Miłosz Wołk - Łaniewski - Miejmy to za sobą - recenzja
Książka, której treść zaserwowana
jest czytelnikowi nie standardową prozą, a rozmową jakoby żywcem wziętą z
komunikatora internetowego - w dodatku w nietypowym formacie A4, o stronach
podzielonych na połowy? Każdorazowo, gdy sądzę, iż w literackim świecie wiekowego
i doświadczonego wyjadacza niewiele może już zaskoczyć, pojawia się novum, które
udowadnia, iż się myliłam. Ja zaś bynajmniej nie mam nic przeciwko, wszakże
podobne niespodzianki wciąż mają moc rozjaśniającą mroczne i chmurne oblicze.
Miłosz Wołk-Łaniewski to zupełnie nowe nazwisko na scenie rodzimej twórczości,
na jakiej jego posiadacz postanowił zagościć z unikatowym DEBIUTEM. Najszczerszej
przyznawszy, choć w zwichrowanej głowie walczę średnio z milionem szalonych
pomysłów na minutę, nie wystąpił w niej jeszcze taki, by zamiast tradycyjnym tekstem,
przedstawić odbiorcy historię za pomocą okraszonych rzadkimi wtrętami narratora
zdjęć i wiadomości, które wymieniają między sobą dwie osoby, jakie zetknęły się
ze sobą w Internecie za sprawą zrządzenia losu, zupełnego przypadku czy trudnych
do przewidzenia meandrów przeznaczenia. Zadanie trudne do wykonania a do tego na
wskroś innowatorska forma! Szczęśliwie nie posiadam większości archiwum własnych
maili, Messengera czy popularnego onegdaj Gadu-Gadu, jako że jestem przekonana
o tym, iż Autor zainspirowałby mnie na tyle, aby przekształcić część spośród
nich w książkę - choć musiałabym najpierw sprawdzić, czy w zakładach bardzo
zamkniętych można korzystać z Sieci. 😉 Tekst
Pisarza uważam za nader ciekawy eksperyment twórczy. Choć byłam do niego nieco
sceptycznie nastawiona, szybko udało mi się wciągnąć w tę nieszablonową treść.
Poznając opowieść, jaka wydarzyła się naprawdę, o czym widnieje informacja na
okładce, w tego rodzaju wariacji, czytający czuje się niczym… uczestnik reality
show lub wynajęty detektyw czy też osoba, która przypadkowo znalazła w dowolnej
sytuacji odblokowany telefon komórkowy lub laptop, na jakim widnieje otwarte
okno obszernej, intrygującej, toczonej przez dłuższy czas konwersacji. Zdarzało
się. 😉
Książkę znajdziesz pod linkiem: [KLIK].
„<Miejmy to za sobą>
w jej ustach nie znaczyło - pobieżnie, byle jak. Znaczyło - nie traćmy czasu na
pozory. Odpowiedziałem więc bez ozdób, nazywając to, co usłyszałem. Powiedziałem
o barwie. O stabilności. O tym, że takiej rozmowy szuka się długo, a trafia
rzadko. Już po pierwszej wymianie zdań coś się w nas zgrało - rytm oddechu,
prędkość myśli, gotowość do kropek, a nie trzy kropki.”
Jedno powiadomienie, które może odmienić całe przyszłe życie. Błąd systemu, tymczasowe prace nad działaniem serwisu lub algorytmem… albo to sam diabeł właśnie wykonał ruch, którym złączył Twoją ścieżkę z drogą Mary. Choć mieszkasz w Warszawie, jaką uważasz za najznamienitsze i najbardziej kulturalne miasto Polski, właśnie cząstka Twojej osobowości dotarła do pięknej Gdyni. I tak oto kobieta, o jakiej istnieniu nie miałeś do tej pory żadnego pojęcia, otrzymała alert o wiadomości, w której prosisz ją o udzielenie szkolenia. Zapewne nie byłoby w tym nic dziwnego, jako że w korporacji, w której pracuje i święci triumfy, realizuje różne ambitne działania - gdyby nie to, że… niczego takiego nie kliknąłeś. Jak zwać to inaczej, jeśli nie przeznaczeniem i to nawet, jeżeli nie daje mu się wcale wiary? Początkowo Mara, którą zdążyłeś już prześwietlić w Internecie, przesyła Ci wiadomości w dość oschłym, wręcz wyniosłym stylu, co po dokonanym researchu uznajesz za przystające do osoby pełniącej jej profesję. Silisz się nawet na kilka mało sympatycznych żartów na ten temat, krytykując niewolniczą pracę dla ogromnych przedsiębiorstw, czym raczej nie udaje Ci się zaskarbić jej względów. Tak się jednak jakoś plecie, iż od słowa do słowa, które to przekształcają się w rozliczne zdania, konwersujecie ze sobą każdego wieczoru. Jesteś człowiekiem nocy, a więc to właśnie po północy bytujesz w Sieci, podobnie zresztą jak niewiasta, z którą wydajesz się mieć wiele wspólnego - toteż już wkrótce macie nawet „własną godzinę”, o jakiej codziennie jedno z Was odzywa się do tego drugiego. Choć pierwsza tradycja wiosny nie czyni, z pewnością jest świetnym zaczątkiem obiecującej znajomości. Tylko że Ty masz ciemne sprawki, o których kobieta nie ma pojęcia, a ona jakoś nie kwapi się, by zaprosić Cię do Gdyni…
„Istnieją też dusze.
Zbłąkane, przeciągane przez życie jak nici przez palce czasu. Dusze, które potrafią
rozminąć się o lata, o miasta, o całe epoki - a mimo to wracają. Rozpoznają
się. (…) Czasem w innym życiu (…). Jakby coś większego uparło się, że pewne
połączenia mają się wydarzyć, niezależnie od tego, ile razy świat będzie próbował
je zgubić.”
Rzekłby ktoś, iż oszalałeś, skoro coraz częściej zdarza Ci się myśleć, że to dokładnie ta pani, na jaką czekałeś i której pojawienie, przeznaczonej, prorokował Ci nawet niegdyś ukochany dziadek. Dwie dusze, wydające się poznać znacznie wcześniej, może nawet nie w tym życiu czy epoce. Wszystko zaczyna potwierdzać niewyjaśnialne - że coś takiego istnieje naprawdę, a nie jest li wymysłem romantycznych filmów czy książkowych narracji, coraz bardziej jesteś skłonny w to uwierzyć. Już wkrótce opowiadasz jej o przodkach czy swoim synu z poprzedniego związku a do Waszej konwersacji wkradają się bardziej osobiste akcenty. W końcu rozmawiacie także głosowo, zamiast standardowo wymieniać wiadomości tekstowe i wtedy jest tak… jak gdyby wszechświat przestał istnieć, bo oto planowane kilka minut przekształca się w godziny bezczasu. Naturalnie zdarzają się także spięcia, małe kłótnie czy różnice zdań - lecz w jakiej znajomości ich nie ma? Liczysz na to, że już wkrótce będziecie mieli okazję poznać się osobiście i przekonać czy „w realu” także nadajecie na tak zbliżonych i splatających się w jedną falach. Zanim to jednak nastąpi, decydujesz się raz na zawsze rozliczyć z bardzo mroczną działalnością, jakiej trwanie może zagrażać ewentualnemu przyszłemu związkowi… Choć na razie nie zamierzasz nijak klasyfikować tego, co rozwija się między Marą a Tobą. Aby nie zapeszyć, choć może trafniej będzie stwierdzić, że po to, aby pozwolić relacji rozwijać się jak najnaturalniej. Czy też dać działać przeznaczeniu, co to już raz pokazało, jak wiele potrafi - więc dlaczego nie miałoby tego uczynić ponownie. Może posiadane: za sobą może stać się najpiękniejszym: przed sobą?
„(…) od dawna należy do tej
pory. Noc jest jego naturalnym środowiskiem - wtedy domyka sprawy, odbiera
telefony, pilnuje tematów, sprawdza ludzi, myśli i układa w głowie to, czego za
dnia nie da się ułożyć. W tej porze mniej jest pozorów, mniej hałasu, więcej
prawdy.”
Pierwsza propozycja literacka,
z jaką przybył do czytelników Miłosz Wołk-Łaniewski jest trudna do
sklasyfikowania gatunkowego. Myślę, iż współczesna odmiana powieści
epistolarnej jest najlepszą definicją. Opatrzona stosunkowo nieczęstymi wtrąceniami
wszechwiedzącego narratora rozmowa pomiędzy Marą i Natanem stanowi doprawdy wciąż
rzadkie połączenie. Wzbogacona dodatkowo o zdjęcia, wizualizacje zaprojektowane
przez Autora czy zrzuty ekranów obu postaci, wciąga odbiorcę w nietypowy świat.
Na dodatek brak upiększania językowego, przez co czasem wiadomości bohaterów
posiadają naturalne literówki czy emotikony zamiast interpunkcji, czyni całą
lekturę na wskroś prawdziwą i naturalną. Okna komunikatorów czy pola SMS stanowią
swoisty zapis historii pewnej znajomości, jaka mogłaby się przydarzyć niemalże
każdemu. Być może właśnie z tego powodu opowieść staje się bliska odbiorcom -
wszak lwia część z nich z pewnością spotkała kogoś wyjątkowego dzięki tej czy
innej stronie internetowej. Preferencyjnie zmieniłabym sam druk treści na
większy z uwagi na swój dinozaurzy wiek, aczkolwiek, co ciekawe, wzrok szybko
przyzwyczaja się do szybkiego śledzenia „okienek” z rozmową na podzielonych na
dwie rubryki „dymków” stronach większego formatu. Abstrahując od licznych
zaskoczeń co do samej formy książki i zasługującej na wyróżnienie
finezjo-fantazji przy jej tworzeniu oraz składaniu, Autor zdziwił mnie także…
samym zakończeniem. Jak sugeruje, opowieść Mary i Natana zyska dalszy ciąg,
czego się nie domyśliłam. Tego rodzaju otwarty finał niebanalnej historii uśmiecha!
Z plusem za nowatorską formę: 7/10. Bywają rozstania bezpowrotne i powroty, jakim
tej ostatniej kropki postawić nie sposób… Polecam miłośnikom niewtórnego i
spodziewającym się niespodziewanego.
„Królowie życia nie noszą pozłacanych koron. (…) Są spotkania, które dopiero piszą pierwszy wers katastrofy, zachwytu i prawdy zarazem. (…) Właśnie dlatego - to jeszcze nie koniec.”
0 comments
Serdecznie dziękuję za wszystkie opinie, wiadomości oraz czas poświęcony na czytanie mojej strony- tworzę ją dla Was! :-)