Monika Klara Krajniak - Jesteście tylko przyjaciółmi? Rodzina Tylczyńskich. Tom 1 - recenzja
Sagi rodzinne to opowieści złożone z wartości - jakże potrzebne w pędzącym dzisiaj coraz szybciej świecie, w jakim relacje z bliskimi często są odsuwane na dalszy plan. Wykreowane wielowymiarowo i napisane w uśmiechający sposób, gwarantują doskonałą rozrywkę i relaks, tak niezbędny po kolejnym trudnym dniu. Jeśli ich bohaterowie są zarysowani wielobarwnie i prezentują sobą i własnymi wyborami pewien starodawny urok, tym większa przyjemność z poznawania ich losów. Dokładnie takich znalazłam za przywołującą wiosnę okładką powieści „Jesteście tylko przyjaciółmi?” - pierwszego tomu serii „Rodzina Tylczyńskich” autorstwa Moniki Klary Krajniak. Choć najczęściej przebywam w mrocznych książkowych rzeczywistościach, tego rodzaju odprężające narracje są dla mnie dobrą odskocznią. Lekką, pozwalającą odpocząć skołatanym nerwom i uciekającym wiecznie w rozbieżnych kierunkach myślom, a przy tym pełną… nadziei. Autorka debiutuje pozytywną, skupioną na rodzinie, więzach oraz przyjaźniach fabułą, którą w takim kształcie niestety rzadko obecnie można znaleźć w rodzimej prozie. Niezepsutą, skoncentrowaną na najważniejszych wartościach - a do tego podaną estetyczną warstwą językową. Podobną codzienności, w pełni realistyczną, a jednak ma się wrażenie, że przenoszącą równocześnie w minione czasy. Przyznaję, iż poznawszy 367 stron historii Pisarki w jeden wieczór, nie mogę się doczekać, aby się przekonać, jak potoczą się dalsze perypetie wielodzietnej rodziny Tylczyńskich, której członków zdążyłam polubić niemalże bez wyjątku od pierwszego rozdziału opowieści. Oto gawęda, jaka otula - zabiera do krainy pewnej przyjaźni, z której być może wyniknie coś więcej… W małej wiosce Dąbrowa żyje bowiem dwójka młodych ludzi, jacy od dziecka pozostają nierozłączni i wiedzą o sobie niemalże wszystko. Przed jednym z nich otwierają się jednak bramy dorosłości - czas studiów i wolności, którymi to niestety można się szybko zachłysnąć i zapomnieć o wszystkim, co kiedyś było nader ważne… Choć może relacje na całe życie przezwyciężą chwilową fascynację nieznanym?
„Tylko jak wrócić do
normalności, kiedy jedno spojrzenie, jeden pocałunek, potrafi przewrócić cały
świat do góry nogami?”
Od najmłodszych lat było tak, że właściwie nie istnieliście jako osobne byty, Melania i rok starszy od niej, mieszkający po sąsiedzku Daniel, tylko duet. Od wspólnych zabaw w piaskownicy, po dziecięce zabawy i nastoletnie spacery - widywaliście się praktycznie każdego dnia, uznając za o wiele mniej atrakcyjne spędzanie czasu w pojedynkę. Zarówno Twoja rodzina, jak i familia chłopaka - obie liczne - natrząsają się z tego z uśmiechem i dogryzają Wam, kiedy tylko mogą, że właściwie nie musicie formalizować łączącej Was relacji, wszak wszyscy postrzegają Was jako naturalną parę; od przyjaźni do prawdziwego związku. Cóż… sądzi tak każdy poza Tobą i Danielem. Uważacie, że znacie się lepiej niż brat i siostra, a zatem o żadnej miłości romantycznej nie może być mowy. Znacie swoje myśli na chwilę przed ich wygłoszeniem, dokańczacie wypowiadane zdania, czytacie z twarzy niczym znawcy emocji - wszak widzieliście cały wachlarz u tej drugiej osoby. Tylko skoro tak, jeśli faktycznie nie dopuszczasz do siebie rozterek odnośnie tego czy Daniel mógłby się stać swoim chłopakiem, to dlaczego na myśl o tym, że już niedługo wyjedzie na studia do Gdańska, a przed Tobą jeszcze rok przedmaturalnej nauki, robi Ci się zimno, smutno i zwyczajnie pusto? Chociaż nie masz w tych kwestiach doświadczenia, bo nigdy nie znałaś innych relacji niż ta, dumasz czasem, że to nie do końca typowe dla „tylko” przyjaciół. A może właśnie przeciwnie… Lecz jeżeli pozwolisz roztrząsaniom dryfować dalej, co ostatnio czasem Ci się zdarza, nie wyobrażasz sobie, by Daniel miał prawdziwą dziewczynę - a Ty jakiegokolwiek partnera. Zazdrość do tej pory była Ci obca, ale czasem nawiedza Twój i tak cokolwiek wybuchowy ogląd rzeczywistości. Boisz się też, że jak już przyjaciel chwilę po Twojej osiemnastce przeniesie się na studia, mimo złożonych obietnic, szybko o Tobie zapomni - i nie będzie pisał do Ciebie wiadomości czy przyjeżdżał do rodziny w odwiedziny tak często, jak przyrzekał. Niestety najczarniejsze scenariusze okażą się słuszne… Czy będziesz mieć dość siły i cierpliwości, by zawalczyć o tę znajomość, gdy okaże się to konieczne? Gdzie leżą granice poświęcenia i przywiązania?
„Ale mimo tych starań wciąż
wracała do niego, wracała do wspomnień, do tego, jak w jednej chwili wszystko
się zmieniło. I to było to, czego nie mogła zrozumieć… Dlaczego jej serce nie
chciało odpuścić i zapomnieć? Przecież nie była w nim zakochana, wiec to
powinno być łatwe, prawda?”
Konsekwentnie realizujesz postanowienie, że w trakcie tego roku to nauka będzie dla Ciebie najważniejsza - w końcu zaważy to na całej Twojej przyszłości, jako że do egzaminów maturalnych już całkiem niedługo. W realizacji zadania często towarzyszy Ci brat bliźniak, dzięki czemu przygotowanie do kolejnych zajęć jest o wiele prostsze i przyjemniejsze. Codziennie skupiasz się na przyswajaniu materiału, z czym nie koliduje Ci już pomoc rodzinie w polu czy obejściu domostwa - zimą tego rodzaju prac jest o wiele mniej. I tylko czasem wzrok ucieka Ci w kierunku milczącego telefonu. Odkąd Daniel wyjechał na październikowe studia, właściwie nigdy nie odzywa się pierwszy. Czasem tylko odpowiada półsłówkami i to wiele dni po tym, jak prześlesz mu SMS. Coraz częściej sądzisz, że chyba pora spróbować wymazać go ze swojego życia i zbudować własne. Skoro kilka miesięcy sprawiło, iż zupełnie porzucił Cię dla nowych znajomych i innych rozrywek niż kontakt z przyjaciółką ponoć na całe życie, czy naprawdę wciąż jest wart choć skrawka Twojej uwagi? Jednak mimo wszystko przeszłość jest dla Ciebie zbyt ważna, by ot tak o nim zapomnieć. Niepokoją Cię także doniesienia jego rodzeństwa o tym, że w gdańskich klubach młody mężczyzna jest widziany na niemalże każdej imprezie, o czym świadczą liczne internetowe fotorelacje. Jakbyś słuchała o zupełnie innej osobie - Twój druh w życiu nie zaniedbałby planów na następne lata dla chwilowego wyszalenia się na kolejnych przyjęciach. Może jednak, czego jeszcze nie chcesz do siebie dopuścić, wcale już nie znasz swojego przyjaciela z młodych lat. Może to już zupełnie inna osoba. Ale może, być może, warto jeszcze o nią zawalczyć - bo właśnie przeżywa problemy, które odreagowuje w niespodziewany sposób. I, przyznaj wreszcie przed sobą, czy naprawdę przez te wszystkie lata i teraz wciąż aktualne jest twierdzenie, iż… jesteście tylko przyjaciółmi?
„Omawiali nie tylko drobne
sprawy, ale także snuli wspólne plany na przyszłość, marząc o życiu, które zamierzali
budować razem. To było czymś więcej niż tylko wymianą słów, stanowiło
obietnicę, że ich przyszłość będzie pełna wsparcia, miłości i wspólnych chwil
szczęścia.”
Monika Klara Krajniak
stworzyła opowieść, która urzeknie zarówno miłośników sag rodzinnych, jak i
powieści obyczajowych oraz tych przeznaczonych dla młodzieży. Pierwszy tom
serii „Rodzina Tylczyńskich” o podtytule „Jesteście tylko przyjaciółmi?” to
bowiem wielowątkowa narracja, jakiej obiektywnie nie da się nie lubić,
niezależnie od wieku. Pełna uśmiechu, powabu i wartości - a przy tym dzięki
całemu wachlarzowi zmyślnie wykreowanych postaci obiecująca na przyszłość. Część
pierwsza zabiera czytelnika w świat dwójki przyjaciół i skupia przede wszystkim
na relacji pomiędzy nimi, ale Autorka przy okazji zręcznie przedstawia odbiorcy
liczną rodzinę głównych bohaterów, dzięki czemu ma on nadzieję, że pozna ich
dalsze losy sylwetek pobocznych w kolejnych odsłonach opowieści. W tej urzekła
mnie także warstwa językowa, która pozostaje elegancka, a przy tym ma się
wrażenie, że jest lekka jak piórko. Krajniak bez dwóch zdań ma talent do tego,
by snuć swoją gawędę niczym przyjaciółka siedząca tuż obok przy dogasającym ognisku
- i przenieść nią w świat szeptanych właśnie słów. Jeżeli saga rodzinna lub fabuła
o młodzieńczych pierwszościach - miłościach, zauroczeniach, tragediach,
radościach, smutkach, szczęściach i tych zawirowaniach, które wydają się być końcem
świata, choć w istocie, z perspektywy czasu, były tylko ważkimi doświadczeniami
- to właśnie taka. Z ciepłym dla odmiany uśmiechem polecam, pozostawiając „Jesteście…?”
z notą 8/10. To świetna lektura dla każdego, kto w szarzejącym, zaśniedziałym i
pełnym zgrozy codziennej świecie szuka promyków słońca. Także tego, co to
jeszcze na chwilę chowa się za obłokiem ciemnej gnuśności - jeśli się wierzy,
że za nim może pojawić się jakiekolwiek światło. Gratuluję Autorce debiutu,
który określiłabym mianem literackiej nadziei.
„Chyba nie zdawałam sobie sprawy, że tyle
czasu upłynęło, ale to dlatego, że jestem z Tobą niesamowicie szczęśliwa.”
0 comments
Serdecznie dziękuję za wszystkie opinie, wiadomości oraz czas poświęcony na czytanie mojej strony- tworzę ją dla Was! :-)