sobota, 26 marca 2011

Sephora's eyeshadows and nails which are changing colours!

Witajcie Kochane. ;) Zaraz idę oglądać Must be the music, tymczasem recenzja próbki cieni z Sephory i zdjęcia paznokci z dzisiaj - jestem zachwycona tym lakierem. ;)

Hello, my lovely. ;) I am going to watch Must be the music, but now the rewievs of Sephora's eyeshadows and photos of my nails today - I am totally in love with this nail polish. ;)

Na początek zapraszam Was na bloga http://dzejninspiracyjnie.blogspot.com - mnóstwo cudnych inspiracji.
And now I invite You on blog : http://dzejninspiracyjnie.blogspot.com - a lot of beautiful inspirations.

Test cieni z Sephory : / Eyeshadows from Sephora :



Na dolną powiekę i ruchomą górną nałożyłam najciemniejszy brązowy cień, zagłębienie górnej powieki podkreśliłam zaś lisim złotym - drugi na górze.
On lover eyelid and on upper moving eyelid I use the darkest brown eyeshadow, on recces upper eyelid I used foxy gold - second in the palette.
Oceniając : / In my opinion :
+ cienie pięknie się mienią / eyeshadows are shinning beautifully
+ nie sypią się / they aren't mess up
+ są bardzo trwałe - utrzymują się na powiece kilka godzin, nadal mając początkowy kolor / they are very stable - arfter a few hours they are still on my eye at the same colour on the morning
+ wystarczy jedno pociągnięcie pędzelkiem, aby uzyskać pożądany kolor / one coat is enough to get the tirght colour
+ czy kupię pełnowymiarowy produkt? tak! / Will I buy it? Yes!

Paznokcie, wyczarowane przy pomocy lakieru Jesse's Girl :
Nails with Jesse's Girl nail polish :












Dlaczego jestem nimi taka oczarowana? Chyba sami widzicie. W zależności od światła zmieniają kolor! Lakier jest niebiesko-fioletowy, zależnie od oświetlenia paznokcie połyskują na niebiesko, fioletowo lub też na dwa kolory!
Why I am so In love with it? I think, that You can see it. In different light they are changing colours! The nail polish is blue-purple, and in different lights nails are shinning on blue or purple or these two colours in the same time!

Oceniając : / And my opinion :
+ aby uzyskać poniższy efekt użyłam dwóch warstw / I used two coats
+ cudownie mienią się w słońcu / they are beautifully shinning on the Sun
+ są różnobarwne <3! / they are full of different colours! <3
+ lakier schnie szybko / dries quickly
+ ma szeroki pędzelek / it has wide brush
+ jestem w nim bezapelacyjnie zakochana <3 / I am totally in love with it <3

To już wszystko na dzisiaj, miłego wieczoru, Kochane.
That's all for today. Have a nice evening, sweeties.

środa, 23 marca 2011

Sometimes dreams come true... & recenzja kredki Double Trouble

Witajcie Kochane. Wróciłam właśnie z korepetycji z matematyki... wreszcie zaczyna mi się troszeczkę rozjaśniać. Dzisiaj recenzja kredki do oczu Oriflame, informacje o zmianach u Viollet i wiadomość, która bardzo mile mnie dzisiaj zaskoczyła.

Zacznę od tego ostatniego, gdyż to chyba najprzyjemniejsze. Otóż, biorę udział w rozlicznych rozdaniach, wygrałam niestety tylko w jednym.... dzisiaj zaś dostałam maila, iż zostałam wylosowana w jednym z nich! Już nie mogę się doczekać przesyłki z Kanady a w niej... sami zobaczcie. :)

Informuję także o zmianach u Viollet - otóż, już niedługo, popularny blogspot http://a-wszystko-przez-ten-wizaz.blogspot.com zmienia swój adres na viollet-na-obcasach.blogspot.com. Z tej okazji Viollet organizuje u siebie rozdanie. (: Zapraszam na jej stronę.

I recenzja :







O dziwo na zdjęciach wyszły mi zielone oczy - nonsens, są niebieskie. Kredka jest dwukolorowa - na górze zrobiłam granatową kreskę, na dole niebieską. Zdjęcia zostały zrobione po dwunastu godzinach bez poprawek, więc śmiem twierdzić, że kredka jest trwała. Nie jest niestety specjalnie miękka, dlatego przy malowaniu trzeba się troszeczkę wysilić. Stosunkowo rzadko odbija się na górnej powiece. Jestem z niej zadowolona. :)
Dostępna w katalogach Oriflame w polecanej przez Ewę Farnę serii Very Me.

To już wszystko na dzisiaj. Jeśli ominęła Was notka na temat pielęgnacji paznokci - zapraszam poniżej.
xoxo, J.




poniedziałek, 21 marca 2011

Moje ulubione kolczyki

Witajcie Kochane. ;) Obiecałam pokazać Wam moje ukochane kolczyki, aczkolwiek ogarnięcie mojego ogromnego kuferka z biżuterią jest niestety niemożliwe, z powodu braku czasu. :) Pokażę Wam zatem kilka par, najbliższych mojemu sercu - te, które noszę najczęściej.

 

niedziela, 20 marca 2011

Recenzja fluidów

Cześć Kochane. ;) W związku z tym, że dzisiaj spędzam cały dzień przed monitorem - trzeci post, ale obiecuję, że już ostatni. Jutro post z moimi ukochanymi kolczykami, teraz natomiast recenzje trzech fluidów, jakie ostatnio używałam. W kolejności - najgorszy, średni i najlepszy.

1. Very Me - Oriflame - odcień Porcelain


Plusy :
Zapach jest chyba najpiękniejszy, z jakim miałam do czynienia, jeżeli chodzi o fluidy. Konsystencja jest świetna do nakładania, szybko się wchłania i nie widać różnicy pomiędzy kolorem skóry a fluidu. Dobrze się rozprowadza.
Minusy :
Po godzinie, dwóch fluid zaczyna się ścierać i gromadzić w niektórych miejscach! Tworzą się okropne bruzdy, przetarcia, makijaż wygląda niczym maska... Pomimo, że pięknie pachnie, na pewno już go nie kupię.
Cena : Około 12-14 zł, dostępne w katalogach Oriflame.

2. Eveline Cosmetics - pure control - odcień naturalny




Plusy :
Kiedy jest świeży ma bardzo dobrą konsystencję - na zdjęciach resztka, więc jest już trochę gęsty. Zapach taki-nijaki, ni parzy, ni ziębi. Dobrze zakrywa niedoskonałości. Nie tworzy bruzd, nie ściera się. Byłam z niego zadowolona.
Minusy :
W sumie nie stwierdzam, jest w porządku.
Cena : nie pamiętam, ale niewiele ponad 10 zł.


3. Soraya - Care & Control - odcień jasny beż


Plusy :
I tylko o plusach może tu być mowa! Niestety nie mam żadnych zdjęć, nawet na palcu już go nie widać,  ponieważ właśnie się skończył. Muszę jutro kupić nowy. Ma piękny naturalny kolor, ślicznie pachnie, idealnie się wchłania. Matuje cerę na wiele godzin. Nie ściera się. Nakładałam na niego puder - cera była wręcz nieskazitelna.
Zdecydowanie mój ukochany fluid!
Cena : 12-14 zł.

Miłego wieczoru, Kochane.
A JAKI JEST WASZ ULUBIONY FLUID? TESTOWAŁYŚCIE POWYŻSZE? :)

sobota, 19 marca 2011

Co Julia miała na głowie - kolory, farby i pielęgnacja

Witajcie Kochane. Jak obiecałam, tak i czynię. Zaprezentuję Wam dzisiaj wszystkie (dosłownie i w przenośni) kolory, jakie miałam już na głowie. :) Na początek zapraszam do obejrzenia zdjęć z opisami. Niżej krótka historia i metody pielęgnacji nieraz zniszczonych włosów.

 Taki kolor miałam w roku 2003, kiedy jeszcze nigdy nie farbowałam włosów. :)

 Maj 2010, włosy po drugim rozjaśnianiu, ze spłukującą się malinową farbą.

 Październik 2009 - loki. :)

 Listopad 2009 - stopniowe rozjaśnianie czerni.

 Także listopad 2009.

 Kwiecień 2010 - taki kolor miałam po przyjściu od fryzjera, chociaż nigdy nie farbowałam włosów brązową farbą.

 Maj 2010 - wiśnia.

 Wrzesień 2011 - rozjaśnianie czerni poprzez pasemka u fryzjera.

 Maj 2010, wiśnia.

 Czerwiec 2010 - płucząca się ognista pomarańcz.

 Listopad 2010, po drugim rozjaśnianiu pasemkami.

 Czerwiec 2010 - trzecie rozjaśnianie w domu i farba mroźny blond.

 Listopad 2010 - po drugim rozjaśnianiu pasemkami.

 Soczysta malina - maj 2010.

 Moje piękne, długie włosy przed ścięciem. Wrzesień 2009.

 Wrzesień 2009 - przed ścięciem, z pasemkami.

 Wrzesień 2009. Głęboka czerń.

 Maj 2010. Ognisty pomarańcz.

 Maj 2010. Czerwień.

 Czerwiec 2010. Po trzecim rozjaśnianiu w domu.

Luty 2011 - czerń z doczepionymi malinowymi pasemkami.

 Wrzesień 2010 - czerń.

 Koniec września 2010 - pierwsze rozjaśnianie pasemkami.

 Listopad 2010 - po drugim rozjaśnianiu pasemkami.

Wrzesień 2010 - czerń.

Maj 2010 - drugie rozjaśnianie w domu, blady rudy.

Wrzesień 2010 - pierwsze rozjaśnianie pasemkami.

 Maj 2009 - czarne długie włosy z różową grzywką, którą niezbyt tu widać.

Maj 2009.

Sierpień 2009. Nieudane rozjaśnianie w domu.

 Sierpień 2009.

Lipiec 2009. Lekki fiolet.

Lipiec 2009 - czerń + czerwień.

Lipiec 2009.

Wrzesień 2009. Tęsknię za tymi włosami...

Sierpień 2009. Czerwień.

Sierpień 2009.

Maj 2009. <3

Maj 2009.

Maj 2010. Wiśnia.

 Maj 2010. Rudy.

 Maj 2010. Malina.

 Grudzień 2010. Po trzecim rozjaśnianiu.

 Orzechowy brąz, grudzień 2010.

Grudzień 2010. 

Kolaż z niektórych moich kolorów włosów, wykonany przez kochaną przyjaciółkę Kasię.

Maj 2010. Mroźny blond.

Czerwiec 2010. Głęboka czerń.

Ciemny fiolet. Kwiecień 2010.

Granatowa czerń. Czerwiec 2010.

Marzec 2009. 

Luty 2009. 

 Teraz.

Teraz.

Obecnie.


Krótka historia :
- Pierwszy raz pofarbowałam włosy w roku 2007, niedaleko przed pójściem do gimnazjum. I tak na błyszczący brąz babcia nałożyła mi czerwone pasemka, które szybko wyblakły i stały się rude. Włosy miałam długie i niezniszczone.
- W marcu 2008 zaczęłam farbować włosy granatowoczarnymi szamponetkami. W końcu przyszły pierwsze farby. Ale czerń, wiadomo, szybko się nudziła, więc zaczęłam sama rozjaśniać włosy, kosztem licznych zniszczeń. W końcu znów zafarbowałam je na czarno, zostawiając jedynie różowo-czerwonawą grzywkę.
- W październiku 2009 podjęłam prawdopodobnie najgłupszą decyzję w całym swoim życiu - ścięłam włosy na boba. Później oczywiście zmieniałam kolory - z czerni na czerwony, z czerwieni na malinę, z maliny na brąz, z brązu na pomarańcz, z pomarańczu na rudy, aż wreszcie z lutego na blond. W czerwcu 2010 wróciłam jednak do czerni, którą miałam na głowie aż do początku września, kiedy to poszłam do fryzjera i zrobiłam sobie karmelowe pasemka. Włosy prawie w ogóle się wówczas nie poniszczyły. Potem poszłam zrobić sobie blond pasemka i włoski poniszczyły się już trochę bardziej.
- Od 18 grudnia 2010 aż do dzisiaj nie pofarbowałam włosów i jest to chyba mój najdłuższy okres bez nakładania żadnej farby. Odstawiłam także prostownicę i odżywiam włosy jak się da. Chciałabym, by do wakacji znów były długie i niezniszczone. Obecnie moje włoski mają już 38 cm, chociaż odrosty są już co najmniej czterocentymetrowe. Ale chcę mieć długie i zdrowe włosy, więc przeboleję. :) Góra jest błyszcząca, włosy lepiej się układają i pozostaje mi tylko nadal reperować poniszczone końcówki.

Metody pielęgnacji :

a. Czego używam obecnie :
Serum z Joanny na zniszczone końcówki :
+ przystępna cena
+ piękny zapach
+ nakładam je zawsze po myciu na końcówki - rzeczywiście są lepsze
+ dobra do nałożenia na włosy konsystencja

Maseczka Progress :
+ przystępna cena
+ świetny zapach
+ starcza na wiele użyć
+  nakładam ją co cztery dni przed myciem... ale jakichś rewelacyjnych efektów nie daje

Szampon z jedwabiem z Joanny :
+ mój ulubiony szampon!
+ włosy po nim pięknie się błyszczą
+ niska cena (około 6 zł)
+ świetny zapach
+ polecam!!!

Szampon Cherry Tree & sweet almonds - Avon :
+ ładnie pachnie
+ jest już z odżywką
+ nie zawiera silikonów 
+ dobra do nakładania konsystencja
+ cena około 10 zł
- nie zauważam szczególnej poprawy kondycji włosów

Mgiełka Gliss Kur Hair Repair :
+ ładny zapach
+ wlosy po niej ślicznie się błyszczą
+ użyta na mokre włosy ułatwia rozczesywanie
- średnia cena (około 15 zł)
+ jest dosyć wydajna

b. Czego używałam?

Olejki na gorąco - Oriflame :
+ pięknie pachną
+ rzeczywiście poprawiają kondycję włosów
- wysoka cena (za buteleczkę, starczającą na raz od 3 do 5 zł)
+ świetna konsystencja

Szampon Avon :
+ przystępna cena (około 10 zł)
+ ciekawy zapach
+ świetna konsystencja
+ wydajny

Avon Damage Repair :
+ miałam zarówno szampon, jak i odżywkę - świetnie poprawiają stan włosów!
+ wydajne
+ dobra konsystencja
+ przyjemny zapach
+ dobra cena ( 8-12 zł)

Garnier Aloe Vera :
+ piękny zapach
- średnia cena (koło 12-15 zł)
+ włosy po nim są lekkie i błyszczące
+ jeden z moich ulubionych zamponów

Szampon Garnier z olejkami :
+ chroni kolor włosów farbowanych 
+ poprawia kondycję włosów i nabłyszcza
+ pachnie trwale i intrygująco

Nafta kosmetyczna dostępna w każdej aptece za około 5 zł
+ świetny zapach
+ przystępna cena
+ stosowana na końcówki przed myciem włosów 2-3 razy w tygodniu starcza aż na około 3 miesiące!
+ poprawia kondycję włosów
- jest strasznie, strasznie tłusta i włosy trzeba myć dwukrotnie by ją całkowicie spłukać

Olejek rycynowy z apteki
+ kosztuje około 2-3 zł
+ niewielka buteleczka starcza na mniej więcej 8-10 użyć
- nieładnie pachnie
- bardzo, bardzo tłusty
+ poprawia stan włosów

Stosowałam także maseczkę z jajka i olejku rycynowego, jednak nie polecam - mnie się nie przysłużyła. Za to całkiem skuteczną metodą na nabłyszczenie włosów, którą poleciła mi babcia jest mycie ich w soku z połowy cytryny, zmieszanym z wodą tuż po farbowaniu, lub tak po prostu. :) 

Przepraszam, że post jest strasznie długi, ale obiecałam wszystko opisać. I tak pominęłam wiele stosowanych produktów, wymieniając tylko te, które najbardziej zapadły mi w pamięć. Mam nadzieję, że post Wam się podobał.

I jeszcze trzy pytania.
1. W którym kolorze włosów było mi najlepiej?
2. Czy Wy też kiedyś tak często zmieniałyście kolory włosów?
3. Znacie lub stosowałyście któryś z poleconych przeze mnie produktów? Zgadzacie się z opisem?

Pozdrawiam i wracam do pierwszego odcinka drugiego sezonu Vampire Diaries. <3