Maren Stoffels - Escape room - recenzja
Powieść „Escape room” holenderskiej
autorki Maren Stoffels, która zadebiutowała w roku 2005, mając zaledwie siedemnaście
lat, bez wątpienia sprawi, że kilkukrotnie zastanowisz się, nim przyjdzie Ci do
głowy udać się do tytułowego przybytku. Pełen zagadek pokój, z którego należy uwolnić
się w określonym czasie z założenia jest bowiem doskonałą zabawą i dobrym
pomysłem na spędzenie wolnych chwil z grupą przyjaciół czy znajomych. Jak udowadnia
fabuła Autorki, tego rodzaju rozrywka szybko może zmienić się w straszną
przygodę, z której… nie wszyscy wyjdą bez szwanku. Wyobraź sobie bowiem, że
zamiast dbającej o bezpieczeństwo uczestników rozgrywki osoby, jaka nadzoruje
jej przebieg na kamerach, tkwi psychopata. Na domiar złego - taki, który ma z nimi
niedokończone sprawy z przeszłości i właśnie znalazł doskonały sposób na zrealizowanie
krwawej vendetty. Zapętlona we własnym zwichrowaniu, napiszę: brzmi świetnie,
prawda? 😉 Dokładnie taka jest też narracja
pierwszej książki Pisarki, jaka ukazała się w Polsce. Choć niepozbawiona drobnych
wad, w moim odczuciu pozostaje niezłym przykładem młodzieżowego thrillera, w
jakim napięcie eskaluje wraz z każdą przewróconą stroną. Tychże jest zaledwie
247, co w połączeniu z wręcz zaskakująco krótkimi rozdziałami nadaje opowieści
rzadko spotykanej w literaturze dynamiki. Za jej snucie odpowiada czwórka
bohaterów, naprzemiennie przejmujących stery, dzięki czemu odbiorca może spojrzeć
na wydarzenia wieloperspektywicznie. Do tego dochodzą jeszcze mroczne wtrącenia
złoczyńcy, oznaczone jedynie literą X… Cóż - gdybym nie obawiała się pójścia do
jakiejkolwiek tajemniczej komnaty z powodu możliwości pojawienia się w niej ośmionogich
ohydztw oraz faktu, że nie z noszę
niewielkich i zamkniętych pomieszczeń, po spędzeniu wieczoru z propozycją
literacką Mieszkanki Amsterdamu z pewnością… uznałabym wizytę w escape roomie
za kapitalną ideę. Ta adrenalina - zupełnie jak w rosyjskiej ruletce, mmm… Choć
wziąwszy pod uwagę trzymający się mnie wiernie i dzielnie pech…
„Od czego powinniśmy zacząć naszą opowieść? Zdaję sobie sprawę, że policja będzie chciała się wszystkiego dowiedzieć, ale nie wiem, czy kiedykolwiek będę w stanie o tym mówić. Nikt nie zrozumie, co tam zaszło, przez co przeszła nasza czwórka w tym escape roomie.”
Jesteś piękna, choć urodę postrzegasz bardziej jako przekleństwo niż dar. Niebieskie oczy hipnotyzują morskością szalejącej toni każdego, na kogo je zwrócisz. Długie włosy nadają Ci eterycznego wyglądu, choć coraz częściej służą za kurtynę, która skrywa przed światem Twoją symetryczną twarz. W szkole nie ma osoby, jaka nie podziwiałaby Cię chociaż przez chwilę, zaś nauczyciele często wybaczają drobne przewinienia, co pewnie nie jest do końca sprawiedliwe. Nie pozostajesz z nikim w relacji romantycznej, wręcz stronisz od płci przeciwnej, bo masz wrażenie, iż każdy chłopiec oczekuje od Ciebie tylko jednego - a poza tym chciałby choć przez chwilę umawiać się z najładniejszą dziewczyną w placówce. Nie jest to tym, czego szukasz. Zresztą dopiero co uporałaś się z niezdradzanym nikomu huraganem we własnym wnętrzu, który rozpętał się tam na dobre tuż po tym jak Twój tata, dzielny strażak z powołania, omal nie zginął w ogromnym pożarze, w jakim stracił kolegę. Od tamtej pory cierpi na PTSD a Wasza rodzina nie jest już taka sama - wszyscy jej członkowie drżą z niepokoju, kiedy tylko ojciec jedzie na wezwanie. Wystąpiłaś nawet w podcaście, chcąc pomóc uporać się z trudnymi emocjami innym nastolatkom, którzy mają podobne przeżycia do Twoich. Trochę dziwi Cię, że nieświadomi Twoich trosk Sky i Mint, najlepsi przyjaciele, nawet się o tym nie zająknęli, choć przecież musieli go obejrzeć. Cóż. Pozostajesz samotna i niezrozumiana, wszystkie bolączki tłamsząc w sobie. I tylko w nocy tulisz się do młodszej siostry, która wciąż boi się zasnąć bez kogoś starszego po tym, co nieomal się stało. Już wkrótce okaże się, iż będziesz musiała zmierzyć się z sumą własnych strachów w bezlitosnym starciu, z niewidocznym i nieprzewidywalnym przeciwnikiem. Zanim się to jednak stanie, spotkasz kogoś, kto nareszcie spojrzy na prawdziwą Ciebie - a nie tylko cielesną powłokę. Pracujący w tej samej pizzerii co Twój kolega Sky Miles, równie atrakcyjny i nieceniący własnej aparycji młody mężczyzna, zawróci Ci w głowie już po pierwszym spotkaniu. Zapewne z tego powodu randkę w escape roomie uznasz za dobry pomysł, mimo nienawiści względem małych, zakluczonych przestrzeni… Błąd.
„Ponad dziesięć miesięcy
czekania na ten moment. Teraz stoi przede mną, we własnej osobie. Ściskamy
sobie dłonie. Nie ma pojęcia, kim jestem. Muszę się powstrzymać, żeby za często
nie zerkać na Obiekt. Jest tylko jednym z graczy, tak jak pozostałych troje.”
Zawsze żyłaś w cieniu swojej powabnej przyjaciółki Alissy, ale jak do tej pory średnio Ci to przeszkadzało. Przyzwyczaiłaś się do tego, że - naturalna i niekoniecznie dbająca o wygląd czy zdobny makijaż - pozostajesz cieniem dziewczyny, która rozpromienia pomieszczenie samą obecnością. Nie kreujesz się na gwiazdę i właściwie lubisz pozostawanie poza radarem. Właśnie dzięki temu, najczęściej ignorowana, stajesz się skarbnicą zdobywanych przez przeoczenie informacji a przy tym jesteś… całkiem groźnym przeciwnikiem. Nikt nie wie, że cechuje Cię inteligencja i masz ogromną wiedzę a w kryzysowych sytuacjach zachowujesz zimną krew. To ostatnie już niedługo Ci się przyda. Zauważasz zdziwienie, którym obdarzają Cię Miles, Sky i Alissa, gdy z dziwną własnej osobowości chęcią zgadzasz się na pójście we czwórkę do nowego, podobno hiperrealistycznego escape roomu o nazwie „Dom pewnej rodziny”. Czujesz się nieco urażona, bo wzrok całej trójki wyraża coś na kształt szoku - jakbyś nigdy nie chciała się jakkolwiek zabawić. Może to po prostu dla Ciebie szansa na to, by wreszcie na chwilę oderwać się od dziwnej przypadłości, która toczy Cię od dłuższego czasu. Nikomu się z tego nie zwierzałaś, lecz od wielu miesięcy odczuwasz bóle innych ludzi - i to zanim dotkną ich samych. Chociażby niedawno, gdy Sky postanowił przekłuć sobie brew, denerwowało Cię pulsowanie w tym miejscu na własnej twarzy. Boisz się mówić o tym głośno, bo przecież wszyscy i tak mają o Tobie nieciekawe mniemanie - jako o tej milczącej dziwaczce. Twoja przyjaźń z Alissą też ostatnio jakby się rozluźniła. Masz do niej nieco żalu o to, że wystąpiła w nagraniu, powierzając przeżycia obcym ludziom, a z Tobą nawet o nich nie rozmawia. Jesteś w tym nieco hipokrytyczna, lecz zapewne fakt, że to ona wciąż gra pierwsze skrzypce w Waszym duecie niekiedy Cię męczy. Kiedy zatrzasną się za Wami kraty zakluczonego pudełka bez jednokierunkowego wyjścia, być może w końcu będziesz mogła się wykazać. Jeśli przeżyjesz. Jeżeli ktokolwiek opuści je żywy…
„(…) wyglądała na silną,
choć czułam, że cierpi. (…) To był jej smutek, ale ona milczała na ten temat.
Gdyby chociaż raz dała mi do zrozumienia, co czuje, wówczas mogłabym się do tego
jakość odnieść, ale nigdy tego nie zrobiła. (…) pozostała sobą, z całym swoim
uporem.”
Motyw zamkniętego pokoju,
często nazywanego z angielska „locked room”, był już wielokrotnie
wykorzystywany, w czym duże zasługi miała chociażby skrajnie nielubiana przeze
mnie Agata Christie. Maren Stoffels nadała mu jednak innego charakteru niż ten
najczęściej poznawany dzięki kryminałom czy thrillerom. Złożonego przede
wszystkim z pędzącej akcji, która nie zwalnia ani na chwilę - szczególnie w drugiej
części powieści. Nader krótkie rozdziały z perspektyw wszystkich bohaterów
początkowo były dość dezorientujące - rwana narracja nie pozwalała na dokładne
poznanie poszczególnych postaci. Szybko jednak dałam się porwać tej szaleńczej
podróży, w jakiej tytułowy „Escape room” zyskał wręcz swoją osobowość. I choć
zakończenie średnio mnie satysfakcjonuje a część wypadków udało mi się przewidzieć,
uważam, że ten thriller młodzieżowy to bardzo dobra, mroczna rozrywka na jeden
wieczór. Niespotykana dynamika w połączeniu z momentami ostrą warstwą językową przypadnie
w mojej ocenie do gustu każdej osobie, jaka od książki oczekuje przede
wszystkim zastrzyku adrenaliny i całej kawalkady emocji. Znalazłam tylko jeden
minus w postaci błędu logicznego - nie da się bowiem obciąć równo włosów na
zapałkę przy pomocy nożyczek. Ta niesnaska nie zmienia jednak faktu, że książkę
Holenderki uważam za udaną rozrywkę. Taką w sam raz na raz i jaka wiedzie do interesujących
rozważań… Jestem bowiem pewna, iż mając okazję zamknąć w cieniście mrocznym
pokoju grupę własnych wrogów, wykazałabym się daleko idącą kreatywnością… Nie
będę się jednak rozmarzać, zresztą zapewne podobne finezjo-fantazje zahaczają o
wiele paragrafów Kodeksu karnego. Pozostaje mieć nadzieję, iż uda się je kiedyś
w tajemnicy ziścić. Może wówczas poznasz literacko zaprojektowaną przeze mnie
komnatę zagadek, kto wie. 😉
Tej Autorki ofiarowuję opatrzone minusem 7/10 punktów i zachęcam do przekonania
się, czy mając mocne nerwy, sam się z niej uwolnisz… Kochającym szybkie i mocne
wrażenia - zalecam.
„Bo gdybyś miał jedną,
jedyną szansę, aby w jednej chwili zdobyć wszystko, czego kiedykolwiek pragnąłeś,
to przecież nie wypuściłbyś jej z rąk?”
0 comments
Serdecznie dziękuję za wszystkie opinie, wiadomości oraz czas poświęcony na czytanie mojej strony- tworzę ją dla Was! :-)