Piotr Żymełka - Niewierny - recenzja

by - 01:13:00

„Niewierny” udowadnia, iż Piotr Żymełka ma niekwestionowany talent. Dotychczas znany z wyśmienicie napisanych kryminałów retro, tym razem przybywa z w pełni współczesną odsłoną gatunku - na domiar dobrego udanie skrzyżowaną z thrillerem. (Z uwagi na charakter tej propozycji literackiej, czuję się w obowiązku przestrzec wszystkich panów - zaręczam, iż po tej lekturze dwukrotnie zastanowicie się, nim przyjdzie Wam do głowy skusić się na tak zwany skok w bok - skądinąd słusznie. 😉) O biegłości Autora w halucynacjach semantycznych świadczy również umiejętne, naprzemienne prowadzenie dwóch linii narracyjnych - trzecioosobowej, przybliżanej czytelnikowi przez komisarza, jaki na szczęście bynajmniej nie jest przedstawicielem typowych dla rodzimych powieści spod ciemnej gwiazdy stróżów prawa oraz pierwszoosobowej, za jaką odpowiada tytułowy bohater. Niepowielane, podane całkowicie odmienną warstwą językową, dodają historii niesamowitej wręcz wielowymiarowości oraz ukazują wydarzenia w dynamiczny sposób. To jedna z tych książek, których zwyczajnie nie sposób odłożyć przed poznaniem zakończenia, choć dbająca o niewtórną jakość publikacji Sonia Draga, moje ulubione wydawnictwo, zdążyło już do podobnie niedoścignionego poziomu przyzwyczaić. Nadzorowane przez policjanta śledztwa nijak nie dominuje fabuły, a jedynie staje się barwnym tłem teatralnej rozgrywki dla uciekającego przed sprawiedliwością męża, jaki - męczony kryzysem wieku średniego - połasił się na wdzięki pewnej pani, mimo rzekomo szczęśliwego pozostawiania od ponad dekady w zaobrączkowanym stanie i… szybko tego pożałował. Ustaliwszy, iż pewne części ciała bezpieczniej jednak trzymać na niewłasnym terenie w szczelnie zapiętych spodniach, walczy z niewidocznym przeciwnikiem, który z sobie tylko znanych przyczyn, postanowił go wrobić w niejedną zbrodnię… Czas ucieka, zabójczy przestępca czeka - a gra zaczyna się toczyć o coraz wyższą stawkę. Wszystko to w otoczeniu przekornie mrocznego humoru z postaciami, jakie mogły opuścić tylko pełną finezjo-fantazji głowę. Brawo, panie Żymełka - to się robi tak.

„Doskonale pamiętam dzień, w którym zdradziłem swoją żonę. Pamiętam, ponieważ ten feralny wieczór rozpoczął ciąg brzemiennych w skutki tragicznych wydarzeń i gdybym tylko mógł cofnąć czas… Cóż, mam nadzieję, że potrafiłbym się wówczas zachować przyzwoicie, choć nie wiem tego na pewno.” (Piękne pierwsze zdania dla powieści!)

Była jakże piękna i ponętna, imię nosiła Dominika, jej figurę podkreślał idealnie skomponowany strój a rozwichrzona burza ciemnych włosów obiecywała najdziksze doznania, gdy już odważysz się dać upust żądzom, na co - po namyśle - długo nie trzeba było Cię namawiać. Przede wszystkim miała jedną przewagę: nie była Twoją żoną. Anną, jaką rzekomo wciąż darzysz niegasnącą miłością tak samo jak przy ślubnym kobiercu, ale którą jednak znasz w tak wielkim stopniu, w jakim można orientować się w kimś po, przypomnij sobie, bodajże czternastu latach małżeństwa - czyli ogromniejszym niż całkowitym. Zaczęło się od niewinnego flirtu, potem wymiana wiadomości jęła zmierzać w coraz bardziej gorącym kierunku, aż w końcu stało się - powiedziałeś żonie, że wybierasz się do Karola na jeden z męskich wieczorów z pizzą i piwem, a zamiast tego udałeś się na spotkanie z potencjalną kochanką. I to nie tak, jeszcze się tłumaczysz do lustra, że zdrada kiedykolwiek wcześniej Ci się marzyła. Jako zatrudniony w stabilnej firmie, spełniony zawodowo, życiowo i uczuciowo ojciec nastolatki, dotychczas naprawdę czułeś się szczęśliwy i nie miałeś pojęcia, że czegokolwiek Ci brakowało. Po prostu ta kobieta… zwariowała Cię, uświadamiając, że chciałbyś jeszcze raz w życiu doświadczyć smaku inności, niepewności nowości i nieuchronnej bliskości… katastrofy, jednak o tym dopiero się przekonasz. Pożyczasz samochód przyjaciela kobieciarza, zresztą ku jego widocznej uciesze, że pan stateczny nareszcie postanowił się zabawić i wyruszasz w namiętnie nieznane. Przed opuszczeniem pojazdu, a jakże, chowasz obrączkę do schowka a później spędzasz z Dominiką wieczór, o jakim nigdy Ci się nie śniło. Następnie odstawiasz pojazd do Karola oraz wracasz do domu i pozbawiony wyrzutów sumienia, kładziesz się obok Ani w łóżku. Co więcej, nocna eskapada tak Ci się spodobała, że zamierzasz kontynuować znajomość ze świeżo i doskonale poznaną. Cóż… może jednak to ona ma w planach wciąż ciągnąć ją z Tobą…

„Za każdym razem, gdy wydaje mi się, że moja sytuacja już nie może być gorsza, wydarza się coś, co udowadnia mi, że jednak może. Oczyma wyobraźni ujrzałem, jak pływam w szambie, a złośliwe bóstwa wiadrami jeszcze dolewają do niego gnoju.” 😂

O nowych sprawach, którymi przychodzi Ci się zająć, najlepiej rozmyśla Ci się podczas czytania książek historycznych. Pasja nietypowa jak na śledczego, lecz nie ma w Tobie niczego, co upodabniałoby Cię do reszty policjantów. Jesteś sam, lecz nie ciągnie się za Tobą nieszczęśliwa przeszłość, nie masz też żadnych szkodliwych nałogów, dzięki jakim doznawałbyś nagłego olśnienia i w mig rozwiązywał najtrudniejsze przypadki przestępstw. Zwyczajnie uwielbiasz pracę, w jakiej jesteś dobry i to jej poświęcasz się w pełni, toteż cechuje Cię duża skuteczność. Może tylko ostatnimi czasy sąsiadka polonistka jakoś dziwacznie zwraca Twoją uwagę - lecz jakoś nie widzi Ci się jeszcze zyskanie zamiłowania do poezji… Odsuwasz od siebie natrętne rozważania, wszak właśnie zlecono Ci zajęcie się wrakiem samochodu, w którym tkwi doszczętnie spalone ciało… a poza nim ukryta w schowku obrączka, która postanowiła oprzeć się płomieniom (czemu nie oparł się jej właściciel?). Jak wkrótce ustalasz, pojazd należy do niejakiego Karola Moczara. Przesłuchawszy kolejnych świadków, masz niewiele poszlak, a jednak Twój umundurowany nos postanawia powęszyć, definitywnie słusznie, wobec podejrzanie zachowującego się przyjaciela rzekomego denata - Tomasza Malczewskiego. To on widział ofiarę po raz ostatni a rozmowa z mężczyzną zapala w Twojej głowie ostrzegawczą lampkę, jako że ów definitywnie nie mówi całej prawdy. W dodatku niebawem znika, wplątując Cię w pościg, którego szaleńczy przebieg już wkrótce zawiedzie Cię wprost do kolejnego trupa.  Zanim to jednak nastąpi, do wtóru dźwięków Dire Straits (brawo za muzyczne wtręty, panie Autorze!) zastanowisz się nad tym, że oberwanie pałką nie jest najmilszym, co Cię spotkało, pogrozisz pewnemu małolatowi zamknięciem w celi z karkiem, jakiego pseudonim Wąż bynajmniej nie wziął się znikąd i dojdziesz do wniosku, że podejrzany faktycznie wpakował się w niezłą kabałę, chcąc niczym młodzian zaznać jeszcze raz zakazanego owocu i poczuć się niczym dwudziestolatek, na skutek czego zetknął się z psychopatą, na którego przyszło teraz polować i Tobie… Skaranie boskie. I cóż złego byłoby w tych wierszach najszczerszych?

„Idealne miejsce na odpoczynek i odcięcie się od świata. Na przykład, żeby przemyśleć, co dalej zrobić z niewiernym idiotą, który jest Twoim mężem. Niestety, okolica nadawała się również dla psychopatów (…).” 😂

Od kryminałów zdecydowanie wolę thrillery, a jednak magik Piotr Żymełka właśnie zaczarował dla mnie połączenie tych dwóch gatunków, w dodatku tworząc hybrydę z wciągającą i sympatyczną przewagą tego pierwszego. „Niewierny” i jego absolutnie wyjątkowa narracja, poprowadzona oczami zdradzającego bez skrupułów męża, który szybko doigrał się obezwładniającej kary oraz nietuzinkowego stróża prawa, którego polubiłam od pierwszego rozdziału to bowiem absolutny majstersztyk. Napisany z przymrużeniem oka i rzadko spotykaną w literaturze swadą, szybko staje się także swego rodzaju nienachalnie podanym moralitetem. Znamiona czarnej komedii przychodzą w sukurs wielopiętrowo uknutej intrydze, z jakiej wyłania się epicki wymiar zemsty za krzywdy doznane przed wieloma laty. I tu jednak odbiorca otrzymuje psikus, bowiem finalnie okazuje się, iż to wcale nie było tak, jak wszystko na to wskazywało… Jako wytrawny wyjadacz lektur spod najczarniejszej gwiazdy, domyśliłam się możliwego przebiegu podstępu oraz samego rozwiązania ostatnich fabularnych nici, ale nijak nie odebrało mi to nieustającej przyjemności z lektury. Po tym można poznać tę dobrą - jak i po tym, iż Pisarz nie zgubił absolutnie żadnego elementu logicznego, choć złożył swoją narrację z imponującej ich ilości. Żadnych luk, zarówno w prowadzonym rzetelnie śledztwie, jak i detalach, które kazałyby zwątpić w wiarygodność iście diabelskiego planu, jaki kieruje wymierzającym vendettę. Jako nadany specjalista od cienistych materii ubolewam li nad tym, iż nazwisko Pisarza nie jest słynne absolutnie każdemu miłośnikowi thrillerów oraz kryminałów. Uważam, że powinno zastąpić te ogółowi znane i często niesłusznie cenione. Twórczość Żymełki to klasa sama w sobie - coś więcej niż tylko zwłoki, zbrodnia i śledztwo czy nawet emocje, napięcie i poczucie zagrożenia. „Nagi instynkt” w wersji polskiej (Autorze, posłowie mnie uśmiechnęło, dokładnie o tym myślałam w trakcie czytania!), współczesnej i do tego zakrawającej na to, czego zawsze szukam - literaturę piękną. 9/10 - w kierunku dziesiątki. Ogromnie polecam. PS Smaczek na koniec: „Trudno mówić kochance o żonie. Ale na odwrót chyba jeszcze trudniej (…)” - czyż nie jest to urocza myśl kogoś, kogo najgłupsze czyny właśnie same wiodą na „szafot”?

„Choć istnieje takie stare powiedzenie: chcesz usłyszeć śmiech Boga, opowiedz mu o swoich planach. Sądzę, że tamtego dnia musiał nieźle rechotać, widząc nadchodzące wydarzenia.”

You May Also Like

0 comments

Serdecznie dziękuję za wszystkie opinie, wiadomości oraz czas poświęcony na czytanie mojej strony- tworzę ją dla Was! :-)