Pora na thriller prawno-technologiczny i jego zwichrowaną fabułę, skrytą za nęcąco dwoistą okładką, czyli…
Czym jest sprawiedliwość wymierzana na sali sądowej? Wielu twierdzi, że tylko
przedstawieniem, w którym główną rolę odgrywają osoby odziane w togi:
prokurator, obrońca oraz sędzia, będący kimś w rodzaju mistrza ceremonii,
podczas gdy prawa pokrzywdzonych, zbrodnia oraz odpowiadająca jej kara stanowią
jedynie swoiste didaskalia. Rzetelność wyroku zależy bowiem w znacznym stopniu od
nastroju czy samopoczucia najważniejszej osoby w tym swoistym trio, tej z wyeksponowanym
łańcuchem na szyi. Nikt nie jest w stanie zagwarantować, iż nie zostanie ona
zmanipulowana darem wymowy złotoustego mecenasa bądź nie dokona błędnej
interpretacji zgormadzonego materiału dowodowego. W końcu nie ma człowieka
nieomylnego, a przecież od decyzji przewodniczącego składu zależy los ludzi,
którzy dostali się we wprawdzie wolno, ale jednak bezlitośnie mielące żarna
Temidy i tak naprawdę zdani są wyłącznie na jej łaskę lub niełaskę. Tymczasem
zapewnienie bezstronnego procesu jest podstawowym obowiązkiem państwa i zarazem
manifestacją jego siły, a także wyrazem triumfu zasady, że złe uczynki muszą
się zawsze spotkać z odpowiednią odpłatą, oczywiście pod warunkiem, że jest wymierzana
w absolutnie rzetelny sposób. Dzięki temu realizuje się bowiem kardynalne
zasady prewencji ogólnej, polegające na utrwalaniu w społeczeństwie poszanowania
dla norm prawnych oraz odstraszaniu wszystkich tych, jacy chcieliby pójść w
ślady przestępcy oraz prewencji szczególnej, która ma wyrobić w tym ostatnim
przekonanie, że nie warto popełniać po raz kolejny czynu zabronionego. Gdy te reguły
zostają pogw*ałcone, republika traci cząstka po cząstce podstawowy fundament istnienia,
stając się własną karykaturą i wystawiając na śmieszność. Trzeba więc temu za
wszelką cenę zapobiegać.














