Piotr Żymełka - Niewierny - recenzja
„Niewierny” udowadnia, iż
Piotr Żymełka ma niekwestionowany talent. Dotychczas znany z wyśmienicie
napisanych kryminałów retro, tym razem przybywa z w pełni współczesną odsłoną
gatunku - na domiar dobrego udanie skrzyżowaną z thrillerem. (Z uwagi na charakter
tej propozycji literackiej, czuję się w obowiązku przestrzec wszystkich panów -
zaręczam, iż po tej lekturze dwukrotnie zastanowicie się, nim przyjdzie Wam do
głowy skusić się na tak zwany skok w bok - skądinąd słusznie. 😉) O biegłości Autora w halucynacjach
semantycznych świadczy również umiejętne, naprzemienne prowadzenie dwóch linii
narracyjnych - trzecioosobowej, przybliżanej czytelnikowi przez komisarza, jaki
na szczęście bynajmniej nie jest przedstawicielem typowych dla rodzimych powieści
spod ciemnej gwiazdy stróżów prawa oraz pierwszoosobowej, za jaką odpowiada
tytułowy bohater. Niepowielane, podane całkowicie odmienną warstwą językową,
dodają historii niesamowitej wręcz wielowymiarowości oraz ukazują wydarzenia w
dynamiczny sposób. To jedna z tych książek, których zwyczajnie nie sposób
odłożyć przed poznaniem zakończenia, choć dbająca o niewtórną jakość publikacji
Sonia Draga, moje ulubione wydawnictwo, zdążyło już do podobnie niedoścignionego
poziomu przyzwyczaić. Nadzorowane przez policjanta śledztwa nijak nie dominuje
fabuły, a jedynie staje się barwnym tłem teatralnej rozgrywki dla uciekającego
przed sprawiedliwością męża, jaki - męczony kryzysem wieku średniego - połasił
się na wdzięki pewnej pani, mimo rzekomo szczęśliwego pozostawiania od ponad
dekady w zaobrączkowanym stanie i… szybko tego pożałował. Ustaliwszy, iż pewne
części ciała bezpieczniej jednak trzymać na niewłasnym terenie w szczelnie
zapiętych spodniach, walczy z niewidocznym przeciwnikiem, który z sobie tylko
znanych przyczyn, postanowił go wrobić w niejedną zbrodnię… Czas ucieka, zabójczy
przestępca czeka - a gra zaczyna się toczyć o coraz wyższą stawkę. Wszystko to
w otoczeniu przekornie mrocznego humoru z postaciami, jakie mogły opuścić tylko
pełną finezjo-fantazji głowę. Brawo, panie Żymełka - to się robi tak.
„Doskonale pamiętam dzień, w którym zdradziłem swoją żonę. Pamiętam, ponieważ ten feralny wieczór rozpoczął ciąg brzemiennych w skutki tragicznych wydarzeń i gdybym tylko mógł cofnąć czas… Cóż, mam nadzieję, że potrafiłbym się wówczas zachować przyzwoicie, choć nie wiem tego na pewno.” (Piękne pierwsze zdania dla powieści!)
Była jakże piękna i ponętna, imię nosiła Dominika, jej figurę podkreślał idealnie skomponowany strój a rozwichrzona burza ciemnych włosów obiecywała najdziksze doznania, gdy już odważysz się dać upust żądzom, na co - po namyśle - długo nie trzeba było Cię namawiać. Przede wszystkim miała jedną przewagę: nie była Twoją żoną. Anną, jaką rzekomo wciąż darzysz niegasnącą miłością tak samo jak przy ślubnym kobiercu, ale którą jednak znasz w tak wielkim stopniu, w jakim można orientować się w kimś po, przypomnij sobie, bodajże czternastu latach małżeństwa - czyli ogromniejszym niż całkowitym. Zaczęło się od niewinnego flirtu, potem wymiana wiadomości jęła zmierzać w coraz bardziej gorącym kierunku, aż w końcu stało się - powiedziałeś żonie, że wybierasz się do Karola na jeden z męskich wieczorów z pizzą i piwem, a zamiast tego udałeś się na spotkanie z potencjalną kochanką. I to nie tak, jeszcze się tłumaczysz do lustra, że zdrada kiedykolwiek wcześniej Ci się marzyła. Jako zatrudniony w stabilnej firmie, spełniony zawodowo, życiowo i uczuciowo ojciec nastolatki, dotychczas naprawdę czułeś się szczęśliwy i nie miałeś pojęcia, że czegokolwiek Ci brakowało. Po prostu ta kobieta… zwariowała Cię, uświadamiając, że chciałbyś jeszcze raz w życiu doświadczyć smaku inności, niepewności nowości i nieuchronnej bliskości… katastrofy, jednak o tym dopiero się przekonasz. Pożyczasz samochód przyjaciela kobieciarza, zresztą ku jego widocznej uciesze, że pan stateczny nareszcie postanowił się zabawić i wyruszasz w namiętnie nieznane. Przed opuszczeniem pojazdu, a jakże, chowasz obrączkę do schowka a później spędzasz z Dominiką wieczór, o jakim nigdy Ci się nie śniło. Następnie odstawiasz pojazd do Karola oraz wracasz do domu i pozbawiony wyrzutów sumienia, kładziesz się obok Ani w łóżku. Co więcej, nocna eskapada tak Ci się spodobała, że zamierzasz kontynuować znajomość ze świeżo i doskonale poznaną. Cóż… może jednak to ona ma w planach wciąż ciągnąć ją z Tobą…
„Za każdym razem, gdy
wydaje mi się, że moja sytuacja już nie może być gorsza, wydarza się coś, co udowadnia
mi, że jednak może. Oczyma wyobraźni ujrzałem, jak pływam w szambie, a złośliwe
bóstwa wiadrami jeszcze dolewają do niego gnoju.” 😂
O nowych sprawach, którymi przychodzi Ci się zająć, najlepiej rozmyśla Ci się podczas czytania książek historycznych. Pasja nietypowa jak na śledczego, lecz nie ma w Tobie niczego, co upodabniałoby Cię do reszty policjantów. Jesteś sam, lecz nie ciągnie się za Tobą nieszczęśliwa przeszłość, nie masz też żadnych szkodliwych nałogów, dzięki jakim doznawałbyś nagłego olśnienia i w mig rozwiązywał najtrudniejsze przypadki przestępstw. Zwyczajnie uwielbiasz pracę, w jakiej jesteś dobry i to jej poświęcasz się w pełni, toteż cechuje Cię duża skuteczność. Może tylko ostatnimi czasy sąsiadka polonistka jakoś dziwacznie zwraca Twoją uwagę - lecz jakoś nie widzi Ci się jeszcze zyskanie zamiłowania do poezji… Odsuwasz od siebie natrętne rozważania, wszak właśnie zlecono Ci zajęcie się wrakiem samochodu, w którym tkwi doszczętnie spalone ciało… a poza nim ukryta w schowku obrączka, która postanowiła oprzeć się płomieniom (czemu nie oparł się jej właściciel?). Jak wkrótce ustalasz, pojazd należy do niejakiego Karola Moczara. Przesłuchawszy kolejnych świadków, masz niewiele poszlak, a jednak Twój umundurowany nos postanawia powęszyć, definitywnie słusznie, wobec podejrzanie zachowującego się przyjaciela rzekomego denata - Tomasza Malczewskiego. To on widział ofiarę po raz ostatni a rozmowa z mężczyzną zapala w Twojej głowie ostrzegawczą lampkę, jako że ów definitywnie nie mówi całej prawdy. W dodatku niebawem znika, wplątując Cię w pościg, którego szaleńczy przebieg już wkrótce zawiedzie Cię wprost do kolejnego trupa. Zanim to jednak nastąpi, do wtóru dźwięków Dire Straits (brawo za muzyczne wtręty, panie Autorze!) zastanowisz się nad tym, że oberwanie pałką nie jest najmilszym, co Cię spotkało, pogrozisz pewnemu małolatowi zamknięciem w celi z karkiem, jakiego pseudonim Wąż bynajmniej nie wziął się znikąd i dojdziesz do wniosku, że podejrzany faktycznie wpakował się w niezłą kabałę, chcąc niczym młodzian zaznać jeszcze raz zakazanego owocu i poczuć się niczym dwudziestolatek, na skutek czego zetknął się z psychopatą, na którego przyszło teraz polować i Tobie… Skaranie boskie. I cóż złego byłoby w tych wierszach najszczerszych?
„Idealne miejsce na
odpoczynek i odcięcie się od świata. Na przykład, żeby przemyśleć, co dalej
zrobić z niewiernym idiotą, który jest Twoim mężem. Niestety, okolica nadawała
się również dla psychopatów (…).” 😂
Od kryminałów zdecydowanie
wolę thrillery, a jednak magik Piotr Żymełka właśnie zaczarował dla mnie
połączenie tych dwóch gatunków, w dodatku tworząc hybrydę z wciągającą i sympatyczną
przewagą tego pierwszego. „Niewierny” i jego absolutnie wyjątkowa narracja,
poprowadzona oczami zdradzającego bez skrupułów męża, który szybko doigrał się
obezwładniającej kary oraz nietuzinkowego stróża prawa, którego polubiłam od
pierwszego rozdziału to bowiem absolutny majstersztyk. Napisany z przymrużeniem
oka i rzadko spotykaną w literaturze swadą, szybko staje się także swego
rodzaju nienachalnie podanym moralitetem. Znamiona czarnej komedii przychodzą w
sukurs wielopiętrowo uknutej intrydze, z jakiej wyłania się epicki wymiar
zemsty za krzywdy doznane przed wieloma laty. I tu jednak odbiorca otrzymuje psikus,
bowiem finalnie okazuje się, iż to wcale nie było tak, jak wszystko na to
wskazywało… Jako wytrawny wyjadacz lektur spod najczarniejszej gwiazdy, domyśliłam
się możliwego przebiegu podstępu oraz samego rozwiązania ostatnich fabularnych
nici, ale nijak nie odebrało mi to nieustającej przyjemności z lektury. Po tym
można poznać tę dobrą - jak i po tym, iż Pisarz nie zgubił absolutnie żadnego
elementu logicznego, choć złożył swoją narrację z imponującej ich ilości.
Żadnych luk, zarówno w prowadzonym rzetelnie śledztwie, jak i detalach, które
kazałyby zwątpić w wiarygodność iście diabelskiego planu, jaki kieruje
wymierzającym vendettę. Jako nadany specjalista od cienistych materii ubolewam li
nad tym, iż nazwisko Pisarza nie jest słynne absolutnie każdemu miłośnikowi
thrillerów oraz kryminałów. Uważam, że powinno zastąpić te ogółowi znane i
często niesłusznie cenione. Twórczość Żymełki to klasa sama w sobie - coś więcej
niż tylko zwłoki, zbrodnia i śledztwo czy nawet emocje, napięcie i poczucie
zagrożenia. „Nagi instynkt” w wersji polskiej (Autorze, posłowie mnie
uśmiechnęło, dokładnie o tym myślałam w trakcie czytania!), współczesnej i do
tego zakrawającej na to, czego zawsze szukam - literaturę piękną. 9/10 - w
kierunku dziesiątki. Ogromnie polecam. PS Smaczek na koniec: „Trudno mówić
kochance o żonie. Ale na odwrót chyba jeszcze trudniej (…)” - czyż nie jest to
urocza myśl kogoś, kogo najgłupsze czyny właśnie same wiodą na „szafot”?
„Choć istnieje takie stare
powiedzenie: chcesz usłyszeć śmiech Boga, opowiedz mu o swoich planach. Sądzę,
że tamtego dnia musiał nieźle rechotać, widząc nadchodzące wydarzenia.”
0 comments
Serdecznie dziękuję za wszystkie opinie, wiadomości oraz czas poświęcony na czytanie mojej strony- tworzę ją dla Was! :-)