• Strona główna
  • O mnie
  • Współpraca

Opowiadam historie o historiach. Recenzuję literaturę - bo życie jest sztuką.

Dzisiaj otworzyłaś kolejny rozdział w życiu. Odprowadzając syna na dworzec z trudem się uśmiechasz i udajesz, że nie jest Ci smutno. Chłopak rozpoczyna studia w Gdyni i musisz pogodzić się z tym, że na długi czas opuszcza rodzinne gniazdo. Pozostaniesz w nim sama, do czego zupełnie nie jesteś przyzwyczajona. Z jednej strony cieszysz się, że realizuje ambitną drogę życiową. Z drugiej - zdajesz sobie sprawę, iż odtąd będą witały Cię w domu jedynie cztery ściany. Zaledwie pół roku temu wzięłaś rozwód z człowiekiem, który bardziej cenił alkohol niż Ciebie a co gorsza stawał się po nim agresywnym zwierzęciem i posuwał do rękoczynów. Na szczęście się od niego uwolniłaś, choć nie umiesz się pozbyć przejmującego lęku, że nie da Ci spokoju. Wprawdzie od zapadnięcia wyroku nie masz z Darkiem kontaktu, jednak dręczy Cię przekonanie, że ten czeka tylko na okazję, aby zemścić się za to, że jego „własność” w końcu się zbuntowała. I wcale się nie mylisz. Gdy nadchodzą święta Bożego Narodzenia, odpuszczasz ubieranie choinki - uznajesz, że dla samej siebie nie warto tego robić. Wieczorem nalewasz lampkę wina dla rozluźnienia i zabierasz się do pracy. Jesteś zatrudniona w biurze architektonicznym i zajmujesz się sporządzaniem projektów domów oraz aranżacją wnętrz. Bardzo lubisz to zajęcie i wykonujesz je z prawdziwą pasją, więc czas, jaki przy nim spędzasz, sprawia Ci przyjemność. Ledwie zdążyłaś włączyć laptopa, gdy słyszysz dzwonek. Machinalnie otwierasz drzwi wejściowe, nie zastanawiając się kogo za nimi ujrzysz. Chwilę potem serce podchodzi Ci do gardła, gdyż przed Tobą stoi były mąż, w dodatku wyglądający niezwykle niechlujnie. Jest brudny i jak zwykle agresywny, a także śmierdzi procentami.

04:31:00 No comments

Dawno, dawno temu - a może wcale w tak odległych czasach - za siedmioma górami i wieloma lasami… choć niekoniecznie tak daleko, w śnieżnej Krainie Legend żyła sobie Bajarka, która opowiadała historie z morałem, nader przystające do gustu niejakiej Thrillerly. Słowami skreślonymi przez Joannę Kurek, tworzyła baśnie utkane ze smutków i tragedii, w których jednak, co kochającej łamanie bajkowych konwencji Julii niekoniecznie już tak się podobało, zakończenia niosły dozę światła i nadziei. Och, gdyby tak zamordować po drodze widowiskowo wszystkich bohaterów… rozmarzyła się w trakcie lektury autorka niniejszej recenzji. Jej złożony z cienistości, odcieni czerwieni i czerni mózg poczynił zresztą odpowiednie wizualizacje. Kto wie, być może kiedyś przemienią się w halucynacje semantyczne, jak zresztą drzewiej się działo… 😉 Tymczasem pora oddać głos skrytemu za przepiękną okładką zbiorowi opowiadań „The Storyteller from the Land of Snow. Bajarka z Krainy Legend”, jaki idealnie przystaje do urzekającej zimowością pory. Dwanaście narracji - chłodnych niczym lód i przenoszących w zaczarowane, choć realistyczne światy, spośród których każdy jest niepowtarzalny zupełnie jak płatek śniegu. Tom gawęd idealny dla miłośników nieoczywistych legend i podań, którzy lubią zastanowić się nad sensem rzeczywistości. Przed Tobą iście północne fabuły o moście osób zniechęconych egzystencją, Duchu Wigilijnej Dobroci, Czarnej Łapie, Choince Cudów, krwawych śladach na śniegu, Zimowej Pani Frau Perchcie, Śnieżnym Koźle - Strażniku Zimowej Rogatki, Strażniku Fiordu, Yuki-Onnie, Księżycowej Wilczycy, Diabełku co stał się Aniołkiem oraz… przyszłości. Opowieści idealne do czytania pod ulubionym kocem, z kubkiem rozgrzewającej herbaty czy przy kominku - w samotności, z dziećmi, mężem… albo zawsze, kiedy potrzebujesz uwierzyć w to, że na świecie wciąż jest miejsce dla cudów i baśni, mimo szalejącego na nim zła. Nawet wówczas, gdy wydaje Ci się, że majaczące na obrzeżach wzroku światełko w tunelu zwiastuje li przybycie Pendolino. Może to jednak przebłysk magii?

02:15:00 No comments

Żal Ci tej dziewczyny, ale postanowiłaś od razu, że nie zostaniesz dla niej „nową matką”. Nie będzie zabawy w partnerstwo czy wspólny, rodzinny dom. Zapewnisz jej opiekę, wikt i opierunek dopóki nie dorośnie, ale to wszystko, co jesteś w stanie zaoferować. Miejsca w Twoim wielkim warszawskim mieszkaniu, położonym w prestiżowym pałacu Teppera jest dosyć, by wszystkich z łatwością pomieścić. Żyjesz w nim z gosposią Anką, którą przed wielu laty sprowadziłaś ze wsi do miasta, aby pomagała Ci w prowadzeniu gospodarstwa. A teraz przybędzie Ci dodatkowy lokator - córka bliskiej kuzynki Stefanii, zmarłej przed ponad dwoma laty. Kiedy to się stało, Stasia była jeszcze dziewczynką i półsierotą. Jej ojciec, wiejski nauczyciel, odszedł w zaświaty niedługo po jej urodzeniu. Matka była silną kobietą - na tyle, że pomimo stanowczego sprzeciwu zamożnych rodziców, wyprowadziła się z ich domu, aby osiąść wraz z ukochanym na odległym przysiółku pod Lwowem, klepiąc ciągłą biedę. Dziadkowie nie chcieli mieć nic wspólnego z wnuczką, więc obowiązek zaopiekowania się dzieckiem przypadł w udziale właśnie Tobie, choć między Bogiem a prawdą wcale się do tego nie paliłaś. Jednak, po pierwsze - jesteś kobietą, po drugie - nie masz męża, po trzecie - dysponujesz po zgonie rodziców wystawnym lokum. Po czwarte wreszcie, tak zdecydował za Ciebie wuj Andrzej, będący głową rodziny, wcale nie pytając Cię o zdanie. Na szczęście mała była już w wieku odpowiednim, abyś mogła ją posłać do szkoły. Zdecydowałaś, że będzie to ciesząca się wielkim uznaniem pensja pani Zamoyskiej. Bardzo Ci pasowało, że znajduje się aż w Zakopanem, dzięki czemu nie miałaś zbyt wielu kontaktów z niespodziewaną podopieczną. Przez dwa lata Stasia uczyła się w niej przyrządzania posiłków, sztuki towarzyskiej konwersacji, zachowań właściwych dla socjety, noszenia gorsetu i sukien, a więc wszystkiego tego, co musi umieć panienka pochodząca z dobrego domu.

23:28:00 No comments

Witaj w piekle, które składa się z ośmiu kręgów, spośród jakich każdy jest jeszcze bardziej przerażający od poprzedniego. Jeśli sądziłaś, że walka o uzyskanie doktoratu na Cambridge - jednym z najbardziej prestiżowych magicznych uniwersytetów na całym globie - przypomina wojnę o przetrwanie resztkami sił oraz energii, ogromnie się myliłaś. Dopiero teraz przekonasz się, jak wiele niebezpieczeństw czyha na czarownika, jeżeli ten poważy się na szalenie ryzykowny krok i dzięki odpowiednim ułożeniu zaklęć zdecyduje się zstąpić do samych diabelskich czeluści. Nawet teoretycznie przygotowana, skoro przecież przeczytałaś na ich temat każdą akademicką księgę, narażasz się na zetknięcie z siłami, o jakich nie śniło Ci się w koszmarach najczarniejszych nocy. Cóż zresztą w walce z nimi miałyby pomóc źródła sprzed wielu wieków albo te starożytne? Jak właściwie wygląda ta owiana najgorszą sławą kraina, do której trafiają osoby po niesławnym żywocie, złożonym ze złych uczynków? Już za chwilę poznasz odpowiedzi na te powodujące ciarki na ciele pytania. W plecaku masz kilka opakowań kredy - mag nigdzie nie powinien się ruszać bez tej najwyższej jakości, gdyby przyszło mu za chwilę rozrysowywać zaklęcie - obrzydliwe w smaku, lecz sycące batony energetyczne, ciepłe okrycie i całą resztę niezbędnego ekwipunku. Cóż, przynajmniej taką, która daje Ci nikłą nadzieję na przeżycie. O ile cała misja się powiedzie, bo przecież działasz mocno intuicyjnie, mimo całej uniwersyteckiej kariery i faktu, że jesteś jednym z najlepszych doktorantów. Ponoć ceną za przekroczenie bram piekieł za życia oraz teoretyczne wydostanie się z niego jest połowa lat, jakie pozostały Ci na ziemskim padole. Uważasz, że warto je poświęcić. Udajesz się na sam dół w bardzo konkretnym celu. Masz zamiar sprowadzić z powrotem duszę Jacoba Grimesa - prawdziwego mistrza w dziedzinie magii, pod okiem jakiego kształcisz się od lat, by otworzyć dla siebie najświetniejszą ścieżkę kariery i zdobyć upragniony dyplom. Bez mężczyzny nadzieja na wszystko przepadła… i to z Twojej winy.

02:47:00 No comments

Uwięzione w tragicznie zlodowaciałej bajce nieszczęścia, namalowane onirycznymi słowami “Kwiaty zimnej wiosny” Katarzyny Hewy nie rozkwitają pod warstwą śnieżnego puchu, którego ilość wydaje się ogromnieć wraz z każdą przewróconą stroną książki. Ich płatki zaczynają zamarzać na samych krawędziach i obrastają warstwą szronu, by kolejny podmuch przenikającego do szpiku kości wiatru spróbował sprawić, że ugną się pod ciężarem nieuniknionego losu. Prawie żadna dusza nie dostrzega jednak tego zmyślnego spektaklu. Skrzydła rośliny tak oślepiają jasnością bieli, że aż niemalże idealnie wtapiają się w tło rozszalałego przedstawienia przyrody. Może właśnie to było jej celem? Napisałam kiedyś kilka wersów, które w oryginale głoszą: Любовь сильнее смерти и опаснее рока, потому что ведёт вперёд, даже когда путь растворяется в тумане обречённости. Она не ищет спасения, выбирает верность чувству и своим ценностям. За этот выбор всегда платят высшей ценой… - i jakie w mojej ocenie doskonale przystają do twórczości Hewy, władającej literackimi zdaniami wziętymi jakby z zupełnie innej rzeczywistości. Lepiej brzmią po rosyjsku, lecz wolnym tłumaczeniu znaczą: Miłość silniejsza jest niż śmierć i groźniejsza niż fatum, wszak prowadzi naprzód nawet wówczas, gdy droga rozpływa się we mgle przeznaczenia. Nie szuka ocalenia. Wybiera wierność uczuciu i swoim wartościom, za jaki to wybór zawsze płaci się najwyższą cenę... Gdybym miała krótko podsumować “Kwiaty zimnej wiosny” - wybrałabym te właśnie wersy i dodała do nich dwie znaczące informacje. Po pierwsze, choć przewidziałam możliwy rozwój fabuły, ta opowieść złamała mi serce, rozbiwszy je na milion kawałków. Cóż, a przynajmniej tak by zrobiła, gdybym nim dysponowała. Na domiar złego wycisnęłaby z mrocznych oczu łzy. Po wtóre, to JEDNA Z NAJPIĘKNIEJSZYCH historii o miłości, jakie przeczytałam W ŻYCIU. Jej narracja majestatycznie odziewa czytelnika woalem utkanym ze smutku. Otula go także mistrzowską liryką, która szepcze do ucha opowieść o kwiecie, jaki musiał delikatne płatki zahartować niczym stal. Jest wspaniała.

04:34:00 No comments

Kochasz wolność i przygody. Nigdy nie pasowałeś do zwykłej, szarej egzystencji, jaką wiodą inni ludzie. Nie czujesz się od nich lepszy, po prostu jesteś odmienny - Twój niespokojny duch co rusz domaga się nowych podniet. Gdy wielokrotnie wracałeś do rodzinnej, pięknej Barcelony, liczyłeś ostatnie grosze, które pozostały Ci z ostatniej wyprawy i spoglądałeś na swoje podziurawione spodnie, zadając sobie jednocześnie pytanie, czy warto włóczyć się po całym świecie. Czy nie lepiej osiąść spokojnie w niewielkim mieszkanku, jakie pozostawiła Ci ukochana babcia, znaleźć pracę, poznać kobietę i wreszcie się ustatkować. Ale zawsze po paru dniach stagnacji nogi wiodą Cię do portu, w którym wciągasz pełną piersią słone od morskiej wody powietrze i ogarnia Cię niezmierzona tęsknota za wolnością. Taką, którą mierzy się głębią lazurowej wody pod kilem, wysokością palm na odległym wybrzeżu oraz szerokością kół, wykonywanych nad głową przez majestatyczne Albatrosy. Chodząc po uliczkach miasta, czujesz się coraz bardziej wyobcowany. Nie potrafisz znaleźć z ludźmi wspólnego języka, nie brakuje Ci też za towarzystwa dawnych przyjaciół, którzy, widząc, że ich nie potrzebujesz, już dawno odsunęli się od Ciebie. A może to właśnie Ty zacząłeś unikać ich bliskości. Tak czy inaczej, za każdym razem wracasz do starych nawyków i pędzisz przed siebie w poszukiwaniu przygody, nie zastanawiając się, co zdarzy się jutro. Przemierzyłeś świat wszerz i wzdłuż a odciski Twoich stóp można by znaleźć na Karaibach, nad Morzem Czerwonym, w Zanzibarze, Tajlandii, obu Amerykach i w innych niezliczonych krainach. 

„(...) coraz bardziej oddalałem się od świata, do którego - jak czułem - nigdy naprawdę nie pasowałem. Jakby inni wiedzieli coś, czego nikt mi nie powiedział, a co było niezbędne, by poczuć się częścią całości.” 


20:46:00 No comments

Tylko przetrwać, nawet za cenę stracenia lub chwilowego ukrycia w mroku niepamięci wszystkiego, co się przeżyło i tego, kim tak naprawdę się jest. Dostosować się do teraźniejszych okoliczności, skryć osobowość jak najgłębiej w środku, za codzienność przyjmując ciszę i niewychylanie się pod żadnym pozorem. Słowo w niewłaściwym języku może przynieść najgorsze z konsekwencji. Zbyt głośna rozmowa z sąsiadką o długim języku - nieszczęście. Zdradzenie córce, kim w istocie był jej ojciec i w jakich okolicznościach się poczęła - zniszczenie jej zaufania i zachwianie całym światopoglądem. Po naznaczonym wojenną pożogą, wciąż złożonym z szarości mieście najlepiej przemykać niezauważonym. Możliwie pod osłoną nocy, w ciszy, bez spoglądania komukolwiek prosto w oczy. To nie jest łatwe życie ani takie, którego powinno się życzyć nawet obcej osobie. Człowiek nie ma jednak władzy nad wyborem tego, na jakim kawałku świata i w jakim czasie się narodzi. Wrzucony w rozszalały wir dziejowych odmętów, stara się za wszelką cenę wpasować we własny kawałek rzeczywistości. To nie jest heroiczne, lecz normalne. A mimo tego, gdy śledzi się losy niektórych książkowych bohaterów, odczuwa się głęboką zadumę. Próbuje się postawić na ich miejscu, czego w mojej opinii nigdy robić nie należy. Jak głosi znana maksyma, tyle wiemy o sobie, na ile nas sprawdzono. Ocenianie poczynań minionych z perspektywy miękkiego fotela, ustawionego w wygodnym, bezpiecznym pokoju wydaje się niewłaściwe. “Cudze oddechy”, jakie tchnął w wykreowane postaci Paweł J. Sochacki, sprawiają jednak, że czytelnik mimowolnie zastanawia się: jak odnalazłbym się w powojennej rzeczywistości? Czy pokusiłbym się o bliźniacze wybory, a może wolę myśleć, że zachowałbym się zupełnie inaczej? Trzy kobiety - każda z własną historią, nierozerwalnie powiązaną z opowieściami tych pozostałych. Córka, matka i dobrodziejka, złączone tajemnicami i nieustającymi zagrożeniami, teraz splecione jeszcze ciaśniej na skutek niewyjaśnionego zaginięcia sąsiadki. Niewielka miejscowość zamieniona na klimat prowincji z czasów głębokiego PRL-u... Ukojenia brak. 

17:19:00 No comments

Literacka uczta dla wytrawnych smakoszy - opowieść, jaka wymyka się wszelkim ramom gatunkowym. Pozornie można by stwierdzić, iż Agnieszka Płonka stworzyła fantastyczną narrację, jednak wnikliwi już po kilku stronach lektury “Starego przyjaciela” zaczną dostrzegać, że oryginalnie wyglądające przystawki to w istocie historia skomponowana z niezliczonej ilości metafor w wielu aromatach. Choć jej fabułę należy określić mianem skomplikowanej - zapewniam, że jeśli się w niej rozsmakujesz, będziesz nad nią rozmyślał przez kolejne dni i zapragniesz skosztować jej ponownie. Pisarka, zupełnie niczym opatrzony gwiazdką Michelin artysta, włada piórem w sposób dojrzały i pewny, zabierając w czytelnika w podróż tak niewtórną, jak tylko da się to wyobrazić. Z pogranicza jawy oraz snu, mrzonek i koszmarów, przeszłości oraz teraźniejszości - a wszystko to okolone wręcz poetycką warstwą językową. Jej głębię, wbrew pozorom, sugeruje już sama okładka. Prosta, a jednak po poznaniu tej niezwykłej gawędy, nabierająca tak wiele znaczeń. To historia o tym, że połączenie krwistej czerwieni, nieodłącznie kojarzącej się z obmierzłością kom*unizmu, z nieskalaną niewinnością błękitu daje odcień fioletu. Ten zaś przybiera postać siniaka, co to zbyt długo pozostaje na skórze. Opowieść o niedostrzeżonym nietoperzu, nadającym na niesłyszalnych falach. Stającym w płomieniach Feniksie, jaki chroni własne tajemnice i rzadko daje się dostrzec ludziom. Lwie uwięzionym w klatce, którego nie da się uciszyć. Tak jak najsilniejszych spośród odmiennie myślących, jakich propagandziści nieustannie deprecjonują, próbując zamknąć im usta. Nieosądzonych zbrodniach. Dla mnie jednak “Stary przyjaciel” jest przede wszystkim świadectwem niezłomności pewnej kobiety z Fioletowego Podwórka. Kasandry, jaka mimo wielkich możliwości w razie przemiany i autozdrady, pozostała wierna swoim przekonaniom. To zaś zawsze pozostaje najwyższą wartością... pod niebem, które nigdy nie przestaje błękitnieć. Jeśli tylko patrzy się na nie z dobrej strony. 

01:22:00 No comments

Nienawidzisz krawaciarzy. Zawsze nimi gardziłeś - tym stadem szczurów, które nie zważają na godność własną oraz innych ludzi i pną się po chyboczącej drabinie do raju wyśnionej kariery, jaki w ostatecznym rozrachunku okazuje się jedynie nędzną namiastką szczęścia. Krzywdzą bez zastanowienia słabszych i korzą się na widok silniejszych... A pech chce, że dzisiaj właśnie będziesz musiał zanurzyć się w tym obmierzłym dla Ciebie świecie. Musisz bowiem przesłuchać pracownicę modnej firmy architektonicznej o “zaskakującej” nazwie Dom-In. To przyjaciółka zaginionej bez śladu przed prawie miesiącem kobiety i ostatnią osobą, która widziała ją przed tym tajemniczym zdarzeniem. Wchodząc na klatkę biurowca, natykasz się na jednego z „białych kołnierzyków” i z trudem powstrzymujesz się, aby nie przyciąć go drzwiami. Dzierży karton pełen osobistych rzeczy i na pytanie, czy pracuje tu Joanna Niedźwiadek, wyraźnie roztrzęsiony odpowiada, że owszem, ale on już nie jest jej szefem. Z satysfakcją odprowadzasz go wzrokiem, uradowany, że nawet tym z samego świecznika zdarzają się „wylania” z roboty. Wkrótce potem siadasz naprzeciw nader zdenerwowanej dziewczyny. Jest jedyną szansą na ustalenie czegoś konkretnego i złapanie choćby najmniejszego śladu, który wyjaśniłby, co stało się z zaginioną. Początkowo niewiele udaje Ci się z kobiety wyciągnąć, ale w końcu pod silnym naciskiem zaczyna sobie przypominać szczegóły. Z zeznań wynika, że z Katarzyną Jaworską spotkała się na pogaduchy we wrocławskim parku dokładnie 26 grudnia zeszłego roku. Po krótkim spacerze pożegnały się, więc przesłuchiwana wróciła do domu. Jednak jest coś, co nie daje jej spokoju. Ciemny samochód, który mijał ją, gdy szła na spotkanie... Potem widziała go zaparkowanego blisko nich i to na niedozwolonym miejscu. Zauważyła też, że ruszył za przepadłą zaraz po tym, jak się rozstały... 

17:52:00 No comments

Przezabawna, a przy tym posiadająca wielobarwne tło fabularne oraz świetnie zarysowane sylwetki psychologiczne postaci... Właśnie taka powinna być najlepszej jakości komedia romantyczna - i dokładnie te wymogi spełnia powieść kanadyjskiej Pisarki o zwracającym uwagę tytule “Jak poskromić Diabła” (któż nie marzył, by odpowiedzieć na to pytanie w praktyce, kompleks mesjasza i te sprawy albo po prostu szczere uczucie względem najtrudniejszych wyzwań 😉). Choć zimą mam najwięcej energii a styczeń uważam za nader wesoły miesiąc roku, ponoć większość postrzega go jako najbardziej depresyjny. Jeśli się do niej zaliczasz (lub też kochasz żarty sytuacyjne w doskonałych fabułach), mam dla Ciebie idealne remedium, które zapewni Ci dużą dawkę szczerego śmiechu co najmniej kilkudziesięciokrotnie - nieodkładalną narrację Kyry Parsi. Początkowo podchodziłam do niej z równie silnym pociągiem co do opalających się na różowo, nordyckich blondynów 😉, to jest ujemnym, zapomniawszy na chwilę o zaskakującym fakcie - Wydawnictwo Ale to fenomen, jaki nie wziął jeszcze pod skrzydła ni jednej historii, która by mi się nie podobała. Obawiałam się lektury szatańskiej opowieści, ponieważ widziałam o niej niemalże same zachwycone opinie. A jak wieloletnia praktyka zrzędliwego, recenzenckiego wyjadacza wskazuje - jeżeli większość chwali propozycję literacką, niespełna w stu procentach znajdę się w opozycji. I to bynajmniej nie z powodu zwyczajowej przekory, która dinozaurom w pewnym wieku, pełniących określoną profesję już nie przystoi. Niewyjaśnialne, lecz po prostu prawie zawsze tak bywa. Tymczasem... oto mistrzowski kawałek prozy, wręcz stworzony do tego, aby rozpocząć z nim czytelniczo rok, miesiąc czy tydzień. Najeżona przekomarzankami pomiędzy głównymi postaciami sztuka, od jakiej nie można się oderwać. Wyposażona w dodatku w wielowymiarowe tło psychologiczne, którego pewien fragment nieomal mnie wzruszył, a to nie lada gratka. Tym razem z niechęcią zgodzę się z ogółem - ta książka jest świetna, poproszę o więcej! 

01:15:00 No comments
Nowsze posty
Strasze posty

O autorce

O autorce
Żona, kociara, maniaczka thrillerów, wielki ogarniacz życia. Recenzuję literaturę - bo życie jest sztuką. Opowiadam historie o historiach. Mail: kierownikoperacyjny.sp@gmail.com 💥

Kategorie

  • książki

Jestem tutaj

Statystyka odwiedzin

Stali czytelnicy

Archiwum

  • ▼  2026 (15)
    • ▼  lut (5)
      • Monika Michalik - Szuflada z motylami - recenzja
      • Joanna Kurek - The Storyteller from the Land of Sn...
      • Dominika Buczak - Parasolki - recenzja
      • Rebecca F. Kuang - Katabaza - recenzja
      • Katarzyna Hewa - Kwiaty zimnej wiosny - recenzja
    • ►  sty (10)
      • Fernando Gamboa - Ostatnia krypta - recenzja
      • Paweł J. Sochacki - Cudze oddechy - recenzja
      • Agnieszka Płonka - Stary przyjaciel - recenzja
      • Mieczysław Gorzka - Rok zmian - recenzja
      • Kyra Parsi - Jak poskromić diabła - recenzja
  • ►  2025 (296)
    • ►  gru (20)
    • ►  lis (19)
    • ►  paź (30)
    • ►  wrz (25)
    • ►  sie (16)
    • ►  lip (22)
    • ►  cze (19)
    • ►  maj (38)
    • ►  kwi (24)
    • ►  mar (36)
    • ►  lut (24)
    • ►  sty (23)
  • ►  2024 (292)
    • ►  gru (18)
    • ►  lis (30)
    • ►  paź (30)
    • ►  wrz (27)
    • ►  sie (28)
    • ►  lip (25)
    • ►  cze (20)
    • ►  maj (21)
    • ►  kwi (22)
    • ►  mar (24)
    • ►  lut (29)
    • ►  sty (18)
  • ►  2023 (143)
    • ►  gru (17)
    • ►  lis (20)
    • ►  paź (15)
    • ►  wrz (14)
    • ►  sie (14)
    • ►  lip (15)
    • ►  cze (8)
    • ►  maj (10)
    • ►  kwi (9)
    • ►  mar (9)
    • ►  lut (7)
    • ►  sty (5)
  • ►  2022 (31)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (2)
    • ►  wrz (2)
    • ►  sie (5)
    • ►  lip (2)
    • ►  cze (2)
    • ►  maj (2)
    • ►  kwi (3)
    • ►  mar (3)
    • ►  lut (4)
    • ►  sty (3)
  • ►  2021 (60)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (5)
    • ►  sie (5)
    • ►  lip (13)
    • ►  cze (9)
    • ►  maj (6)
    • ►  kwi (9)
    • ►  mar (4)
    • ►  lut (1)
  • ►  2020 (55)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (6)
    • ►  paź (5)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (3)
    • ►  lip (5)
    • ►  cze (6)
    • ►  maj (6)
    • ►  kwi (8)
    • ►  mar (6)
    • ►  lut (2)
    • ►  sty (4)
  • ►  2019 (40)
    • ►  gru (4)
    • ►  lis (4)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (4)
    • ►  lip (5)
    • ►  cze (1)
    • ►  maj (5)
    • ►  kwi (2)
    • ►  lut (7)
    • ►  sty (1)
  • ►  2018 (96)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (5)
    • ►  sie (8)
    • ►  cze (8)
    • ►  maj (12)
    • ►  kwi (11)
    • ►  mar (13)
    • ►  lut (14)
    • ►  sty (17)
  • ►  2017 (197)
    • ►  gru (6)
    • ►  lis (11)
    • ►  paź (9)
    • ►  wrz (16)
    • ►  sie (24)
    • ►  lip (20)
    • ►  cze (17)
    • ►  maj (19)
    • ►  kwi (16)
    • ►  mar (18)
    • ►  lut (8)
    • ►  sty (33)
  • ►  2016 (81)
    • ►  gru (15)
    • ►  lis (23)
    • ►  paź (17)
    • ►  wrz (11)
    • ►  sie (11)
    • ►  cze (2)
    • ►  lut (2)
  • ►  2015 (8)
    • ►  lis (1)
    • ►  cze (1)
    • ►  maj (1)
    • ►  mar (1)
    • ►  lut (2)
    • ►  sty (2)
  • ►  2014 (18)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (1)
    • ►  paź (1)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (1)
    • ►  kwi (4)
    • ►  mar (4)
    • ►  lut (1)
    • ►  sty (2)
  • ►  2013 (18)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (4)
    • ►  wrz (1)
    • ►  sie (2)
    • ►  lip (1)
    • ►  cze (3)
    • ►  lut (3)
    • ►  sty (2)
  • ►  2012 (14)
    • ►  gru (1)
    • ►  paź (5)
    • ►  cze (2)
    • ►  kwi (1)
    • ►  mar (3)
    • ►  lut (2)
  • ►  2011 (12)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (2)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (1)
    • ►  lip (1)
    • ►  mar (1)

Created with by ThemeXpose | Distributed By Gooyaabi Templates