałaś, że poświęcisz się temu zajęciu przez miesiąc, może dwa, ale mama, tata oraz młodszy brat nie chcieli o tym słyszeć. Do dzisiaj tkwisz więc w tym nieco sennym, ale i pięknym miasteczku, trwale zamieniając policyjny mundur na cywilne ciuchy a pasjonujące czynności śledcze na prozaiczne doglądanie familijnego interesu. Pewnym pocieszeniem jest świadomość, że potrzebujesz spokoju, gdyż nosisz w sobie cząstkę Tomka. Okazało się bowiem, że jesteś w ciąży. Nie znasz płci potomka, ale skrycie marzysz o synu. Z jednej strony bardzo się cieszysz, z drugiej niezwykle brakuje Ci drugiej połówki, na jaką zawsze mogłaś liczyć. Wiesz jednak, że musisz być silna i dbać o siebie, zatem odpoczywasz więcej niż to masz w zwyczaju. W Nałęczowie nie jest to trudne, gdyż atrakcji jest tu jak na lekarstwo. W zasadzie poruszasz się tylko między hotelikiem, domem rodziców i mieszkaniem Małgosi - przyjaciółki z dawnych lat.

19:47:00 No comments

Oto nadeszła wiekopomna chwila - bowiem wielbione przeze mnie Wydawnictwo Ale, do którego książek nigdy nie miałam ani jednego ale (!) uraczyło mnie opowieścią, która bez wątpienia rozkocha w sobie miłośników nowoczesności poglądowej oraz wolno roziskrzających się romansów, czyli tych utrzymanych w nurcie określanym mianem „slow burn” w wersji definitywnie nieszybkiej, a jaka to jednak moją osobę nie do końca przekonała. Wszystko za sprawą głównego bohatera, który względem mych prywatnych odczuć musiałby się dla odmiany zakwalifikować w kategorii literackich nie-mężów. O ile bowiem uważam, że zadziwiająca społecznie akcja panów pod tytułem me too i mężczyźni też płaczą (a i powinni - podczas narodzin pierworodnego, śmierci matki, tudzież współodczuwanych krzywd małżonki) jest czytelniczo ciekawa (choć u konserwatystów mego pokroju powoduje pogłębienie zmarszczek na czole od unoszenia brwi i przewracania oczyma w północne strony świata), o tyle Graham Kelly jest w swoim odwrotnym MOIM ZDANIEM (do jakiego mam pełne prawo) byciu męskim skrajnie przerysowany. Przez to druga część dylogii „Fire & Ice” pod tytułem „Broken ice”, którą napisała Karolina Żynda u kobiet tradycyjnych (cześć, tu Tyrannosaurus rex! 😉), hołdujących klasycznym wartościom i takimż rolom społecznym oraz pewnym przymiotom (rzekomo) brzydszej części ludzkości może wielokrotnie okazać się irytująca. Jako kochanka prozy traumatycznej i traumatyzującej, z przechyłem w niewiadomą stronę, znam doskonale pojęcie rzeczonej podstawy słowotwórczej, czyli traumy, jaka to dotknąć może każdego, niezależnie od płci - i wszyscy będą przeżywali ją różnie. Mam natomiast uzasadnione obawy co do tego, jaką obroną, wsparciem i pomocą byłby dla mnie mój mężczyzna (chwała, pokarało mnie personalnie wymarzonym księciem z b… naszego ukochanego koszmaru, którego sama sobie zazdroszczę) w chwili próby (chociażby napadu czy konfliktu militarnego), gdyby z tragediami NIE radził sobie jak Graham. Czytaj…

02:07:00 No comments
Nowsze posty
Strasze posty

O autorce

O autorce
Żona, kociara, maniaczka thrillerów, wielki ogarniacz życia. Recenzuję literaturę - bo życie jest sztuką. Opowiadam historie o historiach. Mail: kierownikoperacyjny.sp@gmail.com 💥

Kategorie

  • książki

Jestem tutaj

Statystyka odwiedzin

Stali czytelnicy

Archiwum

  • ▼  2026 (102)
    • ▼  lip (7)
      • Marzena Niewiadomska - Głosy piekła - recenzja pat...
      • Stanisław Lem - Opowieści o Pilocie Pirxie - recenzja
      • Grzegorz Kapla - Bez litości - recenzja
      • Stach Szulist - Kumulacja - recenzja
      • Joanna Bober - Księżyce Jowisza - recenzja
      • Tommaso Pagano - W gąszczu kłamstw - recenzja
      • Francesca Catlow - Grecki sekret - recenzja
    • ►  cze (24)
    • ►  maj (20)
    • ►  kwi (10)
    • ►  mar (18)
    • ►  lut (13)
    • ►  sty (10)
  • ►  2025 (296)
    • ►  gru (20)
    • ►  lis (19)
    • ►  paź (30)
    • ►  wrz (25)
    • ►  sie (16)
    • ►  lip (22)
    • ►  cze (19)
    • ►  maj (38)
    • ►  kwi (24)
    • ►  mar (36)
    • ►  lut (24)
    • ►  sty (23)
  • ►  2024 (292)
    • ►  gru (18)
    • ►  lis (30)
    • ►  paź (30)
    • ►  wrz (27)
    • ►  sie (28)
    • ►  lip (25)
    • ►  cze (20)
    • ►  maj (21)
    • ►  kwi (22)
    • ►  mar (24)
    • ►  lut (29)
    • ►  sty (18)
  • ►  2023 (143)
    • ►  gru (17)
    • ►  lis (20)
    • ►  paź (15)
    • ►  wrz (14)
    • ►  sie (14)
    • ►  lip (15)
    • ►  cze (8)
    • ►  maj (10)
    • ►  kwi (9)
    • ►  mar (9)
    • ►  lut (7)
    • ►  sty (5)
  • ►  2022 (31)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (2)
    • ►  wrz (2)
    • ►  sie (5)
    • ►  lip (2)
    • ►  cze (2)
    • ►  maj (2)
    • ►  kwi (3)
    • ►  mar (3)
    • ►  lut (4)
    • ►  sty (3)
  • ►  2021 (60)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (5)
    • ►  sie (5)
    • ►  lip (13)
    • ►  cze (9)
    • ►  maj (6)
    • ►  kwi (9)
    • ►  mar (4)
    • ►  lut (1)
  • ►  2020 (55)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (6)
    • ►  paź (5)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (3)
    • ►  lip (5)
    • ►  cze (6)
    • ►  maj (6)
    • ►  kwi (8)
    • ►  mar (6)
    • ►  lut (2)
    • ►  sty (4)
  • ►  2019 (40)
    • ►  gru (4)
    • ►  lis (4)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (4)
    • ►  lip (5)
    • ►  cze (1)
    • ►  maj (5)
    • ►  kwi (2)
    • ►  lut (7)
    • ►  sty (1)
  • ►  2018 (96)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (5)
    • ►  sie (8)
    • ►  cze (8)
    • ►  maj (12)
    • ►  kwi (11)
    • ►  mar (13)
    • ►  lut (14)
    • ►  sty (17)
  • ►  2017 (197)
    • ►  gru (6)
    • ►  lis (11)
    • ►  paź (9)
    • ►  wrz (16)
    • ►  sie (24)
    • ►  lip (20)
    • ►  cze (17)
    • ►  maj (19)
    • ►  kwi (16)
    • ►  mar (18)
    • ►  lut (8)
    • ►  sty (33)
  • ►  2016 (81)
    • ►  gru (15)
    • ►  lis (23)
    • ►  paź (17)
    • ►  wrz (11)
    • ►  sie (11)
    • ►  cze (2)
    • ►  lut (2)
  • ►  2015 (8)
    • ►  lis (1)
    • ►  cze (1)
    • ►  maj (1)
    • ►  mar (1)
    • ►  lut (2)
    • ►  sty (2)
  • ►  2014 (18)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (1)
    • ►  paź (1)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (1)
    • ►  kwi (4)
    • ►  mar (4)
    • ►  lut (1)
    • ►  sty (2)
  • ►  2013 (18)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (4)
    • ►  wrz (1)
    • ►  sie (2)
    • ►  lip (1)
    • ►  cze (3)
    • ►  lut (3)
    • ►  sty (2)
  • ►  2012 (14)
    • ►  gru (1)
    • ►  paź (5)
    • ►  cze (2)
    • ►  kwi (1)
    • ►  mar (3)
    • ►  lut (2)
  • ►  2011 (12)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (2)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (1)
    • ►  lip (1)
    • ►  mar (1)

Created with by ThemeXpose | Distributed By Gooyaabi Templates